sobota, 15 października 2016

Rozdział 38: Gdy było się w pałacu świrów, to najlepiej gadać o sukienkach!

   Obrzuciłam uważnym wzrokiem mój „luksusowy” apartament, gdzie mnie zamknęli i kopnęłam z pół obrotu w drzwi. Ani drgnęły.
 Fludim, jak to się stało, że ma to? – spytałam, patrząc ponuro na pierścionek, który Hydron wepchnął mi na palec.
   Pamiętam, że gdy go wyciągnął, to zbaraniałam, bo przypomniało mi się to jego gadanie o narzeczonej, a on to wykorzystał i proszę! Dzięki własnej nieuwadze i mózgu profesorka Claya moc jest zamknięta i nie mogę jej użyć! A pierścień nie zejdzie!
   I na dodatek Shadow zapowiedział, że mnie odwiedzi! Ja nawet nie chcę wiedzieć , co on planuje!
   Kichnęłam i potarłam ramiona. Jeny, jakie one mają cięcia budżetu, że tu jest zimno jak w lodówce?
 Co ty wyrabiasz, kretynie! – na korytarzu rozległ się wrzask Mylene. – Ty ośle, debilu i psychopato! Ona nie może stamtąd wyjść!
   Ciekawe czy to przez to, że musieli mnie tu wspólnymi siłami wpychać, a Lync i Hydron mają ode mnie po siniaku pod okiem...
   Heh, znów zrobiłam niezłe wejście.
   Nie miałam zamiaru spać, więc zaczęłam chodzić w kółko po pokoju i rozmyślać, co tu zrobić.
– Wiedziałem, że coś z tobą nie tak, ale żebyś miała nerwicę? – ujrzałam Hydrona, stojącego w drzwiach, a zanim Shadowa i Volta.
 Co jest? Tak się mnie boisz, że zabrałeś swoje osiłki? – zadrwiłam.
 Radzę ci przestać być taką bezczelną. – syknął i rzucił mi niewielką, miękką paczkę.
   Złapałam ją i bez pytania otworzyłam. Ze środka wypadły dwie suknie. Jedna biała ze złotymi zdobieniami, a druga fioletowa w czarne kwiaty.
 Masz się w którąś jutro ubrać. – rozkazał, po czym zamknął drzwi.
   Pokazałam mu język, chociaż tego nie widział i padłam na łóżko.
   Drzwi są najwyraźniej na jakiś kod i mogę być otwierane tylko na zewnątrz. Nie no super!
 Fludim, proszę zrób ten portal, bo nie przeżyję, gdy będę musiała stać przed tą dziadygą i księciuniem w sukni! – jęknęłam.
– Próbuję, Jessie, ale nie mogę! Ciągle nie rozumiem, jak to działa. – zmartwił się bakugan. – Znów czułem tą potężną energię, ale skąd on się bierze?
   Zamilkliśmy, starając się rozwikłać zagadkę, ale żadne rozwiązanie nie nadeszło.
 Reiko, jesteś?
 Owszem. – Pojawiła się nade mną.
– Możesz rozwalić te drzwi?
 Nie. – Pokręciła głową i wskazała na pierścień. – Jesteśmy połączone i kiedy twoja moc jest zablokowana, to moja też.
 Ale gdy byłam wyczerpana, to mnie broniłaś!
 To coś innego. – odparła i zauważyła suknie. – Jakie piękne! – wykrzyknęła zachwycona.
– Wiem, ale są od Hydrona. – mruknęłam, padając plecami na łóżko.
– No to co? To mistrzowska robota! Obydwie wspaniałe by współgrały ze spinką!
– Jaką spinką? – spytałam.
 Tą Melody. – powiedziała spokojnie, ale jednym okiem uciekła na bok.
   Kłamie...
 Przecież nie musisz ich ubierać. – wtrącił się Fludim.
   Popatrzyłam na niego z wysoko uniesionymi brwiami i wskazałam na moje krótkie spodenki, luźną koszulkę i bambosze.
 Mam się im pokazać w tym?! Już mi starczy ten zboczony wzrok Shadowa, gdy mnie zobaczył! – Aż się wzdrygnęłam na wspomnienie tego.
– W sumie...
– Ale nie masz butów. – zauważyła Reiko.
 Suknia zasłoni. – wymamrotałam. – Czemu my tak właściwie gadamy o mojej garderobie, gdy jestem w pałacu tych świrów i mam dość mocno przerąbane?!
 Eee...bo lubimy? – padła odpowiedź godna Dana, którą wypowiedział Fludim.
   Plasnęłam się w czoło i głośno wciągnęłam powietrze.
 Tylko spokój może nas uratować.
 Szczerze w to wątpię. – mruknęła Reiko.
 Nie pomagasz! – rzuciłam.
   Zaburczało mi w brzuchu.
 Oni mają zamiar mnie zagłodzić? Która w ogóle godzina?! – Zerwałam się z łóżka i stanęłam na małym dywaniku.
 Dochodzi trzecia w nocy. – poinformowała mnie Reiko tonem spikerki radiowej.
– Przecież na Ziemi jest 5!
 Tutaj jest zmiana czasowa.
 Kurde! – Tupnęłam nogami. – Chcę jeeeść! – wydarłam się.
 Serio? – usłyszałam głos Shadowa na korytarzu i ten jego rechot.
 Nie na niby!
 A pójdziesz ze mną? – spytał i usłyszałam jak wpisuje kod. Po chwili drzwi stały otworem.
 Dobra! – Z dziarskim uśmiechem wyszłam, ignorując fakt, że może mnie teraz obłapiać wzrokiem.
 Ale coś za coś, prawda? – Położył rękę na moim ramieniu i wystawił jęzor.
   Już się szykowałam do sierpowego, gdy wypalił:
 Ugotujesz mi kurczaka z curry?
 He? – Wpatrywałam się w niego oniemiałam, ale szybko się ocknęłam. – Yhym, ugotuję.
 To chodź! – Pociągnął mnie za rękę w ciemne korytarze.
 Tak po ciemku to się zabijemy! – uznałam, macając ściany w poszukiwaniu włącznika.
– Nie potrzebuję światła by widzieć. – odparł.
– Ale ja nie mam zamiaru być kretem! – oburzyłam się.
– Czy ty mnie właśnie obraziłaś?
 Yyy...Szczerze? Nie mam pojęcia – przyznałam.
   Szybciej kreta obraziłam, bo one są mądre...Tylko, że za nic tego nie powiem, gdy jestem sama z Shadowem!
   Puścił mój nadgarstek i dosłownie rozpłynął się w mroku.
 Zajebiście! – warknęłam, idąc na oślep dalej. – Jeszcze wpadnę na tą wiedźmę i będzie bal roku!
– Wiedźma śpi. – odparł głos Hydrona.
   Stanęłam w miejscu, próbując wychwycić, gdzie on jest. Nagle korytarz zalało światło, a ja dostrzegłam Shadowa jedzącego udko i Hydrona w samych dresowych spodniach. Nie powiem trochę dziwne zestawienie...
 Jakim cudem wyszłaś? – spytał książę, prowadząc mnie do kuchni, po tym jak usiadłam po turecku i rykami domagałam się jedzenia.
 Wściekłej i głodnej kobiety nawet ściana nie zatrzyma!
   Jego mina była bezcenna. Zaczęłam się śmiać. Po chwili dołączył do mnie Shadow i obydwoje śmialiśmy się jak wariaci przez dobrą chwilę.
 A tak naprawdę? – westchnął Hydron.
   Wyciągnęłam z lodówki jakiś jogurt i zaczęłam go jeść.
 Jego wina. – Wycelowałam łyżeczką w Shadowa.
 Zdrajczyni! – krzyknął oburzony Prove.
   Wzruszyłam ramionami i przestałam słuchać kłótni Hydrona z Shadowem. Wyrwałam się z letargu dopiero wtedy, gdy wbiła Mylene i zaczęła tak wrzeszczeć, że nie zrozumiałam ani słowa.
 Poootwór! – wydarł się Shadow, pokazując na maseczkę dziewczyny.
 Zgadzam się. – Odsunęłam od siebie kubeczek z jogurtem. – Aż mi się jeść odechciało.
   Albinos wybuchł wariackim śmiechem, a Mylene zacisnęła pięści.
 Lepiej mi się nie stawiaj, dziewucho. – wycedziła.
   Ziewnęłam ostentacyjnie.
   W błyskawicznym tempie jej paznokcie zacisnęły się na mojej bliźnie.
 Chcesz powtórkę? – syknęła, przejeżdżając pazurem po starej ranie.
   Poczułam ostry ból i ujrzałam krew na rękawie. Hydron odepchnął Vexoskę.
– Nie pozwalam ci jej krzywdzić!
 Wybacz, książę. – wymamrotała Mylene i opuściła kuchnię razem z Shadowem. Kilka sekund później usłyszałam jej wrzask, rechot Prova i huk zamykanych drzwi.
 Oczekuj pozwu, jędzo jedna! – krzyknęłam.-  Myślałam, że mnie nie znosisz. – zwróciłam się do Hydrona.
 Nie przepadam za tobą – mruknął i rzucił mi wacik oraz wodę utlenioną. – Jesteś bezczelna, wredna i hałaśliwa, ale nie widzę sensu, by cię krzywdzić... – urwał na chwilę, po czym spojrzał groźnie. – Póki co. 
   Uniosłam brew, ale nic nie odpowiedziałam, tylko zajęłam się raną. W końcu nie chciałam złapać jakieś wścieklizny tej wiedźmy!

****

– Wstawaj. – Uniosłam głowę i ujrzałam Lynca.
 Jeszcze pięć minut! – jęknęłam i obróciłam się na drugi bok.
 Król Zenoheld chce cię widzieć. – powiedział Volan. – Więc lepiej się rusz.
 Powiedz mu, żeby się powiesił albo utopił w herbacie. – burknęłam.
   Chłopak nie wytrzymał i zerwał ze mnie kołdrę.
 Kretyn! – rzuciłam w niego poduszką i niechętnie wstałam. – A teraz wypad muszę się przebrać!
   Lync spiorunował mnie wzrokiem i wyszedł, mamrocząc coś pod nosem.
   Wybrałam białą suknię i dostrzegłam białe pantofle pod ścianą. Kto je przyniósł?! I kiedy?!
Dobra, zlać to. Muszę się ubrać, jakoś wykołować Vexosów i wiać stąd!
   Fludim wskoczył mi na ramię, a w drzwiach pojawił się Hydron. Sam.
   Uśmiechnęłam się pod nosem. Będzie dużo łatwiej, niż myślałam.
– Naprawdę pięknie wyglądasz. – powiedział z uznaniem.
   Taaa, wsadź sobie w buty te komplementy!
   Ale zamiast to powiedzieć, uśmiechnęłam się lekko i ruszyliśmy przez korytarz do sali tronowej.
   Kiedy uznałam, że jest pusto, złapałam Hydrona za nadgarstek. Zerknął na mnie.
 Źle się czuję. – Przyłożyłam rękę do czoła. – Mam gorączkę?
   Wyciągnął drugą rękę, która złapałam, po czym rzuciłam chłopakiem o ścianę i popędziłam w przeciwną stronę.
   BAM!
   Odbiłam się od niewidzialnej przeszkody...O nie...tylko nie to!
 Jessico, tym razem tak łatwo nie będzie. -  Hydron szarpnął mnie do góry i złapał mój podbródek w palce. – Uroczo się złościsz stwierdził, kiedy zmarszczyłam brwi i prychnęłam z dezaprobatą.
   Nadepnęłam mu na stopę. Syknął i puścił mnie. Jednak nim zdążyłam zrobić krok, podciął mnie i poczułam prąd rozchodzący się po ciele.
   Zamknęłam oczy i straciłam przytomność.


 Jessie: *wszelkimi siłami powstrzymuje się od wybuchu*
Ja: Hmm, od czego by tu zacząć...Wiem! Dziękuje Nessie za śliczny nagłówek! ^^
Spectra:  Też byś zaczęła Gimpa ogarniać.
Ja: a cicho siedź! Wiecie czytelnicy, że to już połowa rozdziałów? Szybko zleciało xD
Jessie: *nie wytrzymuje i rzuca w Hydrona skarbonką*
Shadow: Hajsy lecą!
Spectra: Kup sobie jakieś porządne ubranie za nie
Shadow: Eee, bo cię nawiedzę w nocy!
Ja: Noo i będzie tu ten cudowny cykl obrazków z granic neta, ale dodam je rano, bo już śpiąca jestem, a rozdział chce opublikować teraz ^^

Obrazki z granic neta! (najwięcej Gusa, bo jest dość popularny xD)

Ja: Shadow, co to ma być?! Musimy poważnie porozmawiać o twojej kulturze!
Shadow: To photoshop ;-;
Ja: Żadnych wymówek!

Jessie: Gus gwiazda estrady xD
śp. Gus: Nawet po śmierci spokoju brak -.-
Ja: A kto powiedział, że zdechłeś? xD
Gus: ....Co?!
Ja: Ups, hihi ^^
Jessie: Spectra, zostałeś okradziooony! xD
Spectrze: Zdechnij.

Ja: Takie miny mieliście wczoraj, gdy widzieliście nas w kinie xD
Jessie: Nieee, co ty
Shun: Tylko strzelaliście się popcornem
Lync: I darliście na całe kino
Dan: I ogólnie wam odwaliło
Ja: Czy wy nie jesteście przypadkiem z patologii? Dalej z tego leję xD
Jessie: Niezbyt się pomylił
Ja: -.-

Jessie: *atak śmiechu* S-spectra cudna piżama xDD W serduszka? xD
Spectra: Zabić cię to mało...
Ja: Phaaaaantoooom of the oopeeraaaa!
Ekipa: *wkłada zatyczki*


Ja: Nawet Shadow xD
Shadow: Lync, chodź tu ty piszczałko! *wymachuje widelcem*
Jessie: To dlatego ta kawiarnia zbankrutowała....
Shadow: *foch*


Ja: Keith *.*
Keith: I tak ci nie zrobię fizyki
Ja: ;-; Bo nie będziesz z Jess!
Jessie&Keith: Zdecyduj się kobieto!
Ja: Nie krzyczcie, bo dostanę załamania i zamknę blog ;-;
Keith: Serio? -.-


Ja: (ciul, że to screen) Uwaga, uwaga, oto czego boi się Hydron
Jessie: Przerośniętego kosza z oczami i rączkami. Naprawdę?!
Shadow: A ty myślisz, że po co mu vexosi? Do obrony!
Jessie: Pytanie drugie: nie mogłeś wtedy po ludzku uciec? To mi nie wygląda na demona prędkości >.>
Hydron: Nienawidzę was -.-
Jessie: I vice versa



Keith:....Nie ja wychodzę! *trzaska drzwiami*
Ja: Neko Keith ^^ *biegnie za nim z uszami* Stóóój!
Jessie: *czerwona ze śmiechu*
Shadow: Ty lepiej uważaj na swojego chłopaka. Na dwa fronty leci
Gus: Ty za chwilę polecisz w kosmos!
Shadow: Już w nim jestem. Badum!


Ja: Tam powinna być Jess!
Jessie: Taa, tylko, że wtedy dostałby w zęby
Dan: Jasne, jasne sis. Spłonęłabyś jak piwonia
Jessie: Ej! ;-;
Ja: Ale Keith tu jest taki cudny i władczy *.* Chcę ciąg dalszy!!!


Ja: Mamy nałogowych chlaczy wina i kawy, to nadszedł czas na chlacza soczku!
Jessie: Odpowiednie do wieku xD
Gus: Jestem od ciebie starszy -.-
Jessie: Na pewno nie mentalnie :P


Ja; Albo fizyce xD

To na tyle!
Do zobaczenia! ~ profesjonalny niszczyciel psychiki Angel

sobota, 8 października 2016

Rozdział 37: Bez ciebie nic nie jest takie samo...

 Czyli to jest Bakuprzestrzeń. – powiedziałam, gdy przenieśliśmy się do „wirtualnej rzeczywistości, gdzie mogą się odbywać bitwy”, jak to mi wytłumaczył Marucho.
   Na razie nie prezentowała się jakoś imponująco, bo było tam tylko kilka prostokątnych budynków i jedno działające pole bitwy, ale to dopiero początki. Przenieśliśmy się na arenę w kolorze piaskowym.
   Rozejrzałam się uważniej. Oprócz tego były jeszcze trybuny i cztery kolumny. Koło jednej z nich stały cztery dziwaczne bakugany domeny Haosu, Subterry, Ventusa i Aquosa.
– Znasz ich? – szepnęłam do Fludima.
– Nigdy wcześniej ich nie widziałem. – odparł zdziwiony.
 Może to mechaniczne bakugany? – zasugerowała Mira.
 Nie, to zwyczajne bakugany. – uznał Drago.
 Ale wyglądają podejrzanie. – dodała Ingram.
 Marucho, co oni tu robią? – Dan zwrócił się do blondynka.
– Pochodzą z danych widmowych.
 Czego?!
 Kilka dni temu otrzymaliśmy zaszyfrowane dane. – wytłumaczył Marucho. – I właśnie z nich są te bakugany.
 Skąd je otrzymaliście? – spytał Shun.
 Tego nie wiemy – przyznał blondynek. – Anonimowe źródło.
 Podejrzane. – mruknął Ace. – To mogą być wrogowie!
 W takim razie czemu nas nie atakują? – Wzruszyłam ramionami.
– Bo to tylko ich awatary.
   Coś czuję, że mi dziś mózg wybuchnie.
   Nie zwróciłam uwagi na tłumaczenia Marucho, a zaczęłam się kłócić z Acem, kto ma rację.
 Oni tylko czekają na dobry moment do ataku!
 Idź do lekarza i sprawdź czy nie masz paranoi!
 Ty powinnaś zrobić to samo w kwestii twoich „genialnych” pomysłów!
– Niektóre wypalają!
 Cudem!
– Cudem to ty wygrywasz!
– Coś ty powiedziała?!
 Ogłuchłeś?
 Od słuchania twoich idiotyzmów!
– CISZAAA! – ryknęła Mira i odciągnęła nas od siebie, gdy ja szykowałam się do ciosu w nos, a Ace ładował gantlet.
 Cześć! – Akane uradowana pomachała do bakuganów. – Ale chamy! Nawet nie odpowiedzą!
   Ace spojrzała na nią jak na Dana czyli jak na niedorozwoja. Jednak ona pokazała mu język i powędrowała na trybuny.
 Jess, chodź tu! – Pomachała w moją stronę.
   Kiedy Baron zaczął walczyć ze swoim „klonem” i jednym z tych dziwnych bakuganów, my zaszyłyśmy się na najwyższym piętrze widowni.
 I co? Kiedy spotkasz się z Keithem? – spytała Akane, bawiąc się gantletem.
 Nie wiem. – Przygryzłam wargę. – To może być trudne.
 Czemu? Ja muszę ogarnąć, czy on jest odpowiedni!
 Po prostu cała ta bitwa ciągle trwa, a on nie jest po naszej stronie.
 Miłość do wroga, co? Brzmi jak fabuła jakiejś książki. Dziewczyna z tajemniczymi mocami, ląduje na obcej planecie, a tam wpada w oko przystojnemu i groźnemu wojownikowi. Na końcu walczą razem i się w sobie zakochują! Tak! Tak musi być! Dopilnuję tego! I będę chrzestną! – Akane rozmarzyła się.
   Uśmiechnęłam się słabo. Też bym chciała tak marzyć, ale wiedziałam jedną rzecz. W życiu nigdy nie tak jak w książkach.

****

   Ziewnęłam potężnie, idąc korytarzem. Po bitwie Barona ruszyły inne walki i walczyłam z Runo, Mirą, Marucho, Acem i Danem. Przegrałam tylko z Danem...Robię się coraz lepsza!
 Rewanż! Jutro! – wrzasnął Ace i zamknął drzwi.
   Zaśmiałam się cicho. Krzyczał to już od dobrej godziny, ale go zlewałam, bo byłam zajęta odciąganiem Akane od różnych sprzętów, które mogła zniszczyć, a miała w tym większy talent ode mnie.
– Co ja widzę? Ledwo północ, a ty już śpiąca! – zauważył Fludim.
Bitwy męczą – Przeciągnęłam się i weszłam do pokoju.
   Widok Akane zaplątanej w zasłony z suszarką w dłoni i kablem od niej między nogami nie był dla mnie niczym nowym. Zamknęłam drzwi, złapałam piżamę czyli krótkie spodenki w czerwoną kratę i szarą koszulkę z czarnym nadrukiem i zabarykadowałam się w łazience.
 Pomogłabyś mi! – wrzasnęła Akane. – Cholera, supeł się zrobił!
 Radź sobie sama!
– A utop się najlepiej!
   Weszłam do wanny pełnej cieplutkiej wody. Czując, jak wszelkie mięśnie zaczynają mi się rozluźniać, uśmiechnęłam się błogo i przymknęłam oczy. Siedziałam tak, słuchając odgłosów bitwy Akane z suszarką i zasłonami oraz rozmyślając co dalej.
   Rodzice i Mick bezpieczni.
   Akane jest tuż za drzwiami.
   Jestem znów z Wojownikami.
   Bakugany są bezpieczne.
   Jednak wciąż dręczył mnie ten nieodkryty fragment i sprawa, kim jest Reiko. Nabrałam nieco wody w dłonie i spojrzałam na swoje odbicie. Widziałam zwykłą nastolatkę w koku, o orzechowych oczach. A w moim środku drzemała tajemnicza siła.
 – Zniszcz mnie...
   Uniosłam głowę i rozejrzałam się wokół. Pusto. Więc kto to powiedział? 
 Jess, wyłaź, bo będziesz pomarszczona jak staruszka! – zawyła Akane, wyrywając mnie z zamyślenia.
  
****

   Spadam w ciemność, wyciągając ręce przed siebie, chociaż nie mam czego się złapać.
Nawet gdy krzyczę, to z moich ust nie wychodzi żaden dźwięk.
   Co się dzieje?!
   Nagle pojawia się nikłe światełko.
 Keith? – szepnęłam zaskoczona, widząc chłopaka, który wyciągał do mnie rękę.
   Blondyn w odpowiedzi tylko uniósł nieco kąciki ust.
   Wszystko zaczyna wirować. Ląduję boleśnie na kolanach.
   Co to za sen? Czy kolejna wizja?
 Przepraszam. – Zauważam, że Keith unosi tą przeklętą czerwoną maskę.
 Nie! – krzyknęłam, zrywając się na równe nogi. – Nie ubieraj jej! Przestań!
   Jednak chłopak mnie nie słucha, tylko patrzy mi w oczy po raz ostatni niebieskimi tęczówkami, po czym zakrywa je maska.
 Nie...  głos zamarł w moim gardle, gdy zaśmiał się triumfalnie nad płonącym miastem. – Dlaczego?
 To już koniec! Keitha nie ma! Umarł! Zniknął! Jest iluzją! – w ciemności rozbrzmiało tysiące głosów.
– ZAMKNIJ SIĘ! – wrzasnęłam i zacisnęłam pięści. – To nieprawda!
 Jesteś tego taka pewna? – spytał Spectra z politowaniem.
 Tak! – rzuciłam wściekła. – Nie da się tak łatwo zniszczyć samego siebie! Ciągle masz rodzinę, wspomnienia i....
   Zniszcz mnie, proszę.
 He? – Znowu wszystko zawirowało, a do drwiącego śmiechu maszkarona, dołączył zimny Zenohelda.
   Zacisnęłam powieki, marząc, by to wszystko się już skończyło. Nie chcę tego oglądać! Mam dość!
– Jessie. – usłyszałam i poczułam, jak ktoś łapie mnie za nadgarstek.
   Otwieram oczy i natychmiast tego żałuję, widząc po raz kolejny blondyna. Czy te wizje się kiedyś skończą?
 Przestań. – cedzę przez zaciśnięte zęby. – Nie pokazuj mi czegoś, czego nie ma przełknęłam ślinę, spuszczając wzrok i zaciskając pięść.
    Gorzkie uczucie wypełniło moje gardło. Powinnam go nienawidzić i po części tak było, jednak gdzieś w głębi chciałam wrócić do tych krótkich chwil, gdy zachowywał się normalnie.  Nie znałam go długo, a wtedy czułam się z nim tak swobodnie, jakbyśmy znali się od dawna a nie kilku miesięcy.
– Nie rozumiem tego – mruknęłam. – Dlaczego nie umiem się od ciebie uwolnić?
– Jesteś pewna, że to chodzi?
   Podniosłam głowę. Wpatrywał się we mnie spokojnie, ciągle zaciskając dłoń na moim przegubie.
– O co ci chodzi?
   Uśmiechnął się delikatnie, a jego twarz na moment mi się rozmazała, jakby ktoś przeciągnął po niej gumkę. Zamrugałam kilka razy.
– Jeszcze wrócę – powiedział. – Może wtedy zrozumiesz, czego tak naprawdę szukasz. Tymczasem żegnaj.
   Puścił mój nadgarstek i pochylił się do tyłu, rozpływając w ciemności. Wraz z jego zniknięciem, mrok pochłonął światło. Moje ciało objął chłód.
Zniszcz mnie....zniszcz mnie!
 Nie! – Nagle poczułam, że się boję. Mrok napierał z każdej strony. – Nie zostawiaj mnie, proszę! – Wyciągnęłam rękę do przodu, choć jego już nie było.
   Dłoń zawisła bezwładnie w powietrzu.
Zniszcz mnie...
   Samotna łza spadła na ciemne podłoże.
 Jess? – Otworzyłam oczy i ogarnęłam, że ściskam Akane za ramię i ciężko oddycham. – Co jest? Czy to łzy? – Dziewczyna zdumiona spojrzała na kilka kropli na swoim ramieniu.
 Akane jest coś, co muszę ci powiedzieć. – powiedziałam, padając na poduszkę.

****

   Moja przyjaciółka nie zwracając uwagi, że jest czwarta rano, raźnym krokiem pociągnęła mnie do kuchni. A tam otuliła mnie kocem, puściła „Panorame – Monster” na cały regulator i zaczęła udawać, że umie gotować.
   Uniosłam brew, gdy mandarynka podpaliła się jakimś cudem. Ma podobny antytalent do gotowania co Keith.
 Udało się! – Na blat wjechała ciepła czekolada w wielkim kryształowym pucharku z dodatkiem bitej śmietany, wiórek miętowych i ciastkiem w kształcie gwiazdy.  Ten Marucho mnie chyba nie zabije za spalony garnek? – spytała.
 Nie oczekiwałabym tego. – mruknęłam i zaczęłam pić przez słomkę.
 A przechodząc do tego Spectro – Keitha. – Usiadła naprzeciwko mnie. – Keith ciągle istnieje i najwyraźniej coś do ciebie czuje.
   Pokiwałam głową z ironią, na co ona prychnęła i wydęła policzki.
 Mogę ci to nawet przeliterować, ale najpierw fakty. Pojawia się zawsze, gdy jesteś przy nim, to raz. Nie jest w stanie cię do końca zniszczyć, to dwa.
 Bo zazwyczaj w punkcie kulminacyjnym robiłam huk i wiałam. – wtrąciłam. Uciszyła mnie machnięciem ręki.
 Zresztą on cię na swój własny sposób chroni.
   W tym momencie nie wytrzymałam i zakrztusiłam się czekoladą. Poparzyłam sobie gardło, ale byłam zbyt zszokowana, by to zauważyć. Akane spojrzała na mnie zdumiona.
 Chroni?! Dotychczas kazał mi walczyć z bakuganem, nazywał swoją bronią, groził i był jednym wielkim chamem! – wrzasnęłam oburzona. – Jak to jest ochrona, to ja dziękuje!
– Proponował ci pomoc w ucieczce od Vexosów i wiedział, że jeśli potem u nich wylądujesz, to zginiesz, więc próbował cię uratować. – rzuciła Akane ze zwycięską miną. – Temu nie zaprzeczysz.
 Hmm. – Podparłam podbródek ręką. – Może i masz rację.
   O własną broń się dba, prawda? Póki jest potrzebna.
 Albo i nie. – dodałam, ściskając mocniej pucharek.
 Jessie! – Fludim spanikowany wleciał do kuchni i przytulił się do mojego policzka. – Nie strasz mnie tak! Jest środek nocy, a ciebie nie ma!
– Tak właściwie to jest świt. – poprawiła go Akane.
   Zauważyłam, że mój bakugan promieniuje fioletowym światłem.
 Ej, Fludim, dobrze się czujesz?
 Doskonale, a co? – zdziwił się.
 Bo świecisz się na fioletowo.
 Co?!
 Rzeczywiście! – Akane przyjrzała mu się uważniej. – I nieco na czarno.
 Jak?!
 Bez tych nerwów, Fludim.
   Gwałtowny podmuch popchnął mnie do tyłu. Poleciałam wraz z krzesełkiem i pucharkiem na spotkanie z podłogę.
 Jess!
Kątem oka ujrzałam, że za mną jest portal.
 Łap mnie ktoś! – wrzasnęłam, wyrywając się do przodu.
   Akane złapała opuszki moich palców. Jednak siła tunelu pociągnęła mnie w tył.
   Lecę...
   Lecę...
   Lecę...
   Bum!
– Auu. – jęknęłam, masując sobie plecy. – Co to miało być?! – zwróciłam się do Fludima.
 To chyba ja. – wyznał skruszony. – Ale nie mam pojęcia, jak to zrobiłem!
   Nie było nam jednak dane obgadać tego.
 Proszę, proszę, kogo my tu mamy. Nasza królewna wreszcie wróciła. – Z cienia wynurzył się Hydron w ciemnych spodniach i białej luźnej koszulce, czyli w piżamie. – Czy cisza nocna nie jest ci znana, Jessico?



 Suprise! Raz komedia, raz tragedia i te zwroty akcji! Się dzieje, proszę państwa! xD I to przez Bring me to life! Kocham tą nutę ^^
Jako, że jest już pierwsza, a ja miałam dziś dość zalatany dzień, to papa ^^
Ps. Może pod następnym będą granice neta xd


niedziela, 2 października 2016

Rozdział 36: Podróże wózkiem sklepowym po domu Marucho czyli Wojownicy odpoczywają!

   Okazało się, że poprzednia noc była ostatnią, którą w pełni przespałam. Dlaczego? Bo już następnej dopiero gdy była czwarta, postanowiłam się położyć. A po dzisiejszym dniu spędzonym na różnych głupotach, nieudanych próbach nauczenie Miry gotowania i rozdzielania Ace’a od Dana szaleliśmy jeszcze bardziej!
 Jess, patrz, co mam! – okrzyk Dana oderwał mnie od oglądania filmów na tablecie.
Szatyn pchał najprawdziwszy sklepowy wózek! Wytrzeszczyłam oczy i rzuciłam tablet na stolik.
– Skąd to masz? – spytałam, wstając.
 Na trzecim piętrze jest taki mini sklep i tam było ich kilka. – wyjaśnił Dan.
   Dobra, nie chce wnikać po co rodzicom Marucho sklep w domu. W gruncie rzeczy czemu ja się dziwię? Mają tu zoo, kawiarenkę, spa i kino. Sklep nie jest niczym specjalnym.
 Bierz jak najwięcej poduszek. – rozkazał Kuso.
 Dan, czy ty chcesz...
 Dokładnie! Będziemy podróżować wózkiem po domu Marucho!
 Ale nie mamy wiosła ani niczego w tym rodzaju! – zauważyłam.
   Machnął lekceważąco ręką i popędził w głąb korytarza. Gdy wrócił, wózek miał już dwa miękkie siedziska i był otoczony grubą warstwą poduszek. Okoliczne kanapy zostały pozbawione swoich ozdób, ale przecież jesteśmy ważniejsi!
   Dan machał dumnie miotłą. Chciał ją przerzucić do drugiej ręki, ale coś mu nie wyszło i trafił się w głowę, a miotła rąbnęła o ścianę.
 Ciii! – Przyłożyłam palec do ust. – Jest już druga! Większość pewnie śpi!
 Dobra, dobra. Bez tych nerwów. – Wyszczerzył się Kuso.
   Władowaliśmy się do środka, Dan odepchnął się miotłą od podłogi i popędziliśmy w nieznane.
   Zapomnieliśmy o jednej, podstawowej rzeczy, która obowiązuje w domu Marucho. Nigdy, PRZENIGDY nie chodź w nim po ciemku! A my jechaliśmy w całkowitej ciemności!
– AAAAAAAA! – wrzasnęliśmy jednocześnie, gdy wózek zachybotał, a potem zaczął rozpędzony zjeżdżać ze schodów, podskakując przy tym.
 Babcio Mary ratuj mnie! Obiecuję, że nigdy więcej nie będę kąpała twoich kotów, a potem suszyła ich suszarką! – krzyknęłam, kiedy prawie wyleciałam. Na szczęście jedną ręką złapałam się z rączkę wózka, a Dan przytrzymał mnie za ramię.
 Suszyłaś koty suszarką? – krzyknął zdumiony.
 To nie jest teraz najwa....AAAAAA! – Wózek wyrzucił nas do przodu. Zacisnęłam powieki i oczekiwałam na bolesne spotkanie z ścianą lub podłogą. Ciekawe czy coś sobie połamię...Kto wezwie pogotowie? Znajdą nas w ogóle w tych ciemnościach?!
 Mam cię! – Usłyszałam i poczułam, jak ktoś mnie łapie. Otworzyłam oczy i ujrzałam Ace’a.
– Mój ty zbawicielu! – wrzasnęłam i zaczęłam go dusić. – Dzięki stokrotne!
– P-powietrze! – wydusił i zrobił się nieco siny, więc go puściłam i zeszłam na podłogę.
   Ace zapalił światło, dzięki czemu dostrzegłam powyginany wózek, rozsypane poduszki i Dana leżącego na jednej z nich.
– Mięęęchoo! – Zaczął machać rękami jak zombie, a z ust pociekła mu ślina.
   Grit prychnął z politowaniem i krytycznym spojrzeniem zmierzył szatyna.
– Co się dzieje? – Na szczycie schodów pojawiła się Mira, za nią Runo z Julie, a na szarym końcu zaspany i rozczochrany Marucho.
 Eee... – Podrapałam się po karku i zaśmiałam nerwowo. – Nic takiego...
   Jednak rozwalony wózek, wpółprzytomny Dan i poduszki mówiły same za siebie.
– Daan! – Runo zaczęła klepać chłopaka po twarzy.
 Makaron. – wymamrotał Kuso, łapiąc ją za włosy i wąchając je, za co dostał w łeb i ocknął się.
 Za co?! – oburzył się, masując siniaka.
 Z-z-za wszystko! – wydarła się Runo i znokautowała go.
   Parsknęłam śmiechem na ten widok.
Sorki, Marucho, za wózek. – zwróciłam się do blondynka.
 Nic się nie stało.  – odparł. – Mogę wracać do spania?
   Zerknęłam na zegar, stojący w kącie. Dochodziła trzecia. Czas najwyższy by się nieco przespać. W końcu nie chcę jutro wyglądać jak trup!

****

   Spectra po raz kolejny przetarł ręką twarz i spojrzał ponuro na pusty kubek po kawie (wyjątkowo nie wino xD). Nie mógł zasnąć i sam nie wiedział czemu. Przecież nic takiego się nie działo! Ale jednak coś go dręczyło. Tylko co to było?!
   Zirytowany westchnął, wstał i powędrował do kuchni na poszukiwanie jakiejś herbaty uspokajającej czy czegoś w tym rodzaju. Pamiętał, że Gus coś takiego kiedyś kupował (ciekawe czemu xD).
 Coś nie tak? – spytał Helios, siadając na blacie.
 Nic, tylko nie mogę usnąć. – odparł, włączając czajnik.
   Szumiąca woda była jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu. Spectra w zadumie wpatrywał się w sufit, a jego bakugan obserwował go z niepokojem.
   Nagle Phantom zrozumiał, co go dręczy. Było po prostu za cicho. On sam za wiele się nie odzywał, podobnie jak Helios, a tylko oni byli na statku. Gus został prawdopodobne zabity przez Zenoheld, a Jessica była z Wojownikami i ani myślała wrócić.
   Nie chodziło o to, że potrzebował hałasu, ale przyjemnie było od czasu do czasu z kimś porozmawiać lub posłuchać, nawet jeśli miałby to być rechot Shadowa lub różne zmartwienie Gusa.
   Z dzióbka czajnika wypłynęła para. Sięgnął po niego i nalał sobie wrzątku do kubka. Wtedy z kieszeni jego płaszcza wypadło małe urządzenie z małym monitorem i wieloma guzikami.
Podniósł je. Po co mu to?
   Błyskawicznie przypomniał sobie cały plan. Pozostawił napar na stole i szybkim krokiem podążył do laboratorium. Siadł przy komputerze i wstukał kilka cyfr. Na monitorze pojawił się plan miasta. Spectra najpierw sprawdził dane w gantlecie, a potem wstukał je do wyszukiwarki.
   Wszystko gotowe.
   Na jego usta wpłynął złowrogi uśmiech. Odchylił się na fotelu.
  Czemu on zapomniał o tym planie? Przecież był perfekcyjny.
   Może to dlatego, że czasami litował się nad tą idiotką z potężną mocą?
   Phy, co za idiotyczny powód.
   Po prostu bez Gusa niektóre rzeczy zabierały więcej czasu.
   Tak, to jest prawdziwy powód.

****

   Chyba jestem wampirem, bo gdy odsłoniłam okno i zobaczyłam słońce, to wkopałam się z powrotem pod kołdrę i odmówiłam Fludimowi wysunięcia głowy.
 POBUDKA, JESSIE! – Jednak ciepła pierzyna została ze mnie brutalnie zerwana.
Wściekła jak nie wiem co, zerwałam się do siadu.
– Kto śmie zakłócać mój sen? Jak cię zaraz przejadę pociągiem, wyrzucę do rzeki, a na koniec wepchnę do kanalizacji, to pożałujesz tego czynu! – wydarłam się. – A-akane?! – Zamarłam na widok dziewczyny z długimi fioletowymi włosami, niebieskimi oczami w białej koszulce na ramiączkach i zwykłych rurkach.
 Cześć, Jess! – Rzuciła się na mnie i zaczęłyśmy się przytulać, gadać coś do siebie i próbować wstać, co skończyło się wizytą na podłodze.
– Gdzie Haruka i Jane? – spytałam, gdy dowiedziałam się, że moja przyjaciółka wie o wszystkim od Micka i została wpuszczona tu tylko dzięki temu, że zagroziła ukradnięciem buldożera i rozwaleniem budynku.
 Obydwie pojechały na wymianę do Hiszpanii. – odparła Akane.
 Co tam z szkołą?
 Przecież wiesz jakie są zasady: napiszesz im test semestralny i możesz nie przychodzić na lekcje.
 No w sumie. – Przeciągnęłam się.
– Jessie, ten taki szatyn...
– Dan.
 O! Dan powiedział mi, żeee – Nachyliła się i  uśmiechnęła chytrze. – zakochałaś w jakimś tam Vestalianie! Czy to jest prawda i czemu ja nic o tym nie wiem?! – Skrzyżowała ręce na piersi i spiorunowała mnie wzrokiem.
   Oszołomiona, zakrztusiłam się własną śliną. Akane cierpliwie przeczekała mój kaszel.
 Po pierwsze, ja się w nikim na zakochałam, tylko go lubię!
 Każda tak mówi.
 Nie przerywaj mi! A po drugie, kiedy ty przyszłaś, że ta papla zdążyła ci to powiedzieć?!
 O ósmej. Teraz jest dziewiąta. – uprzedziła moje kolejne pytanie. – A ten chłopak jak się nazywa?
 Keith. – odparłam, planując morderstwo Dana.
 Nieźle. Ma klatę, nieziemski głos i cudną twarz?
 Skąd mam wiedzieć czy ma klatę? – oburzyłam się.
 Oj pewnie podpatrzyłaś. – Akane przysunęła się do mnie  i nim zdążyłam zauważyć, co planuje, zaczęła mnie łaskotać. – Przyznaj się albo nie przestanę.
 Powieś się! Hahaha...dobra! Dobra! Hahaha! J-jest serio przystojny! – wydusiłam z siebie.
 Wiedziałam!
 Utopię cię w ściekach. – burknęłam, odgarniając włosy z twarzy.
 Czekaj, nie powiedziałaś mi czy podglądałaś czy Keith ma klatę! – zauważyła i z złowieszczym uśmieszkiem zaczęła ruszać palcami.
 Ma!
– Nie dosłyszałam.
 Ma, głuchoto! Widziałam na własne oczy. Starczy?!
 Coś za cicho mówisz.
   Cisnęłam w nią poduszką i nie wytrzymałam.
– WIDZIAŁAM KLATĘ KEITHA NA WŁASNE OCZY, WYSTARCZY?! – wydarłam się.
   Brzdęk.
   Zerknęłam do góry. Dan i Mira stali z kubkami herbaty, a liderka właśnie jeden upuściła. Mieli otwarte usta. Ruda patrzyła się na mnie zmieszana i zaskoczona, a Kuso krztusił się od tłumionego śmiechu. Akane też nie wytrzymała i dostała ataku śmiechu. Zrobiłam się czerwona ze złości i zażenowanie (bardziej z tego pierwszego).
 To nie tak! To nie byłam ja! – wrzasnęłam, kopnęłam Akane i wbiegłam do łazienki, trzaskając drzwiami.
 Jessie, czy ty naprawdę... – zaczął Fludim, ale mu przerwałam.
– To była wyjątkowa sytuacja, gdy byłam wpółprzytomna! Dotarło?!
– T-tak...
   Kiedy już przebrana wyszłam z łazienki, na korytarzu rozbrzmiał śmiech Akane i wrzaski Ace oraz Dana. Westchnęłam i wytknęłam głowę przez drzwi.
– Co znowu? – spytałam Shuna, na widok szamocących się chłopaków.
– Pokłócili się, który zje ostatnią babeczkę.
   Wykonałam jak najbardziej prawidłowy facepalm i już chciałam dopaść Akane, gdy z głośników popłynął głos Kato.
 Proszę was wszystkich o zebranie się pod główną widną.
 Nareszcie wszystko jest gotowe! – ucieszył się Marucho.
   Wymieniliśmy zaciekawione spojrzenia. Co tym razem wymyślił młody naukowiec?

 ~~~~~~~~~~~
Rozmowa o zodiakach (pozdro dla Kitty xD) zmotywowała mnie by napisać rozdział. Dziwne życie, oj dziwne xD Pojawił się na chwilę Spectra z swoim kolejnym "super" planem.
Spectra: Czy ty coś sugerujesz?
Ja: Skądże.
Spectra: -.-
Ja: *wyszczerz* Jeszcze dodatkowo leje, więc szybko go napisałam ^^ I pojawiła się Akane!
Akane: *macha ręką jak szalona* Cześć, wszystkim!
Shadow: Jaka energiczna O.o
Ja: Się dziwisz? Nie umiałabym stworzyć szarej myszki, co przeprasza, że żyję xd
Shadow Aaa...chociaż nie, masz rację
Ja: No właśnie ^^ A wgl wiedzieliście, że do charakteru Spectra pasuje baran? xD A do Jess strzelec, a strzelce i barany raczej nie tworzą związków. Ale ja walę zasady! xD
Spectra: Buntownik level hard
Ja: Ty, bo jak zostaniesz tym Romeo, to poniesiesz najbardziej idiotyczną śmierć!
Spectra: *wzrusza ramionami*
To tyle od nas
Mam nadzieję, że jak was nie rozśmieszyłam, to chociaż nikłe uśmiechy się pojawiły ^^
Do następnego!