wtorek, 18 października 2016

Rozdział 39: Coraz bliżej końca?

   Poczułam zimną wodę na twarzy i gwałtownie się zerwałam. Jednak przytrzymały mnie muskularne ręce Volta. Zamazany obraz powoli się wyostrzał. Ponad ramieniem Volta dostrzegłam Hydrona, który z założonymi rękami niecierpliwie tupał nogą i nerwowo zerkał na zdobione złotem drzwi prowadząca do sali tronowej.
 Czy ty jesteś normalny?! Tak mnie prądem razić?! – wydarłam się i z pomocą Lustera, wstałam.
 Nie miałem wyboru. Mój ojciec bardzo nie lubi czekać, a ty zbytnio się opierasz – odparł z naciskiem.
 Czego znowu ta dziadyga chce? – wymamrotałam. Mimo moich zaparć obcasami w marmurową podłogę Volt wepchnął mnie do środka.
 Bądź ostrożna. – rzucił cicho i wycofał się.
   Prychnęłam i odrzuciłam włosy za siebie. Hydron ujął moją dłoń. Posłałam mu spojrzenie, mówiące: ty się dobrze czujesz?!
– To nie jest czas na żarty. – syknął i zerknął wymownie na mój pierścień.
   Szlag! Zagryzłam wargę i wspólnie z Hydronem powędrowaliśmy pod tron. Chłopak lekko się ukłonił, ale ja nie miałam zamiaru się tak upokorzyć i po prostu stałam dumnie wyprostowana. Zenoheld zmierzył naszą dwójkę uważnym wzrokiem, po czym zwrócił się do mnie.
 Od kiedy ty i wojownicy się pojawiliście, mam dużo kłopotów.
 Nie zauważyłam. – powiedziałam ironicznie.
 Jednak, gdy pozbędę się ciebie, to te dzieciaki utracą ważnego sojusznika.
   Zdusiłam chęć ucieczki i dalej tak stałam z beznamiętnym wyrazem twarzy. Król przyjął inną taktykę.
 Dzięki profesorowi Clayowi wreszcie wiem, jak ujarzmić twoją moc! Teraz zostaniesz tu na zawsze. I co mi teraz powiesz, dziewczyno?
 Wiesz, fajnie by było gdybyś się mnie o zdanie zapytał. – odparłam, mrużąc oczy. – Bo ja osobiście nie mam zamiaru tu zostać.
 Myślisz, że uciekniesz?
 Ja to wiem.
   Król uśmiechnął się ironicznie.
– Nawet jeśli nie wiesz, gdzie jesteś, twoja moc jest zablokowana, a wojownicy cię nie uratują? – zaśmiał się.
 Słuchaj no! Kłóciłam się ze starożytnymi, przetrwałam w wymiarze zagłady i od kilku miesięcy zmagam się z wami! Taka ucieczka to nic wielkiego!
   Zenoheld oparł policzek o rękę i spojrzał na mnie zadumany.
 Masz naprawdę buntowniczą naturę, dziewczyno. – powiedział po dłuższym milczeniu. – A ja bardzo nie lubię takich osób...
   Powiało trochę grozą. Instynktownie cofnęłam się o pół kroku.
 Ale byłabyś idealnym materiałem na różne testy. W końcu nie na co dzień spotyka się człowieka z krwią bakuganów!
   Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Czyli już nie broń a króliczek doświadczalny?
 Ale ojcze obiecałeś mi! – krzyknął nagle Hydron.
   Z twarzy króla zniknęła groźba, a odbiło się znudzenie.
 Masz rację. Zgadzam się – zwrócił się do mnie. - Odtąd jesteś narzeczoną mojego syna. – powiedział  kompletnie bez emocji.
   Cały absurd tej sytuacji mnie przerósł i wybuchłam szyderczym śmiechem, który szybko ucichł.
 Narzeczona? Bo co? Bo wam tak się podoba? Wiecie co? A utopcie się w tej swojej herbacie! – wrzasnęłam i nim którykolwiek zdążył choćby mrugnąć, obróciłam na pięcie i w tempie godnym maratończyka pobiegłam do wyjścia z sali.
 Goń ją! I naucz odrobiny szacunku! – krzyknął Zenoheld do syna.
 Szacunku to ty się naucz! – odpyskowałam, po czym wypadłam na korytarz i czym prędzej skręciłam w lewy korytarz.
    Omal nóg sobie nie połamałam w tych cudnych obcasach, jednak niezbyt mnie to obeszło, bo zastanawiałam się, jak dobiec okrężnie do pokoju, by sobie mnie szukali tak z co najmniej dwie godzinki. Nagle sobie przypomniałam. Fragment! Muszę go szybko odnaleźć! Tylko jak mam trafić do tych piwnic?!
 Fludim jakieś genialne pomysły, jak się dostać pod ziemię? – spytałam, tupiąc mocno nogą w podłogę.
 Schodami? – odparł zdumiony.
 No w sumie masz rację. – przytaknęłam, gdy nagle usłyszałam tupot stóp i schowałam się za ścianą.
   Mylene razem z Shadowem na szczęście mnie ominęli i popędzili w prawo. Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam się cicho przemieszczać w kierunku najbliższych schodów.
 To naprawdę nie było mądre, Jessie. – powiedział Volt, wyłaniając się z cienia.
 Nie będę niczyją narzeczoną, bo Zenoheld tak chce! – warknęłam buntowniczo.
   Luster westchnął bezsilnie.
 Rozumiem, ale czy nie mogłabyś tego okazywać ciut... – zaczął szukać dobrego słowa. – mniej dobitnie?
– Wtedy tego nie zrozumie!
   Volt pokręcił głową z rezygnacją.
 Chodź, mam cię odprowadzić do pokoju. – powiedział, odwracając się.
 Przykro mi, ale nigdzie nie idę. – wymamrotałam i szybko odbiegłam.
– Jessie! – krzyknął za mną, po czym rozległ się tupot jego butów.
   Przyśpieszyłam.

****

   Spectra zmaterializował się na samym środku pustego korytarza. Widział czerwone światełko kamery, które zmierzało na niego, więc wcisnął odpowiedni przycisk na pilocie, a sprzęt padł.
   Uśmiechnął się kpiąco i cicho poszedł dalej. Usłyszał przytłumione głosy Wojowników w oddali.
– Gdzie ona może być? – spytał czyjś lekko podłamany głos.
 To było dziwne...
 Może wylądowała u swojej rodziny?
 Jeśli jest tak, jak mówicie, to Jess musi się teraz bić z Mickiem. Czekajcie, zadzwonię.
   Spectra nie czekał na ciąg dalszy rozmowy. Usłyszał wystarczająco. Najwyraźniej Jessica coś znów wymyśliła i jakimś cudem wylądowała u rodziny.
   A to bardzo wszystko ułatwia.
   Schował komunikator do kieszeni, wstukał współrzędne do gantletu i zniknął, nim ktokolwiek zdołał go zauważyć.
   Jednak przez to nie dosłyszał, co powiedziała Akane chwilę później.
 Nie ma jej tam...

****

   Mick wyjął jedną słuchawkę z ucha, bo wydawało mu się, że coś słyszał. Jednak w całym domu dalej panowała cisza, a Ares nie szczekał, więc było w porządku. Ponownie zatopił się w muzyce.
   Jednak jego spokój nie potrwał długo. Usłyszał warkot Aresa i trzaśnięcie drzwi. Zerwał się z fotela i wybiegł na korytarz. Pusto. Zszedł na dół. Tu też.
   Co jest?!
   To nie mógł być nikt znajomy, bo pies by nie warczał...Czyżby włamywacze? Ale w środku dnia?
   Mick nie był tchórzem, ale  wizja walki z przestępcami nie była dla niego za kolorowa, więc wyciągnął komórkę i wpisał numer policji, po czym ruszył dalej.
– Gdzie jest twoja siostra? – Odwrócił się i stanął oko w oko z blondynem, którego twarz była zasłonięta maską, ubranego w dziwaczny płaszcz i strój
– Więc ty jesteś Spectra Phantom. – stwierdził Mick, chowając telefon.
– Owszem  odparł tamten lodowatym tonem. – Ponawiam pytanie, gdzie jest twoja siostra?
 To nie twój interes, Phantom. Ale wiedz jedno: mojej siostry się nie krzywdzi. A jak to zrobisz, to za to odpowiesz! – warknął Mick i bez zastanowienia wymierzył Vestalionowi sierpowego.
   Blondyn zablokował uderzenie.
 Pytałem, gdzie jest twoja siostra. – powtórzył z nutką zniecierpliwienia.
– Wal się! – wycedził Mick, cofając się o krok i biorąc zamach.
   Za drzwiami od kuchni rozległo się szczekanie Aresa. Chciał ostrzec swojego pana, że to bezwzględny człowiek, ale nie zdążył.
   Mick poczuł uderzenie w brzuch, które wyparło mu powietrze z płuc. Potem oberwał w slot słoneczy. Chrząknął bezsilnie i padł na ziemię. Jego punkt widzenia zaczął się zacierać. Widział buty Spectry na schodach i słyszał jego wrzaski, ale nie rozumiał, co blondyn mówi. Widać Vestalianin myślał, że Jessie wróciła.
   Podparł się chwiejnie prawą dłonią i otarł twarz.
 Szlag, dobry jest. – warknął.
   Policja mu nie pomoże, ale...Jego wzrok padł na drzwi od kuchni. Cicho je otworzył. Ares z nasrożoną sierścią i wyszczerzonymi kłami wyszedł i spojrzał zaniepokojony na swojego pana.
 Ten zły gościu zrobił coś Jess. Teraz ty mu coś zrób. – szepnął Mick, głaszcząc psa.
   Ares skinął łebkiem i bezgłośnie poszedł na górę. Dopiero później Mick usłyszał wściekły warkot, warknięcie i przekleństwo Phantoma, po czym zapadła cisza.
   Ares zbiegł na dół, a w pysku niósł biała rękawiczkę lekko zakrwawioną.
 Dobry piesek. – powiedział Mick z uznaniem, głaszcząc psa.
   Później wyjął mu rękawiczkę z pyska i wrzucił ją do kominka.
– Siostra, co się z tobą dzieje? – mruknął, patrząc na płomienie.

****

   Spectra spojrzał na niewielkie zadraśnięcie. Niepotrzebnie się teleportował, ale przynajmniej wiedział, że dziewczyny tam nie ma.
– Jaka siostra taki brat. – mruknął, ubierając nową rękawiczkę (widzę, że jakaś kolekcja xD)
   Teraz nie ma już czasu do stracenia.

****

   Poczułam gwałtowne uderzenie gorąca.
   Coś się stało. Tylko co?
   Odgłosy pościgu już dawno ucichły, a ja stałam w owalnym pomieszczeniu, gdzie była trójka drzwi od pokoi, w których wcześniej nie byłam
 Co my tu mamy? – mruknęłam, otwierając jedne z nich.
   Ukazały mi się wieszaki i półki wypełnione strojami typowymi dla straży w tym pałacu.
Uśmiechnęłam się, a w mojej głowie powstał nowy plan.


~~~~~~
Rozdział krótki, ale nie miałam za dużo czasu xD
Spectra: Ty przecież dziś nic nie miałaś
Ja: Ciii, nikt nie musi wiedzieć xd Pierwotnie to miałam dziś napisać do Jenn, ale tam dalej rozkładam fabułę, więc dodałam tu^^
Spectra: Ten kundel ma wściekliznę?
Jessie: Teraz już tak, bo załapał od ciebie -.-
Spectra: -.-
Mick: I on ma być z Jess?
Dan: Nie on. Keith
Mick: To to samo
Akane: Ja też nie łapię!
Dan: *wzdycha* Julie, łap marker idziemy im to tłumaczyć.
Ja: A w międzyczasie jako że znalazłam duuużo artów, to jej teraz dodam ^^

Ja: *profesjonalny tłumacz* Teraz to ja jestem mistrzem Gusem! - Gus xDDD
Jessie: Jak dla mnie to on mówi: Mistrzu....twarz mi się zaklinowała....xD

Ja: Gdyby ktoś się zastanawiał jak wygląda kąpiel Vexosów ^^
Jessie: Czemu Mylene się z wami kąpie? O.O i czemu Hydron podziwia kaczkę? ;-;
Ja: Spectra czemu ty się kąpiesz w masce? xD Wodoodporna? *.*
Dan: Granice neta tak bardzo xD
Ja: Ruskie xD

Jessie: Chcesz zniżkę w tym barze!
Ja: Jezu Spectra Darkus...nieee ;-; I ja też chce to wino! xD I znam twoją sekretną kryjówkę! xD
Dan: A może zatrute?
Spectra: Dla tych dwóch zawsze -.-

Ja: Chyba coś przegapiłam....Kto chce Shadowo - kota - gender?!
Lync: Bezdomni
Spectra: nie obrażaj, oni mają jakiś gust.
Jessie: W przeciwieństwie do ciebie ^^

Ja: Matka nie uczyła, że się nie wtrąca do zakochanych?!
Shadow: No weź, oni tak ładnie wyglądają *.* Chociaż Kessie trzeba rozwijać 
Alice: *czerwona po czubki włosów*
Shadow: I ten moment, gdy nie umiesz odróżnić twarzy od włosów xD *dostaje w łeb od Runo*

Ja: Chibi! *>* Gdzie Keith?! *.*

Ja: Władcy piorunów xD
Jessie: Niech ich jakiś trzaśnie, niech ich jakiś trzaśnie...

*przed wykonaniem zdjęcia*
Jessie: Arszenik?
Shadow: Jest!
Jessie: Jad żmii?
Shadow: Jest!
Jessie: Ruszaj!
*teraz*
Shadow: Mylene, chcesz? ^^
Ja: Kiedy Jess nie chce się tłumaczyć tej dwójce, że w środku dnia metrem się nie jeździ xD

Jessie: *zarąbała mu płaszcz i go papuguje* Patrzcie jaki jestem zajebisty i jaką mam dziurę między udami! xD
Spectra: Chodź tu i daj się zabić!

Ja: Spectra wampir? *.*
Jessie: ;-;
Shadow: Jess, dbaj o krew, by ci się Keith nie zaraził.
Jessie: -.-

*po tłumaczeniu*
Akane: Eeee...what? xD
Mick: Czyli schiza? Gdzie ja schowałem pistolet?
Julie: Chyba nam nie wyszło *zerka na tablicę zamazaną strzałkami i patyczakami*
Dan: Nom...
To my się żegnamy! ^^

sobota, 15 października 2016

Rozdział 38: Gdy było się w pałacu świrów, to najlepiej gadać o sukienkach!

   Obrzuciłam uważnym wzrokiem mój „luksusowy” apartament, gdzie mnie zamknęli i kopnęłam z pół obrotu w drzwi. Ani drgnęły.
 Fludim, jak to się stało, że ma to? – spytałam, patrząc ponuro na pierścionek, który Hydron wepchnął mi na palec.
   Pamiętam, że gdy go wyciągnął, to zbaraniałam, bo przypomniało mi się to jego gadanie o narzeczonej, a on to wykorzystał i proszę! Dzięki własnej nieuwadze i mózgu profesorka Claya moc jest zamknięta i nie mogę jej użyć! A pierścień nie zejdzie!
   I na dodatek Shadow zapowiedział, że mnie odwiedzi! Ja nawet nie chcę wiedzieć , co on planuje!
   Kichnęłam i potarłam ramiona. Jeny, jakie one mają cięcia budżetu, że tu jest zimno jak w lodówce?
 Co ty wyrabiasz, kretynie! – na korytarzu rozległ się wrzask Mylene. – Ty ośle, debilu i psychopato! Ona nie może stamtąd wyjść!
   Ciekawe czy to przez to, że musieli mnie tu wspólnymi siłami wpychać, a Lync i Hydron mają ode mnie po siniaku pod okiem...
   Heh, znów zrobiłam niezłe wejście.
   Nie miałam zamiaru spać, więc zaczęłam chodzić w kółko po pokoju i rozmyślać, co tu zrobić.
– Wiedziałem, że coś z tobą nie tak, ale żebyś miała nerwicę? – ujrzałam Hydrona, stojącego w drzwiach, a zanim Shadowa i Volta.
 Co jest? Tak się mnie boisz, że zabrałeś swoje osiłki? – zadrwiłam.
 Radzę ci przestać być taką bezczelną. – syknął i rzucił mi niewielką, miękką paczkę.
   Złapałam ją i bez pytania otworzyłam. Ze środka wypadły dwie suknie. Jedna biała ze złotymi zdobieniami, a druga fioletowa w czarne kwiaty.
 Masz się w którąś jutro ubrać. – rozkazał, po czym zamknął drzwi.
   Pokazałam mu język, chociaż tego nie widział i padłam na łóżko.
   Drzwi są najwyraźniej na jakiś kod i mogę być otwierane tylko na zewnątrz. Nie no super!
 Fludim, proszę zrób ten portal, bo nie przeżyję, gdy będę musiała stać przed tą dziadygą i księciuniem w sukni! – jęknęłam.
– Próbuję, Jessie, ale nie mogę! Ciągle nie rozumiem, jak to działa. – zmartwił się bakugan. – Znów czułem tą potężną energię, ale skąd on się bierze?
   Zamilkliśmy, starając się rozwikłać zagadkę, ale żadne rozwiązanie nie nadeszło.
 Reiko, jesteś?
 Owszem. – Pojawiła się nade mną.
– Możesz rozwalić te drzwi?
 Nie. – Pokręciła głową i wskazała na pierścień. – Jesteśmy połączone i kiedy twoja moc jest zablokowana, to moja też.
 Ale gdy byłam wyczerpana, to mnie broniłaś!
 To coś innego. – odparła i zauważyła suknie. – Jakie piękne! – wykrzyknęła zachwycona.
– Wiem, ale są od Hydrona. – mruknęłam, padając plecami na łóżko.
– No to co? To mistrzowska robota! Obydwie wspaniałe by współgrały ze spinką!
– Jaką spinką? – spytałam.
 Tą Melody. – powiedziała spokojnie, ale jednym okiem uciekła na bok.
   Kłamie...
 Przecież nie musisz ich ubierać. – wtrącił się Fludim.
   Popatrzyłam na niego z wysoko uniesionymi brwiami i wskazałam na moje krótkie spodenki, luźną koszulkę i bambosze.
 Mam się im pokazać w tym?! Już mi starczy ten zboczony wzrok Shadowa, gdy mnie zobaczył! – Aż się wzdrygnęłam na wspomnienie tego.
– W sumie...
– Ale nie masz butów. – zauważyła Reiko.
 Suknia zasłoni. – wymamrotałam. – Czemu my tak właściwie gadamy o mojej garderobie, gdy jestem w pałacu tych świrów i mam dość mocno przerąbane?!
 Eee...bo lubimy? – padła odpowiedź godna Dana, którą wypowiedział Fludim.
   Plasnęłam się w czoło i głośno wciągnęłam powietrze.
 Tylko spokój może nas uratować.
 Szczerze w to wątpię. – mruknęła Reiko.
 Nie pomagasz! – rzuciłam.
   Zaburczało mi w brzuchu.
 Oni mają zamiar mnie zagłodzić? Która w ogóle godzina?! – Zerwałam się z łóżka i stanęłam na małym dywaniku.
 Dochodzi trzecia w nocy. – poinformowała mnie Reiko tonem spikerki radiowej.
– Przecież na Ziemi jest 5!
 Tutaj jest zmiana czasowa.
 Kurde! – Tupnęłam nogami. – Chcę jeeeść! – wydarłam się.
 Serio? – usłyszałam głos Shadowa na korytarzu i ten jego rechot.
 Nie na niby!
 A pójdziesz ze mną? – spytał i usłyszałam jak wpisuje kod. Po chwili drzwi stały otworem.
 Dobra! – Z dziarskim uśmiechem wyszłam, ignorując fakt, że może mnie teraz obłapiać wzrokiem.
 Ale coś za coś, prawda? – Położył rękę na moim ramieniu i wystawił jęzor.
   Już się szykowałam do sierpowego, gdy wypalił:
 Ugotujesz mi kurczaka z curry?
 He? – Wpatrywałam się w niego oniemiałam, ale szybko się ocknęłam. – Yhym, ugotuję.
 To chodź! – Pociągnął mnie za rękę w ciemne korytarze.
 Tak po ciemku to się zabijemy! – uznałam, macając ściany w poszukiwaniu włącznika.
– Nie potrzebuję światła by widzieć. – odparł.
– Ale ja nie mam zamiaru być kretem! – oburzyłam się.
– Czy ty mnie właśnie obraziłaś?
 Yyy...Szczerze? Nie mam pojęcia – przyznałam.
   Szybciej kreta obraziłam, bo one są mądre...Tylko, że za nic tego nie powiem, gdy jestem sama z Shadowem!
   Puścił mój nadgarstek i dosłownie rozpłynął się w mroku.
 Zajebiście! – warknęłam, idąc na oślep dalej. – Jeszcze wpadnę na tą wiedźmę i będzie bal roku!
– Wiedźma śpi. – odparł głos Hydrona.
   Stanęłam w miejscu, próbując wychwycić, gdzie on jest. Nagle korytarz zalało światło, a ja dostrzegłam Shadowa jedzącego udko i Hydrona w samych dresowych spodniach. Nie powiem trochę dziwne zestawienie...
 Jakim cudem wyszłaś? – spytał książę, prowadząc mnie do kuchni, po tym jak usiadłam po turecku i rykami domagałam się jedzenia.
 Wściekłej i głodnej kobiety nawet ściana nie zatrzyma!
   Jego mina była bezcenna. Zaczęłam się śmiać. Po chwili dołączył do mnie Shadow i obydwoje śmialiśmy się jak wariaci przez dobrą chwilę.
 A tak naprawdę? – westchnął Hydron.
   Wyciągnęłam z lodówki jakiś jogurt i zaczęłam go jeść.
 Jego wina. – Wycelowałam łyżeczką w Shadowa.
 Zdrajczyni! – krzyknął oburzony Prove.
   Wzruszyłam ramionami i przestałam słuchać kłótni Hydrona z Shadowem. Wyrwałam się z letargu dopiero wtedy, gdy wbiła Mylene i zaczęła tak wrzeszczeć, że nie zrozumiałam ani słowa.
 Poootwór! – wydarł się Shadow, pokazując na maseczkę dziewczyny.
 Zgadzam się. – Odsunęłam od siebie kubeczek z jogurtem. – Aż mi się jeść odechciało.
   Albinos wybuchł wariackim śmiechem, a Mylene zacisnęła pięści.
 Lepiej mi się nie stawiaj, dziewucho. – wycedziła.
   Ziewnęłam ostentacyjnie.
   W błyskawicznym tempie jej paznokcie zacisnęły się na mojej bliźnie.
 Chcesz powtórkę? – syknęła, przejeżdżając pazurem po starej ranie.
   Poczułam ostry ból i ujrzałam krew na rękawie. Hydron odepchnął Vexoskę.
– Nie pozwalam ci jej krzywdzić!
 Wybacz, książę. – wymamrotała Mylene i opuściła kuchnię razem z Shadowem. Kilka sekund później usłyszałam jej wrzask, rechot Prova i huk zamykanych drzwi.
 Oczekuj pozwu, jędzo jedna! – krzyknęłam.-  Myślałam, że mnie nie znosisz. – zwróciłam się do Hydrona.
 Nie przepadam za tobą – mruknął i rzucił mi wacik oraz wodę utlenioną. – Jesteś bezczelna, wredna i hałaśliwa, ale nie widzę sensu, by cię krzywdzić... – urwał na chwilę, po czym spojrzał groźnie. – Póki co. 
   Uniosłam brew, ale nic nie odpowiedziałam, tylko zajęłam się raną. W końcu nie chciałam złapać jakieś wścieklizny tej wiedźmy!

****

– Wstawaj. – Uniosłam głowę i ujrzałam Lynca.
 Jeszcze pięć minut! – jęknęłam i obróciłam się na drugi bok.
 Król Zenoheld chce cię widzieć. – powiedział Volan. – Więc lepiej się rusz.
 Powiedz mu, żeby się powiesił albo utopił w herbacie. – burknęłam.
   Chłopak nie wytrzymał i zerwał ze mnie kołdrę.
 Kretyn! – rzuciłam w niego poduszką i niechętnie wstałam. – A teraz wypad muszę się przebrać!
   Lync spiorunował mnie wzrokiem i wyszedł, mamrocząc coś pod nosem.
   Wybrałam białą suknię i dostrzegłam białe pantofle pod ścianą. Kto je przyniósł?! I kiedy?!
Dobra, zlać to. Muszę się ubrać, jakoś wykołować Vexosów i wiać stąd!
   Fludim wskoczył mi na ramię, a w drzwiach pojawił się Hydron. Sam.
   Uśmiechnęłam się pod nosem. Będzie dużo łatwiej, niż myślałam.
– Naprawdę pięknie wyglądasz. – powiedział z uznaniem.
   Taaa, wsadź sobie w buty te komplementy!
   Ale zamiast to powiedzieć, uśmiechnęłam się lekko i ruszyliśmy przez korytarz do sali tronowej.
   Kiedy uznałam, że jest pusto, złapałam Hydrona za nadgarstek. Zerknął na mnie.
 Źle się czuję. – Przyłożyłam rękę do czoła. – Mam gorączkę?
   Wyciągnął drugą rękę, która złapałam, po czym rzuciłam chłopakiem o ścianę i popędziłam w przeciwną stronę.
   BAM!
   Odbiłam się od niewidzialnej przeszkody...O nie...tylko nie to!
 Jessico, tym razem tak łatwo nie będzie. -  Hydron szarpnął mnie do góry i złapał mój podbródek w palce. – Uroczo się złościsz stwierdził, kiedy zmarszczyłam brwi i prychnęłam z dezaprobatą.
   Nadepnęłam mu na stopę. Syknął i puścił mnie. Jednak nim zdążyłam zrobić krok, podciął mnie i poczułam prąd rozchodzący się po ciele.
   Zamknęłam oczy i straciłam przytomność.


 Jessie: *wszelkimi siłami powstrzymuje się od wybuchu*
Ja: Hmm, od czego by tu zacząć...Wiem! Dziękuje Nessie za śliczny nagłówek! ^^
Spectra:  Też byś zaczęła Gimpa ogarniać.
Ja: a cicho siedź! Wiecie czytelnicy, że to już połowa rozdziałów? Szybko zleciało xD
Jessie: *nie wytrzymuje i rzuca w Hydrona skarbonką*
Shadow: Hajsy lecą!
Spectra: Kup sobie jakieś porządne ubranie za nie
Shadow: Eee, bo cię nawiedzę w nocy!
Ja: Noo i będzie tu ten cudowny cykl obrazków z granic neta, ale dodam je rano, bo już śpiąca jestem, a rozdział chce opublikować teraz ^^

Obrazki z granic neta! (najwięcej Gusa, bo jest dość popularny xD)

Ja: Shadow, co to ma być?! Musimy poważnie porozmawiać o twojej kulturze!
Shadow: To photoshop ;-;
Ja: Żadnych wymówek!

Jessie: Gus gwiazda estrady xD
śp. Gus: Nawet po śmierci spokoju brak -.-
Ja: A kto powiedział, że zdechłeś? xD
Gus: ....Co?!
Ja: Ups, hihi ^^
Jessie: Spectra, zostałeś okradziooony! xD
Spectrze: Zdechnij.

Ja: Takie miny mieliście wczoraj, gdy widzieliście nas w kinie xD
Jessie: Nieee, co ty
Shun: Tylko strzelaliście się popcornem
Lync: I darliście na całe kino
Dan: I ogólnie wam odwaliło
Ja: Czy wy nie jesteście przypadkiem z patologii? Dalej z tego leję xD
Jessie: Niezbyt się pomylił
Ja: -.-

Jessie: *atak śmiechu* S-spectra cudna piżama xDD W serduszka? xD
Spectra: Zabić cię to mało...
Ja: Phaaaaantoooom of the oopeeraaaa!
Ekipa: *wkłada zatyczki*


Ja: Nawet Shadow xD
Shadow: Lync, chodź tu ty piszczałko! *wymachuje widelcem*
Jessie: To dlatego ta kawiarnia zbankrutowała....
Shadow: *foch*


Ja: Keith *.*
Keith: I tak ci nie zrobię fizyki
Ja: ;-; Bo nie będziesz z Jess!
Jessie&Keith: Zdecyduj się kobieto!
Ja: Nie krzyczcie, bo dostanę załamania i zamknę blog ;-;
Keith: Serio? -.-


Ja: (ciul, że to screen) Uwaga, uwaga, oto czego boi się Hydron
Jessie: Przerośniętego kosza z oczami i rączkami. Naprawdę?!
Shadow: A ty myślisz, że po co mu vexosi? Do obrony!
Jessie: Pytanie drugie: nie mogłeś wtedy po ludzku uciec? To mi nie wygląda na demona prędkości >.>
Hydron: Nienawidzę was -.-
Jessie: I vice versa



Keith:....Nie ja wychodzę! *trzaska drzwiami*
Ja: Neko Keith ^^ *biegnie za nim z uszami* Stóóój!
Jessie: *czerwona ze śmiechu*
Shadow: Ty lepiej uważaj na swojego chłopaka. Na dwa fronty leci
Gus: Ty za chwilę polecisz w kosmos!
Shadow: Już w nim jestem. Badum!


Ja: Tam powinna być Jess!
Jessie: Taa, tylko, że wtedy dostałby w zęby
Dan: Jasne, jasne sis. Spłonęłabyś jak piwonia
Jessie: Ej! ;-;
Ja: Ale Keith tu jest taki cudny i władczy *.* Chcę ciąg dalszy!!!


Ja: Mamy nałogowych chlaczy wina i kawy, to nadszedł czas na chlacza soczku!
Jessie: Odpowiednie do wieku xD
Gus: Jestem od ciebie starszy -.-
Jessie: Na pewno nie mentalnie :P


Ja; Albo fizyce xD

To na tyle!
Do zobaczenia! ~ profesjonalny niszczyciel psychiki Angel

sobota, 8 października 2016

Rozdział 37: Bez ciebie nic nie jest takie samo...

 Czyli to jest Bakuprzestrzeń. – powiedziałam, gdy przenieśliśmy się do „wirtualnej rzeczywistości, gdzie mogą się odbywać bitwy”, jak to mi wytłumaczył Marucho.
   Na razie nie prezentowała się jakoś imponująco, bo było tam tylko kilka prostokątnych budynków i jedno działające pole bitwy, ale to dopiero początki. Przenieśliśmy się na arenę w kolorze piaskowym.
   Rozejrzałam się uważniej. Oprócz tego były jeszcze trybuny i cztery kolumny. Koło jednej z nich stały cztery dziwaczne bakugany domeny Haosu, Subterry, Ventusa i Aquosa.
– Znasz ich? – szepnęłam do Fludima.
– Nigdy wcześniej ich nie widziałem. – odparł zdziwiony.
 Może to mechaniczne bakugany? – zasugerowała Mira.
 Nie, to zwyczajne bakugany. – uznał Drago.
 Ale wyglądają podejrzanie. – dodała Ingram.
 Marucho, co oni tu robią? – Dan zwrócił się do blondynka.
– Pochodzą z danych widmowych.
 Czego?!
 Kilka dni temu otrzymaliśmy zaszyfrowane dane. – wytłumaczył Marucho. – I właśnie z nich są te bakugany.
 Skąd je otrzymaliście? – spytał Shun.
 Tego nie wiemy – przyznał blondynek. – Anonimowe źródło.
 Podejrzane. – mruknął Ace. – To mogą być wrogowie!
 W takim razie czemu nas nie atakują? – Wzruszyłam ramionami.
– Bo to tylko ich awatary.
   Coś czuję, że mi dziś mózg wybuchnie.
   Nie zwróciłam uwagi na tłumaczenia Marucho, a zaczęłam się kłócić z Acem, kto ma rację.
 Oni tylko czekają na dobry moment do ataku!
 Idź do lekarza i sprawdź czy nie masz paranoi!
 Ty powinnaś zrobić to samo w kwestii twoich „genialnych” pomysłów!
– Niektóre wypalają!
 Cudem!
– Cudem to ty wygrywasz!
– Coś ty powiedziała?!
 Ogłuchłeś?
 Od słuchania twoich idiotyzmów!
– CISZAAA! – ryknęła Mira i odciągnęła nas od siebie, gdy ja szykowałam się do ciosu w nos, a Ace ładował gantlet.
 Cześć! – Akane uradowana pomachała do bakuganów. – Ale chamy! Nawet nie odpowiedzą!
   Ace spojrzała na nią jak na Dana czyli jak na niedorozwoja. Jednak ona pokazała mu język i powędrowała na trybuny.
 Jess, chodź tu! – Pomachała w moją stronę.
   Kiedy Baron zaczął walczyć ze swoim „klonem” i jednym z tych dziwnych bakuganów, my zaszyłyśmy się na najwyższym piętrze widowni.
 I co? Kiedy spotkasz się z Keithem? – spytała Akane, bawiąc się gantletem.
 Nie wiem. – Przygryzłam wargę. – To może być trudne.
 Czemu? Ja muszę ogarnąć, czy on jest odpowiedni!
 Po prostu cała ta bitwa ciągle trwa, a on nie jest po naszej stronie.
 Miłość do wroga, co? Brzmi jak fabuła jakiejś książki. Dziewczyna z tajemniczymi mocami, ląduje na obcej planecie, a tam wpada w oko przystojnemu i groźnemu wojownikowi. Na końcu walczą razem i się w sobie zakochują! Tak! Tak musi być! Dopilnuję tego! I będę chrzestną! – Akane rozmarzyła się.
   Uśmiechnęłam się słabo. Też bym chciała tak marzyć, ale wiedziałam jedną rzecz. W życiu nigdy nie tak jak w książkach.

****

   Ziewnęłam potężnie, idąc korytarzem. Po bitwie Barona ruszyły inne walki i walczyłam z Runo, Mirą, Marucho, Acem i Danem. Przegrałam tylko z Danem...Robię się coraz lepsza!
 Rewanż! Jutro! – wrzasnął Ace i zamknął drzwi.
   Zaśmiałam się cicho. Krzyczał to już od dobrej godziny, ale go zlewałam, bo byłam zajęta odciąganiem Akane od różnych sprzętów, które mogła zniszczyć, a miała w tym większy talent ode mnie.
– Co ja widzę? Ledwo północ, a ty już śpiąca! – zauważył Fludim.
Bitwy męczą – Przeciągnęłam się i weszłam do pokoju.
   Widok Akane zaplątanej w zasłony z suszarką w dłoni i kablem od niej między nogami nie był dla mnie niczym nowym. Zamknęłam drzwi, złapałam piżamę czyli krótkie spodenki w czerwoną kratę i szarą koszulkę z czarnym nadrukiem i zabarykadowałam się w łazience.
 Pomogłabyś mi! – wrzasnęła Akane. – Cholera, supeł się zrobił!
 Radź sobie sama!
– A utop się najlepiej!
   Weszłam do wanny pełnej cieplutkiej wody. Czując, jak wszelkie mięśnie zaczynają mi się rozluźniać, uśmiechnęłam się błogo i przymknęłam oczy. Siedziałam tak, słuchając odgłosów bitwy Akane z suszarką i zasłonami oraz rozmyślając co dalej.
   Rodzice i Mick bezpieczni.
   Akane jest tuż za drzwiami.
   Jestem znów z Wojownikami.
   Bakugany są bezpieczne.
   Jednak wciąż dręczył mnie ten nieodkryty fragment i sprawa, kim jest Reiko. Nabrałam nieco wody w dłonie i spojrzałam na swoje odbicie. Widziałam zwykłą nastolatkę w koku, o orzechowych oczach. A w moim środku drzemała tajemnicza siła.
 – Zniszcz mnie...
   Uniosłam głowę i rozejrzałam się wokół. Pusto. Więc kto to powiedział? 
 Jess, wyłaź, bo będziesz pomarszczona jak staruszka! – zawyła Akane, wyrywając mnie z zamyślenia.
  
****

   Spadam w ciemność, wyciągając ręce przed siebie, chociaż nie mam czego się złapać.
Nawet gdy krzyczę, to z moich ust nie wychodzi żaden dźwięk.
   Co się dzieje?!
   Nagle pojawia się nikłe światełko.
 Keith? – szepnęłam zaskoczona, widząc chłopaka, który wyciągał do mnie rękę.
   Blondyn w odpowiedzi tylko uniósł nieco kąciki ust.
   Wszystko zaczyna wirować. Ląduję boleśnie na kolanach.
   Co to za sen? Czy kolejna wizja?
 Przepraszam. – Zauważam, że Keith unosi tą przeklętą czerwoną maskę.
 Nie! – krzyknęłam, zrywając się na równe nogi. – Nie ubieraj jej! Przestań!
   Jednak chłopak mnie nie słucha, tylko patrzy mi w oczy po raz ostatni niebieskimi tęczówkami, po czym zakrywa je maska.
 Nie...  głos zamarł w moim gardle, gdy zaśmiał się triumfalnie nad płonącym miastem. – Dlaczego?
 To już koniec! Keitha nie ma! Umarł! Zniknął! Jest iluzją! – w ciemności rozbrzmiało tysiące głosów.
– ZAMKNIJ SIĘ! – wrzasnęłam i zacisnęłam pięści. – To nieprawda!
 Jesteś tego taka pewna? – spytał Spectra z politowaniem.
 Tak! – rzuciłam wściekła. – Nie da się tak łatwo zniszczyć samego siebie! Ciągle masz rodzinę, wspomnienia i....
   Zniszcz mnie, proszę.
 He? – Znowu wszystko zawirowało, a do drwiącego śmiechu maszkarona, dołączył zimny Zenohelda.
   Zacisnęłam powieki, marząc, by to wszystko się już skończyło. Nie chcę tego oglądać! Mam dość!
– Jessie. – usłyszałam i poczułam, jak ktoś łapie mnie za nadgarstek.
   Otwieram oczy i natychmiast tego żałuję, widząc po raz kolejny blondyna. Czy te wizje się kiedyś skończą?
 Przestań. – cedzę przez zaciśnięte zęby. – Nie pokazuj mi czegoś, czego nie ma przełknęłam ślinę, spuszczając wzrok i zaciskając pięść.
    Gorzkie uczucie wypełniło moje gardło. Powinnam go nienawidzić i po części tak było, jednak gdzieś w głębi chciałam wrócić do tych krótkich chwil, gdy zachowywał się normalnie.  Nie znałam go długo, a wtedy czułam się z nim tak swobodnie, jakbyśmy znali się od dawna a nie kilku miesięcy.
– Nie rozumiem tego – mruknęłam. – Dlaczego nie umiem się od ciebie uwolnić?
– Jesteś pewna, że to chodzi?
   Podniosłam głowę. Wpatrywał się we mnie spokojnie, ciągle zaciskając dłoń na moim przegubie.
– O co ci chodzi?
   Uśmiechnął się delikatnie, a jego twarz na moment mi się rozmazała, jakby ktoś przeciągnął po niej gumkę. Zamrugałam kilka razy.
– Jeszcze wrócę – powiedział. – Może wtedy zrozumiesz, czego tak naprawdę szukasz. Tymczasem żegnaj.
   Puścił mój nadgarstek i pochylił się do tyłu, rozpływając w ciemności. Wraz z jego zniknięciem, mrok pochłonął światło. Moje ciało objął chłód.
Zniszcz mnie....zniszcz mnie!
 Nie! – Nagle poczułam, że się boję. Mrok napierał z każdej strony. – Nie zostawiaj mnie, proszę! – Wyciągnęłam rękę do przodu, choć jego już nie było.
   Dłoń zawisła bezwładnie w powietrzu.
Zniszcz mnie...
   Samotna łza spadła na ciemne podłoże.
 Jess? – Otworzyłam oczy i ogarnęłam, że ściskam Akane za ramię i ciężko oddycham. – Co jest? Czy to łzy? – Dziewczyna zdumiona spojrzała na kilka kropli na swoim ramieniu.
 Akane jest coś, co muszę ci powiedzieć. – powiedziałam, padając na poduszkę.

****

   Moja przyjaciółka nie zwracając uwagi, że jest czwarta rano, raźnym krokiem pociągnęła mnie do kuchni. A tam otuliła mnie kocem, puściła „Panorame – Monster” na cały regulator i zaczęła udawać, że umie gotować.
   Uniosłam brew, gdy mandarynka podpaliła się jakimś cudem. Ma podobny antytalent do gotowania co Keith.
 Udało się! – Na blat wjechała ciepła czekolada w wielkim kryształowym pucharku z dodatkiem bitej śmietany, wiórek miętowych i ciastkiem w kształcie gwiazdy.  Ten Marucho mnie chyba nie zabije za spalony garnek? – spytała.
 Nie oczekiwałabym tego. – mruknęłam i zaczęłam pić przez słomkę.
 A przechodząc do tego Spectro – Keitha. – Usiadła naprzeciwko mnie. – Keith ciągle istnieje i najwyraźniej coś do ciebie czuje.
   Pokiwałam głową z ironią, na co ona prychnęła i wydęła policzki.
 Mogę ci to nawet przeliterować, ale najpierw fakty. Pojawia się zawsze, gdy jesteś przy nim, to raz. Nie jest w stanie cię do końca zniszczyć, to dwa.
 Bo zazwyczaj w punkcie kulminacyjnym robiłam huk i wiałam. – wtrąciłam. Uciszyła mnie machnięciem ręki.
 Zresztą on cię na swój własny sposób chroni.
   W tym momencie nie wytrzymałam i zakrztusiłam się czekoladą. Poparzyłam sobie gardło, ale byłam zbyt zszokowana, by to zauważyć. Akane spojrzała na mnie zdumiona.
 Chroni?! Dotychczas kazał mi walczyć z bakuganem, nazywał swoją bronią, groził i był jednym wielkim chamem! – wrzasnęłam oburzona. – Jak to jest ochrona, to ja dziękuje!
– Proponował ci pomoc w ucieczce od Vexosów i wiedział, że jeśli potem u nich wylądujesz, to zginiesz, więc próbował cię uratować. – rzuciła Akane ze zwycięską miną. – Temu nie zaprzeczysz.
 Hmm. – Podparłam podbródek ręką. – Może i masz rację.
   O własną broń się dba, prawda? Póki jest potrzebna.
 Albo i nie. – dodałam, ściskając mocniej pucharek.
 Jessie! – Fludim spanikowany wleciał do kuchni i przytulił się do mojego policzka. – Nie strasz mnie tak! Jest środek nocy, a ciebie nie ma!
– Tak właściwie to jest świt. – poprawiła go Akane.
   Zauważyłam, że mój bakugan promieniuje fioletowym światłem.
 Ej, Fludim, dobrze się czujesz?
 Doskonale, a co? – zdziwił się.
 Bo świecisz się na fioletowo.
 Co?!
 Rzeczywiście! – Akane przyjrzała mu się uważniej. – I nieco na czarno.
 Jak?!
 Bez tych nerwów, Fludim.
   Gwałtowny podmuch popchnął mnie do tyłu. Poleciałam wraz z krzesełkiem i pucharkiem na spotkanie z podłogę.
 Jess!
Kątem oka ujrzałam, że za mną jest portal.
 Łap mnie ktoś! – wrzasnęłam, wyrywając się do przodu.
   Akane złapała opuszki moich palców. Jednak siła tunelu pociągnęła mnie w tył.
   Lecę...
   Lecę...
   Lecę...
   Bum!
– Auu. – jęknęłam, masując sobie plecy. – Co to miało być?! – zwróciłam się do Fludima.
 To chyba ja. – wyznał skruszony. – Ale nie mam pojęcia, jak to zrobiłem!
   Nie było nam jednak dane obgadać tego.
 Proszę, proszę, kogo my tu mamy. Nasza królewna wreszcie wróciła. – Z cienia wynurzył się Hydron w ciemnych spodniach i białej luźnej koszulce, czyli w piżamie. – Czy cisza nocna nie jest ci znana, Jessico?



 Suprise! Raz komedia, raz tragedia i te zwroty akcji! Się dzieje, proszę państwa! xD I to przez Bring me to life! Kocham tą nutę ^^
Jako, że jest już pierwsza, a ja miałam dziś dość zalatany dzień, to papa ^^
Ps. Może pod następnym będą granice neta xd