piątek, 11 listopada 2016

Rozdział 43: Niespodziewany wspólnik

   Akane westchnęła głośno i powiodła wzrok na Młodych Wojowników, którzy ciągle siedzieli w ogrodowej altance i o czymś zażarcie dyskutowali. Mimo że wydawali się rozluźnieni, to widziała na ich twarzach niepokój.
   Odchyliła się do tyłu i wyciągnęła nogi. Gdyby znali Jessie tyle, ile ona, to nie przejmowaliby się tym tak bardzo.
 Ale musisz przyznać, że długo już jej nie ma. – zauważył bakugan domeny Ventus, Leaus wdrapując się na ramię dziewczyny.
 Pewnie spotkała jakieś przeszkody. Wróci, nie ma się czym przejmować. – Akane ziewnęła i zerknęła w stronę altanki. Na jej twarz wpłynął uśmieszek. – Poza tym ma tu swojego ukochanego!
   Bakugan pokręcił głową z politowaniem, widząc ogniki w oczach swojej przyjaciółki.
 Ale to jest trochę dziwne. – powiedziała, marszcząc brwi. – Ile ona go zna? Trzy miesiące? A mimo to stał się kimś ważnym dla niej. Nie za szybko? W końcu do Wojowników też się przywiązała, ale traktuje ich jak przyjaciół. Coś tu nie gra...
– Nie uważasz, że po prostu szukasz dziury w całym i dopowiadasz słowa do wypowiedzi Jessicy? – spytał Leaus.
 Nieprawda! Zbyt dobrze ją znam, nie musi mi nawet mówić, co myśli, ja to wiem! – oświadczyła dumnie dziewczyna.
 Tak, tak. – mruknął bakugan. – Ja swoje wiem.
   Akane wydęła policzki i odwróciła głowę, co oznaczało koniec rozmowy. Leaus uznał, że nic nie zdziała i powędrował w stronę bakuganów pozostałych Wojowników.
    Dziewczyna kichnęła gwałtownie.
 Głupie pyłki. – warknęła, szukając chusteczki.
 Możemy porozmawiać? – Podszedł do niej Keith.
 Wal śmiało. – zachęciła go Akane, wydmuchując nos.
 Co dokładnie się zdarzyło, zanim wytworzył się portal?
 Hmmm... – zastanowiła się na chwilę. – Rozmawiałyśmy, a Fludim zaczął świecić najpierw na fioletowo, a potem na czarno. Następnie znikąd pojawił się mocny podmuch, który popchnął Jess do tyłu prosto w portal.
– Kiedy pojawił się tunel?
– Tuż po tym podmuchu.
 Nic więcej?
 Co masz na myśli?
 Oprócz świecenia Fludima i tego podmuchu nie zdarzyło się nic wcześniej?
   Akane przyjrzała się uważnie blondynowi. Jak dla niej był zbyt podejrzliwy.  Zupełnie jakby coś wiedział, ale chciał, żeby ona to powiedziała. I ta jego poważna mina i chłodne spojrzenie. Mimo że przeszedł na ich stronę, ciągle budził u większości (do której ona się, oczywiście, nie zaliczała) trwogę i szacunek.
   Jednak doskonale wiedziała, że nie miał pojęcia o dziwacznych wizjach i snach Jessie. Tylko ona i nieliczne grono było o tym poinformowane.
– Nie. – odparła spokojnie. – To wszystko.
 Więc dlaczego wstałyście o czwartej rano? – spytał chłopak z ledwo widocznym, triumfującym uśmiechem. Akane zakrztusiła się śliną. – No słucham.
 Miałam koszmar i przez przypadek obudziłam Jessie. Wtedy uznałyśmy, że już nie zaśniemy i poszłyśmy sobie zrobić kakao. – skłamała gładko, wytrzymując jego badawcze spojrzenie. – Skończyłeś mnie przesłuchiwać? – warknęła.
– Rozumiem. – powiedział po dłuższej chwili, ignorując jej warknięcie.
   Nie uwierzył jej. Cóż w końcu miał 19 lat i sam był wytrawnym kłamcą.
 Czemu traktujesz mnie jak podejrzaną, co? – syknęła Akane.
 Bo coś ukrywasz. Wiem to.
 I dlaczego ci tak bardzo zależy na ustaleniu, co się stało przed zniknięciem Jess?!
 Tylko tak będzie można ją znaleźć.
 Powodzenia. Teraz na pewno ją znajdziesz. – zadrwiła.
   Keith bez słowa odszedł. Akane wzięła głęboki wdech. Normalnie nie przejmowała się zdaniem obcych jej ludzi, ale ten blondyn denerwował ją. Innych traktował zwyczajnie z nutką sympatii – no może oprócz Ace’a, ale to w końcu przyszły jego siostry – a ją?! Jak zło konieczne, chociaż nic nie zrobiła!
– Jestem pełna podziwu dla Jessie, że ona go wytrzymuje. – wymamrotała, po czym zawołała. – To słodko, że się troszczysz o Jess, ale jak będziesz się dalej zachowywał niczym zadufany w sobie dupek, to cię znielubi!
   Blondyn zatrzymał się, lecz po chwili ruszył dalej, nie odwracając się.
 Coś się stało, Akane? – Julie podeszła do niej. – Pokłóciliście się?
– Niee, bez przesady. Po prostu Fermin za mną nie przepada.
 Tak nie może być! Jesteśmy drużyną i musimy się trzymać razem!
   Akane machnęła lekceważąco ręką i przeciągnęła się.
 Bez obaw, Julie. Spectra się uspokoi, jak tylko Jess wróci. – Wyszczerzyła się i zostawiła osłupiała Makimoto koło ławki. – Do zobaczenia! – zawołała i wbiegła do środka domu Marucho.
****

   Poranek zaczął się od jakże wspaniałego wbicia Shadowa o jakiejś siódmej rano.
 Wstawaj! Król chce cię widzieć! – krzyknął, stukając niecierpliwie butem o podłogę.
Pokazałam mu palcem, co myślę o tak wczesnym budzeniu mnie i przewróciłam się na drugi bok.
 Powiedz mu, żeby się powiesił na sznurówkach albo poszukał jakiegoś lepszego stroju! – burknęłam, po czym zakrywałam się kołdrą.
   Zostałam wyciągnięta za nogę i brutalnie uderzyłam o zimną podłogę.
 Oszalałeś?! – wydarłam się, ciskając w niego poduszką i lampką nocną. – Tak mnie budzić?!
 Masz iść do króla. I przestań we mnie rzucać!
– Nie! Bo mam w nosie Zenohelda! Jak dla mnie, to może nawet tańczyć zumbę w spódniczce z liści, ale i tak nie przyjdę!
   Wizja Zenusia pląsającego w hawajskiej spódniczce do tego stopnia ogłupiła Vexosa, że bez trudu wypchnęłam go z pokoju.
 Kretyn. – prychnęłam i sięgnęłam po fioletową suknię zdobioną w czarne kwiaty. Nie miała rękawów i sięgała do ziemi. Przynajmniej im ktoś wreszcie podłogę zamiecie! (xD)
   Kiedy ubrałam się i względnie ogarnęłam, kopnęłam drzwi i wyszłam na korytarz. Poczułam przeraźliwy chłód i w ekspresowym tempie zawróciłam, przy okazji wpadając na Lynca.
 Gdzie macie kurtki? – spytałam, drepcząc w miejscu.
 Co?
   Plasnęłam się ręka w czoło.
 Płaszcze. Ciepłe ubranie. Cokolwiek!
 Nie wiem. – Wzruszył ramionami.
 Toś mi pomógł. – mruknęłam.
 Król chcę cię widzieć. – powiedziała jeden ze strażników.
 Idę. – westchnęłam ciężko i niemal biegiem popędziłam do sali tronowej, byleby się nieco ogrzać.
   Gdy weszłam do środka, poczułam cudowne ciepło ogarniające moje ciało.
 Ogrzewanie na korytarzach ci padło. – poinformowałam Zenohelda. – Zimno jak w lodówce.
   Król nie odpowiedział, tylko machnął ręką do jednego ze swoich ludzi, który się skłonił i zniknął z pola widzenia. Dziwne, normalnie zacząłby się na mnie drzeć, że nie mam dla niego szacunku itp. Co on kombinuje?
 Już zapewne wiesz, jaki los spotyka tych, którzy mnie zdradzą. – rzekł, popijając napój z pucharu.
   Zacisnęłam pięści na wspomnienie Volta i zaczęłam mu życzyć zadławienie się.
 Powinnaś też wiedzieć, że ten los spotka także ciebie, jeśli spróbujesz stąd uciec. – ciągnął dalej. – Nie mogę sobie pozwolić na utratę kolejnej broni.
   Rzuciłam mu mordercze spojrzenie, ciągle milcząc. Gdybym nie miała tego głupiego pierścienie, nie byłby taki spokojny...
 Widzę, że rozumiesz. Dobrze więc. Mam do ciebie pewne pytanie. Czy znasz może białowłosą kobietę o fioletowych oczach? Powinna mieć około 20 lat. – spytał.
   Skąd ta dziadyga wie o Reiko?
 Skłam. – szepnęła kobieta, mierząc Zenohelda uważnym spojrzeniem.
 Nie. – odparłam. – A co?
– Tak się pytam. – Znów pociągnął zdrowo z pucharu, ale niestety nie zadławił się, chociaż gorliwie mu tego życzyłam.
   Nagle nad moją głową wyświetlił się obraz profesora Claya.
 Za chwilę rozpoczniemy proces symulacyjnego składania zestawu, królu. – zameldował.
– Znakomicie. – Zenoheld oddał kielich służącemu i wstał z tronu. – Już nie mogę się doczekać.
   Cicho wycofałam się. Heh, czyli zaczynają budowę tej broni...Czas najwyższy wkroczyć do akcji!
   Szłam w pewnej odległości od Zenohelda, zmieniając co jakiś czas korytarze, żeby mnie nie zauważył. Lecz w pewnej chwili zniknął mi z oczu!
 Szlag! – Tupnęłam nogą. – Cholerna dziadyga!
 Sądzę, że Hydron też będzie tam obecny. – rzekł  Fludim. – Poszukaj go.
 Niezły pomysł. – pochwaliłam go i zaczęłam szukać księciunia.
   Znalazłam go, kiedy krzyczał coś do Shadowa, który go zlewał i rechotał na cały pałac.
Matko, do jakiego wariatkowa trafiłam...
– Jak wrócę, to pożałujesz! – zagroził Hydron.
   Żeby to jeszcze robiło jakieś wrażenie na ludziach.
   Poczekałam, aż Shadow zniknie z pola widzenia i skręciłam w korytarz, podążając za Hydronem. Ale on też nagle znikł!
 Nałożył niewidkę czy co?! – zirytowałam się, rozglądając się po korytarzu, który był ślepym zaułkiem. – Jak?!
 Jess, zacznij myśleć, co? Przecież tu może być ukryte przejście. – szepnął Fludim.
 Jest wcześnie, a ja mało spałam! – usprawiedliwiłam się, macając ściany w poszukiwaniu jakiegoś guzika lub czegoś w tym rodzaju.
   Nagle nadepnęłam na przerwę między dwoma płytkami marmurowej podłogi i zjechałam na dół. Udało się!
   Wylądowałam w pokoju, w którym panował półmrok. Stałam na niewielkim balkoniku ponad grupą naukowców, siedzących przy komputerach. Profesor Clay stał na podwyższeniu wraz z Zenoheldem i Hydronem i wydawał rozkazy podwładnym. Wyświetlił się model broni wyglądający jak kwadratowy statek kosmiczny. Obok niego pojawił się ogromne działo, które zostało przyłączone do prawego boku zestawu bojowego. Jednak symulacja nie powiodła się.
Cholera! – zaklął Clay.
 Co się dzieje, profesorze? Mam już szukać zastępstwa na twoje miejsce? – spytał Zenoheld.
– Nie, panie. Proszę o jeszcze trochę czasu.
– Powoli tracę cierpliwość.
 Przepraszam, panie. Lecz było by mi znacznie łatwiej, gdybym dostał rozszyfrowane dane widmowe oraz DNA bakuganów.
– Skąd mamy je niby wziąć?
– Wiem z dobrego źródła, że Spectra dołączył do Wojowników. A on je rozszyfrował.
   Musiałam się trzymać barierki, by w tamtym momencie nie upaść. Spectra z Wojownikami?! Jak to możliwe?!
– Hmmm no dobrze. Z tymi danymi ile zajmie praca?
 Około tygodnia.
 Wolniej się już nie dało? – spytał z przekąsem Hydron, bawiąc się włosami.
 Gdy chce się osiągnąć upragniony rezultat, potrzeba czasu, książę. – rzucił profesor przez zaciśnięte zęby.
   Na tym rozmowa się zakończyła. Clay wyjął z komputera niewielki czarny nośnik danych ze srebrną obwódką i schował go do kieszeni.
   Wróciłam na korytarz. Teraz muszę jakoś zdobyć te dane. Tylko jak? Coś czuję, ze znów będzie spontan.
   Podążyłam w kierunku, gdzie znajdowało się główne laboratorium. Zajrzałam do środka. Na razie pusto, ale za chwilę może się zjawić profesorek.
Gwałtownie odwróciłam się i uderzyłam w coś głową.
 Auuu. – Potarłam czoło. – Co ty robisz...Lync?!



No i jednak rozdział 43! I jak się podoba? ^^
Ogólnie to ja się dowiaduję, że wszędzie pada śnieg, ale nie w moim mieście! Skandal!

A teraz...oczekiwane przez was...RUSKIE STRONKI!


Ja: Hydron jako dziecko
Jessie: Było zostawić w oknie życia...
Shadow: Nie zmieścił się xDD


Jessie: RUNOOO! Znalazłam złodzieja twoich ciuchów!
Dan: Sis i ty? ;-;
Gus: Wreszcie!
Shadow: Nie ciesz mordy, ciebie i tak jest najwięcej. No i Spectry >.>


Ja: Łączmy się w bólu [*]
Jessie: Jakie łączmy się w bólu?! Zabić to!!!
Lync: Co ja ominąłem? O.o
Shadow: *ma traumę* nie..nie...NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
Spectra: Nie drzyj gęby, debilu
Shadow: -.-


Ja: Chibi Vexos *.* Kawaii! *.*
Jessie: Mylene taka łaskawa twarzy nie pokazuje.
Dan: A Shadow dalej załamany xD


Ja: No Ace'a pięknie xDD
Jessie: Już widzę was w moich ciuchach
Akane: Nooo w pewnym miejscu Mirze byłoby lu...AU!! *Jess nadepnęła jej na stopę*


Ja: Gus yandere xD Tego jeszcze nie było xD
Jessie: Spectra czuj się zagrożony
Dan: Szybciej Gus rąbnie ciebie, sis.
Jessie: Chyba ja go butem w twarz


Jessie: Gdy Spectra ma okres xD
Spectra: .....
Shadow: Gus, nie umieraj nam jeszcze.
Gus: Jeszcze?
Shadow: Chcę zobaczyć twoją reakcję na inne arty xD


Ja: *oczy zamiast serduszek*
Jessie: Zgaduję, że na tej opasce co Gus ma na łbie jest napisane "Dasz radę, Spectra -sama!"


Kazami kero!
Dan: Nope, to Shun po fancie xD

Jessie: O kurde, Shadow sam wydziergałeś?
Dan: Dla dziecka będzie
Shadow: Spieprzaj, Kuso -.-


 Ja: Spectruś *.*
Spectra: Teraz to Spectruś a wcześniej to mnie z domu wywaliłaś?
Ja: No kobieta zmienną jest
Jessie: Czy ty umiesz się normalnie uśmiechnąć? Bo wszędzie wychodzisz jak psychopata.
Spectra: Odezwała się.


Ja: *czując morderczą aurą Keitha* Ace lepiej wiej
Ace: Phi, ja dam sobie radę.
Keith:......
Akane: Jess ty będziesz miała diadem i suknię bez rękawów, a welon....
Jessie: *facepalm*



Ja: Oooo ^^ A Gdzie Jess, debilu? -.-
Keith: Anioł zamienił się w diabła.
Ja: Jestem córka zła, więc wiesz.
Keith: Nie zauważyłem.
Ja: >.>

To na tyle! Ten boski uczuć, że dziś dopiero piątek =^.^= 
Odmeldowuje się!


Rozdział 42: Obietnica

   Wygrał. Pokonał Hydrona. 
   Ale mimo to teraz tonął w przeraźliwej ciemności. Sam, pokonany, upokorzony.
   Czy jego walka była kolejną żałosną próbą ucieczki przed nieuniknionym?
   W oddali pojawiło się małe światło, które z każdą chwilą rozrastało się i po chwili nie tonął w mroku, lecz unosił się w jasnej przestrzeni.
 Wojownicy Haosu nie powinni ginąć w ciemności. – powiedziała białowłosa kobieta, unosząc się nad nim. Dotknęła zimną jak lód ręką jego policzka. – Wiem, że masz do mnie jedno pytanie.
– Czy moja teoria była słuszna? – spytał Volt.
   Kobieta pokiwała głową.
 Teraz powinieneś wrócić do rodziny. – rzekła łagodnie, odchylając głowę, dzięki czemu wojownik dostrzegł niewyraźne sylwetki swojego rodzeństwa. – Żegnaj Volcie Lusterze.
   Chłopak zamknął oczy. Reiko zdumiona ujrzała na jego twarzy lekki uśmiech. Po chwili wojownik stał się tylko promienną sylwetką, po czym zniknął. A w przestrzeni znów zapanował mrok. Jedyne światło pochodziło od małej kulki, która unosiła się nad dłonią Reiko.
 Zenoheld. To imię naprawdę jest naznaczone przekleństwem. – westchnęła i zacisnęła pięść.
   Ile jeszcze żyć musi pochłonąć, zanim sam zniknie?

****

   Niech mnie ktoś teraz uszczypnie i powie, że to jakiś durny dowcip. Jedyna dobra osoba prawdopodobnie nie żyje, a ja nawet nie mogę jej pomóc...
   Siedziałam tak z głową pomiędzy kolanami i pragnęłam tylko, by to wszystko okazało się koszmarnym snem.
   Jednak to była rzeczywistość.
 Jessie, musimy się stąd zwijać. – szepnął Fludim. – Nie możemy tu tak siedzieć! Vexosi, Hydron!
– Zostaw mnie! – jęknęłam, zasłaniając uszy. – To moja...
 Tylko mi nie gadaj, że wina! Co się stało z tą Jessicą, która nigdy się nie załamywała ?!
 Nie wiem! – Opuściłam ręce. – Mam dość...Nie wiem co robić...Czemu? Za co?
   Sama nie wiem czemu, ale czułam się taka słaba, bezradna. Osoba, którą naprawdę polubiłam, zginęła...Przeze mnie, przez Hydrona.
   Dlaczego?
   Usłyszałam harmider na korytarzu i drzwi od pomieszczenia huknęły o ścianę. Do środka wparował Hydron. Uniosłam nieco głowę i zmierzyłam nienawistnym spojrzeniem.
 Czego chcesz?! – warknęłam, nawet się nie ruszając. – Ty egoistyczny, zadufany....
– Skąd wiesz o tym pomieszczeniu? – przerwał mi, złapał mnie za ramię i potrząsnął. – Jessica!
 Skąd?! Od kogoś, kto był tysiąc razy lepszy od ciebie! – wrzasnęłam mu prosto w twarz.
 Czyli zdradził mnie jeszcze wcześniej. – wymamrotał pod nosem.
 Jesteś doprawdy żałosny. Boisz się ludzi, którzy potrafią żyć według własnych zasad. Dlatego boisz się Spectry, prawda? – Uśmiechnęłam się kpiąco i wyrwałam mu. – I dlatego zabiłeś Volta...
– Mógłbym powiedzieć to samo o tobie. – odparował rozzłoszczony. – Poza tym nawet nie myśl o użyciu teleportu. Zablokowaliśmy je tak, że tylko posiadając gantlet Vexosa, możesz się wydostać. Volt ci pewnie już o tym nie wspomniał?
– I myślisz, że mnie to zatrzyma? – prychnęłam, ignorując uwagę o Lusterze, złapałam go za koszulę i przyciągnęłam do siebie. – Zniszczę cię, Hydron. Zapłacisz za to, co zrobiłeś Voltowi. – Popchnęłam go na ścianę i pokierowałam się do wyjścia.
 Czemu?! Przecież to też był Vexos!
– Mylisz się. – odparłam spokojnie. – On nigdy nie był do końca jednym z was. - Zatrzasnęłam drzwi.
   Tylko co ja mam teraz zrobić? Skoro teleporty prawdopodobnie nie przeniosą mnie, to muszę poszukać innej drogi. Ale jakiej?
   Oparłam się o ścianę i westchnęłam. Mam coraz mniej sił. Jak długo jeszcze wytrzymam?
 Widzę, że jesteś załamana, Jessie. – powiedział cicho Fludim. – Nie musisz tego ukrywać.
 O czym ty mówisz? To tylko...
 Nie kłam! Mówiłem ci już setki razy, że ukrywanie emocji to nic dobrego!
   Zamilkłam, patrząc przed niewielkie okno na kosmos.
 Volt Luster został wysłany na podróż do najdalszych zakątków tego wymiaru. – rzekła Reiko, pojawiając się koło mnie. – Można powiedzieć, że stał się jedną z gwiazd.
 Ludzkie dusza stają się gwiazdami. Dzięki temu zawsze wiemy, że nasi bliscy nas obserwują. – wyrecytowałam tekst, którym raczyła mnie mama, gdy byłam mała.
   Reiko spojrzała na mnie przelotnie.
 Przepraszam. – mruknęła. – Gdybym wcześniej zrozumiała, co ten chłopak chciał zrobić...
 To już nieważne. Mam tylko nadzieję, że nie cierpiał.
 Nie. Odszedł z uśmiechem. – szepnęła Reiko.
 To dobrze.
   Powlokłam się do pokoju i padłam na łóżko.
 Boisz się. – stwierdził głosik w mojej głowie.
   Boję.
 Tęsknisz za rodziną i przyjaciółmi.
   Tęsknie.
 I nie masz już siły walczyć. Robisz to tylko z przymusu i chęci uwolnienia się.
   Nie! Muszę walczyć!
 Ale po co? – zdumiał się głosik. – Nie łatwiej było by uciec i o tym wszystkim zapomnieć? Przecież nie musisz się poświęcać. Dużo zrobiłaś. I co? Została zraniona tyle razy! Walka nie ma sensu! – głos stawał się coraz wyraźniejszy. 
   Zacisnęłam powieki i pokręciłam głową. Zamilcz! Nie chcę tego słuchać!
   Mick, Volt, Elico, Keith, Dan, Akane i wszyscy inni... Dla nich warto wstać i ciągle próbować. To mój jedyny powód.
   Podniosłam się na łokciach i spojrzałam na rozgwieżdżone fioletowoniebieskie niebo. Powstrzymam Zenohelda i powrócę do przyjaciół.
   Obiecuję.
Z kim rozmawiałaś? – Z zamyślenie wyrwał mnie poważny głos Reiko.
 Można powiedzieć, że ze własnymi słabościami. – odparłam.
– Umiesz z nimi wygrać. – Podniosła się i spojrzała przez okno. – Zazdroszczę ci.
   Złapałam ją za rękę.
 He? Coś się stało, Jessie?
 Każdy potrafi wygrać sam ze sobą. Wystarczy tylko próbować. – powiedziałam, uśmiechając się słabo.
   Kobieta przygryzła wargę i spuściła głowę.
– Może masz rację.
   Oparłam głowę o poduszki, splotłam ręce na brzuchu i zamknęłam oczy.
 Fludim, będziemy walczyć do końca, prawda? – szepnęłam, czując, że powoli odpływam.
– Oczywiście. Przecież sobie obiecaliśmy. – rzekł bakugan, moszcząc się na poduszce.
   Przypomniał mi się tamten dzień.
 AAAAA! – Wypadłam z tunelu i z całej siły uderzyłam o ziemię. – Matko, ci Starożytni mogli mnie teleportować bliżej powierzchni. – stwierdziłam, masując plecy.
– Nic ci nie jest? – zmartwił się Fludim.
 Przeżyję, bez obaw.
 Zastanawia mnie, czemu nas tak szybko odesłali. Mówili coś o zbyt wielu Wojownikach.
 Mniejsza z tym. Poza tym popatrz! Zyskałeś nową domenę! – wykrzyknęłam, podnosząc się i patrząc na przyjaciela.
– Cóż to naprawdę niezwykłe.
 Prawda? Stałeś się jeszcze mocniejszy! – Wyszczerzyłam się. – Ne, Fludim...
 Tak?
 Będziemy walczyć razem, nie?
 Oczywiście. – Bakugan skinął głową.
 Obiecuję, że pomogę ci wrócić do Vestroii.
 A ja zawsze będę cię chronił, Jessie. – rzekł poważnie bakugan. – Nawet gdy powrócę do mojego domu. Zawsze możesz na mnie liczyć.
   Wyciągnęłam przed siebie mały palec. Fludim spojrzał na mnie zdziwiony.
 W Japonii tak się zawiązuje obietnicę. – wyjaśniłam. – Chodź tu.
   Bakugan podfrunął do mnie i niezgrabnie objął swoją dłonią mój palec.
 Obiecuję, że zawsze będziemy walczyć razem. – powiedzieliśmy równocześnie.

   Pogłaskałam delikatnie Fludima, który już zasnął. On jedyny mi tu pozostał. Nie mogę się załamać. Nie teraz, gdy jestem sama. Będę walczyć.
   Wrócę do was, przyjaciele. Poczekajcie jeszcze trochę.
   Poza tym obiecałam jeszcze pewnej osobie, że będziemy walczyć.
   Z mojego policzka spłynęła łza i kapnęła na białą poszewkę poduszki. Tylko po raz pierwszy nie czułam z tego powodu do siebie obrzydzenia.
   Przymknęłam oczy.
 Nigdy się nie poddam...


 Z racji tego iż ten rozdzialik jest mega krótki, wstawię dziś jeszcze jeden lub one shota, zależy na co mi wena przyjdzie xD Ten jest taki....nijaki i nudny ;-; Ale spokojnie następny będzie lepszy xD
To do wieczora!



czwartek, 3 listopada 2016

Rozdział 41: Jedyne światło w mroku

   Gdy usłyszałam skrzypnięcie drzwi i kroki, podniosłam głowę i przetarłam powieki.
 Co tak dłu... – pytanie zamarło mi w gardle, kiedy ujrzałam bladą twarz Volta i jego niemal przestraszony i rozzłoszczony wzrok. – Co się stało?
– Król Zenoheld chce stworzyć nową broń. – wyrzucił chłopak na jednym tchu, po czym zaczął się nerwowo przechadzać po pomieszczeniu.
– Jaką broń? Do zniszczenia bakuganów? – Napięłam się.
 Nie – Pokręcił głową. – O wiele gorszą. Do niszczenia światów. Alternatywną broń zdolną zmieść Ziemię, Vestalię i inne planety w proch.
   Poczułam dreszcze i serce, które podeszło mi do gardła. Czyli tak Zenoheld chce się na nas zemścić. Niszcząc nas.
– Te wszystkie słowa o ochronie Vestalian, o lepszej przyszłości dla naszego ludu. To wszystko było wielkim kłamstwem. – wycedził Volt, zaciskając pięści. – A ja w tym uczestniczyłem. W tym głupim teatrzyku Zenohelda. – Spuścił głowę załamany.
   Wtedy dostrzegłam ślad uderzenia i siniaka koło jego wargi.
 Kto ci to zrobił? – Wygrzebałam z zamrażarki lód i podałam mu.
– To? – Wskazał na siniaka. – Hydron. – Wziął lód i przyłożył do ust. – Dzięki.
 Nie ma za co. – mruknęłam. – Matulu, mój „kochany” narzeczony ma gorsze humorki niż baba w ciąży. – stwierdziłam, zeskakując z krzesełka.
   Volt uśmiechnął się słabo, ale ciągle na jego twarzy malował się ból i przerażenie. Został zdradzony przez wszystkich, którym ufał, więc to nic dziwnego.
 Wiesz może, gdzie są plany tej broni? – spytałam.
 Profesor Clay dopiero nad nimi pracuje. – odparł i spojrzał na mnie zaniepokojony. – Ty chyba nie planujesz...
– Tak, mam zamiar zniszczyć ten chory pomysł w zarodku. – powiedziałam z poważną miną. – Nie pozwolę, by po raz kolejny dziadyga i jego popaprany syn coś zrobili moim bliskim. – Przez chwilę przed oczami miałam obraz mojej rodziny, przyjaciół i wszystkich na których mi zależy.
 Zenoheld cię zabiję! – zaprotestował Luster. – On naprawdę pragnie zemsty.
 No i?! – przerwałam mu zła. – Będę z nim walczyła do końca, nawet jeśli zaprowadzi mnie to do grobu! – Wyjrzałam, czy nikt nie idzie i wyszłam na korytarz.
 Masz rację. – powiedział cicho Volt, gdy mnie dogonił. – Nie popełnię drugi raz tego błędu. Nie zaufam mu już.
   Klepnęłam go w ramię i uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
 To gdzie jest gabinet profesora? – szepnęłam.
 Nie teraz. Lepiej będzie w nocy. Wtedy ochrona jest mniejsza. – uznał.
 Niech ci będzie. – zgodziłam się.
   Mieliśmy już jakiś plan, ale Luster ciągle wyglądał na przygnębionego. Dalej tak się tak zamartwiał tą dziadygą?
   Zerknęłam na pierścionek. Zielony kamień zalśnił w blasku lamp i ukazał moje oblicze. Zmotywowana mina, świadcząca, że wiem, co chce zrobić i nieugięta postawa. Trochę zniknęło tej starej mnie, która wiecznie wpadała w tarapaty i nie przejmowała się konsekwencjami. Chociaż dalej jestem pyskata, lekko szalona i energiczna. Uniosłam nieco kąciki ust.
 Co jest? Tak się przejmujesz tym gościem? – wypaliłam, stając przed drzwiami do mojego jakże kochanego pokoju.
 Nie o to chodzi. – westchnął ciężko. – Po prostu sobie coś przypomniałem.
 Coś czyli co?
   Jednak zanim mi odpowiedział, za naszymi plecami rozległ się głos Shadowa.
 No Volt nie wiedziałem, że gustujesz w młodszych! – zawołał, wywalając jęzor.
 Jego przynajmniej jakaś chce, poczwaro. – rzuciłam, opierając ręce na biodrach.
 Coś ty powiedziała?! – oburzył się, mierząc mnie wściekłym spojrzeniem.
– Już tak ogłuchłeś od swojego rechotu?
– Nie podskakuj, bo źle się to dla ciebie skończy! – zagroził, na co ziewnęłam.
– Ale się boję! A tak przy okazji zetnij pazury, bo za niedługo zaczniesz nimi rysować posadzkę. – rzuciłam i zatrzasnęłam drzwi, które na wszelki wypadek zablokowałam komodą.
   Padłam jak długa na łóżko i wyciągnęłam Fludima z kieszeni.
 I co o tym wszystkim myślisz? – spytałam, wkładając sobie poduszkę pod brodę.
 Co ja mogę ci powiedzieć? Że Zenoheld to szaleniec? Przecież to nic nowego. Ale tym razem gra toczy się o dużo wyższą stawkę.
   Wtedy przypomniałam sobie dwie rzeczy. Słowa Jane kiedy na Ziemię spadły karty do bakugan: „Od teraz życie zacznie przypominać grę.” Oraz moje własne spostrzeżenie, że prawdziwa wojna dopiero się zacznie.
   Znów usłyszał to złośliwy los, czy może Zenuś się wściekł?
   Kto tak w ogóle zadecydował, że to wszystko się tak potoczy?
 Wszystko jest zależne od nas. Jedna decyzja i nasze życie zmienia się całkowicie. – powiedziała melodyjnie Reiko, sadowiąc się na skraju łóżka.
 O 180 stopni?
 Czasami tak.
   Przewróciłam się na plecy i zerknęłam na nią.
– Reiko...skąd ty tak naprawdę pochodzisz?
 Z zaświatów.
   Strzeliłam się płaską dłonią w czoło. Normalnie jakby słyszała Harukę albo Akane. Raz na pytanie: to jak było z tym koniem? Akane odpowiedziała: No całowaliśmy się pod wierzbą, ale potem mnie olał.
 Chodziło mi o to zanim umarłaś. – powiedziałam spokojnie, tłumiąc śmiech.  I nie mów, że tam skąd ja, bo czterysta lat temu kobiety na pewno nie chodziły tak ubrane. – Wskazałam na jej bose stopy, krótką sukienkę do połowy ud oraz wstążki owinięte wokół łydek.
   Reiko wyglądała za zbitą z tropu. Ha! Teraz ją mam.
– Więc ja... – Uniosła dumnie głowę. – Naprawdę myślisz, że przejmowałam się, co ludzie o mnie mówią? Noszę to, co lubię
   Dobra, coś czuję, że tą drogą nic z niej nie wyciągnę. Trzeba to zrobić nieco inaczej.
– Dlaczego zostałaś zatruta? – zaryzykowałam tym pytaniem, bo Reiko znów mogła po prostu zwiać.
 Cóż ludzie nigdy nie lubili takich jak my. Nie szanują nieznanego. Boją się tego lub próbują wykorzystać. – mówiła beztroskim tonem, ale jej oczy zdradzały jaka złość i rozżalenie nią targały. – Kiedy miałam 23 lata, wypiłam herbatę, a trzy dni później umarłam. – dokończyła szeptem, nie umiejąc już panować na dygotaniem głosu.
   Zapadło milczenie, podczas którego kobieta się uspokajała.
 Przepraszam, nie powinnam tak tego przeżywać. – powiedziała, wygładzając nieistniejące fałdy na sukience.
   BUM!
   Przechyliłam głowę w tył i zostałam uraczona widokiem moich ukochanych przyjaciół: Mylene i Hydrona.
– Serio nie macie ciekawszego życia? – mruknęłam na dzień dobry.
 Zniszczyłaś mój pokój! – Vexoska wycelowała we mnie oskarżycielko palcem.
 Nikt cię nie uczył, że nie wytyka się palcem? – Zacisnęła usta w wąską linię. – Nie denerwuj się tak, bo jeszcze ci się zmarszczki zrobią i wtedy już nikt cię nie zechce.
 Widzisz, książę?! Sądzę, że ta gówniara nie nadaję się na twoją ukochaną! – zawołała. Czyli tak sobie pogrywasz, wiedźmo?
– Tylko mi nie mów, że jesteś lepsza, jędzo. – prychnęłam, obrzucając ją krytycznym spojrzeniem.
– Od ciebie na pewno!
 Dość już tego. – uciął Hydron. – Mylene, wyjdź. Muszę porozmawiać z Jessie.
 Oczywiście. – wymamrotała Vexoska, zerkając na mnie. Czułam, jak telepatycznie mi przekazuje, że udusi mnie jeszcze tej nocy.
   Drzwi się zamknęły.
 Wreszcie się poddałaś, co? – Księciunio uśmiechnął się z wyższością.
– Żartujesz sobie? – burknęłam. – Ja się nigdy nie poddaję w przeciwieństwie do ciebie.
– Doprawdy? Bo jakoś nie widzę twojej bojowej postawy.
Czy dla ciebie poddanie się, to brak walki fizycznej?
– Nooo... tak  stwierdził po chwili wahania
– Herbata ci uderzyła do głowy czy po prostu jesteś głupi? – załamałam się.
 Nie obrażaj mnie! – powiedział rozzłoszczony.
 Bo co? Będę musiała przebywać z twoim odorem dwadzieścia cztery na dobę?!
 Z kim rozmawiałaś? – spytał znienacka, lekceważąc moje docinki.
 Z samą sobą. Cierpię na schizofrenię i mogę cię zabić w nocy. Nie wiedziałeś? – Wyszczerzyłam groźnie zęby.
   Ironia nie dotarła do jego malutkiego móżdżku, więc cofnął się o krok.
 Wiesz co? Lepiej nie przebywać sam na sam z takimi osobami, bo jeszcze mogę w przypływie silnych emocji cię zabić. – wyszeptałam, powoli wstając.
– Muszę iść! – oświadczył i już go nie było.
– Kretyn. Może i wygląda jak matka, ale mózg ma swojego ojca. – powiedziałam z pogardą, po czym padłam znów na łóżko. Muszę poczekać na noc, by wtedy razem w Voltem wykraść plany. Ej...przecież on pewnie wie, gdzie są teleporty!
– Nie za łatwo mu zaufałaś? – spytał Fludim. -  To Vexos.
– Wiem, że to dziwnie wygląda, ale czuję przyjacielu, że on nie jest taki jak inni. A ty co myślisz Reiko?
 Ci, którzy są spod domeny światła, mają jedną cechę. Nie mogą zbyt długo krążyć w ciemności. – odparła kobieta.
   Może tym razem naprawdę pech się nie wtrąci?

****

   Z drzemki wyrwało mnie ciche pukanie.
 Kto tam? – spytałam.
 Volt. – padła krótka odpowiedź.
– Wchodź. – Usiadłam na łóżku.
   Wszedł i od razu padł na krzesło. Był jeszcze bledszy niż wcześniej, a ręce nieco mu dygotały. Co go tak strasznie gryzło?
– Muszę ci coś powiedzieć. – rzekł, nim zdążyłam otworzyć usta. – Muszę to komuś powiedzieć, więc wysłuchaj mnie, dobrze?
   Skinęłam głową.
 M-miałem rodzeństwo. Trzech braci i jedną siostrę. Mieszkaliśmy razem w vestaliańskich slamsach. Mimo że byliśmy biedni, to byliśmy szczęśliwy. Kiedy dostałem się do Vexos, zaproponowano mi, że moje rodzeństwo może zamieszać w jednym z osiedli miasta Alfa. Ale oni nie chcieli. Woleli dalej mieszkać w slamsach, bo mieli tam wspomnienia i znajomych. Pozwoliłem im na to, lecz przesyłałem pieniądze i odwiedzałem ich co miesiąc. – mówił coraz szybciej, wbijając sobie paznokcie w wewnętrzną część dłoni. – Jednak pewnego miesiąca musiałem zostać, bo odbywał się turniej. A gdy w następnym chciałem ich odwiedzić. – Głos mu się załamał, a chłopak drżał i zakrył twarz dłońmi. Położyłam mu rękę na ramieniu.
 Nie musisz się zmuszać. – powiedziałam łagodnie. – Każdy ma rzeczy, o których nie chce mówić.
 Nie. – wziął głęboki wdech i kontynuował. – W slamsach wybuchła epidemia pewnej śmiertelnej choroby. Cały obszar został objęty kwarantanną. Kiedy przyjechałem tam, moje rodzeństwo już nie żyło. To wszystko moja wina. Gdybym tylko ich nie zostawiał, kazał się przeprowadzić lub przyjechał wcześniej, żyliby!
 Nieprawda. – powiedziałam cicho. – To nie twoja wina. Chciałeś ich ochraniać, prawda? – Podniósł na mnie swoje zmęczone i przepełnione bólem oczy.
   Po raz pierwszy współczułam jakiemuś Vexosowi. Nawet więcej: rozumiałam go! Utracił wszystko, gdy dołączył do Vexosów, a teraz oni zamierzali niszczyć innych. To było za dużo dla osoby, która straciła tak wiele.
 Czasami jednak los jest okrutny. Nie miałeś na to wpływu, Volt. – Uśmiechnęłam się słabo.
 Ale gdybym...
 Każdy może tak mówić. Każdy może się załamać i już nie wstać. Ale jeśli naprawdę kochałeś swoje rodzeństwo, to teraz wstaniesz i będziesz walczył do końca! Pokażesz, że dalej jesteś ich starszym bratem, Voltem! – Wstałam i wyciągnęłam do niego rękę. – Co ty na to? – Wyszczerzyłam się.
– Dziękuje. – Spojrzał na mnie dziwnie. – Naprawdę dziękuje.
 To idziemy po te plany? – spytałam, szukając butów.
 Dziś jeszcze nie ma sensu. Profesor Clay dopiero rozpoczął prace. Jutro możemy spróbować.
– Niech będzie. Właśnie Volt są tu gdzieś teleporty?
 Owszem. Jutro cię zaprowadzę, gdy zabierzemy plany.
 I dołączysz ze mną do Wojowników.
 Tak. – Wstał i złapał moją dłoń. – Nie pozwolę skrzywdzić niewinnych ludzi.
– Może pójdziemy po lody? Głodna jestem. – zaproponowałam.
 Wybacz, ale jestem zmęczony. Pójdę się przespać. – powiedział, pomachał mi na pożegnanie i wyszedł.
   Dopiero gdy jego kroki ucichły, dotarło do mnie coś.
   Była dopiero 21, a Vexosi o tej porze normalnie jedli kolacyjki. Zresztą kiedy wpadłam tu wczoraj o jakiejś trzeciej, to tylko Lync i Mylene wyglądali na wyrwanych ze snu. Więc Volt musiał mnie okłamać.
   Zauważyłam małą białą karteczkę wepchniętą w szparę w drzwiach. Wzięłam ją i rozwinęłam.
   Pomieszczenie szóste od prawej na trzecim piętrze. Kod to 92815.
   Jeśli Volt zrobił to, co myślę...
   Wybiegłam z pokoju i popędziłam do owego pomieszczenia, mając ponurą myśl, że już za późno.
 Volt! – wpadłam do środka i jedyne, co ujrzałam, to zaskoczona Mylene i Volt znikający w kolorowych strumieniach.
 Żegnaj i jeszcze raz dziękuje. – powiedział, po czym znikł.
   Zastygłam w bezruchu. Myślałam, że Vexoska zacznie się mnie czepiać, ale ta minęła mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Czyżby było jej żal Volta? I czemu zostawiła mnie samą z teleportem? To jakiś podstęp.
– Volt, dlaczego? – jęknęłam. – Mieliśmy walczyć razem.
 On czuł, że nie jest godny. – powiedziała łagodnie Reiko. – Dlatego odciągnął Hydrona od ciebie.
 Co?
 Hydron właśnie poleciał za Voltem, by ukarać go za zdradę czyli prawdopodobnie zabić.
   Nogi ugięły się pode mną. Jedyna dobra osoba w tym gronie idiotów... Jedyne światło w mroku ma zginąć?





 Jeden rozdział i już trup xD
Jessie: ;-;
Oj, nie przeżywaj już tak, Volt przynajmniej się wygadał >.>
Lync: Ty jednak jesteś okrutna.
Ja: Ty jesteś następny, bachorze jeden -.-
Lync: Eeee, biorę chorobowe!
Ja: Dożywotnie ^^
Lync: Help?
Ps. Obrazki będą, ale już jutro, bo dziś mi nie wyjdzie xD
No to na tyle
Odmeldowuje się!