wtorek, 11 lipca 2017

Rozdział 70: Szukam logiki, może gdzieś tu leży

   „Ci, którzy nas kochają, tak naprawdę nigdy nas nie opuszczą.”

   Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo chłopak przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Wtuliłam nos w jego ramię i przymknęłam oczy.
   Nie był prawdziwy. Czułam to po jego uścisku. Kiedyś był jednocześnie silny i dający poczucie bezpieczeństwa, a teraz wydawało mi się, że byłam obejmowana przez delikatny, letni wietrzyk.
   Wiedziałam, że to musiała być jakaś iluzja, więc dlaczego, czułam taki smutek?
   Czemu zbierało mi się na płacz?
   Zacisnęłam mocniej dłoń na jego koszulce, a moje serce dudniło coraz szybciej.
– Brakowało mi ciebie, wiesz? – wydusiłam. – Po tym jak odszedłeś... – Nie umiałam już zapanować nad sobą i z oczu zaczęły spływać łzy. Próbowałam je szybko zetrzeć, ale Jordan złapał mnie za nadgarstki i odciągnął dłonie od twarzy.
 – Nie musisz ciągle udawać silnej, Jessie – powiedział cicho.
  Wtedy coś we mnie pękło. Gorzka mieszanka smutku, szczęścia, nienawiści oraz strachu uderzyła we mnie niczym wzburzona fala i zniszczyła wszelkie zahamowania. Przytuliłam się mocno do niego i po prostu wybuchłam płaczem. Nie wiedziałam, ile to trwało, ale z każdą łzą czułam się kapkę lepiej. Zupełnie jakbym pozbywała się z organizmu trucizny, która od środka mnie wyniszczała.
 Lepiej? – spytał, kiedy go puściłam i odsunęłam się.
– Yhym – Skinęłam głową, pociągając nosem. – Pomoczyłam ci koszulkę – zaśmiałam się, gdy ujrzałam ciemną plamę na czerwonym materiale.
 Przynajmniej nie będę musiał już jej prać – stwierdził, uśmiechając się łobuzersko.
   Również się uśmiechnęłam i poczułam to przyjemne ciepło w sercu, które pojawiało się za każdym razem, kiedy się widywaliśmy. Jordan zawsze był niczym mój talizman odganiający wszelki smutek, niczym bezpieczna przystań, do której zawsze mogłam przyjść.
 Ne, Jordan, skąd się tu wziąłeś? – spytałam.
 Reiko mnie tu sprowadziła.
– He? – Przetwarzanie informacji w toku, proszę czekać...  Reiko?! – Wytrzeszczyłam oczy. – Jakim cudem ona? Czyżby...
   Chyba domyślił się, o co mi chodziło, bo westchnął i spojrzał na mnie rozbawiony.
 Nie, Jessie, Reiko nie ściągnęła mnie z zaświatów. Jestem jedynie ucieleśnieniem twoich wspomnień o mnie.
 Ok, ale jakim cudem jesteś, no, tutaj? – zabrakło mi słowa na określenie tego dziwacznego miejsca.
 Umieściła w fragmencie twoich utraconych wspomnień kilka o mnie.
– Ale czemu?
– Chyba po to by ci pomóc.
   Pomóc? Reiko?!
  Przykucnęłam i zaczęłam uważnie przyglądać się ziemi zarówno po jasnej jak i ciemnej stronie. A potem obserwować każdy skrawek złoto – czarnego sklepienia, mamrocząc pod nosem.
 Co ty robisz? – Jordan kucnął koło mnie.
– Szukam logiki, może gdzieś tu leży – powiedziałam, po czym usiadłam, prostując przy okazji nogi.
   Jordan wybuchnął śmiechem, a ja zacisnęłam mocniej palce, bo ten dźwięk przywoływał tak wiele naszych wspólnych chwil...

****

 Aciu! – Kichnęłam, po czym potarłam nos wierzchem dłoni.
  Inteligentna ja oczywiście nie posłuchała prognoz pogody i nie wzięła parasolki ani płaszcza, mimo że wszyscy prezenterzy trąbili o nadchodzącej ulewie! Bo po co, w końcu deszcze na pewno ulegną przed zajebistością mojej osoby. Chciałoby się.
   Teoretycznie miałam tylko skoczyć do marketu po jakiś sok i przekąskę, a skończyłam w pobliżu Citadel, bo zachciało mi się posprawdzać jaki prezent kupić Haruce! Dodatkowo Edgar jest dziś z papą, forsy nie mam, a nawet jeślibym posiadała, to niezbyt kolorowo widzę wyjście spod tego daszku na ten siekający deszcz, przez który ledwo mogłam rozróżnić kontury budynków.
  Także mogę samej sobie strzelić liścia za ten wspaniały pomysł wyjścia, po którym zapewne dostanę zapalenia płuc albo innego cholerstwa!
 Fluuudim, czemu nie posiadasz jakiejś wspaniałej umiejętności telepatii? Mógłbyś się skontaktować z Garrą i Haru by tu przyjechała! – zajęczałam.
– Było wziąć telefon – odparował.
  Trafił w punkt, więc zamilkłam i zaczęłam pocierać ramiona. Brakowała jeszcze tylko Maskarada, żeby uznać ten dzień za nową odmianę piątku trzynastego!
– Jess – Fludim poruszył się niespokojnie.
– Hm? – Zerknęłam na niego
 Spójrz – Kiwnął głową w kierunku chodnika.
   Popatrzyłam przed siebie i ujrzałam sylwetkę idącą w naszą stronę. Napięłam wszystkie mięśnie i zmrużyłam oczy.
– Jess! – Światło neonu rozświetliło ciemne włosy i szarą, rozpinaną bluzę. Jordan. – Co ty tutaj robisz? – Przybliżył parasolkę w moją stronę, bym mogła bezpiecznie wyjść spod daszku.
 Długo by gadać – bąknęłam. – Przez moment miałam cię za Maskarada, wiesz? – Zgarnęłam mokre kosmyki włosów z twarzy.
- Od kiedy to wyglądam jak ten frajer? – Uniósł brew, uśmiechając się, po czym otaksował mnie uważnym spojrzeniem i sięgnął do zamka bluzy. – Przemokłaś do suchej nitki – Rozpiął ją i zarzucił mi na ramiona.
 Nie będzie ci zimno? – Zaniepokoiłam się, widząc, że został w cienkiej, białej podkoszulce.
 Wątpię – Przygarnął mnie ramieniem do siebie i pocałował w czoło. – Ty mnie ogrzejesz – mruknął.
 O, zostałam twoim prywatnym grzejnikiem? – Uśmiechnęłam się i oparłam o jego ramię.
– Dokładnie tak – Zaśmiał się.

****

     Przecknęłam się dopiero, kiedy pomachał mi dłonią przed oczami.
– Sorki, ciągle nie dociera do mnie informacja, że Reiko mogła chcieć mi pomóc – westchnęłam i potarłam kark.
 Naprawdę cały czas ci przeszkadza?
  Już chciałam powiedzieć „tak”, ale słowo utknęło mi na języku. Do głowy nagle tabunem wpadło sporo wspomnień, a między innymi, gdy wyciągnęła mnie z jeziora albo broniła przed strażnikami, kiedy wyczerpałam moc.
   Nie, ona chciała mi pomóc.
   Ale...
   Ostrzegała mnie przed ostatnim fragmentem, a jednocześnie zachęcała bym go odszukała.
   Mówiła, że chcę, bym była szczęśliwa, jednak wyciągała z czeluści mojego umysłu najgorsze wspomnienia.
   Próbowała mnie uratować, lecz to był ratunek przed nią samą.
   Kochała, równocześnie nienawidząc.
   Była pełna sprzeczności identycznie jak ten wymiar. Czasami potrafiła być miła i pomocna, a kiedy indziej bezduszna oraz pełna nienawiści.
   Dlatego jeśli chciała pomóc, równocześnie krzywdziła.
   Popatrzyłam na Jordana. Na te jego łagodne, piwne oczy.
– Nie – odparłam w końcu. – Sama nie wiem, co ona chce zrobić, ale raczej nie zależy jej, bym zginęła.
 Na pewno nie, bo mam ci przekazać jedną rzecz – powiedział Jordan, opierając brodę o dłoń.
– Jaką? – Przechyliłam głowę.
   Cały wymiar zaczął gwałtownie drżeć. Kule ognia obijały się o złote ściany, a z sklepienia posypał się czarno – biały proszek. Nagle ustało, a ciemna strona wymiaru powiększyła się.
– Tytan zaczął szaleć – stwierdził Jordan, marszcząc brwi na ten widok. – Jest źle – Spojrzał na mnie. – Jeśli szybko nie odzyskasz kontroli nad ciałem, twoja dusza i świadomość zanikną pochłonięte przez mrok Tytana.
– Jak mam ją odzyskać?
 Na końcu tej linii znajdują się drzwi. Jeżeli zdołasz je otworzyć, zanim ciemna strona pochłonie jasną, ockniesz się – wyjaśnił.
   Wstałam i podeszłam kilka kroków. Wytężyłam wzrok, ale nie ujrzałam żadnych drzwi. No tak, nigdy nic nie może być proste!
 W takim razie będę już ruszać – Obróciłam się do chłopaka. – Dziękuje, Jordan. Za wszystko – Uśmiechnęłam się.
– Powodzenia, Jess – Objął mnie i poczochrał włosy, po czym się odsunął. – Wiem, że dasz radę. Nie ma takiej rzeczy, która by cię zatrzymała, nie? –  Wyszczerzył się, obrócił mnie tyłem do siebie i lekko popchnął.
– Żegnaj, Jordan - powiedziałam, patrząc na niego przez ramię.
– Papa, Jessie - Uśmiechnął się po raz ostatni i znikł. Pozostała po nim tylko srebrna mgiełka.
   Starłam kilka łez nagromadzonych w kącikach oczu i klepnęłam się mocno w policzki.
   "Wiem, że dasz radę."
   Wzięłam głęboki wdech, poprawiłam opadające ramiączko stanika i puściłam się biegiem przez czarną linię.
   Ktoś w końcu musi dokopać Tytanowi, nie?!

****

     Palący ból płynący z prawej dłoni ocucił Reiko. Kobieta powoli otworzyła oczy i spojrzała na kończynę. Były w nią wbite dwa odłamki szyby. Wyrwała jej bez chwili wahania i chwiejnie wstała.
   Co się stało?
   Jak na zawołanie usłyszała dziki śmiech gdzieś w oddali i wszystko wróciło. Najszybciej jak tylko mogła, popędziła w stronę Bakuprzestrzeni. Kiedy do niej dotarła, zastała widok Jessie stojącej naprzeciwko Drago i Heliosa z kpiącym uśmiech.
   Oczy zjawy rozszerzyły się i przybrały szarą barwę. Zacisnęła pięści i poleciała w dół. Wylądowała kilka metrów od Tytana.
 Och, Reiko – Uśmiech na ustach dziewczyny poszerzył się. – Przyszłaś pooglądać, jak twoja kochana następczyni niknie?
 Nie licz na to! – zawołał Dan, ładując kartę. – Super moc, aktywacja! Galaktyczny smok!
   Jessie odwróciła głowę i spojrzała na ognisty pocisk pikujący w jej stronę. Przechyliła głowę i założyła ręce na piersi.
 Hm...  wymamrotała.
   Nie drgnęła, gdy ciepło bijące z kuli ognia zaczęło do niej docierać. Odchyliła się jedynie na pięcie, a atak uderzył niedaleko jej stóp.
– Wiedziałem! – Roześmiała się i zrobiła piruet – Szczeniaku, jeśli nie jesteś w stanie wycelować prosto we mnie, to znaczy, że jesteś jeszcze słabszy, niż myślałem!
   W jej rękach pojawił się czarny jak smoła łuk ze fioletowymi zdobieniami na gryfach oraz masywna, ciemna strzała. Nałożyła ją na cięciwę i bez chwili wahania strzeliła w Heliosa. Po drodze strzała rozdzieliła się na kilkanaście mniejszych, które zaczęły lecieć też w stronę Dragonoida i dwóch wojowników Pyrusa.
 Uderzenie mroku! – krzyknęła dziewczyna, kiedy łuk rozpłynął się w powietrzu.
   Na grotach zapłonęły purpurowe płomyczki, po których skakały iskry.
 – Działo Ragnaroka! – zawołał Spectra.
   Jessie uniosła brew, widząc, jak strzały wpadają w strumień ognia i ziewnęła.
– Naprawdę myślisz, że coś takiego może zatrzymać prawdziwy mrok? – prychnęła.
   Ku ogólnemu zdumieniu wszystkich strzały wyleciały z ognia zupełnie nienaruszone. Dwie uderzyły tuż koło nóg Spectry i Dana, a pozostałe wbiły się w ciała smoków.
– Drago! – wrzasnął Dan.
    Licznik życia obydwu wojowników spadł do 70%, a bakugany wróciły do form kulistych.
– Drago, nic ci nie jest?! – zawołał Kuso, łapiąc przyjaciela.
– Nie, Danielu.
– Jesteście wyjątkowi słabi, wiecie? – Dobiegł ich męski głos, choć słowa wydobywały się z gardła Jessie. – Ale przynajmniej zapewnicie mi jakąś rozrywkę – Wykrzywiła wargi w przebiegłym uśmiechu.
  Żaden z wojowników nie odpowiedział, bo uprzedziła ich Reiko.
 To nie są twoje prawdziwe intencje – wycedziła.
 Hm? – Jessie zerknęła na nią.
 Nie walczysz z nimi, bo chcesz rdzeń czy też bronie Heliosa.
 Dopiero teraz na to wpadłaś?




 I mamy 70! ^^ Tytan się bawi, Jess przeżywa, a ja załamuję, bo te rozdziały wychodzą mi coraz krótsze ;-;
Aki: *pada na podłogę, po czym teatralnym gestem wyciąga rękę przed siebie, rzężąc*
A tej co?
Jess: Za dużo cukru
...No ja nie jestem od romantyzmu, kurna! Ach, mogłam cię zrobić takim bezuczuciowcem jak Jenn i byłoby pięknie! Ale nie, co mi strzeliło do łba, nooo ;-;
Jess: To my.. *zerka na Autorkę* Odmeldowujemy się, zanim Angel coś odwali ^^''


 


      


  
  




 


      


  
  




 


      


niedziela, 9 lipca 2017

Rozdział 69: Twoje uczucia doprowadzą cię jedynie do grobu

   Krzyk Alice ściągnął na korytarz wszystkich Wojowników.
 Ach, widzę, że jesteście już wszyscy – Jessie ujęła w palce końce fioletowej koszuli nocnej, w którą była ubrana, i uniosła ją nieco do góry  – W takim razie mogę się przedstawić. Najczęściej byłem nazywany Titanius tenbris lub Rex insaniam*. Nie mogę powiedzieć, że miło mi was poznać – Ukłoniła się jak prawdziwa dama, po czym puściła rąbki koszuli i wyprostowała.
– Skąd się tu wziąłeś? – zawołał Dan, wysuwając się na przód grupy.
   Jessie zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem i westchnęła, przykładając dłoń do czoła.
 No tak, wybraniec Apollonira, niepokonany Dan Kuso o ptasim móżdżku – zacmokała, wywracając oczami. – Doprawdy, co obecni Starożytni mieli w głowach, że wybrali takie głupiutkie dzieci i słabiutkie bakugany? – westchnęła teatralnie, po czym zachichotała złośliwie.
 Uważaj na słowa – warknął Kuso. – I odpowiedz na pytanie!
 To ciało teraz należy do mnie – oświadczyła dziewczyna, przykładając dłoń pośrodku klatki piersiowej. – Dusza gówniary za niedługo zniknie i wtedy będę miał kompletne naczynie.
 Jakim cudem to zrobiłeś? – spytała Reiko chłodnym tonem. – Analizowałam całą twoją oraz rodu historię i nigdzie nie było żadnej wzmianki o opętaniach.
   Przez kilka sekund Jessie znieruchomiała, po czym odrzuciła głowę do tyłu. Cały korytarz wypełnił chrapliwy, dudniący śmiech.
 Och, Reiko jesteś taka głupia – stwierdziła Jessie z pogardliwym uśmiechem. – Naprawdę myślałaś, że przez te wszystkie lata siedziałem z założonymi rękami? – Pokręciła głową, cmokając. – Otóż nie. Czekałem, aż trafi mi się potomek przeznaczony do Darkusa, bo dzięki silnemu połączeniu przez moc, byłem w stanie go przejąć. Wystarczyło sprawić by jej dusza pogrążyła się w rozpaczy oraz mroku, by posiąść to ciało – Rozłożyła ręce. – Czyż to nie wspaniałe?
 Nie mów mi, że ty... przez ciebie...  słowa uwięzły Reiko w gardle.
– Chodzi ci o to, czy zmanipulowałem Zenohleda, by zabił Elevenorów? – dopowiedziała dziewczyna, zaczynając się przybliżać w kierunku Wojowników. – Nie mogę zaprzeczyć, że go trochę do tego popchnąłem, ale ten żałosny człowiek tak nienawidził Davida, że zrobiłby to szybciej czy później  - Wzruszyła ramionami.
 Naprawdę jesteś potworem – syknęła kobieta – I odsuń się od nich w tej chwili! – krzyknęła.
   Przed Wojownikami powstała bariera w kolorze delikatnego błękitu, która odrzuciła Tytana pod ścianę. Reiko stanęła przed nimi i uniosła ręce w obronnym geście.
 Jesteś taka nudna – stwierdziła Jessie, odgarniając włosy z twarzy.
   Reiko w odpowiedzi zmrużyła oczy i zacisnęła usta w cienką linię. Dziewczyna zaśmiała się krótko, a następnie z całej siły tupnęła nogą. Bariera pękła w drobny mak, a Reiko została zmieciona na drugi koniec korytarza i uderzyła w okno. Posypały się na nią odłamki szkła.
 Dobrze, skoro pozbyliśmy się tej irytującej zjawy, może się zapoznamy? – zaproponowała Jessie z fałszywie miłym wyrazem twarzy i wyciągnęła rękę w kierunku Barona – Zawsze chciałem poznać wybranych przez staro...
– Przestań pieprzyć i mów, czego chcesz – przerwał mu Ace i złapał dziewczynę za ramię, tym samym odciągając ją od Leltoya. – Nikogo nie nabierzesz, więc możesz już przejść do rzeczy – Puścił ją i odepchnął.
 Jesteś taki niecierpliwy, Ace – kun – Dziewczyna pokręciła głową. – Hej, jeśli nie chcecie mojej obecności tutaj, to czemu po prostu nie spróbujecie się mnie pozbyć, hm? – Zaczęła przyglądać się Wojownikom i Ruchowi Oporu – Macie w drużynie ninję... – Prześlizgnęła się wzrokiem po Shunie. – dwóch byłych Vexosów zdolnych do wszystkiego...  uśmiechnęła się w kierunku Spectry i Gusa – oraz psycho...
   Nie zdołała dokończyć, bo Japonka pojawiła się nagle za jej plecami i przyłożyła paralizator do szyi. Lekko zaskoczona szatynka chciała ją złapać za nadgarstek, lecz Akane była szybsza i szepcząc ciche „Wybacz Jess”, odpaliła go. Jessie zamknęła oczy, a jej ciało stało się wiotkie i poleciało w tył. Akane już chciała ją złapać, gdy szatynka gwałtownie otworzyła oczy i zacisnęła ręce na szyi Japonki.
 Masz odwagę, trzeba ci to przyznać – mruknęła i wzmocniła uścisk, mimo że Akane próbowała oderwać jej ręce – ale to za mało – Wymierzyła Japonce mocnego kopniaka w brzuch, jednocześnie ją puszczając.
 Aki! – Jane złapała Wojowniczkę, ale siła odrzutu była tak duża, że obydwie dziewczyny wpadły na ścianę.
 Ktoś jeszcze jest chętny? – Jessie przebiegła wzrokiem po rozwścieczonych twarzach Ace’a, Akane oraz Dana, spokojnej Shuna, zaniepokojonych Gusa, Marucho i Miry, przestraszonych reszty dziewczyn i nie wyrażającej ani jednej emocji Spectry. – Nie? To świetnie! – Klasnęła w dłonie.
 Dalej nam nie powiedziałeś, czego chcesz – odezwał się chłodnym tonem Spectra.
 Po raz pierwszy się odezwałeś – zauważyła Jessie, splatając ręce za plecami i przechylając głowę na bok. – Ale skoro tak ładnie prosisz, powiem ci. Powróciłem, by odebrać swoją należność.
 Mówiąc „swoją należność”, masz na myśli Vestalię?
 Dokładnie! – ucieszyła się szatynka i ruszyła w stronę Keitha. – Chcę się pozbyć Vestalian i podarować nową planetę bakuganom. Oczywiście wyłącznie wtedy, gdy dostanę mój zasłużony tytuł „starożytnego”. A jeśli to się nie stanie...to zniszczę także całą Nową Vestroię  oraz jej mieszkańców! – wykrzyknęła.
 Naprawdę myślisz, że ktoś wybrałby takiego popaprańca jak ty? – prychnął Dan.
  Jessie zignorowała go i zatrzymała się kilka centymetrów przed Phantomem, po czym przyłożyła dłoń do jego policzka.
 Chcę zniszczyć Vestalian,  ale ty jesteś inny – wyszeptała i podeszła nieco bliżej. – Nie przejmujesz się uczuciami, wykorzystujesz swoich bliskich...
   Mira poczuła delikatnie ukłucie w sercu, a przed oczami stanął jej obraz, jak zdradziła przyjaciół, by dołączyć do brata. Zacisnęła palce na wisiorku i wbiła wzrok w podłogę. Dlaczego akurat w takim momencie?
 ...jesteś silny i wiesz, ile znaczy władza – Jessie pogładziła kciukiem skórę policzka chłopaka.
 Nie dotykaj mistrza! – syknął Gus i złapał ją za przegub.
   Jessie obróciła głowę w jego stronę i zamrugała zaskoczona kilka razy, a potem zmarszczyła brwi.
 Nie wtrącaj się, cholerny kundlu – warknęła i strzeliła wiązka fioletowej mocy w Grava, który zgiął się w pół i splunął krwią na podłogę.
 Gus! – Przerażona Alice wraz z Danem podbiegli do niego.
   Jessie zachichotała cicho i zerknęła kątem oka na Spectry, a gdy dostrzegła, że chłopak ma ten sam beznamiętny wyraz twarzy, wróciła do przerwanego monologu.
– Co ty na to, byśmy współpracowali?  - spytała.  Posiadam potężną moc, a ty jej pożądasz, prawda? – Uśmiechnęła się. – Mogę ci ją dać, o ile zgodzisz się mi towarzyszyć w moim dziele zniszczenia. Oszczędzę twoją siostrę, jeśli chcesz. – zapewniła, patrząc w błękitne tęczówki Spectry. – To jak będzie? – Wyciągnęła drugą rękę w jego kierunku.
   Kiedy Keith uniósł swoją, uśmiechnęła się szerzej, jednak chłopak odtrącił ją i zepchnął jej dłoń z policzka. Odsunęła się od niego, zaciskając palce na przegubie odrzuconej ręki.
– Nie jestem zainteresowany łączeniem sił z kimś takim ja ty – oświadczył oschle. – Poza tym – Uniósł brew. – naprawdę myślisz, że ktoś by uwierzył w twoje kłamstwa? – zakpił i podszedł do Gusa. – Jak się czujesz?
 Dobrze, mistrzu – odparł Grav. – Nic mi nie jest, serio! – zapewnił Alice, która wpatrywała się w niego oczami przepełnionymi troską.
 Co z tobą Akane? – Spectra zerknął przez ramię na dziewczynę.
 Żyję, a ty nie udawaj takiego opiekuńczego – prychnęła, trzymając się za bok.
   Jessie westchnęła.
 Piękna scena, Phantom. Jestem dogłębnie poruszony, że potrafisz odrzucić moją potęgę, byleby pomóc tej gówniarze, ale twoje uczucia doprowadzą cię jedynie do grobu. Cóż, mówi się trudno i idzie dalej – Wzruszyła ramionami. – Widać, muszę wszystko zrobić sam.
 Nie damy ci zniszczyć Nowej Vestroii ani Vestalii! – krzyknął wojowniczo Dan.
 Jeśli chcesz mnie powstrzymać, musisz zniszczyć naczynie. Jeżeli zabijecie Jessicę, zniknę – Wygięła usta w podkówkę. – Ale wam na niej zależy i na pewno nie chcecie jej skrzywdzić, prawda? – zanuciła i wybuchła głośnym śmiechem. – Ludźmi tak prosto manipulować!
 Musi istnieć jakiś inny sposób – wymamrotał Dan, zaciskając pięść.
– Hmmm... A co powiecie na zakład? – Oczy dziewczyny zalśniły.
Zakład? Jaki? – W jednej sekundzie wszyscy Wojownicy i Vestalianie skupili na niej wzrok.
 Wy dwaj – Wycelowała palcami w Spectrę i Dana. – będziecie ze mną walczyć. Jak wygracie, to oddam ciało Jessie i odejdę. Jednak jeśli przegracie, dostanę rdzeń Vestroii oraz wszystkie sprzęty Heliosa. Co wy na to?
   Dan już miał się zgodzić, ale Drago go uprzedził.
– Mowy nie ma! Wszyscy wiedzą, że jesteś mistrzem oszustw i kłamstw.
   Jessie spojrzała na niego ze znudzonym wyrazem twarzy i ziewnęła.
 Nie musicie się zgadzać. Zawsze możecie jeszcze zabić Jessie – przypomniała. – Albo szukać sobie jakiegoś ładnego grobu.
   Drago warknął cicho, a jego Wojownik zerknął na Spectrę. Phantom niemal niewidocznie kiwnął głową i zwrócił się do Jessie.
– Przyjmujemy warunki – powiedział i założył gantlet. Helios wskoczył mu na ramię.
 Wiedziałem, że jesteś mądrym chłopcem! – pochwaliła go. – To co? Idziemy do tej waszej Bakuprzestrzeni? – Wyszczerzyła się.
 – Alice, mogłabyś nas tam przenieść? – spytał Dan, robiąc to samo co Spectra.
   Gehabich przytaknęła i wyciągnęła z kieszeni liliowego swetra kartę teleportacji. Zaczęła ona wydzielać tęczowe światło, które w krótkim czasie objęło wszystkich. Runo w nagłym przypływie uczuć złapała Dana za rękę.
 Bądź ostrożny, proszę – wyszeptała.
 Będę – odparł Kuso i  ścisnął delikatnie jej dłoń, chcąc tym dodać otuchy Misaki. – Obiecuję – uśmiechnął się w swój charakterystyczny sposób.
– Będę za ciebie trzymała kciuki – Runo również się uśmiechnęła.
    Gdy wylądowali na piaskowej arenie, puściła go. Dan patrzył na nią przez kilka sekund, jak oddala się z resztą na trybuny i zacisnął mocno pięść.
 Wygramy to, Drago – zwrócił się do swego partnera.
 A myślałeś, że będzie inaczej? – odparł bakugan.
   Kuso pokręcił głową i spojrzał na Jessie stojącą po przeciwległej stronie areny i bawiącej się kosmykiem włosów.
   Uratuję cię, Jess. Obiecuję, pomyślał i wyciągnął kartę.
 Karta otwarcia, start!

***

   Po lewej stronie ciała czułam przyjemne ciepło, a po prawej przenikliwy chłód. Próbowałam otworzyć oczy, ale powieki były tak ciężkie, jakby ktoś położył na nich 10-kilogramowe, metalowe beczki.
    Po chwili zastanowienie postanowiłam unieść rękę i ku mojemu zdumieniu udało mi się! Tak, wiem, idiotycznie to brzmi, ale kiedy wcześniej straciłam przytomność, nie byłam w stanie zrobić nawet tego. Udało mi się też z nogami!
   Dobra! To jeszcze raz spróbować z powiekami! W końcu żadne głupie powieki nie powstrzymają Jessicy Knight! Zawzięłam się i otwarłam je.
– Ha! Przegrałyście! – krzyknęłam triumfująco. Taaa, widać, że już mi nieco odbija.
   Podniosłam się do siadu i rozejrzałam. Znajdowałam się na czarnej linii, która odgradzała jasną przestrzeń wypełnioną latającymi płomykami i drugą spowitą w ciemności, gdzie złowieszczo świszczał wiatr. No, przynajmniej już wiem, skąd się wzięło to zimno.
– Jest tu kto?! – zawołałam. Mój głos rozniósł się echem. – Tytan, co tym razem? Zabawa w chowanego?!
   Nawet nie raczył odpowiedzieć, cholernik jeden! Wypowiedziałam na głos kilka bardzo nieładnych epitetów pod jego adresem i podniosłam się. Jeśli to nie jest żaden wymiar przygotowany przez Tytana, to co? Czyściec?!
   Niee, mnie nawet w piekle by nie chcieli...
   Zaraz...Tytan coś mówił o naczyniu...Przywołując moje wszelkie informacje z mang, seriali i książek, uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie mój jakże kochany przodek przejął moje ciało, a mnie wysłał na jakieś odludzie, bym nigdy nie mogła wrócić.
 Coraz lepiej, coraz lepiej – wymamrotałam pod nosem. – Pozostało mi tylko czekać na Szatana albo inną cholerę.
   O! I jeszcze zaczynam gadać sama do siebie, a to już na pewno nie jest dobry znak!
 Nie jestem Szatanem, ale chyba się o to nie obrazisz, Jessie? – dobiegł mnie rozbawiony, męski głos.
   Na jego dźwięk przed oczami stanęło mi tak wiele wspomnień. Wspólne pływanie łódką, wyprawa na plażę, lodziarnia, festiwal, bankiet u jakiś sztywniaków...
Masz ładny uśmiech, Jessie”
    Znów czułam jego kciuk gładzący mój policzek i przyjemny zapach  wody kolońskiej. Ścisnęło mnie w gardle.
 Jordan? – Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z chłopakiem, którego kochałam najbardziej na świecie.




*król szaleństwa
 Ta-dam! Powróciłam z 69 rozdziałem! Kurde...już prawie 70, hyhy ^^ No nic, mam nadzieję, że nie umarliście z nudów czytając go, a ja lecę się myć i pisać kolejny ^^
Odmeldowuje się
Ps. Jak widać na blogu jest intensywny remont i  tego powodu wszelka osoba, ogarniając dobrze Gimpa (mój wróg śmiertelny) i mająca czas, jest proszona o kontakt ^^
To dobrej nocki ;*

środa, 21 czerwca 2017

Rozdział 68: Hey, do you know who I am?

   Jeśli miałam być szczera, to od poznania Reiko wiedziałam, że moja rodzina na pewno nie należała do zwyczajnych i normalnych. Teraz jednak doszłam do wniosku, że niektórych członków należałoby wsadzić w kaftan bezpieczeństwa i wysłać do psychiatryka.
   Jak do tego doszłam? Głównie przez widok Tytana, który wyłaniał się z ciała smarkuli. Najpierw małe ciało wygięło plecy w łuk, a z brzucha wyrwała się się czarna dłoń z długimi szponami. Wyglądało to dość groteskowo zważywszy, że dziewczynka cały czas uśmiechała się szaleńczo. Oczy uciekły jej do tyłu i zostały tylko białka. W końcu Tytan wyszedł, a poniszczone ciało upadło na ziemię i zaczęło się w nią wtapiać.
   Nawet nie zdołałam otworzyć ust, gdy zamachnął się na mnie ogromną pięścią. Ledwo udało mi się zasłonić rękami, jednak mało to pomogło, bo uderzyłam plecami w ścianę.  Większość powietrza uciekła z płuc, co wykorzystał Tytan i zacisnął ostre pazury wokół mojej szyi.
– Huh, jesteś całkiem dobrym naczyniem – zasyczał.
   Zmarszczyłam nos, bo jego oddech śmierdział jak spocone skarpetki wymieszane z cebulą. Wierzgnęłam nogami, ale poskutkowało to jedynie lekceważącym prychnięciem Tytana.
– Jakim naczyniem? – wycharczałam.
 A jak myślisz?
 Hmm, myślę, że jeśli zaraz nie poluzujesz uścisku, to padnę trupem na miejscu! – warknęłam.
   Wywrócił oczami i puścił mnie. Uderzyłam nogami o grunt i zaczęłam łapczywie łapać tlen, zerkając spode łba na bakugana. Tym razem jego sylwetka była bardziej zarysowana. Był barczysty, o długich rękach i krótkich nóżkach. Z prawej strony głowy wyrastał mu zakręcony róg. Uniosłam brew. Wiem, że wygląd to nie wszystko, ale jakim cudem Sybilla zakochała się w tym czymś? Nie dość, że przypomina mi przerośniętą, zmutowaną, łysą małpę, to jego charakter przywodzi na myśl zrzędliwego 80-latka.
   Cóż, niektórzy ludzie mają naprawdę oryginalne gusta.
 Będąc szczerym, nie myślałem, że moim naczyniem okaże się nastolatka z nieco za dużymi pokładami głupoty – powiedział.
 Spoko, też nie sądziłam, że mogę być spokrewniona z taką kreaturą – odparowałam. – Poza tym, jakbyś jeszcze nie zrozumiał, nie będę twoją marionetką.
 Ależ ty nią jesteś – Uśmiechnął się szeroko – Reiko, ty, każdy z mocą, wszyscy byliście moimi marionetkami od chwili narodzin!
   Super, jeszcze zaczął gadać jak typowy zły w książkach czy serialach. Pewnie zaraz zacznie się wywód, że kogoś tam trzeba się pozbyć, bo inaczej świat stanie się spaczony bla bla bla. Wiecie, takie typowe kazanie osoby, która nie widzi niczego poza czubkiem własnego nosa.
– Jednak ty jesteś wyjątkowa, skoro przeszłaś próbę – ciągnął dalej. – Warto było wychowywać cię blisko ciemności, aż cała nią przesiąknęłaś. Cóż, Starożytni obdarowali się Haosem – ton jego głosu schłodniał. – jednak ty zawsze byłaś przeznaczona dla Darkusa. Nic cię od tego nie uwolni.
– Brzmisz niczym jakiś antagonista z książki – stwierdziłam, patrząc na niego wrogo i zakładając ręce na piersi.
 Lecz ja jestem prawdziwy.
 I martwy.
 Jeszcze tylko przez chwilę.
   Nagle usłyszałam szum morza. Obróciłam głowę w prawo i zostałam ścięta z nóg przez ogromną, czerwoną falę. Co jest?! Kątem oka zdołałam ujrzeć kpiący uśmiech Tytana, zanim wciągnął mnie potężny wir. Tlen z płuc automatycznie wyparował, jakby ta szkarłatna ciecz miała jakieś magiczne moce ściągania powietrza z otoczenia. Spróbowałam jakoś przywołać moc, żeby choćby móc wystawić głowę na zewnątrz, ale dźgnięcie w serce było wyraźnym znakiem, że chyba skończę jako topielec.
   W końcu nie ma to jak umierać po raz drugi, co nie?
 Twoja rola się skończyła, Jessie – mruknął Tytan. – Lecz nie martw się. Odpowiednio potraktuje twoich przyjaciół.
   Miałam ochotę pokazać mu środkowy palec, by wyrazić swój zachwyt takim wzniosłym pomysłem, ale wir szarpnął mnie gwałtownie w tył i czerwone odmęty zasłoniły niemal całkowicie pokraczną sylwetkę Tytana. Zasłoniłam dłonią usta, kiedy ujrzałam jasnożółtą bramę. Nagle otworzyła się i wszędzie zaczęło promieniować silne światło.
   To jest chyba jakiś żart...
   Pomna słów Akane, że nigdy nie można iść w stronę światła (choć to bardziej przypominało neon), zaczęłam próbować płynąć kraulem w przeciwną stronę, mając gdzieś, że mogę się za chwilę udusić. Jednak prąd był zbyt silny i pociągnął mnie w stronę bramy.

****

   Alice przyłożyła ręce do czoła Jessie i prawie się wzdrygnęła, czując bijący od niego chłód. Rosjanka nie chciała tego przed sobą przyznać, ale miała wrażenie, że dziewczyna nie może żyć, skoro nawet nie oddychała. Jednak Reiko siedząca przy wezgłowiu łóżka i skubiąca róg kołdry twierdziła inaczej.
 Mogę jakoś pomóc? – spytała cicho Alice.
   Kobieta pokręciła głową, dalej patrząc w jakiś punkt na posłaniu.
 Nic nie możecie zrobić – odparła chłodno.
   Dziewczyna spuściła głowę.
 To nie twoja wina, Alice – próbował pocieszyć ją Hydranoid, który jednocześnie mordował oczami jednej z głów Reiko.
   Wojowniczka uśmiechnęła się lekko do niego i już chciała odejść, gdy Fludim rozwinął się z kulki i podleciał do Jessie.
– Coś mi się nie podoba – wymamrotał.
 Co takiego? – Reiko natychmiast poderwała głowę.
– Coś wyjątkowo mrocznego się pojawiło – stwierdził Hydranoid, nim Fludim zdążył się odezwać.
 Mrocznego? – powtórzył Gus, który do tej pory stał przy ścianie, i podszedł do nich. – Co dokładnie?
– Nie wiem – odparł Hydranoid. – To po prostu coś niepokojącego.
   Ledwo wypowiedział te słowa, a twarz Jessie wykrzywiła się w lekkim grymasie. Wszyscy obecni w pomieszczeniu na chwilę osłupieli, łącznie z Reiko, która otworzyła usta w niemym zdziwieniu. Szatynka konwulsyjnie zgięła się w pół i złapała dłonią za ramię z blizną, wbijając w skórę paznokcie.
– Spokojnie, Jessie! – Alice ocknęła się jako pierwsza i rzuciła w stronę dziewczyny.
   Oczy Jessie gwałtownie się otwarły i Rosjanka zamarła w miejscu, widząc, że jedno z nich wygląda jak vestaliańskie. Dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej i przeciągnęła.
 Jessie? – spytał niepewnie Fludim.
 Co? – odparła normalnym głosem dziewczyna i ziewnęła. – Wyglądacie, jakbyście zobaczyli trupa – stwierdziła z lekkim uśmiechem, rozglądając się.
 Nic cię nie boli? Dobrze się czujesz? Nie kręci ci się w głowie? – dopytywała z troską w głosie Alice.
   Jessie pokręciła zamaszyście głową, aż końcówki włosów uderzyły Gusa w twarz, po czym wstała i jakby nigdy nic ruszyła w stronę drzwi.
 Dzięki za troskę, Alice, ale jeszcze nie było takiej rzeczy czy osoby, która by mnie zabiła – mruknęła i popatrzyła na Reiko, odchylając nieco głowę. – Prawda, moja kochana? – Uśmiechnęła się pod nosem.
   Kobieta poczuła, jak coś uderza ją w brzuch i szybko zerwała się z krzesła, kiedy Alice podeszła do szatynki.
 Alice, to nie Jessica! – wrzasnęła, rzucając się w ich stronę.
 Huh? – Gehabich jedynie kątem oka zdołała dostrzec nadlatującą w jej kierunku pięść.

****

   Jane splotła ręce na piersiach, patrząc powagą na Akane.
 Naprawdę nie ma sposobu by obudzić Jessie? – spytała, a jej głos, pomimo wyrazu twarzy, był cichy i łagodny.
– Nie – odparła krótko Japonka. – Przynajmniej ta suka tak twierdzi.
   Jane westchnęła i wzięła kilka łyków kawy.
– A te dzieciaki? Co one takiego zrobiły, że tak je zwyzywałaś?
 Wierzą w bzdurną iluzję świata, gdzie w każdym jest coś dobrego i trzeba do niego wyciągnąć rękę – Aki prychnęła. – Cud, że jeszcze nie zaprosiły Zenohelda do swojej wesołej drużyny kucyków pony.
– Mimo wszystko posiadają potężne bakugany, Akane. Jeśli mamy powstrzymać tego szalonego dziada, musimy z nimi współpracować
   Japonka odwróciła wzrok i wymamrotała coś, co zabrzmiało jak „Będą tylko zawadzać.” Jane uniosła brew.
 Nie jestem tego taka pewna, ale dość o nich – Odsunęła krzesło, odkładając filiżankę. – Gdzie jest Jessie?
  Pełne wściekłości i chłodu oczy Akane w sekundę zmieniły wyraz na smutny i nieco zagubiony.
 W swoim pokoju, ciągle nieprzytomna i – Mocno zacisnęła palce na uchu kubka, jakby miała zamiar je zniszczyć. – zimna jak trup.
– W takim razie na razie nie ma sensy zaglądać póki co do niej – Jane zmarszczyła brwi i nos, zamyślając się – Może...
   Nie zdołała dokończyć zdania przez głośny trzask na korytarzu i dziewczęcy krzyk. Obydwie wojowniczki wymieniły szybkie spojrzenia i wypadły na korytarz. Akane już sięgała do tylnej kieszeni spodenek po swój paralizator, a Jane przybrała bojową pozę, uginając lekko kolana, kiedy koło wybitych z framugi drzwi przeszła postać. Dziewczyny niemal jednocześnie zamarły. Postać przeszła obojętnie koło Alice, która trzymała się za obite ramię i Gusa klęczącego przy dziewczynie, zatrzymała się przed wojowniczkami i wolno uniosła głowę.
 Kim ty...  zaczęła Akane, otrząsając się z szoku i unosząc wyżej paralizator.
 ...jesteś? – dokończyła Jane, mrużąc oczy.
   Jessie uśmiechnęła się szeroko, przechylając nieco głowę.



niedziela, 4 czerwca 2017

Rozdział 67: Ta smarkula ma ewidentnie spore braki pod czerepem...

   Sama nie wiedziałam, jak określić to uczucie, gdy zalewała cię ogromna fala wspomnień i każde z nich wywoływało u ciebie inną emocję.
   Raz miłość.
   Raz strach.
   Raz szczęście.
   Raz nienawiść.
   Cholera! Zacisnęłam dłonie na głowie, czując tak ogromne oszołomienie, że nie mogłam ustać na nogach, nawet nie słyszałam, co gadała do mnie Smarkula. „Luka” w mojej pamięci wreszcie wypełniła się i teraz miałam logiczne wyjaśnienie na wszystko, chociaż dalej nie rozumiałam, jak to możliwe, że moi przyszywani rodzice tak po prostu uznali mnie za córkę. Im też wymazałam wspomnienia?
 Zapomniałaś, jak się mówi? – spytała ze znudzeniem gówniara, gdy wreszcie stanęłam prosto.
   Przysięgam, wybiję jej te bialutkie, zasmarkane, zęby..
 Och, wybacz, nie usłyszałam, że coś mówisz. Jesteś za daleko – odparłam, mrużąc oczy.
 Ładna gra – pochwaliła mnie – Próbujesz udawać, że nic się nie stało, co? Że śmierć twojej rodziny cię nie rusza? Niestety, twoje oczy zdradzają wszystko. Boisz się – Przeszła do szeptu – Tak koszmarnie boisz się i słusznie. W końcu teraz nie będziesz dla nikogo niczym więcej jak zwykłym narzędziem – Uśmiechnęła się.
 Wygadałaś się już? – Oparłam rękę o biodro. – Przeszłam próbę, tak? To mogę już stąd iść?
– Dokąd? – Zaśmiała się. – Nawet jeśli się ockniesz to...  Przyłożyła wyprostowany palec wskazujący do skroni – Zenoheld z pewnością cię zabije – Zademonstrowała, jak strzela sobie w głowę (szkoda, że to był tylko palec...).
 Nie mam zamiaru się dać temu dziadowi – prychnęłam – Wyjdę stąd po dobroci czy mam ci może zmienić kształt nosa?
 Jesteś taka nudna – westchnęła – Wrócisz i co? Kim ty wtedy będziesz? Jessicą Knight czy Elevenor? Vestalianką czy Ziemianką? Księżniczką czy zwykłą dziewczyną?
  Popatrzyła na mnie wyzywająco ze złośliwymi ognikami w oczach. Bezwiednie wyciągnęłam ręce przed siebie i zagięłam palce. Ta smarkula ma ewidentnie spore braki po czerepem, skoro nie umie odpowiedź na proste pytanie!
 Będę sobą, jeśli o to pytasz – warknęłam. – Najwyżej się nazwę Jessica Elevenor – Knight i będzie cacy! – Podeszłam do niej kilka kroków i zacisnęłam dłonie na ramionach – To jak? Otwierasz portal, a ja sobie wracam do życia, czy twoja twarz ma nabrać paru nowych kolorów?
   Smarkula spuściła głowę i zgarbiła się, więc przez króciutką chwilę miałam głupią nadzieję, że się ocknę, ale kiedy z jej piersi dobiegł głuchy chichot, porzuciłam ją. Odepchnęła mnie i gwałtownie wyprostowała się. Jej tęczówki zalśniły głębokim szkarłatem zupełnie jak u Tytana.
 Po co chcesz się ocknąć, skoro jest tam ten chłopak? – spytała.
   Zmarszczyłam brwi.
 Jaki chłopak? – Skrzyżowałam ręce, mając nadzieję, że nie myślimy o tej samej osobie.
 Chłopak podobny kropka w kropkę do Zenohelda, jeśli chodzi o charakter. Człowiek, który wykorzysta nawet własną rodzinę, by osiągnąć swój cel i nie zawaha się przed niczym! – Smarkula zrobiła piruet, a rąbek jej sukni uniósł się do góry. – Wiesz już, o kim mówię?
– Spectra?
– Bingo! Jesteś Elevenor czyli prawną dziedziczką tronu, co czyni cię jego największą przeszkodą w drodze do władzy. Myślisz, że pozbędzie się ciebie teraz czy może zrobi po zniszczeniu Zenohelda?
  Otworzyłam usta, żeby powiedzieć, że Phantom taki nie jest, ale szybko je zamknęłam. Tak naprawdę nie mam pojęcia, co w ciągu dalszym kieruje Keithem, lecz...Uśmiechnęłam się.
 Niech ją sobie bierze.
 Co? – Przez krótką chwilę na twarzy Smarkuli malował się szok, ale szybko zastąpiła go kpiną.
– Władzę. Niech ją sobie bierze – powtórzyłam i wzruszyłam ramionami – Szybciej on nadaje się na tron niż ja.
   Gówniara obdarzyła mnie takim wzrokiem, jakby co najmniej oświadczyła, że lubię tańczyć salsę o drugiej w nocy w stroju strażaka z pluszowym misiem. Nie wiem, co ją tak dziwi. Ja i tron? Poważnie, ktokolwiek wyobraża sobie kogoś takiego jak ja jako władcę? Mnie?! Mick i Jane zgodnie by wtedy stwierdzili, że kraj jest skończony, Aki to by pewnie nie wstała ze śmiechu, a Haruka poszła na poszukiwania logiki. Prościej mówiąc, to się za cholerę nie łączy!
    Spectra przynajmniej kraju nie zrujnuje! Może...A jak zrujnuje to jego będą linczować, nie mnie! O! I to jest plan!
– To dla ciebie jest gwarancja życia? – W moje radosne knowania wkradł się głos Smarkuli. A było tak miło...
  Westchnęłam i zmrużyłam oczy. Zanim zobaczyłam moje wspomnienia, ta myśl już chodziła mi po głowie, ale teraz jestem już niemal pewna...
 Możesz przestać udawać małą, wkurwiającą gówniarę, Tytan? To nie przystoi staruchowi.

****

 Więc kim jest Jess? – spytał Dan.
   Reiko poderwała głowę, wyrwana ze świata własnych myśli. Kiedy opowiedziała im historię, większość Wojowników dosłownie oniemiała i nie miała pojęcia, co powiedzieć. Jedynymi wyjątkami byli Spectra i Gus, którzy przez chwilę cicho rozmawiali między sobą. O ile w przypadku blondyna było to o tyle zrozumiałe, że kojarzył dziewczynę już wcześniej, to  reakcji Grava nie rozumiała, ale cóż zrobić?
   Otworzyła usta, ale uprzedziła ją Akane, która opierała się o ścianę i łypała ponuro na szatyna.
 Jess to Jess, debilu. Nic się w niej nie zmienia, tylko dlatego, że pochodzi z jakiejś Vestalii – Wzruszyła ramionami – Ja by się lepiej zastanowiła, czemu pewna osoba wygląda na kompletnie niewzruszoną – Przeniosła spojrzenie na Spectrę.
  Blondyn uniósł nieco brew w kpiącym geście.
 Mam twoim zdaniem płakać? – spytał znudzonym i chłodnym tonem.
 Nie. Poza tym wątpię, byś był zdolny do czegoś tak ludzkiego – odparła jadowicie dziewczyna, podchodząc do niego – Wiedziałeś, prawda? Dlatego się tak nią interesowałeś, hm? Chciałeś ją wykorzystać w odpowiednim momencie, a potem się pozbyć jak jakiegoś śmiecia, co, Phantom? – Pochyliła się nieco, wykrzywiając twarz w szyderczym grymasie - Co cię przecież obchodzi życie jakieś dziewczyny, jeśli może ci dać władzę, prawda?
 Mój brat nie jest takim człowiekiem – powiedziała ostro Mira, opanowując drżenie głosu. – On też został pozbawiony wspomnień! – dodała głośniej.
– Och, jak mogłam zapomnieć o tobie – wymamrotała fałszywie słodkim głosem Akane – Oczywiście, twój braciszek jest kryształowo dobry i wcale cię nie wykorzystał, nie? Przecież Spectra to jakieś jebane bóstwo! – Podniosła głos, podnosząc się. – Tak samo twój popieprzony ojciec!
– Nie powiedziałam tego, ale nie pozwolę ci tak obrażać mojego brata – odparła twardym głosem Fermin – Proszę, żebyś przestała.
– Bo co mi zrobisz? – zaśmiała się Akane. – Prawda jest taka, że twój ojciec i on – Wskazała na Spectrę – powinni po prostu zdechnąć i wszystko byłoby w porządku.
 Przestań, Akane – powiedział Dan, wstając – Posuwasz się za daleko. Wiem, że jesteś zdenerwowana, ale...
 I kolejny! – Japonka wywiesiła oczy – No tak, jebani Wojownicy i ich popierdolone ideały! Przecież w każdym jest jakaś iskierka dobra, taka jest wasza święta zasada, zapomniałam o tym– zakpiłam. – Jak mogłam być tak głupia i myśleć, że wy możecie uratować świat?
 To nie ma z tym nic wspólnego – wtrącił Shun.
– Ma, mój drogi. Skoro jesteście tak słabi i nie potraficie nawet ochronić energii domen, to oczywiste, że przyjmiecie takiego śmiecia jak on, jeśli jest silny. Co z tego, że może was użyć jak zwyczajne pionki? Przynajmniej ma jakąś tam siłę! – Spojrzała na teraz rozzłoszczonych Wojowników z obrzydzeniem – Gardzę wami. Jesteście naprawdę żałośni.
– Ty jedyna jesteś tu żałosna, wyżywając się na innych– powiedział Spectra bez żadnych emocji.
 Och, tylko tyle? – Akane zrobiła zawiedzioną minę, odwracając się w jego stronę. – No dawaj, pokaż, jaka bestia skrywa się w tej ludzkiej skórze...
   PLASK!
   Na policzku Japonki pojawił się czerwony odcisk ręki. Mira dyszała ciężko. Naprawdę nie chciała tego zrobić, ale dziewczyna mocno przesadziła. Obraziła ich wszystkich. Fermin zdawała sobie sprawę, że nie zawsze podejmowali dobre decyzje, ale kto nie popełnia błędów? Chociaż jej ojciec...
   Zacisnęła dłoń na ramieniu. On już posunął się za daleko, stał kimś zupełnie innym, a nie tym kochającym, choć zapracowanym tatą, którego pamiętała z tych lat, zanim zaczęły spadać karty do bakugan. Mimo to jej brat taki nie jest! Zrozumiał swój błąd i teraz znów są razem. Obydwoje stracili wspomnienia!
   Mira zagryzła wargę. Utracona pamięć powoli jej wracały i z wolna uświadamiała sobie, jak bardzo lubiła szatynkę. Zerknęła na brata. Ciekawe czy z nim było tak samo?
– Hah, to takie dziwne uczucie dostać w twarz za szczerość – powiedziała beztrosko Akane, dotykając policzka. – Zdradzasz wybitne podobieństwo do braciszka.
 Możesz się wreszcie zamknąć? – warknął Ace – W kółko nas obrażasz, chociaż to nie nasza wina, że Jess jest w poważnym stanie!
– Aż tak was boli prawda? – Akane rozłożyła ręce. – Naprawdę jesteście beznadziejni!
    Nagle drzwi od pomieszczenia otworzyły się i rozległ się  poważny, damski głos.
 Uspokój się w tej chwili, Akane.
   Japonka wytrzeszczyła oczy i oniemiała. Wszyscy odwrócili głowy w kierunku nowej przybyłej, która stała wraz z Kato. Miała krótkie, czarne włosy sięgające do ramion i przenikliwe, niebieskie oczy. Z jednego ramienia zwisał jej plecak ozdobiony motywem kwiatowym, a po skórzanej kurtce spływały kropelki deszczu.
 Jane?! – wykrztusiła w końcu Akane.  Co ty tu robisz?
    Dziewczyna nie zwróciła uwagi na jej słowa i spojrzała na Dana.
– Przepraszam was za nią. Czasami Aki ma takie - Zerknęła na przyjaciółkę i westchnęła - odbicia od normy.
– Ta, czasami - burknął bakugan domeny Aquos siedzący na ramieniu brunetki.
– Siedź cicho, Ulvida - syknęła Akane.
– Ty też - odparła Jane i złapała za rękę Japonki - Musimy pogadać.

****

  Zaraz po tym jak Jane i Akane poszły porozmawiać, pokój zaczął stopniowo pustoszeć. Najpierw Alice wraz z Danem poszli zobaczyć, co się dzieje u Jessie, potem wyszedł Shun wraz z Marucho, Acem i Baronem. Gus został wywleczony przez Reiko, która chciała, by powiedział jej wszystko o najnowszych osiągnięciach w vestaliańskiej medycynie. Kiedy w pomieszczeniu zostali tylko Runo, Julie, Mira i Spectra, Wojowniczka Subterry dostrzegła, że Fermin chce porozmawiać z bratem, więc złapała Misaki i wyszła z nią pod pretekstem uspokojenia się na świeżym powietrzu.
   Mira odetchnęła.
 Keith?
 Tak? – Blondyn spojrzał na nią.
 Też się z tym dziwnie czujesz? – spytała. – Z tym, że my...no wiesz...  zakłopotała się na moment. – znaliśmy się z Jessie od dziecka, a dopiero teraz sobie to przypominamy. Była moją najlepszą przyjaciółką, a ja tak po prosto zapomniałam o niej... – Zacisnęła dłoń na udzie.
  Niespodziewanie poczuła rękę Keitha na włosach, która delikatnie ją głaskała. Ten gest w znacznym stopniu ją uspokoił. Oparła się o jego ramię.
 Jeśli mam być szczery, to przypominała mi kogoś, ale nie przejmowałem się tym zbytnio – odparł.
 Rozumiem. A co do naszego taty...
   Ręką Keitha znieruchomiała.
 On nas już nie traktuje jak swoje dzieci, Mira – ton jego głosu znacznie schłodniał.
 Wiem, nie jest już naszym ojcem – Spojrzała bratu prosto w oczy. – I nie da się tego cofnąć...prawda?
   Keith westchnął. W końcu jego młodsza siostra dalej kochała ojca, on już przestawał. Bo jak można nazwać taką osobę „ojcem”? Potraktował ich niczym zwykłe śmiecie.
 Na razie skupmy się na broni Zenohelda i wybudzeniu Jessicy, dobrze? – Uśmiechnął się lekko na moment.
  Mirze na ten widok rozbłysły oczy.
 Dobrze – Skinęła energicznie głową.


****

   Zenoheld nie do końca był pewien, co myśleć. Z jednej strony czuł ogromną wściekłość, że bachor Davida ciągle żyje, ale z drugiej strony przynajmniej przypomniał sobie, że białowłosa to Reiko.
   Heh, to ciekawe, że jeszcze kilkanaście lat temu go uwielbiała, a teraz przysięgała, że go zabije. Kobiety są naprawdę zmienne.
   Podszedł do ogromnego, półkolistego okna i spojrzał na niezmierzony kosmos. Wiedział, że zaraz wszyscy sobie przypomną o dzieciaku i zaczną się pytania, ale co go to obchodzi? Nie ma żadnych dowodów, że to on pozbył się tej przeklętej rodziny. Zresztą teraz dzierży najpotężniejsza broń, więc nikt mu się nie sprzeciwi.
   Wszystko będzie należało do niego...


 Błagam, żeby ten rozdział był lepszy, bo jak nie, to ja się chyba potnę ;;
Jess: Ja cię potnę za to tempo publikowania
Cichutko, jeszcze ten tydzień i fajrant, ok? O i wprowadziłam Jane ^^ *tuli dziewczynę*
Jane: Cześć
Cóż ona nie jest tak rozmowna jak reszta ^^''
Aki: *jest zmuszona do picia melisy* Prawdę powiedziałam!
*wzdycha* Ty codziennie mówisz prawdę...
Aki: Heh *dumny wyszczerz* No wiem ^^
Hmm, tak teraz myślę, że jak już Jess się stamtąd wydostanie, to trzeba rozwijać Kessie, bo to niemalże koniec części!
Jess: *siedzi w jacuzzi* A ty dalej o tym? 
Shadow: Nie czujesz się samotna?
Jess: Nie wpuszczam tu zwierząt
Aki: xD
Shadow: ...
Dan: Czekaj, zaraz zadzwonię do Spectry, że ma okazję *wyciąga telefon i, z cwaniackim uśmiechem, odchodzi*
Jess: *morduje wzrokiem tył jego pleców, ale nie wychodzi, bo jej zbyt dobrze xD*
To my się odmeldowujemy i mam nadzieję, że następny opublikuję szybciej ^^