niedziela, 16 lipca 2017

Rozdział 71: Odzyskana dusza

   Dan nie tracąc czasu, wyrzucił kartę otwarcia, która rozpłynęła się, dotykając powierzchni areny.
– Naprzód Drago! – Wyrzucił swojego partnera.
   W jego ślad poszedł Spectra. Kiedy bakugany w pełnej postaci stanęły naprzeciwko Jessie, dziewczyna oparła rękę o biodro.
 Zaskoczcie mnie – zażądała.
– Proszę bardzo. Super moc aktywacja! Smocza pięść! – Karta w gantlecie Phantoma zaświeciła się na czerwono.
   W stronę dziewczyny z zawrotną prędkością popędziła metalowa dłoń Heliosa. Z opuszków palców zaczęły wylatywać laserowe promienie. One oraz pięść uderzyli dokładnie w miejsce, gdzie stała wojowniczka.
– Oszalałeś?! – wrzasnął Dan w stronę niewzruszonego Spectry. – Zranisz Jess tymi atakami!
 Ty pojebany sukinsynie! – wydarła się Akane z trybun, ledwo powstrzymywana przez Jane przed przyzwoitym przywaleniem blondynowi. – Tylko zwykłe śmiecie tak postępują!
 Dan, naprawdę myślisz, że Tytan nie ochroni swojego naczynia? – Phantom zwrócił się do szatyna, ignorując coraz gorsze wyzwiska pod swoim adresem. – Jeśli ono zostanie zniszczone, on też.
 Brawo, brawo – rozległ się głos Tytana.
  Chmura pyłu opadła i ukazała Jessie, która stała bokiem i wyciągała rękę przed siebie. Osłaniała ją okrągła fioletowa tarcza. Helios prychnął, a jego metalowa ręka wróciła na swoje miejsce.
– Naprawdę myślicie, że jakaś żałosny cyborg mnie pokona? – spytała dziewczyna, przeciągając głoski. – Naiwni jesteście – Zmrużyła oczy. – ale mi to wcale nie przeszkadza.
– Nie myśl sobie, że wygrałeś – wychrypiał Helios.
 Nie myślę. Wiem to – odparła dziewczyna.
 Tornado płomieni! – wrzasnął Dan.
   Dziewczyna westchnęła ciężko, po czym zaczęła biec w stronę Dragonoida, zdając się nie zauważać ognia. Zrobiła obrót na jednej nodze i ręką otoczoną czarną poświatą po łokieć uderzyła w tornado. Po płomieniach nie pozostał nawet ślad. Kolejny cios Jess miał sięgnąć samego bakugana, ale ten odbił to swoją tarczą i dziewczyna wylądowała na ugiętych nogach na powierzchni areny.
   Przez to całe zamieszanie nikt nie zauważył, że Helios przywdział Niszczyciela. Dopiero czerwony błysk i dźwięk strzału zwróciły uwagę wszystkich. Huknęło i po raz kolejny w powietrzu zatańczyła chmura kurzu i pyłu. Dziewczyna odleciała na krawędź areny, zasłaniając się rękami. Jednak nie miała chwili wytchnienia, bo Spectra i Dan, który zrozumiał pomysł Phantoma, użyli kolejnych super mocy.
   O ile jeszcze pocisków Heliosa udało jej się uniknąć, to przed atakiem bezpośrednim Drago musiała zasłonić się następną barierą, ale i tak uderzyła o ziemię, oddychając ciężko.
   Odgarnęła włosy z twarzy i otarła pot z czoła.
 Huh, to ciało jeszcze nie jest w pełni moje – stwierdziła, podnosząc się z ciągle spuszczoną głową. – No dobrze...Koniec zabawy, szczeniaki.
 Ha? My się dopiero rozkręcamy! – zawołał Dan i sięgnął po kolejną super moc.
 Mylisz się – Dziewczyna zaczęła się śmiać. – Tutaj jest wasz koniec! – Podniosła głowę, a jej oczy stały się szkarłatne jak krew.

****

   Biegłam, biegłam i biegłam przez ten wymiar, mając ochotę zwyzywać tego, który go projektował. Otoczenie było takie monotonne! Sklepienie w czarno – białe zawijasy, a reszta podzielona na jasną i ciemną część. Pomijając fakt, iż ta mroczna z każdą chwilą nieco się powiększała, to wszystko było tak nieurozmaicone, że mogłam zasnąć w biegu! Jednak nie zrobię tego, bo wtedy szlag mnie weźmie i to na amen!
  O matko, jak ja tęskniłam w tej chwili za Fludimem. Może bywał marudny, ironiczny, nieogarnięty, ale zawsze stał po mojej stronie i teraz pewnie darłby mi się do ucha, że mam przyśpieszyć.
  Tak właściwie jedynym plusem całej sytuacji jest to, że tracę na wadze. Aki mnie zapewne za to udusi, ale kogo to interesuje? Jasne, nie chcę wyglądać jak wieszak, co to to nie, ale do bycia foką też się nie garnę. A w domu Marucho razem z Danem wżeraliśmy takie zapasy czekolad, ciastek czy fast foodów, że głowa mała.
  Stanowczo trzeba być mną, żeby podczas biegu, który ma, jakby nie patrzeć, zdecydować czy jeszcze kiedyś się ocknę, myślę o swojej wadze. Może ja naprawdę jestem pozbawiona jakiegoś kawałka rozsądku? Ciekawe czy jest jakiś lekarz od tego...
   Moje kochane szczęście ujawniło się w postaci korzenia, o który się potknęłam i przejechałam kilka metrów na kolanach, kończąc tym samym rozważania o wadze i lekarzach. To chyba wyraźny znak, że mam się ogarnąć, bo inaczej po mnie.
  Gdzieś w oddali rozległ się głos. Nastawiłam uszy i przez chwilę starałam się wstrzymać oddech. Głos był energiczny, radosny i można powiedzieć, że niósł ze sobą dawkę ciepła, więc mógł należeć tylko do Dana.
   Wstałam i popędziłam dalej, a w mojej głowie kołatało się przeczucie, że drzwi są już niedaleko.

****

   Słowa Tytana zawisły w powietrzu niczym gęsty duszący dym.
 Koniec? Nie rozśmieszaj mnie! Zaraz będzie już po tobie! – krzyknął Dan.
  Dziewczyna obdarzyła go pogardliwym spojrzeniem i uniosła ręce na wysokość barków. Zaczęła mamrotać pod nosem, a po jej dłoniach poczęły biegać purpurowe iskry.
 Smoczy Koliber! – Kuso postanowił zapobiec atakowi Tytana.
   Jednak jego bakugan ani drgnął.
 Drago? Co jest?
 Nie mogę się ruszyć – odparł również zaskoczony, co jego wojownik, Dragonoid. – Dodatkowo czuję jakieś dziwne zimno w środku.
   Spectra zmarszczył brwi. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że to co Tytan teraz robił, ma z tym jakiś związek.
 Niszczyciel poziom trzeci!  - Załadował kartę.
   Sytuacja się powtórzyła. Helios nie ruszył się z miejsca, tylko stał jak sparaliżowany. Nagle obydwa bakugany padły na ziemie, a na ich skórze pojawiły się czarne paski.
 Pytanie pierwsze, dlaczego taki potężny bakugan jak ja użył zwykłych strzał? – spytała  Jessie, idąc w stronę wojowników Pyrusa. – Hm? Bo nie miałem innego ataku? Buuu, zła odpowiedź – Pokazała „x” palcami wskazującymi. – Poprawna odpowiedź brzmi: bo była w nich trucizna z moich własnych kłów!
 T-trucizna? – powtórzył z niedowierzaniem Dan. – Drago! – Chciał podbiec do przyjaciela, ale dziewczyna posłała w jego stronę fioletową kulę energii, która zmiotła go z nóg.
 A teraz czas na pytanie drugie! Czemu to zrobiłem? Nie wiecie, prawda? – Przystanęła koło Heliosa, który nawet gdyby chciał, nie mógł jej tknąć przez truciznę paraliżującą jego ciało. – Więc wam wyjaśnię! – zawołała słodkim głosem. – Zrobiłem to ponieważ – Uśmiechnęła się szeroko i niepokojąco. – uwielbiam dawać złudną nadzieję ludziom, że mogą coś zdziałać! Od samego początku chciałem was zabić!
   Po tych słowach dziewczyna wybuchła chichotem i machnęła dłonią. Zewsząd w stronę wojowników wystrzeliły czarne pociski, iskrzące się nieprzyjemnie.
– Dan! – Drago próbował podeprzeć się łapą, ale zimno przeszyło go wskroś i sprawiło, że zrobiło mu się ciemno przed oczami.
  Huknęło oraz błysnęło, a wojownicy siedzący na trybunach zerwali się na równe nogi i już chcieli zbiec na arenę, kiedy Ace, będący na czele, wpadł na niebieskawą tarczę.
 Co jest? – wymamrotał zdziwiony.
 Patrzcie! – Baron wycelował w arenę.
   Kiedy salwa się skończyła, wojownicy mogli ujrzeć, że Keitha oraz Dana otacza szczelna bariera w takim samym kolorze jak tarcza. Stworzyła je Reiko, która stała naprzeciwko Jessie, dysząc ciężko i mając złączone palce w kształt trójkąta.
 Huh, zapomniałem, że akurat ty odziedziczyłaś po mnie moc do tworzenia potężnych barier – Dziewczyna rozłożyła ręce. – Cóż ja teraz pocznę? – Klasnęła w dłonie, a w obydwa twory uderzyła kilka fal Darkusa.
   Reiko zacisnęła zęby i napięła mięśnie. Jessie pokręciła głową z politowaniem na ten widok.
 Długo tak nie wytrzymasz – Znów uderzyła. – Nie jesteś zwykłym duchem, prawda? – Na barierach zaczęły tworzyć się rysy. – Jeśli dalej będziesz tak używała swojej mocy, to w końcu twoje sztuczne ciało się rozpadnie, a ty sama znikniesz! – Posłała dwie fale. Reiko zakrztusiła się i po brodzie spłynęło jej nieco błękitnej substancji.
 Czyli tego chciałeś od samego początku? Pozbycia się tych dwóch? – wydusiła. – Czemu?!
 Czy to nie oczywiste? – Jessie przechyliła głowę. – Samo przejęcie całkowite ciała może zająć kilka dni, a ja nie mam tyle czasu. Więc uznałem, że jeśli spaczę jej ręce jakimś okrutnym czynem, uzyskam całkowitą kontrolę. Pewnie teraz myślisz: „Dlaczego akurat ta dwójka? Przecież mogłeś wyzwać jej najlepsze przyjaciółki, efekt byłby taki sam!”. Owszem, masz rację, ale powiedzmy, że nie darzę wojowników Apollonira zbyt miłym uczuciem.
 Naprawdę myślisz, że ci na to pozwolę? – syknęła Reiko, obracając wewnętrzną stronę dłoni do góry, przez co bariery podwoiły swoją grubość.
 A ty myślisz, że potrzebuję twojej zgody? – odparowała dziewczyna.
   Wzięła zamach rękami, a w tarcze uderzyły ogromne włócznie z lśniącym czarnym ostrzem. Kobieta krzyknęła z bólu, który przeszył jej ramiona i umysł.
 Och, ta mieszanka desperacji i rozpaczy w twoich oczach Reiko jest oszałamiająca. Niestety, znowu nikogo nie ocalisz. Wszyscy zginą, bo byłaś głupia i naiwna – roześmiała się dziewczyna, robiąc obrót, aż zafalowała jej koszula nocna. – Po prostu się poddaj. Te bakugany już nie wstaną, twoje bariery pękną, ci dwaj zginą. PRZEGRAŁAŚ.

****

   Kiedy dostrzegłam półkoliste drzwi, miałam ochotę wydrzeć się z radości. Były oczywiście zrobione z czarnych i białych desek, bo przecież inne kolory na tym świecie nie istnieją. Jedynym wyróżniającym się elementem była srebrna gałka ozdobiona szmaragdową literą „E”. Złapałam za nią, gdy cały wymiar znów się zatrząsł, a z sufitu odleciało kilka zdobień, które huknęły o ziemię. Ciemna strona przejęła znaczną część jasnej.
   Widać zdążyłam niemal w ostatnim momencie. Przekręciłam gałkę i popchnęłam drzwi. Nie ruszyły się nawet o milimetr. Spróbowałam mocniej, a potem z rozpędu, ale za każdym razem działo się to samo. Poczułam, że mój żołądek wykonuje salto.
  „PRZEGRAŁAŚ”
   Ta myśl zaszumiała mi w głowie, kiedy odeszłam kilka kroków od drzwi. O nie, mowy nie ma! Zaczęłam uderzać w nie pięściami lub kopać z półobrotu, a ta cholerna kupa desek nic! Odliczyłam w myślach do dziesięciu, zwinęłam dłoń w pięść i odsunęłam rękę. Nędzne ochłapy mocy poczęły się wokół niej zbierać. Zignorowałam szpilki wbijające mi się głowę i trzasnęłam z całej siły w drzwi. W efekcie poleciałam w tył i uderzyłam plecami o kawałek sufitu.
   Podniosłam się na łokciach i rozluźniłam palce, oddychając szybko. Dlaczego? Czemu za każdym cholernym razem dzieje się coś takiego?!
   „Ze mną nie wygrasz. Jesteś zbyt słaba.”
   Zacisnęłam szczęki i podniosłam się.
 Przekonamy się – warknęłam.
   Odpowiedział mi cichy chichot.

****

   Bariery pękły, a ich błękitne fragmenty błysnęły w świetle niczym diamenty. Reiko padła ledwo przytomna na ziemię. Po jej poranionych rękach spływały strumyki niebieskiej cieczy, które tworzyły wokół niej ramkę.
– Żałosne! – zarechotała dziewczyna. – Nigdy ze mną nie wygrasz, nigdy nikogo nie ochronisz – Ton głosu jej schłodniał, kiedy położyła nogę na głowie kobiety. – Po prostu zniknij.
   Już chciała kopnąć Reiko prosto w twarz, gdy wraz z okrzykiem „Leaus!” na arenie pojawił się bakugan. Jessie została odepchnięta silnym uderzeniem wiatru.
 Mógłbyś się wreszcie zamknąć? – warknęła Akane, schodząc na arenę. – Łeb mi pęka, gdy słucham twojego pieprzenia – Oparła dłoń o biodro, patrząc lodowato na dziewczynę.
 Ooo, jaka przerażająca postawa – zapiała Jessie. – Też chcesz walczyć?
 Skoro ci frajerzy nie potrafią – Japonka spojrzała na Spectrę i Dana. – To ktoś ci musi dokopać, nie?
   Jessie uśmiechnęła się szeroko i ugięła lekko nogi, gdy nagle Dragonoid wstał. Wszyscy zamarli, a kiedy Helios również się ruszył, na twarzy szatynki przewinęła się dezorientacja, która jednak szybko zniknęła, a dziewczyna spojrzała rozwścieczonym wzrokiem na Reiko. Kobieta podniosła się na drżących rękach i otarła wierzchem dłoni spierzchnięte usta.
– TY! – wrzasnęła nieludzkim głosem Jessie. – Coś ty zrobiła?!
 Nic wielkiego – Reiko wzruszyła ramionami. – Tylko unieszkodliwiłam twoją truciznę.
   Jessie warknęła pod nosem i spojrzała roziskrzonymi oczami na bakugany. Dostrzegła przy ich pyskach niebieskie kropelki i wszystko zrozumiała. Krew jego potomków działała na jego jad na takiej samej zasadzie jak surowica. Dlatego Reiko dała się tak okropnie poranić.
 Huh, to wam w niczym nie pomoże – Przyłożyła dłoń do klatki piersiowej. – Bicie tego serca słabnie, jeszcze tylko kilka chwil i będziecie mogli pożegnać Jessie.
  Reiko nie zwróciła uwagi na jej słowa, tylko odwróciła głowę w stronę Dana i Keitha. Wzięła głęboki wdech, a jej oczy się zamgliły.
– Musicie zrobić to co wcześniej – wyszeptała z wysiłkiem. – Jeśli zdołacie wystarczająco mocno osłabić Tytana, Jess będzie mogła odzyskać kontrolę – Głos kobiety stawał się coraz słabszy, odleglejszy. – Proszę...
   Spectra popatrzył na nią bez słowa i załadował kartę. Dan zerknął na Drago, a kiedy ten skinął głową, uczynił to samo. Akane westchnęła i wyciągnęła super moc.
 Niszczyciel poziom trzeci!
 Smoczy koliber!
 Zabójczy podmuch!
   Wokół sylwetki Jessie zapłonęła fioletowa aura, a jej włosy zaczęły się unosić. W czerwonych oczach dziewczyny gościł tylko wyraz chęci zniszczenia. Odbijała ataki lub unikała ich z dzikim zacięciem na twarzy. Raz po raz strumienie ognia zderzały się fioletowymi wiązkami, a wiatr odganiał czarne iskrzące się kule. Bitwa stawała się coraz bardziej zacięta, a Akane zauważyła, że zaraz zabraknie jej kart. Nagle w Leausa uderzył odbity atak Drago połączony z energią Darkusa, przez co bakugan zamienił się w kulkę.
 Kuźwa! – zaklęła Japonka, łapiąc przyjaciela. – Tylko tego nie spieprzcie! – krzyknęła.
   Jessie dyszała ciężko, opierając dłonie o kolana. Kropelki potu spływały jej z czoła, a mięśnie paliły żywym ogniem.
 Niemożliwe – Zacisnęła dłonie na materiale koszuli. – Mojej ciemności nie da się zniszczyć światłem! Jest zbyt głęboka!
– Mylisz się – wymamrotała Reiko. – Twój mrok jest tylko żałosną imitacją prawdziwej potęgi tego żywiołu. Nigdy nie zrozumiałeś, że posiada on też drugą stronę, dlatego przegrasz.
   Ledwo wypowiedziała te słowa na arenie rozległ się krzyk. Jessie złapała się za głowę i zgięła wpół, drżąc. Zacisnęła mocniej palce na skórze.
 Wynoś się z mojego ciała! – Głos, który tym razem wydobył się z jej gardła, niezaprzeczalnie należał do niej.
– Jess! – wrzasnął uradowany Dan.
  Dan...  Dziewczyna uniosła głowę, a z oka mającego już oryginalną orzechową barwę popłynęła łza. – Keith...Ugh! – Przymknęła oczy. – Spieprzaj z mojej głowy, psychopato!
– Jess! – Kuso rzucił się w jej stronę, ale w samą porę Spectra złapał go za ramię, bo twarz Jessie wykrzywiła się we wściekłym grymasie.
– Zamilcz, gówniaro! -
– Dan, teraz! – wrzasnął Phantom. – Hiper Działo Haosu!
 Jasne! – Kuso wyrzucił rękę z gantletem ku górze. – Impuls smoka!

****

   Syknęłam, kiedy moja świadomość została „odcięta”. Drzwi udało mi się uchylić na szerokość dłoni, dzięki czemu mogłam na chwilę odzyskać kontrolę. Jednak nie spodobało się to Tytanowi, który stał pod drugiej stronie. Oparłam dłonie o deski i mocno na nie naparłam.
   Widziałam, że Keith i Dan walczą. Widziałam, co się stało z Reiko. Nie mogę pozwolić, by ta szkarada dłużej się tu panoszyła!
   Nie mogę!
 To koniec gry, Tytan! – wydarłam się.
 Nie wygrasz ze mną! Nie pozwolę ci!
 Wiesz, gdzie możesz sobie wsadzić te pozwolenie?! – warknęłam. – Nie po to tyle walczyłam, by zniknąć!
– A po co ty chcesz wracać?! Niczego nie masz! Jesteś tylko sierotą, którą wszyscy zechcą wykorzystać!
   Zaśmiałam się gorzko. Niczego nie mam? Tak, moja biologiczna rodzina nie żyje, ale...ale czy to właśnie nie mama, papa i Mick nie czekają na mnie w naszym domu w Los Angeles. Czy to nie właśnie dzięki Danowi i Spectrze jestem w stanie w ogóle ruszyć te drzwi?!
   Nie jestem sama. Mam ciągle przyjaciół i jeśli mogę ich znów ujrzeć, to mam gdzieś czy jestem Knight czy Elevenor! Ziemianką czy Vestalianką! Wszystko mi jedno!
   Te słowa wypełnione niezrozumiałą dla mnie mocą stały się moją siłą. Pchnęłam mocno w deski, a drzwi wreszcie poddały się i otwarły na całą szerokość. Wpadłam w pustą przestrzeń oświetlaną tylko przez nieliczne białe ogniki. Tytan odwrócił się zaskoczony, gdy złapałam go za ramię. Teraz był śmiesznie mały i powykrzywiany. Trzasnął mnie w twarz powykręcanymi palcami, a z moich policzków trysła krew. Zacisnęłam zęby i pociągnęłam go za sobą. Przez chwilę ze mną walczył, ale gwałtownie osłabł. Jego szkarłatne oczy rozszerzyły się.
– Prze...grałem? – wychrypiał.
 Tak – wycedziłam ze mściwą satysfakcją. – A teraz się wynoś! – Przedarłam się z nim na drugą stronę drzwi, a tam rzuciłam go w stronę jasnej części, która w błyskawicznym tempie się odbudowywała.
   Tytan padł jak długi. Kiedy światło dotknęło jego ciała, wrzasnął, gdyż promienie przebiły mu skórę na wylot. Próbował wstać, ale nie zdążył, bo objął go złocisty płomień.
 Moja ciemność! – jęknął jeszcze. – Moja piękna ciemność!
   Buchnęło mi żarem w twarz, przez co zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam, po Tytanie nie pozostał ślad.

****

   Ryk Tytana i trzask zmieszały się w jeden ogłuszający dźwięk. Wojownicy zasłonili się rękami przed nagłym podmuchem wiatru, który począł szarpać ich ubrania. Kiedy ustał, a dym rozwiał się, usłyszeli cichy, ale tak dobrze znany im głos.
– Chyba udało się nam, nie? – Uśmiechnęła się Jess, klęcząc na środku areny.




 NAPISAŁAM TOOOOO! *dziki taniec radości* matko, nigdy nie męczyłam się tak z walką ;-;
Jess: *podskakuje* Odzyskałam ciało, a Tytan zniknął!
Heh...co do rozdziału oprócz jego długości (ponad 2500 słów), to jestem z niego w połowie zadowolona, a w połowie nie, ale cóż...to wasza opinia, a teraz ja lecę się ogarnąć i chyba napisać jakieś podziękowania dla TroyBoi i Nefery, bo dzięki ich "On my own" napisałam rozdział. Ogólnie wiem, że ta walka się ciągnie, a monolog Tytana może doprowadzić do bólu głowy, więc wybaczcie ^^''
Odmeldowuje się ^^

  
  

 


wtorek, 11 lipca 2017

Rozdział 70: Szukam logiki, może gdzieś tu leży

   „Ci, którzy nas kochają, tak naprawdę nigdy nas nie opuszczą.”

   Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo chłopak przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Wtuliłam nos w jego ramię i przymknęłam oczy.
   Nie był prawdziwy. Czułam to po jego uścisku. Kiedyś był jednocześnie silny i dający poczucie bezpieczeństwa, a teraz wydawało mi się, że byłam obejmowana przez delikatny, letni wietrzyk.
   Wiedziałam, że to musiała być jakaś iluzja, więc dlaczego, czułam taki smutek?
   Czemu zbierało mi się na płacz?
   Zacisnęłam mocniej dłoń na jego koszulce, a moje serce dudniło coraz szybciej.
– Brakowało mi ciebie, wiesz? – wydusiłam. – Po tym jak odszedłeś... – Nie umiałam już zapanować nad sobą i z oczu zaczęły spływać łzy. Próbowałam je szybko zetrzeć, ale Jordan złapał mnie za nadgarstki i odciągnął dłonie od twarzy.
 – Nie musisz ciągle udawać silnej, Jessie – powiedział cicho.
  Wtedy coś we mnie pękło. Gorzka mieszanka smutku, szczęścia, nienawiści oraz strachu uderzyła we mnie niczym wzburzona fala i zniszczyła wszelkie zahamowania. Przytuliłam się mocno do niego i po prostu wybuchłam płaczem. Nie wiedziałam, ile to trwało, ale z każdą łzą czułam się kapkę lepiej. Zupełnie jakbym pozbywała się z organizmu trucizny, która od środka mnie wyniszczała.
 Lepiej? – spytał, kiedy go puściłam i odsunęłam się.
– Yhym – Skinęłam głową, pociągając nosem. – Pomoczyłam ci koszulkę – zaśmiałam się, gdy ujrzałam ciemną plamę na czerwonym materiale.
 Przynajmniej nie będę musiał już jej prać – stwierdził, uśmiechając się łobuzersko.
   Również się uśmiechnęłam i poczułam to przyjemne ciepło w sercu, które pojawiało się za każdym razem, kiedy się widywaliśmy. Jordan zawsze był niczym mój talizman odganiający wszelki smutek, niczym bezpieczna przystań, do której zawsze mogłam przyjść.
 Ne, Jordan, skąd się tu wziąłeś? – spytałam.
 Reiko mnie tu sprowadziła.
– He? – Przetwarzanie informacji w toku, proszę czekać...  Reiko?! – Wytrzeszczyłam oczy. – Jakim cudem ona? Czyżby...
   Chyba domyślił się, o co mi chodziło, bo westchnął i spojrzał na mnie rozbawiony.
 Nie, Jessie, Reiko nie ściągnęła mnie z zaświatów. Jestem jedynie ucieleśnieniem twoich wspomnień o mnie.
 Ok, ale jakim cudem jesteś, no, tutaj? – zabrakło mi słowa na określenie tego dziwacznego miejsca.
 Umieściła w fragmencie twoich utraconych wspomnień kilka o mnie.
– Ale czemu?
– Chyba po to by ci pomóc.
   Pomóc? Reiko?!
  Przykucnęłam i zaczęłam uważnie przyglądać się ziemi zarówno po jasnej jak i ciemnej stronie. A potem obserwować każdy skrawek złoto – czarnego sklepienia, mamrocząc pod nosem.
 Co ty robisz? – Jordan kucnął koło mnie.
– Szukam logiki, może gdzieś tu leży – powiedziałam, po czym usiadłam, prostując przy okazji nogi.
   Jordan wybuchnął śmiechem, a ja zacisnęłam mocniej palce, bo ten dźwięk przywoływał tak wiele naszych wspólnych chwil...

****

 Aciu! – Kichnęłam, po czym potarłam nos wierzchem dłoni.
  Inteligentna ja oczywiście nie posłuchała prognoz pogody i nie wzięła parasolki ani płaszcza, mimo że wszyscy prezenterzy trąbili o nadchodzącej ulewie! Bo po co, w końcu deszcze na pewno ulegną przed zajebistością mojej osoby. Chciałoby się.
   Teoretycznie miałam tylko skoczyć do marketu po jakiś sok i przekąskę, a skończyłam w pobliżu Citadel, bo zachciało mi się posprawdzać jaki prezent kupić Haruce! Dodatkowo Edgar jest dziś z papą, forsy nie mam, a nawet jeślibym posiadała, to niezbyt kolorowo widzę wyjście spod tego daszku na ten siekający deszcz, przez który ledwo mogłam rozróżnić kontury budynków.
  Także mogę samej sobie strzelić liścia za ten wspaniały pomysł wyjścia, po którym zapewne dostanę zapalenia płuc albo innego cholerstwa!
 Fluuudim, czemu nie posiadasz jakiejś wspaniałej umiejętności telepatii? Mógłbyś się skontaktować z Garrą i Haru by tu przyjechała! – zajęczałam.
– Było wziąć telefon – odparował.
  Trafił w punkt, więc zamilkłam i zaczęłam pocierać ramiona. Brakowała jeszcze tylko Maskarada, żeby uznać ten dzień za nową odmianę piątku trzynastego!
– Jess – Fludim poruszył się niespokojnie.
– Hm? – Zerknęłam na niego
 Spójrz – Kiwnął głową w kierunku chodnika.
   Popatrzyłam przed siebie i ujrzałam sylwetkę idącą w naszą stronę. Napięłam wszystkie mięśnie i zmrużyłam oczy.
– Jess! – Światło neonu rozświetliło ciemne włosy i szarą, rozpinaną bluzę. Jordan. – Co ty tutaj robisz? – Przybliżył parasolkę w moją stronę, bym mogła bezpiecznie wyjść spod daszku.
 Długo by gadać – bąknęłam. – Przez moment miałam cię za Maskarada, wiesz? – Zgarnęłam mokre kosmyki włosów z twarzy.
- Od kiedy to wyglądam jak ten frajer? – Uniósł brew, uśmiechając się, po czym otaksował mnie uważnym spojrzeniem i sięgnął do zamka bluzy. – Przemokłaś do suchej nitki – Rozpiął ją i zarzucił mi na ramiona.
 Nie będzie ci zimno? – Zaniepokoiłam się, widząc, że został w cienkiej, białej podkoszulce.
 Wątpię – Przygarnął mnie ramieniem do siebie i pocałował w czoło. – Ty mnie ogrzejesz – mruknął.
 O, zostałam twoim prywatnym grzejnikiem? – Uśmiechnęłam się i oparłam o jego ramię.
– Dokładnie tak – Zaśmiał się.

****

     Przecknęłam się dopiero, kiedy pomachał mi dłonią przed oczami.
– Sorki, ciągle nie dociera do mnie informacja, że Reiko mogła chcieć mi pomóc – westchnęłam i potarłam kark.
 Naprawdę cały czas ci przeszkadza?
  Już chciałam powiedzieć „tak”, ale słowo utknęło mi na języku. Do głowy nagle tabunem wpadło sporo wspomnień, a między innymi, gdy wyciągnęła mnie z jeziora albo broniła przed strażnikami, kiedy wyczerpałam moc.
   Nie, ona chciała mi pomóc.
   Ale...
   Ostrzegała mnie przed ostatnim fragmentem, a jednocześnie zachęcała bym go odszukała.
   Mówiła, że chcę, bym była szczęśliwa, jednak wyciągała z czeluści mojego umysłu najgorsze wspomnienia.
   Próbowała mnie uratować, lecz to był ratunek przed nią samą.
   Kochała, równocześnie nienawidząc.
   Była pełna sprzeczności identycznie jak ten wymiar. Czasami potrafiła być miła i pomocna, a kiedy indziej bezduszna oraz pełna nienawiści.
   Dlatego jeśli chciała pomóc, równocześnie krzywdziła.
   Popatrzyłam na Jordana. Na te jego łagodne, piwne oczy.
– Nie – odparłam w końcu. – Sama nie wiem, co ona chce zrobić, ale raczej nie zależy jej, bym zginęła.
 Na pewno nie, bo mam ci przekazać jedną rzecz – powiedział Jordan, opierając brodę o dłoń.
– Jaką? – Przechyliłam głowę.
   Cały wymiar zaczął gwałtownie drżeć. Kule ognia obijały się o złote ściany, a z sklepienia posypał się czarno – biały proszek. Nagle ustało, a ciemna strona wymiaru powiększyła się.
– Tytan zaczął szaleć – stwierdził Jordan, marszcząc brwi na ten widok. – Jest źle – Spojrzał na mnie. – Jeśli szybko nie odzyskasz kontroli nad ciałem, twoja dusza i świadomość zanikną pochłonięte przez mrok Tytana.
– Jak mam ją odzyskać?
 Na końcu tej linii znajdują się drzwi. Jeżeli zdołasz je otworzyć, zanim ciemna strona pochłonie jasną, ockniesz się – wyjaśnił.
   Wstałam i podeszłam kilka kroków. Wytężyłam wzrok, ale nie ujrzałam żadnych drzwi. No tak, nigdy nic nie może być proste!
 W takim razie będę już ruszać – Obróciłam się do chłopaka. – Dziękuje, Jordan. Za wszystko – Uśmiechnęłam się.
– Powodzenia, Jess – Objął mnie i poczochrał włosy, po czym się odsunął. – Wiem, że dasz radę. Nie ma takiej rzeczy, która by cię zatrzymała, nie? –  Wyszczerzył się, obrócił mnie tyłem do siebie i lekko popchnął.
– Żegnaj, Jordan - powiedziałam, patrząc na niego przez ramię.
– Papa, Jessie - Uśmiechnął się po raz ostatni i znikł. Pozostała po nim tylko srebrna mgiełka.
   Starłam kilka łez nagromadzonych w kącikach oczu i klepnęłam się mocno w policzki.
   "Wiem, że dasz radę."
   Wzięłam głęboki wdech, poprawiłam opadające ramiączko stanika i puściłam się biegiem przez czarną linię.
   Ktoś w końcu musi dokopać Tytanowi, nie?!

****

     Palący ból płynący z prawej dłoni ocucił Reiko. Kobieta powoli otworzyła oczy i spojrzała na kończynę. Były w nią wbite dwa odłamki szyby. Wyrwała jej bez chwili wahania i chwiejnie wstała.
   Co się stało?
   Jak na zawołanie usłyszała dziki śmiech gdzieś w oddali i wszystko wróciło. Najszybciej jak tylko mogła, popędziła w stronę Bakuprzestrzeni. Kiedy do niej dotarła, zastała widok Jessie stojącej naprzeciwko Drago i Heliosa z kpiącym uśmiech.
   Oczy zjawy rozszerzyły się i przybrały szarą barwę. Zacisnęła pięści i poleciała w dół. Wylądowała kilka metrów od Tytana.
 Och, Reiko – Uśmiech na ustach dziewczyny poszerzył się. – Przyszłaś pooglądać, jak twoja kochana następczyni niknie?
 Nie licz na to! – zawołał Dan, ładując kartę. – Super moc, aktywacja! Galaktyczny smok!
   Jessie odwróciła głowę i spojrzała na ognisty pocisk pikujący w jej stronę. Przechyliła głowę i założyła ręce na piersi.
 Hm...  wymamrotała.
   Nie drgnęła, gdy ciepło bijące z kuli ognia zaczęło do niej docierać. Odchyliła się jedynie na pięcie, a atak uderzył niedaleko jej stóp.
– Wiedziałem! – Roześmiała się i zrobiła piruet – Szczeniaku, jeśli nie jesteś w stanie wycelować prosto we mnie, to znaczy, że jesteś jeszcze słabszy, niż myślałem!
   W jej rękach pojawił się czarny jak smoła łuk ze fioletowymi zdobieniami na gryfach oraz masywna, ciemna strzała. Nałożyła ją na cięciwę i bez chwili wahania strzeliła w Heliosa. Po drodze strzała rozdzieliła się na kilkanaście mniejszych, które zaczęły lecieć też w stronę Dragonoida i dwóch wojowników Pyrusa.
 Uderzenie mroku! – krzyknęła dziewczyna, kiedy łuk rozpłynął się w powietrzu.
   Na grotach zapłonęły purpurowe płomyczki, po których skakały iskry.
 – Działo Ragnaroka! – zawołał Spectra.
   Jessie uniosła brew, widząc, jak strzały wpadają w strumień ognia i ziewnęła.
– Naprawdę myślisz, że coś takiego może zatrzymać prawdziwy mrok? – prychnęła.
   Ku ogólnemu zdumieniu wszystkich strzały wyleciały z ognia zupełnie nienaruszone. Dwie uderzyły tuż koło nóg Spectry i Dana, a pozostałe wbiły się w ciała smoków.
– Drago! – wrzasnął Dan.
    Licznik życia obydwu wojowników spadł do 70%, a bakugany wróciły do form kulistych.
– Drago, nic ci nie jest?! – zawołał Kuso, łapiąc przyjaciela.
– Nie, Danielu.
– Jesteście wyjątkowi słabi, wiecie? – Dobiegł ich męski głos, choć słowa wydobywały się z gardła Jessie. – Ale przynajmniej zapewnicie mi jakąś rozrywkę – Wykrzywiła wargi w przebiegłym uśmiechu.
  Żaden z wojowników nie odpowiedział, bo uprzedziła ich Reiko.
 To nie są twoje prawdziwe intencje – wycedziła.
 Hm? – Jessie zerknęła na nią.
 Nie walczysz z nimi, bo chcesz rdzeń czy też bronie Heliosa.
 Dopiero teraz na to wpadłaś?




 I mamy 70! ^^ Tytan się bawi, Jess przeżywa, a ja załamuję, bo te rozdziały wychodzą mi coraz krótsze ;-;
Aki: *pada na podłogę, po czym teatralnym gestem wyciąga rękę przed siebie, rzężąc*
A tej co?
Jess: Za dużo cukru
...No ja nie jestem od romantyzmu, kurna! Ach, mogłam cię zrobić takim bezuczuciowcem jak Jenn i byłoby pięknie! Ale nie, co mi strzeliło do łba, nooo ;-;
Jess: To my.. *zerka na Autorkę* Odmeldowujemy się, zanim Angel coś odwali ^^''


 


      


  
  




 


      


  
  




 


      


niedziela, 9 lipca 2017

Rozdział 69: Twoje uczucia doprowadzą cię jedynie do grobu

   Krzyk Alice ściągnął na korytarz wszystkich Wojowników.
 Ach, widzę, że jesteście już wszyscy – Jessie ujęła w palce końce fioletowej koszuli nocnej, w którą była ubrana, i uniosła ją nieco do góry  – W takim razie mogę się przedstawić. Najczęściej byłem nazywany Titanius tenbris lub Rex insaniam*. Nie mogę powiedzieć, że miło mi was poznać – Ukłoniła się jak prawdziwa dama, po czym puściła rąbki koszuli i wyprostowała.
– Skąd się tu wziąłeś? – zawołał Dan, wysuwając się na przód grupy.
   Jessie zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem i westchnęła, przykładając dłoń do czoła.
 No tak, wybraniec Apollonira, niepokonany Dan Kuso o ptasim móżdżku – zacmokała, wywracając oczami. – Doprawdy, co obecni Starożytni mieli w głowach, że wybrali takie głupiutkie dzieci i słabiutkie bakugany? – westchnęła teatralnie, po czym zachichotała złośliwie.
 Uważaj na słowa – warknął Kuso. – I odpowiedz na pytanie!
 To ciało teraz należy do mnie – oświadczyła dziewczyna, przykładając dłoń pośrodku klatki piersiowej. – Dusza gówniary za niedługo zniknie i wtedy będę miał kompletne naczynie.
 Jakim cudem to zrobiłeś? – spytała Reiko chłodnym tonem. – Analizowałam całą twoją oraz rodu historię i nigdzie nie było żadnej wzmianki o opętaniach.
   Przez kilka sekund Jessie znieruchomiała, po czym odrzuciła głowę do tyłu. Cały korytarz wypełnił chrapliwy, dudniący śmiech.
 Och, Reiko jesteś taka głupia – stwierdziła Jessie z pogardliwym uśmiechem. – Naprawdę myślałaś, że przez te wszystkie lata siedziałem z założonymi rękami? – Pokręciła głową, cmokając. – Otóż nie. Czekałem, aż trafi mi się potomek przeznaczony do Darkusa, bo dzięki silnemu połączeniu przez moc, byłem w stanie go przejąć. Wystarczyło sprawić by jej dusza pogrążyła się w rozpaczy oraz mroku, by posiąść to ciało – Rozłożyła ręce. – Czyż to nie wspaniałe?
 Nie mów mi, że ty... przez ciebie...  słowa uwięzły Reiko w gardle.
– Chodzi ci o to, czy zmanipulowałem Zenohleda, by zabił Elevenorów? – dopowiedziała dziewczyna, zaczynając się przybliżać w kierunku Wojowników. – Nie mogę zaprzeczyć, że go trochę do tego popchnąłem, ale ten żałosny człowiek tak nienawidził Davida, że zrobiłby to szybciej czy później  - Wzruszyła ramionami.
 Naprawdę jesteś potworem – syknęła kobieta – I odsuń się od nich w tej chwili! – krzyknęła.
   Przed Wojownikami powstała bariera w kolorze delikatnego błękitu, która odrzuciła Tytana pod ścianę. Reiko stanęła przed nimi i uniosła ręce w obronnym geście.
 Jesteś taka nudna – stwierdziła Jessie, odgarniając włosy z twarzy.
   Reiko w odpowiedzi zmrużyła oczy i zacisnęła usta w cienką linię. Dziewczyna zaśmiała się krótko, a następnie z całej siły tupnęła nogą. Bariera pękła w drobny mak, a Reiko została zmieciona na drugi koniec korytarza i uderzyła w okno. Posypały się na nią odłamki szkła.
 Dobrze, skoro pozbyliśmy się tej irytującej zjawy, może się zapoznamy? – zaproponowała Jessie z fałszywie miłym wyrazem twarzy i wyciągnęła rękę w kierunku Barona – Zawsze chciałem poznać wybranych przez staro...
– Przestań pieprzyć i mów, czego chcesz – przerwał mu Ace i złapał dziewczynę za ramię, tym samym odciągając ją od Leltoya. – Nikogo nie nabierzesz, więc możesz już przejść do rzeczy – Puścił ją i odepchnął.
 Jesteś taki niecierpliwy, Ace – kun – Dziewczyna pokręciła głową. – Hej, jeśli nie chcecie mojej obecności tutaj, to czemu po prostu nie spróbujecie się mnie pozbyć, hm? – Zaczęła przyglądać się Wojownikom i Ruchowi Oporu – Macie w drużynie ninję... – Prześlizgnęła się wzrokiem po Shunie. – dwóch byłych Vexosów zdolnych do wszystkiego...  uśmiechnęła się w kierunku Spectry i Gusa – oraz psycho...
   Nie zdołała dokończyć, bo Japonka pojawiła się nagle za jej plecami i przyłożyła paralizator do szyi. Lekko zaskoczona szatynka chciała ją złapać za nadgarstek, lecz Akane była szybsza i szepcząc ciche „Wybacz Jess”, odpaliła go. Jessie zamknęła oczy, a jej ciało stało się wiotkie i poleciało w tył. Akane już chciała ją złapać, gdy szatynka gwałtownie otworzyła oczy i zacisnęła ręce na szyi Japonki.
 Masz odwagę, trzeba ci to przyznać – mruknęła i wzmocniła uścisk, mimo że Akane próbowała oderwać jej ręce – ale to za mało – Wymierzyła Japonce mocnego kopniaka w brzuch, jednocześnie ją puszczając.
 Aki! – Jane złapała Wojowniczkę, ale siła odrzutu była tak duża, że obydwie dziewczyny wpadły na ścianę.
 Ktoś jeszcze jest chętny? – Jessie przebiegła wzrokiem po rozwścieczonych twarzach Ace’a, Akane oraz Dana, spokojnej Shuna, zaniepokojonych Gusa, Marucho i Miry, przestraszonych reszty dziewczyn i nie wyrażającej ani jednej emocji Spectry. – Nie? To świetnie! – Klasnęła w dłonie.
 Dalej nam nie powiedziałeś, czego chcesz – odezwał się chłodnym tonem Spectra.
 Po raz pierwszy się odezwałeś – zauważyła Jessie, splatając ręce za plecami i przechylając głowę na bok. – Ale skoro tak ładnie prosisz, powiem ci. Powróciłem, by odebrać swoją należność.
 Mówiąc „swoją należność”, masz na myśli Vestalię?
 Dokładnie! – ucieszyła się szatynka i ruszyła w stronę Keitha. – Chcę się pozbyć Vestalian i podarować nową planetę bakuganom. Oczywiście wyłącznie wtedy, gdy dostanę mój zasłużony tytuł „starożytnego”. A jeśli to się nie stanie...to zniszczę także całą Nową Vestroię  oraz jej mieszkańców! – wykrzyknęła.
 Naprawdę myślisz, że ktoś wybrałby takiego popaprańca jak ty? – prychnął Dan.
  Jessie zignorowała go i zatrzymała się kilka centymetrów przed Phantomem, po czym przyłożyła dłoń do jego policzka.
 Chcę zniszczyć Vestalian,  ale ty jesteś inny – wyszeptała i podeszła nieco bliżej. – Nie przejmujesz się uczuciami, wykorzystujesz swoich bliskich...
   Mira poczuła delikatnie ukłucie w sercu, a przed oczami stanął jej obraz, jak zdradziła przyjaciół, by dołączyć do brata. Zacisnęła palce na wisiorku i wbiła wzrok w podłogę. Dlaczego akurat w takim momencie?
 ...jesteś silny i wiesz, ile znaczy władza – Jessie pogładziła kciukiem skórę policzka chłopaka.
 Nie dotykaj mistrza! – syknął Gus i złapał ją za przegub.
   Jessie obróciła głowę w jego stronę i zamrugała zaskoczona kilka razy, a potem zmarszczyła brwi.
 Nie wtrącaj się, cholerny kundlu – warknęła i strzeliła wiązka fioletowej mocy w Grava, który zgiął się w pół i splunął krwią na podłogę.
 Gus! – Przerażona Alice wraz z Danem podbiegli do niego.
   Jessie zachichotała cicho i zerknęła kątem oka na Spectry, a gdy dostrzegła, że chłopak ma ten sam beznamiętny wyraz twarzy, wróciła do przerwanego monologu.
– Co ty na to, byśmy współpracowali?  - spytała.  Posiadam potężną moc, a ty jej pożądasz, prawda? – Uśmiechnęła się. – Mogę ci ją dać, o ile zgodzisz się mi towarzyszyć w moim dziele zniszczenia. Oszczędzę twoją siostrę, jeśli chcesz. – zapewniła, patrząc w błękitne tęczówki Spectry. – To jak będzie? – Wyciągnęła drugą rękę w jego kierunku.
   Kiedy Keith uniósł swoją, uśmiechnęła się szerzej, jednak chłopak odtrącił ją i zepchnął jej dłoń z policzka. Odsunęła się od niego, zaciskając palce na przegubie odrzuconej ręki.
– Nie jestem zainteresowany łączeniem sił z kimś takim ja ty – oświadczył oschle. – Poza tym – Uniósł brew. – naprawdę myślisz, że ktoś by uwierzył w twoje kłamstwa? – zakpił i podszedł do Gusa. – Jak się czujesz?
 Dobrze, mistrzu – odparł Grav. – Nic mi nie jest, serio! – zapewnił Alice, która wpatrywała się w niego oczami przepełnionymi troską.
 Co z tobą Akane? – Spectra zerknął przez ramię na dziewczynę.
 Żyję, a ty nie udawaj takiego opiekuńczego – prychnęła, trzymając się za bok.
   Jessie westchnęła.
 Piękna scena, Phantom. Jestem dogłębnie poruszony, że potrafisz odrzucić moją potęgę, byleby pomóc tej gówniarze, ale twoje uczucia doprowadzą cię jedynie do grobu. Cóż, mówi się trudno i idzie dalej – Wzruszyła ramionami. – Widać, muszę wszystko zrobić sam.
 Nie damy ci zniszczyć Nowej Vestroii ani Vestalii! – krzyknął wojowniczo Dan.
 Jeśli chcesz mnie powstrzymać, musisz zniszczyć naczynie. Jeżeli zabijecie Jessicę, zniknę – Wygięła usta w podkówkę. – Ale wam na niej zależy i na pewno nie chcecie jej skrzywdzić, prawda? – zanuciła i wybuchła głośnym śmiechem. – Ludźmi tak prosto manipulować!
 Musi istnieć jakiś inny sposób – wymamrotał Dan, zaciskając pięść.
– Hmmm... A co powiecie na zakład? – Oczy dziewczyny zalśniły.
Zakład? Jaki? – W jednej sekundzie wszyscy Wojownicy i Vestalianie skupili na niej wzrok.
 Wy dwaj – Wycelowała palcami w Spectrę i Dana. – będziecie ze mną walczyć. Jak wygracie, to oddam ciało Jessie i odejdę. Jednak jeśli przegracie, dostanę rdzeń Vestroii oraz wszystkie sprzęty Heliosa. Co wy na to?
   Dan już miał się zgodzić, ale Drago go uprzedził.
– Mowy nie ma! Wszyscy wiedzą, że jesteś mistrzem oszustw i kłamstw.
   Jessie spojrzała na niego ze znudzonym wyrazem twarzy i ziewnęła.
 Nie musicie się zgadzać. Zawsze możecie jeszcze zabić Jessie – przypomniała. – Albo szukać sobie jakiegoś ładnego grobu.
   Drago warknął cicho, a jego Wojownik zerknął na Spectrę. Phantom niemal niewidocznie kiwnął głową i zwrócił się do Jessie.
– Przyjmujemy warunki – powiedział i założył gantlet. Helios wskoczył mu na ramię.
 Wiedziałem, że jesteś mądrym chłopcem! – pochwaliła go. – To co? Idziemy do tej waszej Bakuprzestrzeni? – Wyszczerzyła się.
 – Alice, mogłabyś nas tam przenieść? – spytał Dan, robiąc to samo co Spectra.
   Gehabich przytaknęła i wyciągnęła z kieszeni liliowego swetra kartę teleportacji. Zaczęła ona wydzielać tęczowe światło, które w krótkim czasie objęło wszystkich. Runo w nagłym przypływie uczuć złapała Dana za rękę.
 Bądź ostrożny, proszę – wyszeptała.
 Będę – odparł Kuso i  ścisnął delikatnie jej dłoń, chcąc tym dodać otuchy Misaki. – Obiecuję – uśmiechnął się w swój charakterystyczny sposób.
– Będę za ciebie trzymała kciuki – Runo również się uśmiechnęła.
    Gdy wylądowali na piaskowej arenie, puściła go. Dan patrzył na nią przez kilka sekund, jak oddala się z resztą na trybuny i zacisnął mocno pięść.
 Wygramy to, Drago – zwrócił się do swego partnera.
 A myślałeś, że będzie inaczej? – odparł bakugan.
   Kuso pokręcił głową i spojrzał na Jessie stojącą po przeciwległej stronie areny i bawiącej się kosmykiem włosów.
   Uratuję cię, Jess. Obiecuję, pomyślał i wyciągnął kartę.
 Karta otwarcia, start!

***

   Po lewej stronie ciała czułam przyjemne ciepło, a po prawej przenikliwy chłód. Próbowałam otworzyć oczy, ale powieki były tak ciężkie, jakby ktoś położył na nich 10-kilogramowe, metalowe beczki.
    Po chwili zastanowienie postanowiłam unieść rękę i ku mojemu zdumieniu udało mi się! Tak, wiem, idiotycznie to brzmi, ale kiedy wcześniej straciłam przytomność, nie byłam w stanie zrobić nawet tego. Udało mi się też z nogami!
   Dobra! To jeszcze raz spróbować z powiekami! W końcu żadne głupie powieki nie powstrzymają Jessicy Knight! Zawzięłam się i otwarłam je.
– Ha! Przegrałyście! – krzyknęłam triumfująco. Taaa, widać, że już mi nieco odbija.
   Podniosłam się do siadu i rozejrzałam. Znajdowałam się na czarnej linii, która odgradzała jasną przestrzeń wypełnioną latającymi płomykami i drugą spowitą w ciemności, gdzie złowieszczo świszczał wiatr. No, przynajmniej już wiem, skąd się wzięło to zimno.
– Jest tu kto?! – zawołałam. Mój głos rozniósł się echem. – Tytan, co tym razem? Zabawa w chowanego?!
   Nawet nie raczył odpowiedzieć, cholernik jeden! Wypowiedziałam na głos kilka bardzo nieładnych epitetów pod jego adresem i podniosłam się. Jeśli to nie jest żaden wymiar przygotowany przez Tytana, to co? Czyściec?!
   Niee, mnie nawet w piekle by nie chcieli...
   Zaraz...Tytan coś mówił o naczyniu...Przywołując moje wszelkie informacje z mang, seriali i książek, uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie mój jakże kochany przodek przejął moje ciało, a mnie wysłał na jakieś odludzie, bym nigdy nie mogła wrócić.
 Coraz lepiej, coraz lepiej – wymamrotałam pod nosem. – Pozostało mi tylko czekać na Szatana albo inną cholerę.
   O! I jeszcze zaczynam gadać sama do siebie, a to już na pewno nie jest dobry znak!
 Nie jestem Szatanem, ale chyba się o to nie obrazisz, Jessie? – dobiegł mnie rozbawiony, męski głos.
   Na jego dźwięk przed oczami stanęło mi tak wiele wspomnień. Wspólne pływanie łódką, wyprawa na plażę, lodziarnia, festiwal, bankiet u jakiś sztywniaków...
Masz ładny uśmiech, Jessie”
    Znów czułam jego kciuk gładzący mój policzek i przyjemny zapach  wody kolońskiej. Ścisnęło mnie w gardle.
 Jordan? – Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z chłopakiem, którego kochałam najbardziej na świecie.




*król szaleństwa
 Ta-dam! Powróciłam z 69 rozdziałem! Kurde...już prawie 70, hyhy ^^ No nic, mam nadzieję, że nie umarliście z nudów czytając go, a ja lecę się myć i pisać kolejny ^^
Odmeldowuje się
Ps. Jak widać na blogu jest intensywny remont i  tego powodu wszelka osoba, ogarniając dobrze Gimpa (mój wróg śmiertelny) i mająca czas, jest proszona o kontakt ^^
To dobrej nocki ;*