Jessie: *w turbanie* Coś ty znowu wymyśliła? Malować miałaś!
Ja: Dobra, dobra zdążę bo to nie trudne.
Spectra: Taaa jasne.
Ja: Masz mnie wspierać a nie!
Gus: Przejdźmy do rzeczy!
Ja&Spectra: Od kiedy to ty wydajesz rozkazy?!
Gus: Od kiedy zajmujecie się czymś innym.
Ja: Autorki są tu bogami, durniu lokowany >.<
Gus: Hai, hai przejdź do rzeczy.
Jessie: A może ja powiem?
Keith: Nawet nie wiesz co.
Jessie: Szczegół.
Ja: *wpycha Gusa do szafy* Siedź tam!
Gus: Zemszczę się krwawo!
Ja: Mniejsza. Ej patrzcie jaka beznadziejna pogoda ;-;
Spectra: Angel!
Ja: Hm?
Spectra: Nie trajkocz o pogodzie tylko się w końcu zapytaj do cholery jasnej!
Ja: *ogarnia się* Drodzy czytelnicy czy któryś wie i ma cierpliwość wytłumaczyć mi jak się robi nagłówki? Bo ja pewnie bym ogarnęła dopiero za jakiś rok xD a takie tła strasznie mi się podobają *.*
Jessie: Matko udało się O.O
Ja: Nie wierzycie we mnie? U.U
Spectra:A ty przypadkiem nie próbowałaś zrobić?
Ja: Próbowałam ale dotarłam do arkuszy css czy jak im tam i miałam wpisać jakiś kod. Zgłupiałam i uznałam, że to rzucam.
Spectra: *facepalm* Dobijasz mnie.
Ja: No cicho noo >.< Człowiek uczy się na błędach!
Spectra: Oczywiście.
Ja: To tyle ode mnie *kłania się i razem z Jessie i Spectrą opuszcza pokój* Rysunki nadciągam!
*Kilka godzin później*
Gus: *ciągle w szafie* Halo? Jest tu kto?
niedziela, 15 maja 2016
środa, 11 maja 2016
Rozdział 14: Kolejny genialny plan Jessie.
– Kim jesteś? – przekrzywiłam głowę i przyjrzałam
się uważnie niebieskowłosemu chłopakowi.
– Jestem Gus Grav. – przedstawił się.
– A ja to? – wskazałam na siebie.
– Jessica Knight. Uprzedzając twoje następne pytania, masz 16 lat i razem ze mną pomagasz mistrzowi Spectrze.
Pewnie zastanawiacie się, co znowu się stało? Otóż
mieliśmy, a raczej maszkaron miał, udać się do Wojowników, ale uznał, że jeszcze
poczeka, więc został na statku. A ja co zrobiłam? Potknęłam się o jego cyrkowy
płaszcz i przyrąbałam głową w ścianę. Tak, wiem, często obijam się o te ściany.
Chyba będę musiała je obić jakimś pluszem, bo zaczyna mi brakować ciała na
kolejne siniaki. Wracając do tematu, gdy tak przeklinałam na Spectrę i
wysłuchiwałam jego gróźb, do głowy wpadł mi pomysł. A może by tak poudawać
amnezję? Wtedy uznają mnie za nieszkodliwą. Teraz tylko muszę ich utwierdzić w
przekonaniu, że nie mam pojęcia, kim jestem i tadam! Przybrałam najbardziej zdumiony
wyraz twarzy, jaki umiałam i zwróciłam się do Gusa.
– A czemu nic
nie pamiętam?
– Wiesz. – zaskoczyłam go tym pytaniem, bo się
zmieszał. – Podczas bitwy bakuganów dostałaś rykoszetem i doznałaś amnezji. –
zgrabnie wytłumaczył.
– A co to są bakugany? – zgrywałam jeszcze większą
idiotkę.
– Eh – usiadł na krześle. – Bakugany to
nasi...hmmm...partnerzy w walce. Twój nazywa się Fludim i jest dość marudny. –
podał mi czarno – biało – fioletową kulkę.
– A tego używa się do bitew prawda? – spytałam
niewinnie, wskazując na gantlet.
– Tak to gantlet – wstał. – To chyba wszystko, co
musisz wiedzieć.
– Jeszcze jedno, Gus! – odwrócił się. – Mam jakąś
rodzinę?
– Z tego co nam kiedyś mówiłaś to nie. Przykro mi.
– Och. – spuściłam głowę. – Rozumiem. – gdy wyszedł, stuknęłam Fludima.
– Niezła maskarada. – wyszeptał, a ja wtuliłam nos w
poduszkę. – To chyba najmądrzejszy plan jaki w życiu wymyśliłaś.
– Dzięki. – wywróciłam oczami. – Myślisz, że to
łykną?
– Bardzo możliwe. Nie rozmawiaj ze mną za dużo. To
im się wyda podejrzane. – zwinął się idealnie w czasie, bo wszedł Spectra.
– Idziemy. – powiedział oschle.
– Dokąd?
– Polować na ufoludki, wiesz? – zakpił. – Na obiad
oczywiście! – zamiótł swoim płaszczem podłogę i tyle go widziałam. – No idziesz
czy nie?! – krzyknął.
– Nie drzyj się tak. – burknęłam.
– Zachowujesz się jak dawniej – stwierdził. – Niestety...
– Ja cię chyba niezbyt lubię, co? I wcale się nie
dziwię czemu. – wyszczerzyłam zęby.
– Bezczelna. – mruknął, nie odwracając się.
– Bezczelna. – mruknął, nie odwracając się.
Zatrzymałam się przed lustrem. Od prawie dwóch
tygodni nie miałam okazji popatrzeć, jak wyglądam. Nawet w porządku. Skóra była
tylko ociupinkę bledsza, włosy upięte w kucyk, a w oczach ciągle błyszczały
wesołe iskierki. Miałam siniaki na rękach i kilka płytkich ran w okolicach
kostek. A tak to było okej. Strój czyli fioletowa bluza z rękawami ¾ , dżinsowe
spodenki i czarne buty za kostkę były, ku mojemu zdumieniu, w świetnym stanie.
– Nie gap się jak wół w malowane wrota, tylko rusz
cztery litery. – dobiegł mnie głos Spectry.
– Wiesz co?! – skrzyżowałam ręce na piersiach. –
Jakoś nie mogę uwierzyć, że byłam taką idiotką i do ciebie dołączyłam!
– Ty jesteś idiotką. – oświadczył spokojnie. –
Wątpię, że udajesz, Jessica. – zaczął świdrować mnie wzrokiem, gdy go dogoniłam.
– Osoba z amnezją powinna być bardziej przestraszona.
– A czego się tu bać? Gościa w płaszczu cyrkowca i
durnej masce? No pochwal się, ile dziennie stoisz przed lustrem, by się wystroić.
– czuję, że będę żałowała tych słów. Jednak dla tej miny Phantoma było warto.
– Szkoda, że głupoty też nie utraciłaś. – powiedział
i ruszył dalej.
Stanęłam w miejscu i patrzyłam, jak się oddala.
Zerknął przez ramię. Widząc mój bezruch zatrzymał się i spiorunował mnie
wzrokiem. Uśmiechnęłam się i mu pomachałam.
– Masz zamiar
tak stać do nocy? – spytał z przekąsem.
– A jak myślisz? – przechyliłam głowę.
Wzruszył ramionami i zniknął za zakrętem. Zaburczało
mi w brzuchu, więc chcąc nie chcąc, poszłam za nim. Taaa jest jeden problem. Zniknął, a nie
wiem, gdzie tu jest jadalnia! Do tej pory jadałam w kuchni lub w pokoju. A tu
nagle taki awans proszę państwa!
Hmmm. Jest ósemka drzwi. Małe szanse, że trafię za pierwszym razem. Dobra tylko zaglądam, a jak nie trafię, to wychodzę. Kopniakiem otworzyłam pierwszy pokój. Sypialnia. W kolorach zieleni i szarości. Zapominając o tym, że miałam wyjść, zafascynowana wzięłam świecącą brązową kulę. Na mój dotyk uniosła się nieco i pokazała mi się twarz roześmianej kobiety o blond włosach.
Hmmm. Jest ósemka drzwi. Małe szanse, że trafię za pierwszym razem. Dobra tylko zaglądam, a jak nie trafię, to wychodzę. Kopniakiem otworzyłam pierwszy pokój. Sypialnia. W kolorach zieleni i szarości. Zapominając o tym, że miałam wyjść, zafascynowana wzięłam świecącą brązową kulę. Na mój dotyk uniosła się nieco i pokazała mi się twarz roześmianej kobiety o blond włosach.
Ukłucie.
Widziałam ją. W mojej wizji. Chciałam jej się uważniej
przyjrzeć, ale zniknęła. Kula wróciła na swojej miejsce czyli na białą poduszkę.
Dotknęłam ją jeszcze raz w nadziei, że pokaże mi coś więcej. Nie poruszyła się.
Westchnęłam i już chciałam wychodzić, gdy moją uwagę przyciągnęła otwarta szafa.
Wystawały z niej fragmenty vestaliańskich ubrań i biały fartuszek! Z
niedowierzaniem wyjęłam go. Miał falbanki na zakończeniu i sięgał mniej więcej
do kolan. Co za cudak tu mieszka? Hmm sypialnia Phantoma jest w korytarzu obok, więc to musi być sypialnia Gusa! Wyobraziłam sobie Grava w wysokim kucyku i tym
oto fartuszku. O nie! Zaczęłam się niekontrolowanie śmiać i ciągle z białym
ciuchem w ręku wypadłam na korytarz, nie dbając o zamknięcie drzwi.
Z łokcia wbiłam do kolejnego pomieszczenia. Kiedy zaczęłam zachowywać się normalnie, a nie jak na haju, rozglądnęłam się. Marmurowa posadzka, białe ściany, kolorowe witraże i brak mebli. Co to za miejsce? Uważając, by się nie zabić na posadzce, obeszłam pokój. Jeden witraż przedstawiał kobietę z różą. Bardzo męskie. Tylko, że jeden element nie pasował do reszty purpurowej róży, bo był różowy. Wiedziona instynktem wyjęłam go. Wbrew moim oczekiwaniom nie pojawiły się żadne ukryte przejścia czy schody. Było na nim coś nabazgrane. A dokładniej ,,84039519”. Zapisałam owe cyfry w gantlecie i odłożyłam kawałek na miejsce. Ssące uczucie w brzuchu przypomniało mi o obiedzie. Opuściłam pomieszczenie i weszłam do kolejnego. Uwaga, uwaga trafiłam do jadalni! Spectra pił wino, a Gus wynosił talerze. Chyba się spóźniłam. Nie czekając na ich reakcje, usiadłam na krześle naprzeciwko maszkarona. Zresztą nie miałam wyjścia. Było tylko to krzesło.
Z łokcia wbiłam do kolejnego pomieszczenia. Kiedy zaczęłam zachowywać się normalnie, a nie jak na haju, rozglądnęłam się. Marmurowa posadzka, białe ściany, kolorowe witraże i brak mebli. Co to za miejsce? Uważając, by się nie zabić na posadzce, obeszłam pokój. Jeden witraż przedstawiał kobietę z różą. Bardzo męskie. Tylko, że jeden element nie pasował do reszty purpurowej róży, bo był różowy. Wiedziona instynktem wyjęłam go. Wbrew moim oczekiwaniom nie pojawiły się żadne ukryte przejścia czy schody. Było na nim coś nabazgrane. A dokładniej ,,84039519”. Zapisałam owe cyfry w gantlecie i odłożyłam kawałek na miejsce. Ssące uczucie w brzuchu przypomniało mi o obiedzie. Opuściłam pomieszczenie i weszłam do kolejnego. Uwaga, uwaga trafiłam do jadalni! Spectra pił wino, a Gus wynosił talerze. Chyba się spóźniłam. Nie czekając na ich reakcje, usiadłam na krześle naprzeciwko maszkarona. Zresztą nie miałam wyjścia. Było tylko to krzesło.
– Masz. – rzuciłam fartuszek właścicielowi.
– J-jak ty?! – zaczerwienił się chłopak i próbował ukryć przed wzrokiem swojego mistrza upokarzające ubranie.
– Co tam masz, Gus? – spytał Spectra, odstawiając
kieliszek.
– Yyy to tylko...eee... – Grav szybko wybiegł z
jadalni.
Parsknęłam śmiechem.
– Spóźniłam się? – zwróciłam się do blondyna.
– Trochę. Skończyłem przystawkę.
Skończyłem? Mam rozumieć, że ta kupa pierzu żre, a
Gus robi za kelnera? A ja mam mu towarzyszyć? Wesoło się zapowiada.
Zapadła niezręczna cisza. Spectra niby bawił się kieliszkiem, ale ukradkiem zerkał w moją stronę. Ja natomiast wbiłam wzrok w sufit. Trwałam tak, aż Gus przyniósł nam jakąś zupę.
Zapadła niezręczna cisza. Spectra niby bawił się kieliszkiem, ale ukradkiem zerkał w moją stronę. Ja natomiast wbiłam wzrok w sufit. Trwałam tak, aż Gus przyniósł nam jakąś zupę.
– Odejdź. – rozkazał oschle Spectra.
Czuję nadciągające kłopoty.
– Oczywiście. – Grav skłonił się i wyszedł.
Ignorując Phantoma, sięgnęłam po łyżkę i zanurzyłam w
zupie. Dobra żadnych macek, kawałków ryb i cholera wie czego jeszcze. Otruć
mnie nie planują, więc można jeść. Usłyszałam cichy stukot i podniosłam wzrok. Czerwona
maska leżała na stole. Spoglądały na mnie niebieskie oczy.
– Bądź ostrożna. – szepnął Fludim ukryty w mojej
kieszeni.
– Jessica. – zaczął łagodnie Keith, ignorując fakt,
że wbiłam w niego wzrok idioty. – Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem.
Musiałem się przekonać, że to naprawdę ty. Środki bezpieczeństwa, rozumiesz.
– A kim bym miała być? – spytałam, próbując nadać
tonowi lekko przestraszony wyraz.
– Vexosem.
– Kim?
– Vexosi to nasi wrogowie. – tu się zgodzę. –
Dowodzi nimi król Zenoheld. Wiesz, jaki jest nasz obecny cel? Musimy zdobyć
rdzeń.
– A po co i jak?
– Dzięki temu stworzę najpotężniejszego bakugana i
obalę rodzinę królewską. – wytłumaczył. – A w posiadaniu rdzenia jest
Dragonoid. Istnieją jeszcze wrogowie zwani Wojownikami... – przestał mówić
i uważnie spojrzał na moją twarz.
Starałam się z całej siły nie patrzeć na niego z
wrogością. Błagam tylko nie wybuchnij, Jessica.
– Z nimi też za niedługo będziemy walczyć. – wrócił do
przerwanego tłumaczenia. – Pewnie nie pamiętasz, ale jesteś w posiadaniu
potężnej mocy. – uśmiechnął się. – Jeszcze nie umiesz jej użyć, lecz nad tym
pracujemy. Rozumiesz wszystko? – wypił łyk wina.
– Tak. – powoli skinęłam głową. – Aaa czemu do ciebie dołączyłam?
– Tak. – powoli skinęłam głową. – Aaa czemu do ciebie dołączyłam?
– Vexosi cię porwali, a ja uratowałem. – powiedział.
– Dziękuje. – wydukałam, chociaż na język cisnęły mi
się przekleństwa.
– Nie ma za co. Chyba zupa nam wystygła. – zauważył i
klasnął.
Gus bez słowa wszedł, zabrał talerze na srebrny
wózek i podał nam główne danie.
– Nalej Jessice wina. – polecił Phantom, a ja czułam
się coraz bardziej niezręcznie. Normalnie w tym momencie rzucałabym w niego
sztućcami, denerwowała, ewentualnie latała po ścianach. A teraz co? Zgrywam
idiotkę! Dobijcie mnie...
– Nie jestem pełnoletnia! – zaprotestowałam, choć tak naprawdę nic do tego nie miałam i nawet lubiłam wino.
– Nie przesadzaj. – uśmiechnął się Spectra, a mój
kieliszek zapełnił czerwony płyn. Zaklinam cię panie alkoholu, tylko nie uderz mi do
głowy, bo cały mój misterny plan wezmę diabli!
Gus szybko się wycofał.
Zerknęłam na danie. Wyglądało jak indyk! Ucieszona wzięłam kęs. Smakowało
trochę kwaskowato, ale może być. Wzięłam kieliszek i spojrzałam na niego spode
łba. To nie jest ziemskie wino, więc co jeśli ma mocniejsze działanie?
Zaryzykowałam i wzięłam kilka łyków. Ambrozja to to nie jest
Akurat gdy kończyłam jeść, zaczęło mi się kręcić w głowie. Chciałam to przeczekać, lecz gdy różne kolorki zaczęły mi się pojawiać przed oczami, to odłożyłam sztućce i odsunęłam krzesło. Muszę się położyć i to jak najszybciej. Zachwiałam się i gdyby Phantom, który również wstał, mnie nie złapał, to leżałabym na podłodze.
– Nie sądziłem, że masz taką słabą głowę – mruknął. – Bardzo źle się czujesz?
– Nie, gdzie tam! Mam tylko ochotę zwrócić cały
obiad, świat wokół mnie wiruje i nie czuję nóg. A tak to jest super – zakpiłam. Ten tylko pokręcił głową, włożył rękę pod moje kolana i podniósł mnie.
Szum w głowie przeszkadzał mi skupić myśli. Spectra
stara się traktować mnie jak najlepiej, bym mu zaufała. Nieźle to sobie
wymyślił. W końcu jaka dziewczyna by mu nie uwierzyła? Teraz myśli, że może mną
manipulować. Nic się nie zmienił. Tylko obrał inną strategię.
Zamknęłam oczy. Gdy tylko dostaniemy się na Ziemię, biegnę do Wojowników. Nieważne, jak tego dokonam, ale to zrobię.
Poczułam miękki materac pod plecami. Uchyliłam powieki.
Zamknęłam oczy. Gdy tylko dostaniemy się na Ziemię, biegnę do Wojowników. Nieważne, jak tego dokonam, ale to zrobię.
Poczułam miękki materac pod plecami. Uchyliłam powieki.
– To mój pokój? – wyszeptałam do Spectry.
Mój głos był chrapliwy. Wpływ wina?
– Tak. – Przykrył mnie kołdrą. – Prześpij się
chwilę.
– Przyda mi się. – mruknęłam i zamknęłam oczy.
****
Patrzył na śpiącą dziewczynę. Ciągle miał
wątpliwości co do jej amnezji. Nie mógł jej zaufać na tyle, by polecieć z nią na
Ziemię. Teraz wyglądała tak niewinnie. Brązowe włosy rozsypane na poduszce i
spokojna twarz. Ciężko uwierzyć, że w to w niej drzemała potężna
energia. Tak silna jak sam rdzeń.
– Jeśli ona nie udaje, to będzie łatwiej niż
myśleliśmy. – stwierdził Helios.
– Yhym. – przytaknął.
Jeśli amnezja okaże się prawdą, to niewątpliwie wszystkie jego plany staną się prostsze. Tylko co on z nią potem zrobi? Była od niego młodsza o trzy lata, a dodatkowo hałaśliwa, wybuchowa i irytująca, więc trzymanie jej na statku może być ciężkie. A może by tak odesłać ją do rodziny? Kiedy wykorzysta cały jej potencjał oraz moc, stanie się bezużyteczna, dlatego pozwoli jej wrócić. W końcu tego pragnęła od samego początku.
Jeśli amnezja okaże się prawdą, to niewątpliwie wszystkie jego plany staną się prostsze. Tylko co on z nią potem zrobi? Była od niego młodsza o trzy lata, a dodatkowo hałaśliwa, wybuchowa i irytująca, więc trzymanie jej na statku może być ciężkie. A może by tak odesłać ją do rodziny? Kiedy wykorzysta cały jej potencjał oraz moc, stanie się bezużyteczna, dlatego pozwoli jej wrócić. W końcu tego pragnęła od samego początku.
****
Kiedy się obudziłam, szum w głowie zniknął i pokój
nie wirował mi przed oczami. Nie kojarzyłam tego pomieszczenia. Nie był to mój pokój ani nie należał do pajaców. Beżowe ściany i posadzka w kolorze kawy z mlekiem. Oprócz łóżka, na którym leżałam, była jeszcze pękata szafa. Tyle. Żadnych obrazów czy dywanu. Nawet okna! Cicho wysunęłam się spod kołdry i zadrżałam od dotyku lodowatej podłogi. Wyjrzałam na korytarz. Pusto. Coś robili w laboratorium, bo dobiegały stamtąd warkoty maszyn. Nie miałam zamiaru im przeszkadzać, a wykorzystać ich nieobecność na własną korzyść.
Cichutko jak myszka wśliznęłam się do pokoju Phantoma. Panował w nim nieskazitelny porządek. A i kołdra była wymieniona. Kurde Gus to tu zapieprza jak Kopciuszek. Lekko zakręciło mi się w głowie.
Cichutko jak myszka wśliznęłam się do pokoju Phantoma. Panował w nim nieskazitelny porządek. A i kołdra była wymieniona. Kurde Gus to tu zapieprza jak Kopciuszek. Lekko zakręciło mi się w głowie.
– Świetne wino, ile ono ma procent? Na Ziemi po całej butelce nic mi nie było – jęknęłam.
– Ciszej! – syknął Fludim. – Może być gdzieś blisko.
– Dobrze już dobrze. – zamknęłam drzwi.
Mój wzrok
padł na szufladę. Nie myśląc za długo, otworzyłam ją. Na samym brzegu leżały kartki z formułą na kartę, o ile dobrze odczytałam. Ewolucji? Da się coś takiego w ogóle stworzyć?
Odłożyłam zapisek i grzebałam dalej. Książka, długopis i mały notatnik.
Przewertowałam go. Ze środka wypadło niewielkie zdjęcie. Przedstawiało małą
Mirę. Miała rozpuszczone włosy sięgające jej do ramion i białą opaskę. Uśmiechała się radośnie i machała do obiektywu. Czyli Keith ciągle myśli o
swojej siostrze.
Włożyłam fotografię do notatnika i włożyłam go z powrotem do szuflady. Chciałam myszkować dalej, gdy na korytarzu rozległy się kroki. Wstrzymałam oddech, ale na szczęście ominęły pokój. Kiedy ucichły, pędem wróciłam do poprzedniego pokoju. Zakopałam się pod kołdrę i udawałam, że śpię.
Szare oczy. Kobieta z szarymi tęczówkami wpatruje się we mnie. Patrzę na nią i nie mogę się ruszyć. Za nią szaleje ogień. Z jej policzka spływa łza, która kapie na mój policzek.
– Przepraszam. – szepcze i znika.
Mimo że nie śpię, nie mogę zmusić ciała do wysiłku. Tylko tak dryfuje w ciemności. Znowu ją widziałam. Kim ona jest?
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ja: Jak wrzucam za szybko to piszcie ^^ bo szczerze nie wiem czy wam przeszkadzają 2-3 dniowe odległości między rozdziałami. A i jakiekolwiek zastrzeżenia co do rozdziałów czy błędów też proszę pisać ^^ Bo chcę pisać jak najlepiej :D
Shadow: Już po 22 skoro zaczynasz tak gadać.
Ja: Co ci się nie podoba?
Shadow: Hmm normalnie po 22 śmiałabyś się jak opętana, kłóciła się z przyjaciółką lub pisała a ty o krytykę prosisz O.O
Spectra: Nikt nie zrozumie autorek.
Ja: *foch*
Shadow: Wraca do swojej nienormalności.
Jessie: *zadowolona gra z Julie w kręgle* Naiwni idioci ^^
Shadow: Spectruś~~~ co to za myśli o Jess? :D
Spectra: To był Keith ja mam ją gdzieś.
Jessie: *przypadkiem (kto w to uwierzy) rzuca kulą w blondyna*
Spectra: *zgrabny unik* Z wzajemnością jak widzę.
Shadow: Wy i tak będziecie idealną parą *.*
Jessie: Taaa. Wcześniej się wzajemnie pozabijamy.
Shadow: Niczym w Romeo i Julii.
Jessie: Ciepło o mnie myślisz.
Gus: *burak na twarzy* Co to za grzebanie w moich ciuchach?!
Jessie: No Kopciuszek bez tych nerwów.
Gus: Nie nazywaj mnie tak!
Dan: *w piżamie* Co się tak drzecie?
Shun: Chory jesteś? Bo coś za wcześnie idziesz spać.
Dan: Angel też pada po dzisiejszym dniu, Towarzyszę jej.
Ja: *ziewa*
Shadow: *idzie zanieść taczki z weną do piwnicy* Czemu zawsze ja?!
Ja: Bo coś ci za to obiecałam!
Shadow: A no tak! Dzięki temu *dostaje w łeb od Mylene* Czego?!
Mylene: Prawie się wygadałeś -.-
Jessie: Nie widzieliście tego, drodzy czytelnicy, prawda?
Spectra: *wraca na swój statek*
Mira: *gapi się w swój medalion*
Lync: Zróbcie coś z nią!
Jessie: *brew jej drga* Gdzie twoja fantastyczna piżama w słonie?
Lync: W praniu kurwa!
Ja: *gwałtownie się zrywa* Czego kur...A to ty Lync...*wraca do półsnu*
Lync: O.o
Jessie: Lepiej się rozejdźmy...Julie, Runo ciśniemy 3 rundę czy idziemy na maraton filmów?
Runo: *z poduszkami i paczką popcornu*
Julie: Maraton! *podskakuje i wyciąga koce*
Jessie: To dobranoc czytelnicy ^^
Włożyłam fotografię do notatnika i włożyłam go z powrotem do szuflady. Chciałam myszkować dalej, gdy na korytarzu rozległy się kroki. Wstrzymałam oddech, ale na szczęście ominęły pokój. Kiedy ucichły, pędem wróciłam do poprzedniego pokoju. Zakopałam się pod kołdrę i udawałam, że śpię.
Szare oczy. Kobieta z szarymi tęczówkami wpatruje się we mnie. Patrzę na nią i nie mogę się ruszyć. Za nią szaleje ogień. Z jej policzka spływa łza, która kapie na mój policzek.
– Przepraszam. – szepcze i znika.
Mimo że nie śpię, nie mogę zmusić ciała do wysiłku. Tylko tak dryfuje w ciemności. Znowu ją widziałam. Kim ona jest?
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ja: Jak wrzucam za szybko to piszcie ^^ bo szczerze nie wiem czy wam przeszkadzają 2-3 dniowe odległości między rozdziałami. A i jakiekolwiek zastrzeżenia co do rozdziałów czy błędów też proszę pisać ^^ Bo chcę pisać jak najlepiej :D
Shadow: Już po 22 skoro zaczynasz tak gadać.
Ja: Co ci się nie podoba?
Shadow: Hmm normalnie po 22 śmiałabyś się jak opętana, kłóciła się z przyjaciółką lub pisała a ty o krytykę prosisz O.O
Spectra: Nikt nie zrozumie autorek.
Ja: *foch*
Shadow: Wraca do swojej nienormalności.
Jessie: *zadowolona gra z Julie w kręgle* Naiwni idioci ^^
Shadow: Spectruś~~~ co to za myśli o Jess? :D
Spectra: To był Keith ja mam ją gdzieś.
Jessie: *przypadkiem (kto w to uwierzy) rzuca kulą w blondyna*
Spectra: *zgrabny unik* Z wzajemnością jak widzę.
Shadow: Wy i tak będziecie idealną parą *.*
Jessie: Taaa. Wcześniej się wzajemnie pozabijamy.
Shadow: Niczym w Romeo i Julii.
Jessie: Ciepło o mnie myślisz.
Gus: *burak na twarzy* Co to za grzebanie w moich ciuchach?!
Jessie: No Kopciuszek bez tych nerwów.
Gus: Nie nazywaj mnie tak!
Dan: *w piżamie* Co się tak drzecie?
Shun: Chory jesteś? Bo coś za wcześnie idziesz spać.
Dan: Angel też pada po dzisiejszym dniu, Towarzyszę jej.
Ja: *ziewa*
Shadow: *idzie zanieść taczki z weną do piwnicy* Czemu zawsze ja?!
Ja: Bo coś ci za to obiecałam!
Shadow: A no tak! Dzięki temu *dostaje w łeb od Mylene* Czego?!
Mylene: Prawie się wygadałeś -.-
Jessie: Nie widzieliście tego, drodzy czytelnicy, prawda?
Spectra: *wraca na swój statek*
Mira: *gapi się w swój medalion*
Lync: Zróbcie coś z nią!
Jessie: *brew jej drga* Gdzie twoja fantastyczna piżama w słonie?
Lync: W praniu kurwa!
Ja: *gwałtownie się zrywa* Czego kur...A to ty Lync...*wraca do półsnu*
Lync: O.o
Jessie: Lepiej się rozejdźmy...Julie, Runo ciśniemy 3 rundę czy idziemy na maraton filmów?
Runo: *z poduszkami i paczką popcornu*
Julie: Maraton! *podskakuje i wyciąga koce*
Jessie: To dobranoc czytelnicy ^^
niedziela, 8 maja 2016
Rozdział 13: Odprawiam szamańskie rytuały, kurde!
Był środek nocy (przynajmniej tak mi się wydawało), a
te dwa pajace ciągle coś robiły w laboratorium. Dochodziły stamtąd wybuchy i
warkot maszyn. Zirytowana wstałam i poszłam ich opieprzyć za zakłócanie mojego
snu. Ale oczywiście postawili sobie barierę przed laboratorium, bym nie mogła wejść. Jeszcze czego!
Wydarłam się, ale mnie zignorowali. O nie! Nie puszczę im tego płazem. Chciałam
po dobroci, ale skoro tak stawiają sprawę, to mogę im urządzić pamiętny balet.
Wyciągnęłam z kuchennych szafek mąkę i zwiesiłam ją koło wejścia do laboratorium. Następnie wzięłam kilka zapalonych zapałek. Chyba już wiecie, co chcę zrobić? Przedziurawiłam worek nożami, rzuciłam w białe kłębowisko zapałki i wskoczyłam za stół. Buchnęło pięknie. Zraszacze zaczęły gasić ,,malutki” pożar. Po chwili ogień zniknął. Nie pomyślałam o jednym. Spectra mnie zabije za próbę zniszczenia statku! Wygramoliłam się spod stołu i niczym James Bond wymknęłam na korytarze. Słyszałam wrzaski i przekleństwa Spectry oraz Gusa, który próbował go uspokoić.
Poślizgnęłam się na mokrej posadzce i z rozpędu rąbnęłam w ścianę. Upadłam na plecy. Mogłam sobie tym razem odpuścić. Ale niee! Musiałam ich jeszcze bardziej wkurzyć! A o konsekwencjach jak zwykle nie pomyślałam! Z bolącym nosem podniosłam się, wpadłam do randomowej sypialni i schowałam się pod łóżko. Przeczekam tu fazę największej furii, a potem jakoś wrócę do pokoju. Wreszcie coś rozsądnego! Rozejrzałam się na tyle, ile dawała mi moja kryjówka. Czerwona tapeta, złote dodatki i wszechobecny przepych. Mhmmm, sypialnia Phantoma, lepiej być nie mogło.
Do pokoju wszedł Spectra. Poznałam po butach i niecenzuralnych słowach pod moim adresem. Gdyby nie fakt, że jestem z złej sytuacji, wyszłabym i mu odpyskowała.
Wyciągnęłam z kuchennych szafek mąkę i zwiesiłam ją koło wejścia do laboratorium. Następnie wzięłam kilka zapalonych zapałek. Chyba już wiecie, co chcę zrobić? Przedziurawiłam worek nożami, rzuciłam w białe kłębowisko zapałki i wskoczyłam za stół. Buchnęło pięknie. Zraszacze zaczęły gasić ,,malutki” pożar. Po chwili ogień zniknął. Nie pomyślałam o jednym. Spectra mnie zabije za próbę zniszczenia statku! Wygramoliłam się spod stołu i niczym James Bond wymknęłam na korytarze. Słyszałam wrzaski i przekleństwa Spectry oraz Gusa, który próbował go uspokoić.
Poślizgnęłam się na mokrej posadzce i z rozpędu rąbnęłam w ścianę. Upadłam na plecy. Mogłam sobie tym razem odpuścić. Ale niee! Musiałam ich jeszcze bardziej wkurzyć! A o konsekwencjach jak zwykle nie pomyślałam! Z bolącym nosem podniosłam się, wpadłam do randomowej sypialni i schowałam się pod łóżko. Przeczekam tu fazę największej furii, a potem jakoś wrócę do pokoju. Wreszcie coś rozsądnego! Rozejrzałam się na tyle, ile dawała mi moja kryjówka. Czerwona tapeta, złote dodatki i wszechobecny przepych. Mhmmm, sypialnia Phantoma, lepiej być nie mogło.
Do pokoju wszedł Spectra. Poznałam po butach i niecenzuralnych słowach pod moim adresem. Gdyby nie fakt, że jestem z złej sytuacji, wyszłabym i mu odpyskowała.
– Mała zaraza. – warknął, siadając na łóżku. – Dorwę ją.
– Spectra – odezwał się Helios. – nie warto
zawracać sobie nią głowy.
– Heliosie, ona prawie zniszczyła statek. Tym razem
pożałuje. – dreszcz przebiegł mi po plecach na dźwięk nienawiści w jego głosie.
No pięknie po prostu. Phantom ma najgorsze zamiary
wobec mnie, a ja leżę tuż pod nim. Dzięki ci szczęście, idź w cholerę.
– Mistrzu – Buty Gusa zastukały o podłogę. – nigdzie jej nie ma.
– Pewnie schowała się w jakimś kącie. Gus weź jej
bakugana i ogłoś przez megafon, że ma tu przyjść w podskokach, inaczej Fludim
skończy jako materiał testowy. – rozkazał Phantom pewnie z okrutnym uśmiechem.
– Tak jest. – Grav wyszedł.
Wkopałam się na całego. A może ogłuszyć Spectrę? Z
Gusem nie będę miała większych przeszkód. Rozejrzałam się. W nocnej szafce stoi
lampka. Jeśli zdążę szybko wstać i go walnąć, to będzie dobrze. Już prawie się
podniosłam, gdy ręka w białej rękawiczce zacisnęła się na mojej bluzce i uniosła
mnie do góry.
– Dokąd to? – wycedził Spectra.
Nigdy jeszcze nie widziałam takiej zimnej furii.
Mimo że nie mordował mnie wzrokiem, czułam emanującą nienawiść.
– Eeee... – nie umiałam wymyślić choćby najgłupszej
odpowiedzi.
– Zdajesz sobie sprawę co zrobiłaś? – wysyczał.
– Podpaliłam korytarz. – wzruszyłam ramionami. – A co?
– Jeszcze masz czelność się pytać?! – wrzasnął.
Niedobrze. – Twoją bezczelność jeszcze mógłbym ci podarować, ale próbę zniszczenia statku już nie! – Potrząsnął mną.
– Możesz mnie puścić? – jęknęłam. – Czy planujesz
mnie przywiązać do krzesła i pobić?
– To nie najgorszy pomysł. – przyznał. – Ale nie
przyniósłby efektów. – uśmiechnął się okrutnie.
Przeprosić go? Wyjdę na przerażoną bezradną pannę, ale
lepszego wyjścia nie widzę. Tym razem nie żartował. Jednak on zdecydował za mnie i dalej nie puszczając mojej bluzki, ruszył przez
korytarz. Słyszałam ciche trzaski materiału. Jeszcze chwila i będzie po bluzce.
Gdy się zatrzymał, bez ceregieli rzucił mną o ścianę.
– Nie jestem workiem ziemniaków, idioto! –
krzyknęłam, rozcierając plecy.
– Lepiej się zamknij. – powiedział zimno. – No chyba,
że twój ukochany bakugan ma bardziej cierpieć. – wskazał na Fludima, który stał
w szklanej tubie. Był w swojej zwykłej postaci.
– C-co wy chcecie zrobić? – Spojrzałam przerażona
na Spectrę, co mu się wyraźnie spodobało.
– Gus, zaczynaj. – rozkazał Phantom, a Grav wcisnął
jakiś guzik.
Po ciele Fludima przebiegły iskry, a bakugan cicho
jęknął. Z każdą chwilą przybywało iskier, a Fludim coraz bardziej cierpiał.
– Przestań. – szepnęłam, a do oczu napłynęły mi łzy. –
Przestań! – podbiegłam do tuby i zaczęłam uderzać w nią pięściami. W
konsekwencji dostałam prądem.
– Odsuń się, Jessie. – Fludim zacisnął zęby. – To tak
strasznie nie boli. – uśmiechnął się krzywo.
Ciepłe łzy płynęły mi po policzkach. Szybko jej
starłam. Nienawidzę ich. Pokazuję, że tak naprawdę jestem słaba. Słaba. Nie potrafię
ochronić nawet Fludima.
– I co? – Phantom nachylił się nade mną. – Już nie
jesteś taka silna. – zaśmiał się.
Uderzyłam go w twarz. Gwałtownie usiadł i dotknął
czerwonego policzka. Dyszałam ciężko. Czemu ta cholerna moc nie przychodzi?!
Czemu?! Wrzask Fludima prawie rozsadził mi bębenki. Rzuciłam się na Gusa i
wyłączyłam sprzęt. Bakugan odetchnął i wrócił do formy kulistej. Miałam gdzieś, co mi zrobią. Zasłoniłam guzik ciałem i patrzyłam groźnie na Spectrę i Gusa. Z
wargi Grava leciała krew, a na policzku Phantoma widniał odcisk mojej ręki.
– Co teraz? – wydyszałam. – Nie pozwolę wam więcej
skrzywdzić Fludima.
Nie czułam znajomego gorąca. Nie byłam wystarczająco
wściekła? Spectra zacisnął rękę na moim gardle. Zakrztusiłam się i wierzgnęłam nogami, jednak był za daleko.
– Jesteś głupia, Jessica. – warknął. – Tu nikt nie
będzie cię chronił. Gus!
– Tak mistrzu?
– Szykuj Heliosa.
– Oczywiście. – Gus spojrzał na mnie nie wściekle, jak się spodziewałam, ale tak jakby ze współczuciem i wyszedł.
– Dusisz mnie. – wycharczałam, na co Phantom mnie
puścił.
– Masz ganlet? – spytał.
Kiwnęłam głową. Czyli mam z nim walczyć? Wolę to niż
dalsze tortury Fludima.
– Dlaczego? – Nie umiałam powstrzymać tych
słów. – Czemu jesteś taki okrutny? – spuściłam wzrok.
– Naiwna dziewczyno. – odparł. – Tylko tak mogę ci
pokazać, że nie wygrasz. – Kucnął i uniósł mój podbródek. – Albo będziesz posłuszna, albo
twój bakugan może nie dożyć do końca tygodnia.
– Nienawidzę cię.
– Nie musisz mnie kochać. – zaśmiał się.
– Nie będę twoją zabawką – Wyrwałam mu się. – Nie będziesz
mną manipulował.
– A co ty możesz? Jesteś sama. Nikt ci nie pomoże!
To naprawdę był Keith? Ten miły, choć mający cięty język chłopak? Naprawdę był w stanie zmienić się do tego stopnia, kiedy tylko chciał?
To naprawdę był Keith? Ten miły, choć mający cięty język chłopak? Naprawdę był w stanie zmienić się do tego stopnia, kiedy tylko chciał?
– Zachowujesz się jak Hydron – Spojrzałam mu prosto
w oczy. – Jak zepsuty dzieciak, który czerpie satysfakcję z poniżania innych. – Uśmiechnęłam się wrednie. – Ktoś taki nie jest godny tronu.
Pojechałam mu. Spojrzał na mnie zszokowany.
Myślałam, że mnie uderzy. Ale nie. Z jego gantletu wysunął się miecz, który
wycelował w moją głowę.
– Mała, bezczelna Ziemianka – Oko błysnęło mu
złowrogo. – Zapłacisz za swoje słowa.
– Porazisz mnie prądem? – prychnęłam.
W tym samym momencie wbiegł Gus z Heliosem w dłoni.
Spectra schował miecz. Wyjęłam gantlet i wyciągnęłam Fludima z tuby.
– Masz siłę walczyć? – Pogłaskałam go lekko.
– Tak. – skinął głową. – Odwdzięczę im się.
– Jak chcesz. – uśmiechnęłam się słabo. – Gantlet wystrzał
mocy! – krzyknęliśmy równocześnie ze Spectrą.
– Karta otwarcia start! – blondyn zaczął. – Naprzód Helios!
– Dalej Fludim!
Poziom
mocy Heliosa: 900
Poziom
mocy Fludima: 800
Helios wyglądał jak robot. To nad tym Spectra tyle
pracował? By zmienić żywego bakugana w kupę złomu?!
– Super moc aktywacja! Oszustwo cienia! – krzyknęłam
Fludim:
800 g + 300 g = 1100
Helios:
900 g – 300 g = 600
Phantom nie zareagował. Dobra, czuję, że ma jakiś
genialny plan, więc użyłam kolejnej karty.
– Super moc aktywacja! Świetlista lina!
Fludim
: 1100 g + 400 g = 1500 g
Helios:
600 g – 400 g = 200 g
Mimo trafienia Helios nie zmienił się w kulkę. Jego
oko tylko błysnęło.
– Co jest? – mruknął Fludim.
– Hybryda dwóch domen. – Phantom spojrzał na nas
zaciekawiony. – Interesujące. Super moc aktywacja! Farbass!
Helios zaczął się naprawiać!
Helios:
1500
Fludim:
1200
– Że co? – wydusiłam, patrząc na licznik.
– Widzisz, Jessie, Farbass to unikalna moc Cyber
Heliosa. Pozwala mu się zregenerować, a jego poziom mocy rośnie do poziomu
przeciwnika. Dodatkowo odbiera ci 300 punktów! – Spectra uśmiechnął się triumfalnie.
Super, cudnie, zajebiście. Muszę szybko się jakoś
pozbyć tego denerwującego jaszczura.
– Podwójna super moc aktywacja! Włócznia mroku + Oko
słońca!
Fludim:
1200 + 800 = 2000
Helios:
1500 – 800 = 700
– Nic się nie uczysz. – Phantom pokręcił głową. –
Helios kwazar wybuchu!
Helios:
700 + 300 = 1000
Fludim:
2000 – 1200 = 800
Wskaźnik
życia Jessie: 55%
Jednym ruchem nas załatwił?! Ta zniewaga krwi
wymaga!
– Jessica, możesz równie dobrze się poddać. –
uśmiechnął się zaczepnie. – Nie masz szans.
– Nie mów hop, póki nie przeskoczysz! – krzyknęłam.
– A może zawrzemy umowę? – zaproponował.
– Jaką znowu?
– Jeśli wygrasz, przysięgam, że cię wypuszczę i dam
spokój. – oświadczył, a ja uniosłam brew. Coś mu nie wierzę. – Jednak jak ja wygram, to zostaniesz ze mną i pomożesz w zdobyciu rdzenia oraz obaleniu
Zenohelda. – zaproponował.
– W kulki lecisz? Mam zdradzić przyjaciół i być
twoją zabawką? Nigdy. – odparłam, mierząc go wściekłym wzrokiem.
– Czyli przyznajesz, że jesteś słaba?
– Jestem rozsądna nie słaba. – odparowałam, czując
przypływ złości.
– To może inaczej. Nie musisz walczyć z
przyjaciółmi. Jak wygram, to pomożesz mi pozbyć się rodziny królewskiej. Wiem,
że chcesz się na nich zemścić.
Rozsądek krzyczał bym się nie zgadzała, ale mi taka
propozycja odpowiadała. Mogłam się zemścić na Hydronie, jednak potem będę miała problem ze zwianiem od Spectry. Moja moc go interesowała, więc na pewno będzie miał na mnie oko. Ugh i co ja mam zrobić?!
– Zrób, jak uważasz. – podpowiedział Fludim. – Nie ma
sytuacji bez wyjścia – Uśmiechnął się zachęcająco.
– Zgadzam się! – krzyknęłam. – Karta otwarcia start!
Naprzód Fludim!
– Dalej Helios!
– Super moc aktywacja! Krzyk ciemności!
Fludim:
800 + 400 = 1200
Helios:
900 – 400 = 500
– Karta otwarcia start! Reaktor Pyrusa!
Helios:
500 + 500 = 1000
Fludim:
1200 – 500 = 700
– Super moc aktywacja! Krąg Haosu!
Fludim:
700 + 300 = 1000
Helios:
1000 – 300 = 700
– Kończmy to, Heliosie! – krzyknął Spectra. – Super moc
aktywacja! Eksplozja!
– Nie tak szybko! Synteza super mocy aktywacja! Taniec
Darkusa i Haosu!
Licznik nie nadążył za liczeniem punktów. Cyferki
latały mi przed oczami. Helios wytworzył potężną i gorącą czerwoną aurę. Fludim
zaatakował go kulami Darkusa i strumykami Haosu. Zasłoniłam twarz gantletem.
Fludim:
1000 + 700 – 800 = 900
Helios:
700 + 800 – 700 = 800
Za mała różnica. Cholera.
– Całkiem nieźle. – Spectra uśmiechnął się
złośliwie. – Ale to koniec! Helios!
Helios strzelił w Fludima czerwonymi pociskam. Zanim
zdążyłam zareagować, zmienił się w kulkę. Przegrałam...
Wskaźnik
życia Jessie: 0%
Czas zaczął płynąć.
– Jesteś cały? – spytałam bakugana.
– Tak. Musze odpocząć. – zwinął się w kulkę.
– Witam w drużynie Jessico Knight. – Phantom spojrzał
na mnie złośliwie.
*****
– Jest jedna osoba, która zna położenie pałacu
Vexosów i nie jest Vexosem. – uśmiechnął się Marucho.
– Mówisz o Spectrze, prawda? – spytał Shun. Marucho
kiwnął głową. – Nie wiem czy będzie skory nam pomóc.
– Zresztą nawet nie wiemy, gdzie jest – dodała Runo.
– Prędzej czy później się pojawi. – powiedział
blondynek. – W końcu chce zdobyć rdzeń. – spojrzał znacząco na Dana.
– No tak! – Kuso ożywił się. – Jak mogłem o tym
zapomnieć! Jesteś genialny Marucho!
– Staram się, jak mogę.
– On nam nie pomoże. – stwierdziła Mira. – Dla niego
Jessica nic nie znaczy.
–To go zmusimy! – krzyknął Dan.
– Niby jak? – spytała Runo.
– No wiesz yyy ten...możemy.... – zaciął się szatyn.
– Możemy mu zaproponować, że jeśli przegra, wyjawi
położenie pałacu. – uznał Shun.
– Świetny pomysł! – ucieszyła się Julie, klaszcząc.
Nieco weselsi wojownicy ruszyli pograć w kręgle dla
rozerwania się.
*****
Nie słuchałam, co mówił do mnie Spectra. Myślałam
tylko o tym, jak najskuteczniej wymknąć się z jego rąk, gdy tylko pojawi się szansa.
– Możesz mi to zdjąć? – Wskazałam na obręcz. Tego cholerstwa musiałam się stanowczo pozbyć.
– Nie jestem głupi. – złość mu przeszła, ale dalej
używał zimnego tonu.
Ziewnęłam potężnie. Pewnie jest gdzieś koło czwartej rano. Chociaż w tych innych wymiarach łatwo się pomylić. Już chciałam odejść, gdy
powieki same mi się zamknęły, a ja leciałam na spotkanie z podłogą.
Ocknęłam się pod czerwoną puchatą kołdrą. To nie mój pokój. Podniosłam się i rozejrzałam. Keith spał na białym dywanie. Ubrany w piżamę,a właściwie w podkoszulek i dresowe czarne spodnie. Wyglądał tak normalnie, jak zwykły ziemski nastolatek, a nie wiecznie wkurzony Spectra.
Tylko co ja robiłam w jego pokoju? Dobra, wolę nie roztrząsać, czemu mnie tu zaniósł. Zamknęłam oczy, próbując wrócić do krainy snów, gdy drzwi skrzypnęły i wszedł Grav.
Ocknęłam się pod czerwoną puchatą kołdrą. To nie mój pokój. Podniosłam się i rozejrzałam. Keith spał na białym dywanie. Ubrany w piżamę,a właściwie w podkoszulek i dresowe czarne spodnie. Wyglądał tak normalnie, jak zwykły ziemski nastolatek, a nie wiecznie wkurzony Spectra.
Tylko co ja robiłam w jego pokoju? Dobra, wolę nie roztrząsać, czemu mnie tu zaniósł. Zamknęłam oczy, próbując wrócić do krainy snów, gdy drzwi skrzypnęły i wszedł Grav.
– M-mistrzu? – spytał zdumiony.
– Śpi. – mruknęłam, nie otwierając oczu. – Zostaw go.
– A ty co tu robisz?
– Odprawiam szamańskie rytuały, kurde! Próbuje zasnąć, idioto! – Zakryłam się kołdrą.
Cicho zamknął drzwi. Pewnie nie chciał budzić
swojego mistrza, bo nawet mnie nie zrugał za me jakże bezczelne zachowanie.
– Dzięki. – mruknął po chwili Keith czy tam Spectra.
– Nie zrobiłam tego dla ciebie – prychnęłam. – Nie chciałam tylko, by się darł
– Aż tak mnie nie znosisz, Jessico?
Obejrzałam się na niego przez ramię, unosząc wysoko brwi. Siedział po turecku i próbował jakoś ogarnąć swoje włosy.
– Nie oczekuj miłości za rzucanie mną po ścianach oraz torturowanie mojego bakugana.
– Masz jakieś siniaki? – spytał.
– Nie obchodzi mnie czy mam. Skrzywdziłeś Fludima. –
powiedziałam cicho. – Mam gdzieś, czy ja odniosę jakieś rany, bo to jakoś
przetrwam. Co ci takiego Fludim zrobił? – głos mi zadrżał. Panowanie nad emocjami niezbyt mi wychodziło.
– Jest najlepszym narzędziem, by mieć na tobą jakąś kontrolę – odparł.
Krótka zwięzła odpowiedź wypowiedziana zwykłym głosem. Tyle wystarczyło, bym uświadomiła sobie, że tak naprawdę blondyn jest tako samo bezwzględny w masce czy bez. Prawdopodobnie te jego chwile łagodności były tylko elementami jakiejś jego gry.
Spuściłam głowę, wstydząc się własnej naiwności. Dlaczego tak łatwo mu się daję omotać?
Krótka zwięzła odpowiedź wypowiedziana zwykłym głosem. Tyle wystarczyło, bym uświadomiła sobie, że tak naprawdę blondyn jest tako samo bezwzględny w masce czy bez. Prawdopodobnie te jego chwile łagodności były tylko elementami jakiejś jego gry.
Spuściłam głowę, wstydząc się własnej naiwności. Dlaczego tak łatwo mu się daję omotać?
–To okrutne – mruknęłam.
– Wiem.
Zapadła cisza. Spectra zdążył wstać, gdy postanowiłam zmienić nastrój napięcia, który zawisł w powietrzu.
– A tak z innej beczki czemu śpię u ciebie? –
spytałam, a on się zmieszał.
– Muszę mieć na ciebie oko. – powiedział w końcu.
– Rozumiem, że mam spać z tobą w jednym pokoju? – Popukałam się w czoło.
– Możliwe. – Uśmiechnął się pod nosem.
– Zboczeniec! – krzyknęłam i odsunęłam się gwałtownie na kraniec materaca, w rezultacie lądując na podłodze.
– Żyjesz? – spytał, wyciągając rękę..
– Ratunku! Spectra jest zboczeńcem! – zawyłam, uśmiechając
się wrednie.
– Cicho! – fuknął i próbował zasłonić mi usta.
Przerzuciłam go przez siebie i wpadłam do łazienki.
Nie było wanny tylko prysznic. Idealnie. Chwyciłam słuchawkę prysznicową i
wycelowałam w rozzłoszczonego i jednocześnie rozbawionego chłopaka.
– Nie ruszaj się, bo strzelę. – zagroziłam.
– Proszę bardzo. – ruszył do przodu.
Ze słuchawki wbrew moim oczekiwaniom nie poleciała
woda tylko jakieś żółte strumienie. Co to jest?! Już zepsułam prysznic?
Rzuciłam słuchawkę na ziemię, poślizgnęłam się i wraz ze pastą do zębów na
nogach wyleciałam z łazienki. Otoczyłam się kołdrą jak gąsienica i oczekiwałam
na natarcie. Keith jakoś ogarnął moje szkody i dostał ataku śmiechu na mój
widok. Wow. Widzieliście kiedyś śmiejącego się w najlepsze Spectrę, który
trzyma się oparcia łóżka, by nie upaść? Bo ja nie. Znów psuł mi się jego obraz bezwzględnego psychopaty. Stop, Jessie, musisz być silna!
Wstałam i zobaczyłam na prześcieradle i na kołdrze ślady pasty. Upsss. Gus wypierze. (spadaj na drzewo! dop. Gusa)
Wstałam i zobaczyłam na prześcieradle i na kołdrze ślady pasty. Upsss. Gus wypierze. (spadaj na drzewo! dop. Gusa)
Czułam się przez moment jak z Akane lub Wojownikami.
Niczym niezakłócona chwila beztroski. Szkoda tylko, że w każdym momencie może
się skończyć.
– Mistrzu! – do środka wparował Gus. Stanął jak wryty
na widok mojej osoby mokrej i całej w paście oraz Keitha pokładającego się ze
śmiechu.
– Czego, Gus? – blondyn w jednej sekundzie się
opanował.
– Wojownicy są na Vestalii. – poinformował go Grav.
– Doskonale. – uśmiechnął się Keith, a właściwie Spectra. – Gdzie dokładniej?
– Doskonale. – uśmiechnął się Keith, a właściwie Spectra. – Gdzie dokładniej?
– W zamku Klausa von Hercela.
Jeden z dawnych sprzymierzeńców Maskarada? Tylko co
on robi na Vestalii?
– Za niedługo wyruszamy. – zarządził Phantom. –
Przygotujcie się.
Wychodziłam, gdy Gus powiedział z wyrzutem:
– Mistrzu pralka jest już pełna! Jak ja mam to wyprać?!
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ja: Kocham moją wenę. *głaszcze kota* Mam nadzieję, że się podobało.
Jessie: *ogląda uważnie prysznic* Nawet prysznice mają tu jakieś dziwne.
Dan: To gdzie ty się tam kąpiesz?
Jessie: Mam zwykłą wannę ^^ *cała mokra*
Shadow: *zarzuca na dziewczynę koc* Przebierz się zanim zachorujesz.
Jessie: *podejrzliwy wzrok*
Dan: *niewinny uśmiech*
Jessie: Fludim pilnuj ich. *wychodzi*
Shadow: Mamy *patrzy w notatki* 4 propozycje nazw. Co z tym robimy?
Dan: Ankietę *.*
Keith: Spróbujcie a przejadę was moim statkiem
Dan: Spectra masz pastę na buzi :D
Keith: Słyszałeś, Kuso?
Dan: Tak ^^
Jessie: *wraca* O czym dyskutujemy?
Shadow&Hydron: Ogólnie to my się gniewamy na Angel.
Ja: *znad książki* He?
Shadow: Za mało mojej osoby!
Hydron: Jestem księciem, nie? I Jessica to moja narzeczona. Więc czemu mieszka z Phantomem?!
Ja: Niezbadane są wyroki losu *.* *uśmiecha się na widok miny Hydrona*
Hydron: A spadaj *bierze Jessie na ręce*
Runo: *uderza chłopaka patelnią* Spadaj!
Jessie: Dziękuje Runo ^^ *przytula dziewczynę i kopie Hydrona*
Hydron: -_- Mylene.
Mylene: *biegnie z batem*
Dan: A turlajcie się *wychodzi z Jessie i Runo*
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ja: Kocham moją wenę. *głaszcze kota* Mam nadzieję, że się podobało.
Jessie: *ogląda uważnie prysznic* Nawet prysznice mają tu jakieś dziwne.
Dan: To gdzie ty się tam kąpiesz?
Jessie: Mam zwykłą wannę ^^ *cała mokra*
Shadow: *zarzuca na dziewczynę koc* Przebierz się zanim zachorujesz.
Jessie: *podejrzliwy wzrok*
Dan: *niewinny uśmiech*
Jessie: Fludim pilnuj ich. *wychodzi*
Shadow: Mamy *patrzy w notatki* 4 propozycje nazw. Co z tym robimy?
Dan: Ankietę *.*
Keith: Spróbujcie a przejadę was moim statkiem
Dan: Spectra masz pastę na buzi :D
Keith: Słyszałeś, Kuso?
Dan: Tak ^^
Jessie: *wraca* O czym dyskutujemy?
Shadow&Hydron: Ogólnie to my się gniewamy na Angel.
Ja: *znad książki* He?
Shadow: Za mało mojej osoby!
Hydron: Jestem księciem, nie? I Jessica to moja narzeczona. Więc czemu mieszka z Phantomem?!
Ja: Niezbadane są wyroki losu *.* *uśmiecha się na widok miny Hydrona*
Hydron: A spadaj *bierze Jessie na ręce*
Runo: *uderza chłopaka patelnią* Spadaj!
Jessie: Dziękuje Runo ^^ *przytula dziewczynę i kopie Hydrona*
Hydron: -_- Mylene.
Mylene: *biegnie z batem*
Dan: A turlajcie się *wychodzi z Jessie i Runo*
Subskrybuj:
Posty (Atom)

