~Ten post miał być na walentynki, ale nie mogłam wytrzymać i dodałam go teraz xD Akcja dzieje się po zakończeniu 1 części.
Ostrzeżenie
Relacje między różnymi postaciami uległy zmianie. Ogólnie będzie Kessie *ale zaskoczenie*, więc się tam nie poduście itp. xD
Ps. Nie ma spoilerów. Można spokojnie czytać ^^
~~~~~~
– Przegrałaś! –
ucieszyła się Akane.
Z
niedowierzaniem popatrzyłam na nasze ręce. Ja pokazywałam kamień, a moja
przyjaciółka papier. Jęknęłam. Skoro Akane wygrała to...
– No, Jess to
czas się szykować. – zachichotała radośnie. Starałam się zamordować ją wzrokiem.
– Nie marudź, on będzie zachwycony.
– Czemu ja się w
ogóle zgadzałam? – westchnęłam.
– Bo cię uwiodłam moją nieprzeciętną urodą i przemową o szczęśliwym związku –
odparła Akane, po czym zaczęła grzebać w swojej przepastnej torbie.
Siadłam na łóżku
i padłam na miękką kołdrę. Pogratulowałam sobie w duchu tego zakładu.
Zapomniałam, że Akane to prawdziwy mistrz rozpraszania w czasie gry. Fludim
nawet nie odważył się pisnąć. Pewnie dlatego, że miałam minę mordercy.
– Ta-dam! –
Uniosłam głowę i myślałam, że jednak dziś moja przyjaciółka zginie. Akane
potrząsała szkolnym mundurkiem i opaską z kocimi uszami.
– Zamorduje cię,
przysięgam. – wycedziłam, biorąc kostium. Posłała mi promienny uśmiech, na
który pokazałam jej język i zamknęłam się w łazience.
Założyłam białą
koszulę, narzuciłam na nią czarno – fioletowy sweterek. Czarne zakolanówki i
ciemna spódniczka oraz botki wskoczyły na swoje miejsce. Poprawiłam włosy i
założyłam tą przeklętą opaskę z uszkami. Nagle mój wzrok padł na wannę. A może
tak by się utopić i nie przeżywać tego upokorzenia? Tak to bardzo dobry pomysł!
Już nachylałam się nad kranem, ale w tym samym momencie wbiła Akane.
– Nawet o tym nie myśl! – zawołała, odciągając mnie od wanny.
– Nawet o tym nie myśl! – zawołała, odciągając mnie od wanny.
– No weź! –
Wydęłam policzki. – Mam tak wyjść na ulicę?!
– W Japonii to
nic wielkiego. – powiedziała. – Jesteś taka uroczaa i niziutka. – Wyszczerzyła się.
– Odezwał się
metr siedemdziesiąt. – burknęłam i skrzyżowałam ręce na piersiach. – A może tak
zemdleje?
– Nie ma mowy.
Przegrałaś i teraz ładnie wypełnisz wyzwanie.
– Powiedz mi ty
jedno: czemu akurat takie zadanie? Co ja ci takiego zrobiłam? – jęknęłam.
– Nic, ale
stwierdziłam, że waszemu związkowi trzeba pomóc.
– Nie ma żadnego
związku! – oburzyłam się.
– Oczywiście. –
Pokiwała głową. – A ja jestem świętym Mikołajem.
– W sumie brzuch
pasuje.
– Ej!
Zaśmiałam się
triumfalnie, ale mina mi zrzedła, gdy doszłyśmy do teleportu stojącego w
korytarzu. Wzięłam głęboki wdech i wstukałam współrzędne. W myślach zaklinałam
teleport, by nie zadziałał, co mu się czasami zdarzało. Jednak wyjątkowo dziś
bez ociągania przeniósł nas na...Vestalię.
– Nie znoszę
cię. – mruknęłam do Akane.
– Też cię
kocham.
Wywróciłam
oczami, po czym wyprostowałam się i ruszyłam uliczkami, ignorując ciekawskie
spojrzenia mieszkańców. Z każdym krokiem moja pewność siebie topniała, a chęć
zwiania lub zemdlenia wzięła górę.
– Jessie? – Aż podskoczyłam, słysząc swoje imię. Gus patrzył zdumiony na mój strój. – Co ty wyrabiasz?
– Przegrałam
zakład z Akane. – powiedziałam ponuro.
Moja
przyjaciółka pomachała wesoło do Gusa. Dziwne to było trochę, bo zazwyczaj
Akane nie przepada za facetami. A tu proszę taka zmiana. Uśmiechnęłam się
porozumiewawczo.
– Zostawię was
sama, gołąbeczki. – oświadczyłam i pośpiesznie zwiałam od nich.
– Yyyy...Ja....ten...tego..no.... – bełkotał Gus.
– Jak mi tam nie
pójdziesz, to pożałujesz! – wrzasnęła Akane.
– Dobrze już
dobrze! – krzyknęłam i skierowałam się we właściwą stronę.
Stanęłam przed
dobrze znanym sobie wieżowcem. Modląc się, by był w mieszkaniu sam, otworzyłam
drzwi i poszłam do windy. Na całe szczęście nikt nie jechał ze mną. Zatrzymałam
się na siódmym piętrze. Przez chwilę rozważałam się opcję udawania, że go nie
zastałam, ale dałam sobie lekkiego liścia.
Ogarnij się,
Jessica! Byłaś w wymiarze zagłady, walczyłaś z Zenoheldem i przeżyłaś nie jedno
z tym gościem! To będzie kaszka z mleczkiem!
To dlaczego moje
nogi są jak z waty?!
Po czasie, który
mi wydawał się wiecznością, stanęłam przed drzwiami do mieszkania. Obok była
wmontowana mała klawiaturka. Niestety nie znałam hasła, więc musiałam użyć
domofonu. Wcisnęłam srebrny przycisk. Rozbrzmiał melodyjny dzwonek.
– Kto tam? –
spytał głos należący do Keitha.
Starając się
mówić normalnie, odparłam.
– To ja,
Jessica.
Drzwi rozsunęły
się. Przemogłam się i weszłam do środka. Mira nie wyskoczyła na przywitanie,
więc chyba jej nie ma. Tyle dobrze.
– Cześć, Jessie.
Co tak nagle przyszłaś....? – spytał, po czym zmierzył mnie wzrokiem i otworzył
lekko usta.
– Ja....no...przyszłam cię odwiedzić. – powiedziałam normalnym tonem. – Jak ci
idzie nowy projekt? – spytałam.
– Całkiem
nieźle. – Niby prowadził mnie do salonu, ale widziałam te jego ukradkowe
spojrzenia. – Czemu się tak ubrałaś? To na Ziemi zwykły strój?
– Nie! –
zaprzeczyłam błyskawicznie. – Przegrałam
zakład. – przyznałam, poprawiając spódniczkę.
– Aha. – bąknął.
Usiadłam na kanapie. – Dasz mi sekundę na przebranie się? – Wskazała na swój
podkoszulek poplamiony smarem.
– Jasne. –
powiedziałam, uśmiechając się słabo.
Kiedy zniknął,
odetchnęłam z ulgą. Nie było tak źle. Mogłam się tyle nie stresować. Co nie
zmienia faktu, że Akane zostanie zadźgana łyżeczką i przejechana pociągiem.
Kiwając się na
boki jak dziecko z chorobą sierocą, czekałam na jego powrót. Może ta
niezręczność przejdzie i pogadamy po ludzku?
Wrócił, gdy ja
rozważałam opcję zamordowania przyjaciółki i tego co zrobię z jej zwłokami.
Ubrany w zwykłą czarną koszulkę z nadrukiem, dresowe spodnie i trampki wyglądał
o wiele lepiej, niż wtedy kiedy był Spectro – Keithem.
– Może pójdziemy
na miasto? – zaproponował. – O ile wyjście w tym stroju ci nie przeszkadza. –
dodał szybko.
– Jasne, chętnie
się przejdę. – odparłam i zwlekłam się z kanapy.
Szliśmy
uliczkami, odprowadzani spojrzeniami niemal każdego. Westchnęłam z irytacją.
– Widziałaś to? –
spytał Keith. Uniosłam głowę.
W centrum miasta
postawiono nową fontannę, której każdy strumień mienił się innym kolorem. Dodatkowo co godzinę układały się w nowy kształt.
– Jakie to
ładne. – Podeszłam bliżej i podziwiałam pokaz wody, która formowała się w różne
kształty i mieszała barwy, tworząc tym samym nowe.
– Zgadzam się. –
Chłopak stanął koło mnie.
Oparłam się o
jego ramię jakby nigdy nic. Pachniała wodą kolońską i takim charakterystycznym
zapachem laboratorium. Nagle zobaczyłam błysk flesza. Odwróciłam głowę i
ujrzałam Akane z telefonem i wielkim bananem na twarzy.
Zrobiła nam
zdjęcie. Brew zaczęła mi drgać.
– AKANE! –
wydarłam się i pognałam w jej stronę.
Uciekała, chichocząc jak szatan. Miałam gdzieś, że wyglądam jak kobieta kot (no prawie) i
wrzeszczę na pół Vestalii. Moim jedynym celem było zdobycie telefonu i
usunięcie zdjęcia.
– Czemu się tak
wkurzasz? Przecież i tak wielu ludzi widziało was razem. – zauważył Fludim.
– Ale Akane
pokaże to każdemu! – jęknęłam. – A wtedy Ace i Dan mi nie popuszczą!
– Nie panikujesz
zbytnio?
– Zamknij się. –
warknęłam.
Bakugan zamilkł.
Akane zniknęła z moich oczu. Zatrzymałam się gwałtownie i niespodziewanie
potknęłam o krawężnik. Moje kolana zaliczyły bliskie spotkanie z chodnikiem.
Wstałam. Na prawym zrobiło mi się mała ranka, z której ciekła krew.
– Szlag –
mruknęłam.
– Nic ci nie
jest? – zawołał Keith, doganiając mnie.
– Nic. –
odparłam, otrzepując się z pyłu.
Spojrzał
zaniepokojony na moje kolano.
– A to?
– Przecież
odnosiłam dużo gorsze rany, Keith. – powiedziałam zaskoczona. – Nic mi nie
jest.
– Ale i tak trzeba to opatrzeć.
Zignorowałam
rumieniec na twarzy i zakryłam go kołnierzem swetra.
– Za kim tak
goniłaś? – zmienił temat, za co byłam mu wdzięczna.
– Za Akane.
– Czemu?
– Bo zrobiła nam
zdjęcie.
– No i?
Zmieszałam się.
Jak ja mam mu to wytłumaczyć?
– No
i...wiesz...wyglądaliśmy jak....jak... – słowo nie chciało mi przejść przez
gardło. – para. – dokończyłam. – I mam na sobie ten głupi strój! –
dodałam głośniej.
– Mi tam twój
ubiór podoba. – powiedział z zaczepnym uśmiechem. Spojrzałam na niego
oniemiała. – I twój rumieniec też. – Odsłonił moje delikatnie różowe policzki.
– Ja się wcale
nie rumienie! – zaprotestowałam, chociaż wiedziałam, że to głupie.
– Naprawdę? –
Nachylił się jeszcze bardziej. Czułam na skórze jego ciepły oddech. Przysunął
usta do mojego ucha. – A to co? – Dotknął palcem gorącej skóry policzka.
– Istnieje coś
takiego jak przestrzeń osobista, wiesz? – fuknęłam, trzepiąc go w ramię.
– Wiem. –
zaśmiał się bezczelnie. – Ale mnie to nie obchodzi.
Zaczęłam
rozważać czy mu coś zrobić, Keith jednak zdecydował za mnie. Objął mnie w pasie
i przyciągnął jeszcze bliżej. Praktycznie stykaliśmy się nosami. Uśmiechnął się
cwaniacko.
– I co teraz,
Jessico? – droczył się. – Przekroczyłem granice twojej przestrzeni?
Zarzuciłam mu
ręce na szyi i spojrzałam prosto w oczy.
– Przysięgam,
jak tylko się ogarnę, to coś ci zrobię, Keithie Fermin – wycedziłam.
– Już się boję. –
Pocałował mnie w czoło. – Matko, ale ty jesteś ciepła.
– Dzięki za
komplement. – wymamrotałam.
– Chcesz komplement?
Proszę bardzo. Wyglądasz w tym stroju uroczo. Chyba poproszę Akane, by częściej
z tobą wygrywała. – powiedział, bawiąc się kocimi uszkami.
– Spróbuj, a
własnoręcznie zniszczę ci mieszkanie. – zagroziłam.
Zaśmiał się
krótko, po czym uciszył mnie pocałunkiem. Staliśmy tak dłuższą chwilę, zanim
oderwaliśmy się od siebie.
– A teraz dasz
sobie ładnie opatrzyć kolano, bo inaczej zrobię ci zdjęcie i wyśle do
internetu.
– Szantażysta!
Koniec *.*
Ja: *wielki banan na twarzy* Podobało się? ^^
Keith&Jessie: *jak jeden mąż idą z nożami*
Ja: Bo tej dwójce już mniej >.>
Shadow: Nie wyprzedzasz wydarzeń?
Ja: Myślisz, że czytelnicy shippują inny związek? O.o *przestrach* Jak tak to bardzo przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać xD
Dan: Jess~~
Jessie: Nie teraz...
















