środa, 24 sierpnia 2016

One shot#1 : Wyzwanie dla Jessie

~Ten post miał być na walentynki, ale nie mogłam wytrzymać i dodałam go teraz xD Akcja dzieje się po zakończeniu 1 części.
Ostrzeżenie
Relacje między różnymi postaciami uległy zmianie. Ogólnie będzie Kessie *ale zaskoczenie*, więc się tam nie poduście itp. xD
Ps. Nie ma spoilerów. Można spokojnie czytać ^^
~~~~~~
– Przegrałaś! – ucieszyła się Akane.
   Z niedowierzaniem popatrzyłam na nasze ręce. Ja pokazywałam kamień, a moja przyjaciółka papier. Jęknęłam. Skoro Akane wygrała to...
 No, Jess to czas się szykować. – zachichotała radośnie. Starałam się zamordować ją wzrokiem. – Nie marudź, on będzie zachwycony.
 Czemu ja się w ogóle zgadzałam? – westchnęłam.
 Bo cię uwiodłam moją nieprzeciętną urodą i przemową o szczęśliwym związku – odparła Akane, po czym zaczęła grzebać w swojej przepastnej torbie.
   Siadłam na łóżku i padłam na miękką kołdrę. Pogratulowałam sobie w duchu tego zakładu. Zapomniałam, że Akane to prawdziwy mistrz rozpraszania w czasie gry. Fludim nawet nie odważył się pisnąć. Pewnie dlatego, że miałam minę mordercy.
 Ta-dam! – Uniosłam głowę i myślałam, że jednak dziś moja przyjaciółka zginie. Akane potrząsała szkolnym mundurkiem i opaską z kocimi uszami.
– Zamorduje cię, przysięgam. – wycedziłam, biorąc kostium. Posłała mi promienny uśmiech, na który pokazałam jej język i zamknęłam się w łazience.
   Założyłam białą koszulę, narzuciłam na nią czarno – fioletowy sweterek. Czarne zakolanówki i ciemna spódniczka oraz botki wskoczyły na swoje miejsce. Poprawiłam włosy i założyłam tą przeklętą opaskę z uszkami. Nagle mój wzrok padł na wannę. A może tak by się utopić i nie przeżywać tego upokorzenia? Tak to bardzo dobry pomysł! Już nachylałam się nad kranem, ale w tym samym momencie wbiła Akane.
– Nawet o tym nie myśl! – zawołała, odciągając mnie od wanny.
 No weź! – Wydęłam policzki. – Mam tak wyjść na ulicę?!
 W Japonii to nic wielkiego. – powiedziała. – Jesteś taka uroczaa i niziutka. – Wyszczerzyła się.
– Odezwał się metr siedemdziesiąt. – burknęłam i skrzyżowałam ręce na piersiach. – A może tak zemdleje?
 Nie ma mowy. Przegrałaś i teraz ładnie wypełnisz wyzwanie.
 Powiedz mi ty jedno: czemu akurat takie zadanie? Co ja ci takiego zrobiłam? – jęknęłam.
 Nic, ale stwierdziłam, że waszemu związkowi trzeba pomóc.
 Nie ma żadnego związku! – oburzyłam się.
 Oczywiście. – Pokiwała głową. – A ja jestem świętym Mikołajem.
 W sumie brzuch pasuje.
 Ej!
    Zaśmiałam się triumfalnie, ale mina mi zrzedła, gdy doszłyśmy do teleportu stojącego w korytarzu. Wzięłam głęboki wdech i wstukałam współrzędne. W myślach zaklinałam teleport, by nie zadziałał, co mu się czasami zdarzało. Jednak wyjątkowo dziś bez ociągania przeniósł nas na...Vestalię.
– Nie znoszę cię. – mruknęłam do Akane.
– Też cię kocham.
   Wywróciłam oczami, po czym wyprostowałam się i ruszyłam uliczkami, ignorując ciekawskie spojrzenia mieszkańców. Z każdym krokiem moja pewność siebie topniała, a chęć zwiania lub zemdlenia wzięła górę.
 Jessie? – Aż podskoczyłam, słysząc swoje imię. Gus patrzył zdumiony na mój strój. – Co ty wyrabiasz?
 Przegrałam zakład z Akane. – powiedziałam ponuro.
   Moja przyjaciółka pomachała wesoło do Gusa. Dziwne to było trochę, bo zazwyczaj Akane nie przepada za facetami. A tu proszę taka zmiana. Uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
 Zostawię was sama, gołąbeczki. – oświadczyłam i pośpiesznie zwiałam od nich.
 Yyyy...Ja....ten...tego..no.... – bełkotał Gus.
– Jak mi tam nie pójdziesz, to pożałujesz! – wrzasnęła Akane.
–  Dobrze już dobrze! – krzyknęłam i skierowałam się we właściwą stronę.
   Stanęłam przed dobrze znanym sobie wieżowcem. Modląc się, by był w mieszkaniu sam, otworzyłam drzwi i poszłam do windy. Na całe szczęście nikt nie jechał ze mną. Zatrzymałam się na siódmym piętrze. Przez chwilę rozważałam się opcję udawania, że go nie zastałam, ale dałam sobie lekkiego liścia.
   Ogarnij się, Jessica! Byłaś w wymiarze zagłady, walczyłaś z Zenoheldem i przeżyłaś nie jedno z tym gościem! To będzie kaszka z mleczkiem!
   To dlaczego moje nogi są jak z waty?!
   Po czasie, który mi wydawał się wiecznością, stanęłam przed drzwiami do mieszkania. Obok była wmontowana mała klawiaturka. Niestety nie znałam hasła, więc musiałam użyć domofonu. Wcisnęłam srebrny przycisk. Rozbrzmiał melodyjny dzwonek.
 Kto tam? – spytał głos należący do Keitha.
   Starając się mówić normalnie, odparłam.
 To ja, Jessica.
   Drzwi rozsunęły się. Przemogłam się i weszłam do środka. Mira nie wyskoczyła na przywitanie, więc chyba jej nie ma. Tyle dobrze.
 Cześć, Jessie. Co tak nagle przyszłaś....? – spytał, po czym zmierzył mnie wzrokiem i otworzył lekko usta.
 Ja....no...przyszłam cię odwiedzić. – powiedziałam normalnym tonem. – Jak ci idzie nowy projekt? – spytałam.
 Całkiem nieźle. – Niby prowadził mnie do salonu, ale widziałam te jego ukradkowe spojrzenia. – Czemu się tak ubrałaś? To na Ziemi zwykły strój?
 Nie! – zaprzeczyłam błyskawicznie. –  Przegrałam zakład. – przyznałam, poprawiając spódniczkę.
 Aha. – bąknął. Usiadłam na kanapie. – Dasz mi sekundę na przebranie się? – Wskazała na swój podkoszulek poplamiony smarem.
 Jasne. – powiedziałam, uśmiechając się słabo.
   Kiedy zniknął, odetchnęłam z ulgą. Nie było tak źle. Mogłam się tyle nie stresować. Co nie zmienia faktu, że Akane zostanie zadźgana łyżeczką i przejechana pociągiem.
   Kiwając się na boki jak dziecko z chorobą sierocą, czekałam na jego powrót. Może ta niezręczność przejdzie i pogadamy po ludzku?
   Wrócił, gdy ja rozważałam opcję zamordowania przyjaciółki i tego co zrobię z jej zwłokami. Ubrany w zwykłą czarną koszulkę z nadrukiem, dresowe spodnie i trampki wyglądał o wiele lepiej, niż wtedy kiedy był Spectro – Keithem.
 Może pójdziemy na miasto? – zaproponował. – O ile wyjście w tym stroju ci nie przeszkadza. – dodał szybko.
 Jasne, chętnie się przejdę. – odparłam i zwlekłam się z kanapy.
   Szliśmy uliczkami, odprowadzani spojrzeniami niemal każdego. Westchnęłam z irytacją.
– Widziałaś to? – spytał Keith. Uniosłam głowę.
   W centrum miasta postawiono nową fontannę, której każdy strumień mienił się innym kolorem. Dodatkowo co godzinę układały się w nowy kształt. 
 Jakie to ładne. – Podeszłam bliżej i podziwiałam pokaz wody, która formowała się w różne kształty i mieszała barwy, tworząc tym samym nowe.
– Zgadzam się. – Chłopak stanął koło mnie.
   Oparłam się o jego ramię jakby nigdy nic. Pachniała wodą kolońską i takim charakterystycznym zapachem laboratorium. Nagle zobaczyłam błysk flesza. Odwróciłam głowę i ujrzałam Akane z telefonem i wielkim bananem na twarzy.
Zrobiła nam zdjęcie. Brew zaczęła mi drgać.
 AKANE! – wydarłam się i pognałam w jej stronę.
   Uciekała, chichocząc jak szatan. Miałam gdzieś, że wyglądam jak kobieta kot (no prawie) i wrzeszczę na pół Vestalii. Moim jedynym celem było zdobycie telefonu i usunięcie zdjęcia.
 Czemu się tak wkurzasz? Przecież i tak wielu ludzi widziało was razem. – zauważył Fludim.
 Ale Akane pokaże to każdemu! – jęknęłam. – A wtedy Ace i Dan mi nie popuszczą!
 Nie panikujesz zbytnio?
– Zamknij się. – warknęłam.
   Bakugan zamilkł. Akane zniknęła z moich oczu. Zatrzymałam się gwałtownie i niespodziewanie potknęłam o krawężnik. Moje kolana zaliczyły bliskie spotkanie z chodnikiem. Wstałam. Na prawym zrobiło mi się mała ranka, z której ciekła krew.
– Szlag – mruknęłam.
 Nic ci nie jest? – zawołał Keith, doganiając mnie.
 Nic. – odparłam, otrzepując się z pyłu.
   Spojrzał zaniepokojony na moje kolano.
 A to?
 Przecież odnosiłam dużo gorsze rany, Keith. – powiedziałam zaskoczona. – Nic mi nie jest.
 Ale i tak trzeba to opatrzeć.
   Zignorowałam rumieniec na twarzy i zakryłam go kołnierzem swetra.
 Za kim tak goniłaś? – zmienił temat, za co byłam mu wdzięczna.
 Za Akane.
– Czemu?
 Bo zrobiła nam zdjęcie.
 No i?
   Zmieszałam się. Jak ja mam mu to wytłumaczyć?
– No i...wiesz...wyglądaliśmy jak....jak...  słowo nie chciało mi przejść przez gardło. – para. – dokończyłam. – I mam na sobie ten głupi strój! – dodałam głośniej.
 Mi tam twój ubiór podoba. – powiedział z zaczepnym uśmiechem. Spojrzałam na niego oniemiała. – I twój rumieniec też. – Odsłonił moje delikatnie różowe policzki.
– Ja się wcale nie rumienie! – zaprotestowałam, chociaż wiedziałam, że to głupie.
 Naprawdę? – Nachylił się jeszcze bardziej. Czułam na skórze jego ciepły oddech. Przysunął usta do mojego ucha. – A to co? – Dotknął palcem gorącej skóry policzka.
 Istnieje coś takiego jak przestrzeń osobista, wiesz? – fuknęłam, trzepiąc go w ramię.
 Wiem. – zaśmiał się bezczelnie. – Ale mnie to nie obchodzi.
   Zaczęłam rozważać czy mu coś zrobić, Keith jednak zdecydował za mnie. Objął mnie w pasie i przyciągnął jeszcze bliżej. Praktycznie stykaliśmy się nosami. Uśmiechnął się cwaniacko.
 I co teraz, Jessico? – droczył się. – Przekroczyłem granice twojej przestrzeni?
   Zarzuciłam mu ręce na szyi i spojrzałam prosto w oczy.
 Przysięgam, jak tylko się ogarnę, to coś ci zrobię, Keithie Fermin – wycedziłam.
 Już się boję. – Pocałował mnie w czoło. – Matko, ale ty jesteś ciepła.
 Dzięki za komplement. – wymamrotałam.
 Chcesz komplement? Proszę bardzo. Wyglądasz w tym stroju uroczo. Chyba poproszę Akane, by częściej z tobą wygrywała. – powiedział, bawiąc się kocimi uszkami.
 Spróbuj, a własnoręcznie zniszczę ci mieszkanie. – zagroziłam.
   Zaśmiał się krótko, po czym uciszył mnie pocałunkiem. Staliśmy tak dłuższą chwilę, zanim oderwaliśmy się od siebie.
 A teraz dasz sobie ładnie opatrzyć kolano, bo inaczej zrobię ci zdjęcie i wyśle do internetu.
 Szantażysta!

Koniec *.*

Ja: *wielki banan na twarzy* Podobało się? ^^
Keith&Jessie: *jak jeden mąż idą z nożami*
Ja: Bo tej dwójce już mniej >.>
Shadow: Nie wyprzedzasz wydarzeń?
Ja: Myślisz, że czytelnicy shippują inny związek? O.o *przestrach* Jak tak to bardzo przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać xD
Dan: Jess~~
Jessie: Nie teraz...

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rozdział 31: Zobaczymy, kto wygra tę grę!

   Reiko, kim ty tak naprawdę jesteś?
   Ta myśl nadeszła znikąd i nie chciała zniknąć. Co z tego, że czołgałam się wentylacją z Danem. Co z tego, że szukała nas armia i Vexosi. Co z tego, że zgubiliśmy Mirę. To wszystko było nieważne, wobec problemu kim jest moja praprapraprababka!
   Niby mnie często ratowała i pomagała, ale z drugiej strony nie pozwalała znaleźć ostatniego fragmentu, nie pomogła mojemu bratu oraz bała się Spectry.
   Dlaczego?
   Czemu przez te wszystkie lata nie czułam jej obecności?
   Jak tak teraz na to patrzę, to zaufałam kompletnie nieznanej sobie, która jest duchem. Poprawka: chyba jest duchem . Podsumowując: wyszłam na naiwniaka.
– Jess, wentylacja nam się kończy. Będziemy musieli wyskoczyć przez to okienko. – powiedział Dan.
   Spojrzałam na niego zamroczona, analizując jego słowa, po czym skinęłam głową. Wylądowaliśmy na posadzce tuż koło windy. Kuso rzecz jasna ucieszył się, że nie będziemy biegać i przywołał ją. Ja tymczasem rozglądałam się, szukając strażników. Pusto i cicho. Podejrzane.
 Jess, chodź....AAAAA!
   Spanikowana rzuciłam się na ratunek Danowi, przez co zderzyłam się z czymś rudym i wylądowałam na podłodze.
– Mira?! – Wytrzeszczyłam oczy. Liderka nie zwróciła na mnie uwagi, bo była zbyt zajęta darciem się na Dana, który próbował ją uspokoić. Dostał w łeb (aż mi się Runo przypomniała) i wrzasnął pełen oburzenia.
 Nie bij mnie!
 Próbuje ci wybić te głupoty z głowy! Mówiłam, że biegniemy w prawo, bo tam pobiegła Jessie, ale nieee! Wielki Dan Kuso wie lepiej! – wycedziła wściekła Mira. – O, Jess! Jak dobrze, że nic ci nie jest. – zwróciła się do mnie z miłym uśmiechem.
   Szatyn dalej się darł, ale nasze mordercze spojrzenia skutecznie go uciszyły.
 Jeśli za chwilę przybiegnie tu armia, to ty Dan pójdziesz jako pierwsza ofiara, zrozumiałeś? – spytała liderka z żelaznym spokojem.
 T-tak. – mruknął Kuso. – To jedziemy tą windą? – wskazał na wciąż otwarte drzwi.
   Władowaliśmy się i wcisnęliśmy guzik z liczbą dwanaście czyli najwyższe piętro. Podczas jazdy nie leciała żadna relaksująca muzyczka! Widzę, że mają poważne cięcia w budżecie. Stukając butem o metalową ścianę, zastanawiałam się, gdzie reszta. Już chciałam o to spytać Mirę, kiedy gwałtownie nami szarpnęło i skończyłam na Danie.
 Ciężka jesteś. – jęknął, szczerząc się.
 Super, cieszę się niezmiernie. – mruknęłam z ironią i też zaczęłam suszyć zęby.
   Winda zaczęła pooowoli ruszać do góry, ale ciągle mrugało w niej czerwone światło. Pozbieraliśmy się z podłogi. Tylko, że ten geniusz Dan oparł się łokciem o guzik alarmujący i winda znów się zatrzymała. Wtedy obydwie z Mirą nie wytrzymałyśmy.
 KUSOOOOOOOOOOOO!
– Ratuj się, kto mooooże! Jess  i Mira dostały szału! – Szatyn zwiał przez otwarte drzwi windy, a my podążyłyśmy za nim.
   Biegliśmy tak dobry kawał, aż dostałyśmy zadyszki i dałyśmy spokój chłopakowi. Uznałam, że przysiądę na jakiejś zabytkowej komodzie z ciemnego drewna. Tak też zrobiłam, ale mebel zdradziecki pod wpływem ciężaru poleciał do przodu, a ja z nim. Zeskoczyłam z niego. Z szuflad wysypały się różne rzeczy. Głównie biżuteria, jakieś spinki i śliniaczek.
– To pewnie Hydrona. – uznał Dan, unosząc biały kawałek materiału.
   Dostałam ataku śmiechu, gdy wyobraziłam sobie księciunia w tym czymś na szyi. Mira i Kuso poszli w moje ślady.
 To też pewnie jego. – wykrztusiłam, podnosząc sznur pereł.
 Jaki ładny. – zachwyciła się Mira.
   Zaczęłam podnosić resztki biżuterii. Moją uwagę przyciągnęła srebra spinka z niebieskim kryształem w kształcie kwiatu. Wczepiłam ją sobie we włosy.
 Do twarzy ci. – oświadczyła Mira.
 Dzięki. – Chciałam przejrzeć, ale nie miałam w czym.
 Super, że Jess pasuje, ale nie przyszliśmy tu się bawić w ubieranki tylko walczyć z Vexosami! – krzyknął zniecierpliwiony Dan.
   Przewróciłyśmy oczami i ruszyłyśmy dalej, zostawiając bajzel za plecami. Nagle dostrzegłam Reiko, która z niedowierzaniem wpatrywała się w spinkę. Gwałtownie się zatrzymałam.
– Zaraz was dogonię! – krzyknęłam do pozostałej dwójki. – Znam ten pałac! – skłamałam.
   Pokiwali głowami i zniknęli za zakrętem. Zostałam sama z Reiko. Kobieta opuszkami palców dotknęła spinki. Jej oczy przypominały dwie szklane kulki gotowe w każdej chwili pęknąć. Nie czekałam za długo. Wybuchnęła płaczem i osunęła się na kolana.
 Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? – powtarzała w kółko.
   Przyklękłam przy niej.
 Reiko do kogo to należy? – spytałam łagodnie, głaszcząc ją po głowie.
   Nie zwróciła na to uwagi.
 Gdyby ja tylko wtedy siedziała cicho...Oh, czemu nawet po śmierci muszę cierpieć? – krzyknęła z wyrzutem, po czym znów zaczęła płakać. – Przepraszam...Melody.
   Chwyciłam ją za ramiona i mocno potrząsnęłam. Trochę mnie to zdziwiło, że mogę dotykać ducha, ale w końcu ona mogła dotykać mnie. Spojrzała na mnie zamglonym wzrokiem.
– Jessica...? – wyszeptała. – Co ty tu...
– Reiko, skąd znasz Melody? – przerwałam jej. Spuściła głowę. – Proszę, powiedz mi! Nie mam czasu.
 Nie mogę. – powiedziała stanowczo. – Nie mogę, nie mogę, nie mogę! Gdyby to zrobiła to...  urwała nagle i podniosła głowę. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. – I tak już za wiele wiesz.
   Pokręciłam głową.
 Nic nie rozumiem, Reiko. Kim ty jesteś? Kim jest Melody, Cassandra? O co w tym wszystkim chodzi? – zasypałam ją pytaniami.
 Powiem ci tylko jedną rzecz i lepiej żebyś ją zapamiętała. – odparła. Wbiłam w nią dziki wzrok. – Nic nie dzieje się bez powodu. – po tych słowach, uśmiechnęła się łagodnie i znów dotknęła spinki. – Gdyby tylko mogła coś zrobić. – szepnęła.
   Nim zdążyłam mrugnąć, rozpłynęła się w powietrzu. Ręce opadły mi na kolana. Nic się nie dzieje bez powodu, he? Czyli moje przybycie tu jest dyktowane przez przeznaczenie. No rzeczywiście bardzo mi pomogłaś, praprapraprababko!
   Wstałam z klęczek i ruszyłam dalej. Przydałoby się dogonić Mirę i Dana.
   Bum!
   Korytarz się zatrząsł. Wyjrzałam przez okno i ujrzałam Gusa, który walczył z Zenoheldem. Zdumiona do granic możliwości, otworzyłam okno i wyszłam na platformę. Nie zwrócili na mnie uwagi, więc dyskretnie stanęłam przy ścianie.
 Zapłacisz za zniewagę, mistrza Spectry! – krzyknął Grav.
   Ani trochę mnie nie zaskoczył tymi słowami. Ten idiota dałby się pociąć dla tego maszkarona. Swoją drogą...gdzie on jest? Zwiał z podkulonym ogonem? Niee, w to nie uwierzę. Pewnie czeka na moment, by wejść jako „super wybawca, przed którym padajcie na kolana, bo dostaniecie w łeb”.
 Jesteś głupi, dzieciaku! Mimo takiego talentu zginiesz w obronie honoru swojego durnego mistrza! – zaśmiał się Zenoheld, używając następnej karty.
   W stronę Vulcana poleciała wiązka czerwonego światła, która powaliła go na kolana. Dziadyga powciskała kilka rzeczy w gantlecie, przez co Farbross zmienił wygląd, a król wlazł do środka bakugana. Stwierdziłam, że powinnam iść, bo jak mnie teraz zobaczy, to mogę zacząć pisać testament.
   Już stawiałam stopę na korytarzu, gdy usłyszałam wrzask Gusa.
 Przepraszam, mistrzu Spectra!
   Odwróciłam się. Vulcan i Grav zostali pochłonięci przez szkarłatne światło. Huknęło. Wzbiła się chmura dymu.
   Gus...umarł?
   Zszokowana stałam w miejscu. Dobra, nigdy nie przepadałam za tym gostkiem, ale Zenoheld go zabił.
   Ta dziadyga kogoś zabiła.
   I chce zabić mnie.
   Zacisnęłam pięści? Ach, tak?! Zobaczymy, kto wygra tę grę!
   W tym momencie przypomniałam sobie słowa Reiko. Vexosi oszukują, to pułapka. Nie powiedziałam tego Danowi i Mirze! W duchu dałam sobie plaskacza. Jak szalona popędziłam, na poszukiwania kogokolwiek.
   Są! Dostrzegłam ich na dachu! Uradowana już miałam tam wpaść i im wszystko powiedzieć, gdy ktoś pociągnął mnie w tył. Zawisłam kilka centymetrów nad ziemią.
 Puszczaj! – warknęłam zirytowana.
– Nigdzie się stąd nie ruszysz. – to był głos Volta.
   Dołączyli do niego Mylene, Lync i Shadow.
 Nie pozwolimy ci włączyć się do bitwy. – oświadczyła Vexoska.
 Pobawisz się z nami! – zarechotał Shadow.
   Zaczęłam się mocniej wierzgać, ale Luster wzmocnił uścisk i nic sobie nie robił z moich kopniaków.
 Nie próbuj. – rzuciła chłodno Mylene. – Została jedna energia domeny. – uśmiechnęła się złowrogo. – To wasz koniec.
   Spuściłam głowę, gdy zobaczyłam jak naprzeciwko Miry i Dana staje Hydron z gantletem. Vexosi zaśmiali się zwycięsko.
   Spóźniłam się.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Ja: Hej, hop! Wróciłam z gór :D I tak ich dalej nie znoszę, ale było zarąbiście ^^
Jessie: Sami się bawiliśmy :D
Shadow: *z kloszem na głowie* Oślepłem!
Ja: *wzdycha* Widzę właśnie....Rozdział dość krótki jak na mnie, ale akcja jest xD
Jessie: Ale dopasowany gif >.>
Ja: Nie czepiaj się.
Shadow: ooo Spectruś od dwóch rozdziałów cię nie ma.
Spectra: Spieprzaj do swojej piwnicy, wampirze.
Shadow: Ostro.
Jessie: Ktoś tu jest nie w sosie.
Dan: Przykro.
Akane: Bardzo.
Ja: Akane, ciebie nawet w akcji dalej nie ma xD
Akane: Aj tam *żuje gumę, patrząc na Spectrę* Ile ty ptaków oskubałeś, żeby mieć to futro?
Spectra: *wkurw* Widać, że twoja kumpela. Jessica.
Jessie: Yhyhyhy ^^
Ja: *podziwia swoje nowe skarpetki z anime i czyta mangę* Nie zabijcie się.
Shadow: Pomoże ktoś?
Ekipa: Nie.
Hydron: *skulony w kącie*
Lync: A jemu co?
Ja: Właśnie?
Jessie: Siostra, ogień, zły Keith i te sprawy.
Shadow: uuu Kessie widzę działa poza kurtyną.
Keith: Za chwilę będziesz wisiał poza kurtyną -.-
Shadow: Grozi mi! On m grozi! Angel!
Ja: Dalej go uwielbiam.
Kync: My z nią kiedyś zginiemy.
Ja: *wyszczerz* Kończymy na dziś ^^

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział 30: Kiedy dziecko pecha idzie walczyć z Vexosami

   W trakcie szaleńczego biegu korytarzami pałacu tak się zastanawiałam, czy ja kiedykolwiek wypełniłam jakąś misję bez robienie chaosu i wywracania wszystkiego do góry nogami. Odpowiedź brzmiała: nie.
– Skręcamy! – krzyknęła Mira, złapała mnie za nadgarstek, co bym się znów nie zgubiła i pobiegliśmy dalej.
 P-padam! – wydyszał Dan, nieco zwalniając.
 Nie marudź, tylko biegnij! – rozkazał liderka.
   Na widok umęczonej miny szatyna parsknęłam śmiechem, który szybko się urwał, gdy zobaczyłam, jaka armia nas ściga.
– Jak się nie pośpieszysz Dan, to zrobią z nas szaszłyki! – wrzasnęłam i wskazałam na ich broń.
 Nie mów o jedzeniu! – jęknął z wyrzutem.
   Razem z Mirą przewróciłyśmy oczami. Wypadliśmy na rozwidlenie. No pięknie. Ruda uznała, że pobiegniemy w prawo, Dan że w lewo, a ja od tego wszystkiego zgłupiałam i pobiegłam w prawo. A zgadnijcie, gdzie popędzili oni? W lewo, oczywiście! Kiedy zauważyłam ich brak, zatrzymałam się  gwałtownie, aż uderzyłam nosem w posadzkę.
 Zajebiście. – warknęłam, pozbierałam się i zawróciłam.
   Drogę jednak zagrodziły mi drzwi, które nie wiadomo skąd się pojawiły. Uniosłam kilka stolików, które stały koło mnie i cisnęłam nimi w przeszkodę. Na szczęście jakieś stalowe one nie były i zrobiła się dziura. Zadowolona wyszłam na rozwidlenie. Mina mi zrzedła na widok tysięcy włóczni wycelowanych we mnie.
 To są jakieś żarty! Ja się tak nie bawię! – wrzasnęłam, cisnęłam w armię kilkoma obrazami wiszącymi na ścianach i zawróciłam.
   Gonili mnie przez jakiś czas, ale byłam od niech szybsza i zdołałam uciec. Biegłam kompletnie na oślep, więc gdy wpadłam na balkon, nie byłam zaskoczona. Tupot stóp ucichł. Oparłam się o barierkę i zaczęłam szybko łapać powietrze.
 Nienawidzę mojego farta, - mruknęłam, patrząc z niechęcią na wszechobecny kosmos.
 Ja też. – przyznał Fludim.
 A mi się tam podoba. – usłyszałam głos za plecami. Odwróciłam się gotowa do walki. Okazało się, że to Lync.
 Czego chcesz? – warknęłam.
 Wiesz, jesteś na naszym terytorium. – powiedział, uśmiechając się złośliwie. – Król ma z tobą rachunki do wyrównania.
   Fajne określenie na: ma ochotę cię zabić. Ma chłopak prawdziwy talent.
– A ty naiwniaku myślisz, że tak po prostu z tobą pójdę? – spytałam z drwiną. – Pomarz sobie.
 Nie masz wyjścia. – Założył gantlet.
   Przypomniałam sobie o Elico. Cholera, muszę go poszukać. Nie mam czasu na zabawy z gościem chodzącym w piżamie w słoniki! Nim chłopak zrozumiał, co chcę zrobić, oberwał  wazonem w łeb i padł na ziemię. Przeskoczyłam nad nim i ruszyłam na przód. Jednak jego ręką zacisnęła się na mojej kostce. Straciłam równowagę i też skończyłam na podłodze.    Volan wyciągnął metalową pałkę, wcisnął przycisk i wysunęły się dwa białe okręgi, po których biegały iskry. Nie powiem, nieprzyjemnie mi się zrobiło na ich widok. Zamachnął się. Zasłoniłam się jakimś obrazem i kopnęłam na oślep. Po jego syku wiedziałam, że trafiłam. Poluźnił uścisk, dzięki czemu wyszarpnęłam się, dowaliłam mu obrazem (tym razem padł na dłuuuższy okres czasu) i wreszcie mogłam wrócić do misji.
   Laboratorium powinno być gdzieś tutaj. W sumie szłam na instynkt, ale trafiłam dobrze. Naukowcy pod wodzą gostka, który przeprowadzał ze mną wywiad, wpisywali coś w komputerach i analizowali strumień DNA.  Ten gościu. On jest ojcem Miry i Keith, z tego co powiedział mi Dan. Cicho wśliznęłam się do środka. Spostrzegłam biały kitel i okulary ochronne. Niewiele myśląc, ubrałam je i wmieszałam się w tłum naukowców. Nie zwracano na mnie za dużej uwagi, bo wszyscy byli pochłonięci robotą.
– Ej ty! – profesor Clay, wskazał na mnie. Podeszłam do niego i modliłam się w duchu, by nie poznał, kim jestem.
   Jednak on był zbyt zajęty swoją pracą. Nawet na mnie nie spojrzał, tylko wcisnął jakieś papiery.
 Przeanalizuj mi to i prędko zdaj raport. – rozkazał.
   Skinęłam głową, maskując wredny uśmiech. Znów wmieszałam się w tłum, wsadziłam papiery do kieszeni i rozglądałam po laboratorium. Na półkach były ułożone różne fiolki wypełnione płynami, kilka mechanicznych bakuganów pływało zamkniętych w szklanych tubach. Podeszłam bliżej ich i szukałam Elico. Znalazłam go na szarym końcu. Przeanalizowałam szybko sytuację. Jak wyjdę z tą tubą poza pomieszczenie, od razu mnie zatrzymają. Czyli trzeba to zrobić inaczej. Jak? Na spontana.
   Dźwięk tłuczonego szkła zaalarmował wszystkich naukowców, więc kawałkami tuby porozbijałam jeszcze wiele fiolek i tub. Moja moc robiła się coraz bardziej użyteczna. Kilku pracowników pośliznęło się na mokrej posadzce, inni oberwali kawałkami szkła. Wycofałam się i po chwili pędziłam kolejnym nieznanym sobie korytarzem, ściskając Elico w palcach. Zatrzymałam się, gdy byłam już pewna, że mnie nie gonią.
 Sorki, że tyle czekałaś. – powiedziałam.
   Bakugan rozwinął się i spojrzał na mnie zdziwiony.
 Naprawdę po mnie przyszłaś. – wydukał.
 Oczywiście! W końcu nie po to cię ratowałam, nie?
   Elico nic nie odpowiedział. Ciągle był w szoku. Vexosi nigdy nie traktowali bakuganów jak przyjaciół tylko jak broń. Uśmiechnęłam się ciepło i schowałam go do kieszeni,
 Odpocznij sobie.
 Dziękuje.
   Na korytarzu rozległy się powolne, drwiące oklaski. Nawet nie musiałam się odwracać, by wiedzieć kto to. Stukot obcasów o posadzkę upewnił mnie. To Mylene.
– Czego chcesz? – spytałam, obrzucając ją chłodnym spojrzeniem.
– Zemścić się na małej, wrednej dziewuszce. – wycedziła. Nie miała bata.
– Mówisz o sobie? – Wyszczerzyłam się, cofając się o krok i szukając jakieś broni, bo coś nie wierzę, że ona tu przyszła bez niczego.
– Bardzo śmieszne, dziewczynko. – rzuciła oschłym tonem i zatrzymała się.
 Chcesz ze mną walczyć i znów przegrać?
   W odpowiedzi uśmiechnęła się tajemniczo i pokiwała głową. Podłoga pod moimi stopami zapadła się. W ostatniej sekundzie zdołałam się złapać krawędzi i zawisnąć w niekończącej się ciemności.
 Uparta jesteś. – stwierdziła niechętnie.
 I jakimś dziwnym trafem wszystkich to irytuje. – dodałam i próbowałam się wciągnąć.
   Nadepnęła mi na dłoń i specjalnie mocno wbiła obcas. Pod jej adres poleciało trochę wulgaryzmów, z których nic sobie nie zrobiła.
– Nie mam czasu się z tobą użerać! – warknęła. – Spadaj! – Nadepnęła mi na drugą dłoń, po czym odeszła.
   Ból rozlał się od palców po nadgarstki. Nie wytrzymałam i puściłam się krawędzi. Jednak zdążyłam mocą przesunąć kolejny wazon i uderzyć ją w brzuch. Z satysfakcją usłyszałam kilka obraźliwych epitetów.
   Ciemność, przez którą leciałam, wydawała się nie mieć końca, ale w końcu pojawiło się światło pochodni. Wylądowałam na kamiennej posadzce.
 Auu. – jęknęłam, masując głowę.
 Nic ci nie jest? – spytał Fludim.
– Żyję. – Wstałam i rozejrzałam się. Byłam w niższej części pałacu. Po co Mylene wysłała mnie tu?
   Nie było mi dane się nad tym zastanawiać, bo ból, który uderzył we mnie, dosłownie powalał. Świat wirował. Czułam się jak na szalonej karuzeli, która nie ma zamiaru się zatrzymać. Podparłam się o ścianę. Czy to znaczy, że jestem blisko fragmentu? Zacisnęłam powieki. Płomienie. Wszędzie. Lizały ściany, pełzły po ścianach, paliły tkaniny. Wrzasnęłam i otworzyłam oczy.
 Jessie, co ci? – krzyczał Fludim. Jego głos był przytłumiony.
 Fragment. – wydusiłam i podpierając się ręką ściany, biegłam przed siebie.
   Adrenalina krążyła w moich żyłach, a ból narastał. Miałam wrażenie, że rozsadzi mi czaszkę. Nagle mój wzrok padł na prawą dłoń. Ciekła z niej krew.
   Płomień.
   Krzyk.
   Zielone światło.
   A potem miliony kolorów i twarz Reiko.
 JESSIE! – wydarł się Fludim.
   Zszokowana spojrzałam na niego, nie rozumiejąc niczego. Dopiero potem uświadomiłam sobie, że klęczę i zaciskam dłonie na ramionach.
 Musimy stąd wyjść. – powiedział łagodnym i zaniepokojonym tonem. – Tu dzieje się coś dziwnego. Nie możesz tu zostać. – mówił z naciskiem.
 Ale fragment. – powiedziałam słabo. – Jesteśmy tak blisko.
 Fludim ma rację. – Reiko pojawiła się koło nas. – Musisz opuścić to miejsce.
 Dlaczego? – spytałam.
   Wzięła moją twarz w swoje dłonie i przybliżyła do swojej. W rezultacie stykałyśmy się czołami i patrzyłyśmy sobie prosto w oczy. Dziś jej tęczówki były szare.
 Ponieważ inaczej umrzesz.
   Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nie miałam pojęcia, co mówić. Słowo „umrzesz” ciągle rozbrzmiewało w mojej głowie. Reiko łagodnie uśmiechnęła się. Otoczyła nas niebieska mgła. Wylądowałyśmy na jednym z korytarzy.
 Twoi przyjaciele walczą teraz z Vexosami. Jeśli przegrają, to plan Zenohelda się powiedzie i stracą energie domen.
 Ale oni nie przegrają. – oświadczyłam dumnie.
   Pokręciła głową.
– Vexosi oszukują.
   To nie było sporym zaskoczeniem, ale i tak się wściekłam.
 To czas im urządzić piekło. – powiedziałam.
 Tak, tak. A i jeszcze jedno. Nie polegaj cały czas na swojej mocy, ok? Jest ona darem, ale i przekleństwem. – Spojrzała ponuro na obrazy. – To broń ostateczna.
 Jasne, dotarło.
 Musisz zdążyć ostrzec Mirę i Dana. Wtedy utrzesz temu królowi nosa. – rzekła z jawną niechęcią i wymamrotała. – Co to za król? Taka dziadyga powinna grać w szachy z wnukami, a nie robić masowe zagłady.
   Parsknęłam śmiechem. Reiko rozpłynęła się w powietrzu. Niby mogłam znów polecieć szukać fragmentu, ale miałam teraz ważniejszą misję. Dostrzegłam w pobliżu kuchnię! Wślizgnęłam się do niej. Zgarnęłam nóż, patelnię i...kilka jajek. Tak wyposażona poszłam stawić czoło jednym z moich największych wrogów.
   Szczęście się do mnie uśmiechnęło, bo dostrzegłam Hydrona przechadzającego się korytarzem. Wydawał się ogromnie zadowolony z siebie. Ciekawe czy jak oberwie jajkami, a potem moją pięścią, to też taki będzie. Przyczaiłam się. Kiedy był odwrócony do mnie tyłem, rozpoczęłam ostrzał. Trafiłam go we włosy, plecy, prawą nogę. Gdy się odwrócił, to dostał centralnie w nos. Próbował to zetrzeć. Wtedy wyskoczyłam i wyprowadziłam prawego sierpowego. Padł jak długi.
 Frajer! – wrzasnęłam i pobiegłam dalej.
 Jessica?! – krzyknął.
   Zaklaskałam kilka razy.
 Wróciłam!
 Stęskniłaś się? – Zaczął mnie gonić!
   Darliśmy się do siebie i jednocześnie biegliśmy. Nagle na drugim końcu korytarza pojawił się profesor Clay. Przygotowałam patelnią. Już chciałam wyprowadzić piękny cios, gdy zostałam pociągnięta do góry.
 Co...? – Czyjeś dłonie zasłoniły mi usta. Uraczyłam osobnika tęgim ciosem w wątrobę.
 Jessie, to bolało! – powiedział oburzony Dan.
   Myślałam, że go zabiję! Nie dość, że mnie z dupy wciąga do wentylacji, to jeszcze zasłania usta!
 Bo miało. – warknęłam. – Gdzie Mira? – zauważyłam brak liderki.
 Wiesz, taka zabawna sytuacja. – Drapał się po karku z głupim wyrazem twarzy. – Zgubiłem ją.
   Uderzyłam się płaską dłonią w czoło.
 Wyłaźcie stamtąd! – wrzasnął Clay.
   Przysunęłam się do kratki i wyjrzałam na korytarz. Książę i profesor zadzierali głowy i patrzyli na nas wściekli. Idioci. Powinni już wiedzieć, że gdy mam patelnię, to trzeba wiać, a nie stać. Odwaliłam kratkę i mimo protestów Dana, błyskawicznie wychyliłam się i uderzyłam obydwóch patelnią w głowy. Nieco oszołomieni siedli na posadzkę.
 Idziemy! – rozkazałam.
   Kuso czołgał się przodem. Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie jesteśmy. Szłam na czuja.
Ciekawe dlaczego zaczęłam wątpić w powodzenie misji, nie?



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ja: Jak widać nie umiem pisać bez nutki komedii xD
Shadow: Coś Keitha nie ma. Nie wierzę, że Spectruś odpuścił Jess.
Lync: Nikt w to nie wierzy.
Dan: Mylene co ty sobie wyobrażasz?! Jessie tak atakować?
Julie: Reiko nieładnie tak grozić ;-;
Reiko: *wygląda przez okno na nocne niebo* Nic nie rozumiecie.
Jessie: Angel jaka aura tajemniczości.
Ja: Wiadomo ^^
Hydron: *próbuje pozbyć się jajka z włosów*
Jessie: *przybija żółwika z Danem i Acem*
Hydron: Jesteście okropni.
Ja: Powiedział Hydron
Hydron: Ej!
Ja: Cicho, bo wyciągnę tasak. Sorki, że nie ma cudnych obrazków, ale nie chciało mi się szukać i tak trochę czasu nie miałam.
Jessie: Tłuczenie się piłkami w Jysku ważniejsze.
Ja: Dokładnie xD
Dobranoc :*

środa, 10 sierpnia 2016

Rozdział 29: Ruch Oporu wkracza do akcji!

   Dan i Spectra założyli gantlety. Złapałam za ramię Kuso.
 Gantlet, wystrzał mocy!
   Czas stanął w miejscu.
 Karta otwarcia, start!
   Czerwona światło rozeszło się po całym pomieszczeniu. Gus chciał użyć tych mechanicznych bakuganów, które stałyby się zbroją dla Heliosa. Jeszcze osobiście tego nie widziałam, ale Ace mi o tym mówił.
 Drago, start!
 Naprzód, Helios!
   Czarny jaszczur skierował wzrok na pudło, gdzie była jego „zbroja” i prychnął.
 Nie potrzebuje tego, Gus. Sam załatwię Drago. – warknął.
 Nie żartuj! Nie dasz rady! – zaprotestował Gus.
 Dam! – zapewnił go Helios i spojrzał na Spectrę, by potwierdził jego słowa.
   Phantom kiwnął głową. Gus zostawił pudło w spokoju i wstał z klęczek.
   Moja dłoń bezwolnie zacisnęła się na ramieniu z blizną. Co się stanie, jeśli Dan przegra? To nie tak, że w niego nie wierzę, ale strach ma wielkie oczy. To moja jedyna szansa ucieczki i zemszczenia się na Vexosach. Przy okazji dołączyłabym do przyjaciół i mogła uratować bakugany. A jeśli Dan przegra, to te wszystkie plany pójdą w zapomnienie. Dodatkowo Spectra zyska rdzeń Vestroii. Co się wtedy wydarzy? Stworzy swojego super bakugana i zniszczy rodzinę królewską, po czym zajmie ich miejsce. Wzdrygnęłam się. Kolejny psychopata na tronie nie brzmi dobrze.
   Drago i Helios zaczęli walkę na pięści bez używania super mocy. Jaszczur uderzył Dragonoida w brzuch, czym powalił go na ziemię. Jednak Drago się nie poddał i sprzedał Heliosowi piękny cios prosto w  pysk. Przypominało to trochę walkę bokserską. Lecz Spectra widać znudził się bezczynnym staniem, bo użył super mocy.
– Działo Ragaroka!
   Strumień ognia pomknął prosto w Dragonoida.
– Pierwsza tarcza!
   Ogień został powstrzymany.
 Zablokował nasz ruch! – krzyknął Spectra.
Miała ochotę zacząć bić brawo, że widzi takie szczegóły. A nie. Przepraszam. To chyba nawet ślepy by zauważył!
 Karta otwarcia start! Wyrównanie mocy!
   Po tym i kilku supermocach bakugany znów zaczęły walkę. Kiedy Drago uzyskał przewagę, Dan użył karty ,,Strzał smoka” i Helios wrócił w formie kulistej do Spectry.  Rozpoczęła się runda druga.

****

 Przegrałeś, Spectra! – krzyknął Dan, łapiąc swojego bakugana.
   Phantom jednak był zbyt zafascynowany gapieniem się w Heliosa, przez co zlał słowa Kuso.
– Umowa to umowa! – Dan podbiegł do maszkarona.
   Spectra wyrwany z transu, kiwnął głową i wcisnął coś w swoim gantlecie. Mira, Ace, Baron, Marucho i Shun zdematerializowali się na pokładzie.
 Gdzie my jesteśmy? – spytała zdziwiona Mira i rozejrzała się wkoło.
   Nie wytrzymałam i rzuciłam się na nią z piskiem radości.
– Tęskniłam! – Zaczęłam dusić Vestaliankę, a reszta patrzyła na to z rozbawieniem.
 Udało ci się Dan! – ucieszył się Marucho.
   Puściłam liderkę, która zdumiona spojrzała to na Kuso to na Phantoma. W jej oczach pojawił się ból. Tak bardzo tęskniła za bratem. Dotknęłam po raz kolejny blizny. To mi chyba wejdzie w nawyk.
– Wziąłem tylko tych, którzy zostali wybrani przez starożytnych. – oświadczył Spectra.
   I ja na doczepkę.
 Gus, przygotuj teleport. Lecimy do zamku Vexosów.
 Do pałacu? – powtórzyła Mira i spojrzała na Dana.
 Mówiłem, że go przekonam! – oświadczył radośnie szatyn i uśmiechnął się szeroko.
 Przekonam? Chyba raczej polecę na ryzykowny układ! – pociągnęłam go za ucho.
 Auu! Za co?
 Za to, że zawierasz nierówne układy! Tylko ja tak mogę! – powiedziałam oburzona.
 Sorry, Jessie, ale rola błazna jest zajęta przez Dana od dawna. – rzekł kpiąco Ace.
 Hee? Coś ty powiedział, wodoroście? – krzyknął Kuso.
 Co to jest wodorost? – wtrącił się Baron, ale tamta dwójka była zbyt zajęta wyzywaniem siebie nawzajem, by mu odpowiedzieć.
 Idiota!
 Żarłok!
 Wieczny przegryw!
 Baran!
 Przygłup!
 Zakuta pała!
 Goryl z głupim kolorem włosów!
 SPOKÓJ! – wydarła się Mira i odciągnęła ich od siebie. – Zachowujecie się jak dzieci, przysięgam!
   Shun tylko pokręcił głową, Marucho westchnął bezradnie, że taki los, a Baron z uradowaną miną podbiegł do mnie.
– Mistrzyni Jessico wszystko dobrze? Nic ci nie jest? Co się wydarzyło u Vexosów? Skąd masz tą bliznę? Jak ci się żyło u Spectry? – zalał mnie falą pytań.
 Bliznę? – spytała Mira. Szlag!
– Taa, mam bliznę na ramieniu. – mruknęłam lekceważącym tonem.
 Skąd? – zaniepokoił się liderka.
 Z...  zacięłam się. Wszystkie spojrzenia spoczęły na mnie. Diabli by to wzięli. – Mój brat to zrobił. – wyznałam szeptem.
– Brat?! – wrzasnęli wstrząśnięci.
 Ale to nie tak ja myślicie! – dodałam błyskawicznie i zdecydowałam się opowiedzieć im całą historię.

****

   Spectra razem z Gusem stali w pomieszczeniu sterującym statkiem. Phantom kliknął na ekran. Wyświetliły się na nim łańcuch DNA oraz jego analiza.
 Co to jest, mistrzu?
 Bio-dane. Przedstawiają nową metodę ewolucji bakuganów. Dostałem je dziś rano z anonimowego źródła. Nie miałem czasu ich całkowicie sprawdzić, ale wiem, że dzięki nim będę w stanie pokonać Dana Kuso i stworzyć super bakugana! – wyjaśnił Spectra, uśmiechając się z wyższością. – To zupełnie nowe strefy nauki!
 Dzięki temu będę mógł raz na zawsze zniszczyć Drago? – zwrócił się do niego Helios.
 Dokładnie. – potwierdził Phantom.
   Bakugan pokiwał z uznaniem głową, zwinął się w kulkę i wpadł do kieszeni płaszcza blondyna. Spectra pstryknął palcem. Pojawił się kolejny ekran wyświetlający inny łańcuch DNA.
 A to co, mistrzu? – spytał Gus i przyjrzał się uważniej obu danym. – Są dość podobne. – zauważył.
 Wiem i to mnie niepokoi.
   Grav posłał mu zdziwione spojrzenie. Phantom westchnął ciężko i zabrał się za wyjaśnienia.
 To DNA Jessici.
   Oczy Gusa przypominały spodki. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego!
 Te anonimowe dane oprócz metod ewolucji zawierają także DNA bakuganów i właśnie ich fragmenty są podobne do DNA Jessici. To fascynujące. Człowiek, który ma podobne DNA do bakuganów. – powiedział Spectra z chorym uśmiechem, ale zaraz się zasępił.
   Mógł się nie zgadzać! Teraz Wojownicy lecą na terytorium Vexosów. Jeśli dobrze myśli, to jego ojciec też za niedługo zauważy podobieństwa w kodach genetycznych. Co wtedy? Jessica stanie się jeszcze cenniejszą bronią, którą Zenoheld zechce posiąść. Zacisnął pięści. Ona może pokonać jego super bakugana. Nie dopuści do tego. Co prawda obiecał, że da jej spokój, ale przecież przypadkiem może znów tu wylądować, prawda? Teraz pozostało mu tylko odciągnięcie Vexosów od dziewczyny. Reszta pójdzie gładko. Zaraz, a gdyby tak? W jego głowie zaczął się tworzyć zupełnie nowy plan. Tylko czy on się powiedzie?

****

 Zaraz pojawimy się w pałacu. – powiadomił nas Spectra.
   Po mojej opowieści zapadła nieprzyjemna cisza, którą przerwał dopiero ten komunikat. Właśnie dlatego nie chciałam o tym opowiadać! Teraz mamy miny jak na pogrzebie!
 Vexosi zasłużyli na porządne manto! – krzyknął Ace.
   Uśmiechnęłam się słabo i skinęłam głową. Reszta Wojowników nieco się ożywiła.
 Jak dobrze! Myślałem, że zejdę przez tą atmosferę! – odetchnął głośno Dan.
   Po chwili pochłonęło nas tęczowe światło. Wylądowaliśmy w pustym mieście niedaleko od pałacu.
 Jakie to wielkie! – rozejrzałam się dookoła. – I to tu jest ten system zniszczenia? – spytałam nieco załamana.
 Tak. – potwierdziła Mira. – Słyszałam, że to ogromne miejsce. Podobno trudno jest się tu dostać.
 Musimy zacząć szukać. – uznał Shun.
 To nam zajmie wieki! – Machnęłam rękami. – Proponowałabym zacząć w ich głównym pałacu. – Wskazałam na odległy zamek, wiszący w powietrzu, który był podparty przez kilka budynków. My staliśmy tak jakby na przedmieściach (nie umiem tego lepiej opisać)
 Może mała wskazówka, gdzie leży ten system? Co ty na to, Spectra? – spytał Dan.
 Tutaj się kończy nasza współpraca. – powiedział Phantom. – Nie muszę już wam pomagać.
 No wiesz! Zenoheld jest naszym wspólnym wrogiem!
 Mówiłem ci już, że nie lubię z nikim współpracować. Teraz radźcie sobie sami. – rzekł zniecierpliwiony Spectra, po czym wraz z Gusem zniknęli.
 Gbur. – mruknęłam. – Co robimy?
 Tak jak mówiłaś, najlepiej będzie zacząć w pałacu.
– Fantastyczny pomysł. Dojście tam zajmie nam z dwie godziny, o ile Vexosi się nie przyczepią. – zadrwił Ace. – A i przy okazji: macie zamiar tam polecieć? Bo to jest piętnaście metrów nad ziemią!
 A masz lepszy plan? – warknęła Fermin.
   Grit uniósł ręce do góry w geście kapitulacji, ale ciągle uśmiechał się kpiąco. Mira zmierzyła go lodowatym spojrzeniem, przez co przypominała swojego brata. Odgoniłam te myśli od siebie i zaczęłam się rozglądać za jakąś pomocą. Dostrzegłam samochód!
 Umiecie prowadzić? – spytałam, klepiąc szatą maskę auta.
 To taksówka! – ucieszyła się Mira.
 Nie wiedziałem, że macie coś takiego na Vestalii. – powiedział Dan. Wszyscy spojrzeli na niego z politowaniem. – No co?
 Mają statki, które mogą się przemieszać między wymiarami, zaawansowaną technologię, a ty się dziwisz, że mają taksówki? – jęknęłam z niedowierzaniem.
 Mówiłem, że kretyn. – dodał Ace.
   Zanim doszło do kolejnej kłótni Mira kazała nam się ładować do auta, co było dość trudne, bo było tam miejsce na pięć osób, a nasza drużyna liczyła siedem. Mira i Dan siedli z przodu, Baron, Ace i Shun na tylnych siedzeniach, Marucho został upchnięty gdzieś z tyłu, natomiast ja wylądowałam na jednym kolanie ninji i jednym Grita.
– Już to widzę. – westchnęłam.
 Jesteś ciężką! – jęknął z  udawanym bólem Ace, za co dostał łokciem w brzuch, a Mira rzuciła mu mordercze spojrzenie..
 Proszę podać cel podróży. – rzekł robot, który robił za szofera.
 System zniszczenia! -  krzyknął Dan.
   Razem z Shunem i Acem wykonaliśmy jednocześnie facepalma. Czasami naiwność Dana łamała wszelkie granice.
 Nie ma takiego celu podróży. – odparł robot.
 Poczekajcie, obejdę to. – Mira z miną wprawionego informatyka stoczyła bój z miniaturową klawiaturką na plecach szofera. – Chyba się udało. Spróbuj Dan.
 Wieź nas do systemu zniszczenia!
 Zapiąć pasy! – rzucił szofer.
   Fajny żarcik, panie kierowco. Nawet nie miałam się czego złapać, więc szepnęłam do Shuna.
 Jak coś, to mnie łap.
   Kazami z rozbawieniem skinął głową.
   Samochód uniósł się nad chodnik i pomknął w kierunku pałacu. Leciał z zawrotną prędkością i dodatkowo trzęsło porządnie! Dan oparł się o szybę.
 Chyba za chwilę zwrócę obiad. – wymamrotał.
 Nawet się nie waż! – zawył Ace.
 Ale stary, tak tym trzęsie, że zaraz...  szatyn urwał i zatkał buzię ręką.
 Po prostu super. – warknął Grit,
   Nagle taksówka skręciła gwałtownie w prawo, przez co Baron przeleciał przez fotele i razem z Shunem wylądowali na drzwiczkach. Wybuchnęłam śmiechem na ten widok i chichrałam aż do momentu, gdy był nagły skręt w lewo i to ja z Acem gościliśmy na drzwiczkach.
– STRAŻ! – wrzasnęła Mira.
   Pełno strażników stało tuż przy wejściu do pałacu. Tak, szczęście nas nie opuszcza. Może jeszcze niech wjadą armaty, co? I stado wygłodniałych dinozaurów?! Chwila, na Vestali są dinozaury?
 Co robimy? To zasadzka! – krzyknął Dan. No bo nikt jeszcze tego nie zauważył, nie?!
   Mira wcisnęła guzik, dzięki któremu drzwiczki z obu stron się otworzyły.
 Skaczemy! – rozkazała.
   Spojrzałam na nią jak na wariatkę. Pędziliśmy z zawrotną prędkością. Jak wyskoczymy, to nasze resztki zmieszczą się w pudełku po zapałkach!
 Nie wiem jak wy, ale ja chce jeszcze pożyć. – powiedziałam i przeniosłam wzrok na straże. – Zróbmy najazd!
– Zwariowałaś?!
 Wolę to, niż wyskakiwania na beton. – Wzruszyłam ramionami.
– Wymyślcie coś! – panikował Marucho.
 Skaczemy! – zadecydował Ace, po czym złapał blondynka i obydwoje wyskoczyli.                    Widziałam jeszcze, jak się toczą po asfalcie, ale wstali. Shun i Baron poszli w ich ślady.
– Skaczcie! – rozkazała Mira.
 Mowy nie ma! – zaprotestowałam.
 Ale...  zaczęła, lecz urwała. – I tak cię nie przekonam.
 Dokładnie. – przytaknęłam, uśmiechając się szeroko. – To robimy najazd! – złapałam za kierownicę.
   Strażnicy nieco spanikowali, widać rozpędzoną taksówkę.
 Trzymajcie się! – wrzasnęłam i zrobiłam gwałtowny skręt.
   Samochód obrócił się i prawą stronę uderzył w strażników, którzy rozpierzchli się na różne strony. Zrobiliśmy dachowanie.
 Żyjemy! – stwierdziłam radośnie, otwierając oczy. Leżeliśmy na dachu, auto nadawało się do wymiany, ale kto by się tym przejmował?
 Moja głowa... – mruknął Dan, masując ją.
   Wygrzebaliśmy się spod taksówki i zaczęliśmy zwiewać przed armią. Pięknie się zaczyna!


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~```
Ekipa: *patrzy się zdziwiona na Jessie*
Jessie: No co? Skąd ja miałam to wiedzieć!?
Shadow: Spectruś znów się do ciebie przyczepi....
Jessie: Juhu -.-
Ja: Wiecie co teraz będzie? xD
Spectra: *idzie szukać dobrego psychiatryka*



 Ja: Uciekaj Volt! Uciekaj!
Hydron&Lync: ;-;
Jessie: Mówiłyśmy, że się przerzucimy na inne xD
Spectra:  Tu tylko pomoże kulka w łeb.
Jessie: Chyba tobie.

Shadow: I co?! Nie jesteśmy przystojni?
Ja: Mam strój dla Spectry na normalne dni *.*
Jessie: Gus znów okradł matkę z ciuchów xD
Dan: Hydron twój ojciec nie byłby dumny z takiego stroju.
Hydron: Spadaj!


Jessie: Shadow jaka radość.
Shadow: Bo to jest piękne xD
Shun: *brew mu drga*
Shadow: UCIEKAAAAAĆ!

Jessie: *gdzieś z tyłu zwija się ze śmiechu*
Julie: Stożek *.*
Ja: Gus szkoli się na fryzjera.
Jenny: W końcu ktoś musi czesać maszkarona *unika krzesła*

Ja: Jestem taka dumna *ociera łzy wzruszenia*
Jessie: Postęp.
Spectra: *cedzi przez zęby* Zniszczę was. Przysięgam.

Ja: Fajne *.* Zenuś najlepszy xD

Shun: *zaciska pięści*
Shadow: Angel umiesz walczyć z ninją?
Ja: Nie...ale mam parasolkę xD
Jessie: Tu potrzeba czołgu, a nie parasolki!
Dan: CO TO JEST?
Jessie: Pikne nie?
Ja: Witaj w gronie skrzywdzonych przez internet.

Ja: Mylene i Shadow biorą ślub? *.*
Jessie: Zabij to zanim złoży jaja!
Dan: Dzieci Mylene i Shadowa *myśli* Trzeba uciekać.....
Jessie: Hydron księdzem. Adekwatna rola, nie powiem.


Ja: Ale odważny Rambo xD
Jessie: Wow, Lync a myślałam, że jesteś ciotą.
Lync: Jesteście okropne!
Je&Jess: I dobrze nam z tym.

Ja: FBI Vexos :D
Jessie: Jak to jest, że Lync wszędzie wygląda jak dziecko.
Ace: Bo to ciota.
Lync: *urażona duma*

Jessie: Za dużo konopi.
Shadow: Dużo za dużo.
Spectra: *idzie szukać karabinu*

Ja: Fajnie by było gdyby Alice tak wyglądała *.*
Alice: *nieśmiało się uśmiecha*

Jessie: Tylko słoników brakuje.
Ja: O nie xD *atak śmiechu*


Spectra: Ta dostałem role, żeby się pożegnać, bo Angel nie jest w stanie a ta zaraza gdzieś padła ze śmiechu. No to żegnamy.
Shadow: Jesteś beznadziejny -.-
Spectra: Morda.

Odmeldowujemy się ^^