sobota, 11 marca 2017

Rozdział 60: Druga twarz

„Bo wszyscy, w taki czy inny sposób, jesteśmy szaleni.”



 Karta otwarcia start! – krzyknęła Akane. – Leaus! – Bakugan powstał w swojej oryginalnej formie.
   Oddział strażników gwałtownie się zatrzymał, niepewny co ma zrobić. Dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie. Właśnie o to jej chodziło.
 Co się stało? – Zrobiła piruet. – Boicie się zaatakować? Jesteście takimi tchórzami jak wasz władca i jego synek? – Kilku mężczyzn drgnęło. – Och, czyżbym was zdenerwowała? – zachichotała. – Wybaczcie, ale pomyślałam, że takie śmiecie nie mają już ani krzty własnej godności.
   Strażnicy nie wytrzymali i ruszyli do ataku, jednak Akane tylko na to czekała.
 Zabójczy wiatr. – wyszeptała i z chorą satysfakcją obserwowała, jak jej wrogowie padają od ciosów lub są wciskani w ścianę.
   Leaus szybko uporał się z oddziałem i zerknął na swoją wojowniczkę. Widział, że dziewczyna stała się inna, lecz był już do tego przyzwyczajony. Musiał się tylko starać, by ataki nie były za mocne. Nie chciał przecież nikogo zabić. Podobnie jak Akane, ale ona teraz myślała wyłącznie o zemście na Hydronie i nie przejmowała się, że może komuś zrobić poważną krzywdę.
 Zajmę się resztą straży, a ty biegnij do tego szczeniaka. – powiedział. – Poradzisz sobie?
 No jasne! – Akane uśmiechnęła się promiennie. – Nee, mam malutką prośbę.
 Jaką?
   Przekrzywiła głowę, a na połowę jej twarzy spłynęły fioletowe włosy.
 Zniszcz jak najwięcej z tego pałacu, dobrze?
   Bakugan westchnął.
 Postaram się.
 Powodzenia! – zawołała i pobiegła dalej.

****

    Hydron zerwał się gwałtownie z fotela. Z drzemki wypełnionej kolejnymi koszmarami wyrwały go hałasy i krzyki na korytarzu. Przetarł powieki i wstał, ale wszystko gwałtownie ucichło.
 Co jest? – wyszeptał, zakładając gantlet. – Wojownicy? – Już chciał otworzyć drzwi, gdy jego ręka zamarła na klamce.
   Powinien im przeszkodzić czy dać pokonać swojego ojca? A może to Zenohled wygra? Czy Wojownicy?
   Co on ma zrobić?

****

     Akane splotła ręce za plecami i obserwowała spode łba dwójkę wrogów, którzy celowali w nią tymi dziwacznymi świetlnymi mieczami (tymi z gantletu, ale nie chcę tego ciągle powtarzać ~ Angel).
 Moglibyście się przesunąć? – spytała przesłodzonym głosikiem, podchodząc kilka kroków.
Nie odpowiedzieli, tylko przygotowali się do ciosu.
– Czyli nie. Szkoda. – Obiła się od ziemi, podparła ręką o ścianę i kopnęła ciężkim, obutym metalem, butem prosto w twarz strażnika. Czuła przyjemnie buzującą w jej żyłach adrenalinę i rozciągnęła usta w jeszcze szerszym uśmiechu
   Gdy dostrzegła kawałek skóry pomiędzy hełmem a zbroją, wyciągnęła paralizator i uruchomiła. W jej oczach błysnęło zadowolenie na widok iskierek prądu skaczących po mężczyźnie. Kiedy stracił przytomność, odrzuciła go kopniakiem w bok.
 Cholera. – Zauważyła, że ma niezbyt głęboką ranę pod nadgarstkiem. Zlizała nieco krwi. – Wracamy do zabawy? – Przyłożyła paralizator do ust i spojrzała wyczekująco na drugiego strażnika.

****

    Shun obserwował spod wpółprzymkniętych powiek krążącego w kółko po pokoju Dana. Reszta wojowników siedziała na kanapach i wbijała wzrok w podłogę lub w tapetę, byleby nie patrzeć na siebie. Dodatkowo panowała ponura cisza. Wszystko to sprawiało, że od samej atmosfery panującej w pomieszczeniu można było się udusić.
   Mira podparła głowę dłonią, nie odrywając wzroku od falujących koron drzew za oknem. Wiedziała, że powinna jakoś zmotywować drużynę, jednak w jej umyśle panował teraz prawdziwy zamęt pytań i różnych myśli.
   Czy one nas zdradziły?
   Dlaczego poleciały do pałacu? W jakim celu?!
   Przygryzła wargę i zacisnęła mocniej palce. Wilda spojrzał na nią zatroskany. Posłała mu lekki uśmiech i powróciła do rozmyślań, nieświadoma, że Ace zerka na nią od czasu do czasu.
   Dopiero skrzypnięcie drzwi i kroki wybudziły wojowników ze stanu odrętwienia. Alice wraz z Runo weszły do salonu. Rosjanka ściskała w dłoni jakąś kartę, a wzrok wbijała w czubki butów. Natomiast Misaki wyglądała na wściekłą i nieco zdezorientowaną.
– Co to jest, Alice? – spytał Dan bezbarwnym głosem.
   Dziewczyna zacisnęła usta w cienką linię i podniosła dłoń. Złota, krowia czaszka zalśniła w świetle lampy. Marucho drgnął, oczy Dana rozszerzyły się gwałtownie, Julie zachłysnęła się powietrzem, a po twarzy Shuna przewinął się cień.
   Karta Zagłady.
 Alice, skąd ty to masz? – Kuso wstał i podszedł do przyjaciółki.
 Znalazłyśmy ją w pokoju Jessie i Akane. – odparła za nią Runo. – Nie grzebałyśmy w ich rzeczach. Leżała na podłodze. – dodała.
– Co to za karta? – Mira zabrała ją od Rosjanki.
 Została stworzona przez Maskarada. Służyła do wysyłania bakuganów do Wymiaru Zagłady. – wyjaśnił jej Marucho, po czym spojrzał zaniepokojony na przyjaciół.
 Ale czemu Jess albo Aki ją mają? – Julie rozłożyła ręce. – Przecież one nigdy nie były po stronie Maskarada...prawda? – ostatnie słowo wypowiedziała cichszym i mniej pewnym tonem.
– Nie mam pojęcia. – wymamrotał Dan. – Jess mówiła, że Fludim był w Wymiarze Zagłady, a ona z nim, więc musiała walczyć przeciwko Maskaradowi...
 Klaus, Billie i Chan Lee również, ale byli na początku jego poplecznikami. – zauważył Shun.
   Kuso zacisnął dłoń w pięść. Czy jego przyjaciółka mogła być kiedyś jedną z drużyny Maskarada?
 Myślę, że któraś z nich mogłabym nam o tym powiedzieć. – Misaki pokazała wojownikom drewnianą ramkę ze zdjęciem czwórki dziewcząt. Jessica siedziała na plecach szatynki w okularach, a Akane zarzucała rękę na szyję niebieskookiej brunetki. Wszystkie miały kucyki i ogrodniczki. Odróżniało je jedynie obuwie i kolory podkoszulek. – Okularnica nazywa się Haruka Kimura, a ta druga Jane Wilson. Tak przynajmniej wynika z podpisów.
 Wilson? – Marucho zastanowił się na chwilę. – Gdzieś już słyszałem takie nazwisko.
   Jednak Wojownicy nieszczególnie zwrócili uwagę na jego słowa. W ciągu kilku godzin wszystko wykonało obrót o 180 stopni i to najbardziej zaprzątało ich głowy.
   Czy oni naprawdę zaufali złym osobom?
 Nie powinniście się tym zadręczać. – odezwała się Mira. Odwrócili głowy w jej kierunku. – Nie wiadomo skąd mają te karty, a poza tym każdy ma prawo się pomylić, prawda? Albo przeszły na stronę Maskarada, bo chciały komuś pomóc. Tak jak ja...
– Właśnie. Mira ma rację! – ożywiła się Julie. – Nie możemy ich osądzać, nic nie wiedząc!
 I zrobiło mi się nieco głupio. – wymamrotała Runo.
 Jessica i Akane nie były z Maskaradem, mogę wam to zagwarantować. – W pokoju rozległ się głos Reiko, która unosiła się tuż nad hebanowym stołem. Jej włosy i suknie lekko falowały, choć nie było najmniejszego powiewu wiatru. – Zabawne, jak bardzo szybko można zniszczyć wasze zaufanie wobec nich. – Uśmiechnęła się krzywo.
   Runo już otwierała usta, gdy Alice położyła rękę na jej ramieniu i pokręciła głową. Był to gest mówiący: nie warto. Wojowniczka Haosu skinęła głową i wzięła głęboki wdech.
 To może nam jeszcze powiesz, po co twoja potomkini poleciała do pałacu, hm? – zapytał Ace, splatając ręce na piersiach i mierząc kobietę spojrzeniem pełnym rezerwy.
 Wybaczcie, ale to nie są sprawy, które dotyczą was.
 Czyli one mają jakiś osobisty spór z Zenoheldem?
   Reiko skrzywiła nieco głowę.
 Można tak powiedzieć. Jest to dość skomplikowana historia i obawiam się, że poznacie ją dopiero za niedługo. – Obróciła się i zaczęła frunąć w stronę ściany. Kiedy jej śnieżnobiałe palce zetknęły się z błękitną tapetą, zerknęła na nich przez ramię. – Jeszcze jedno. Nie lećcie za nimi. Wasza interwencja niczego nie zmieni, a może tylko pogorszyć sytuację.
   Zniknęła z pokoju.
 Nie cierpię jej. – wymamrotała Runo, miętosząc dół sukienki w palcach.
 Nie ty jedna. – powiedziała Mira.



****

   Wbiła mocniej palce w miękką skórę szyi.
 Powtórzę jeszcze raz. – warknęła. – Gdzie są pokoje tego dziada i szczeniaka?! – Potrząsnęła strażnikiem.
   Ten tylko pokręcił głową i złapał kilka haustów tlenu. Akane zmrużyła oczy i odpaliła paralizator. Mężczyzna wrzasnął, ale nie stracił przytomności, bo porażenie trwało tylko trzy sekundy.
 To jak? – Akane wyszczerzyła zęby. – Teraz mi powiesz?
– Nie ma mowy. – wycharczał.
 Idiota z ciebie. – Zacisnęła mocniej dłonie. – Lojalność wobec takich jak oni kończy się zazwyczaj tragicznie. – skomentowała, po czym pociągnęła jego głowę w dół i z całej siły trzasnęła w nią kolanem. Strażnik osunął się na ziemię.
   Nachyliła się nad nim i wygrzebała kartę dostępu oraz mały komunikator, który od razu zgniotła butem. Powtórzyła czynność przy jego koledze, ale tu też nie znalazła nic ciekawego.
 No nic. – Przeciągnęła się i ruszyła szybkim krokiem dalej. – Widać muszę poszukać informacji gdzie indziej.

****

    Gus uderzył pięściami w kraty. Słyszał, że nad nim toczy się bitwa i był niemal w 100% pewny, że to jego Mistrz. Musi mu pomóc! Uderzył kolejny raz, jednak jedynym efektem była poobdzierana skóra na knykciach. Warknął i odsunął się. Jak ma się stąd wydostać?
 Vulcan mi tu nie pomoże. – wymamrotał, krążąc w kółko po celi.- Co robić? Co robić?
   Gdyby tylko ktoś tu przybiegł i przyniósł mu gantlet, te kraty nie byłyby problemem. Wiedział, że jego sprzęt jest w szafce, która wisi przy drzwiach prowadzących do lochów. Shadow kiedyś go dręczył, pokazując mu gantlet i nabijając się z chłopaka, że ten nie może go użyć.
   Skrajnie zdesperowany zaczął szarpać kraty i kopać w nie, ale to nic nie dało. Nie był w stanie stąd uciec.

****

    Hydron ciągle bił się z myślami, przez co nie usłyszał kroków na korytarzu oraz cichego, złośliwego chichotu. Dopiero gwałtowne otwarcie drzwi otrzeźwiło go. Odsunął się, widząc ciemną sylwetkę, która na pewno nie była strażnikiem.
 Ty jesteś Hydron? – zapytał damski głos.
 Nawet jak tak to co? – Książę cofnął się jeszcze i zapalił światło. Ujrzał, że przed nim stoi dziewczyna o fioletowych włosach i błękitnych oczach.
   Miała na sobie ziemski strój i wyglądała normalnie, gdyby nie jeden szczegół. Na jej prawej ręce i bluzce była krew. Hydron zachłysnął się powietrzem na ten widok. Nienawidził  szkarłatnej cieszy. Zawsze kojarzyła mu się z matką. Z jego utraconym dzieciństwem...
 K-kim jesteś? – spytał.
   Akane spodobał się fakt, że książę się jej boi. Splotła dłonie razem i uśmiechnęła się uroczo niczym pięciolatka, która prosi o nową zabawkę.
 Nazywam się Akane. – odparła. – Przyszłam tu porozmawiać z tobą.
 O czym?
   Wzrok Hydrona ciągle był wycelowany w jej prawą dłoń. Dziewczyna zmrużyła powieki.
 Ara, nie lubisz widoku krwi? – Uniosła rękę. –W takim razie jak wytrzymałeś tyle lat w pałacu, hm? Bo wiesz, tam gdzie się wychowałam, często było tak, że rodzina królewska mordowała wszystkich, którzy im się sprzeciwią, z zimną krwią. – Obracając paralizator w lewej dłoni, podeszła do niego i nachylił się nad jego uchem. – Zdarzało się też, że król tak kochał władzę, iż zabijał swoją rodzinę. – wyszeptała. – Zabawne, nie sądzisz? Albo zazdrosna królowa mordowała własne dzieci, by nikt jej nie odbierał męża. Trony na Ziemi naprawdę opływały krwią, Hydron. – Uśmiechnęła się, widząc, jak oczy księcia rozszerzają się. – Tak samo jest w tym pałacu. Twój ojciec pozbył się wszystkich przeciwników, a ty mu w tym z radością pomogłeś, prawda? – Zaczęła wodzić palcami po jego obojczykach i torsie. – Przyjemnie niszczyło się Volta i Lynca, którzy ci się postawili? Nacieszyłeś się ich cierpieniem? Mam nadzieję że tak, bo następny w kolejce jesteś ty. – Odsunęła się od niego. – Tatuś już cię nie potrzebuje. Jesteś zwykłym, nic niewartym kundlem.  wyraźnie zaakcentowała każde słowo. 
   Uwielbiała patrzeć, jak jej słowa zatruwają umysł księcia i powoli niszczą go od środka. Och, kochała znęcać się nad takim jak on.
   Chłopak przez chwilę stał, czując strach, który obejmował całe jego ciało i paraliżował je. Jednak wściekłość też odezwała się głośnym rykiem. Czerwona zasłona opadła mu na oczy.
 Nie masz prawa tak do mnie mówić! – wrzasnął, złapał dziewczynę za włosy i brutalnie pociągnął w tył.
   Myślał, że Akane syknie lub krzyknie, lecz ona dalej patrzyła na niego beznamiętnym wzrokiem, co tylko wzmogło gniew. Szarpnął ją w bok. Jej skroń napotkała zimny zagłówek łóżka.
   Skrzywiła się i przygryzła wargę. Hydron poczuł triumf. Ta Ziemianka umiała tylko mielić jęzorem, ale była okropnie słaba.
   Jego zadowolenia przerwał śmiech.
 Wyżyłeś się już, szczeniaku? – Akane wyrwała mu się. W jego zaciśniętej dłoni została mała kupka fioletowych włosów. – To teraz moja kolej
   Nie zdążył się zasłonić przed jej pięścią, która z całej siły trzasnęła go w szczękę. Następnie w nos. Dziewczyna wykonała obrót i kolanem posłała chłopaka w ścianę, po której osunął się bezradnie, ogłuszony przez ból.
 Naprawdę jesteś beznadziejny. Myślałam, że będę miała trochę zabawy. Rozczarowałeś mnie! – Przykucnęła przy nim i bez żadnych skrupułów podbiła oko. 
   Wrzasnął i już miał jej oddać, gdy poczuł, jakby jego ciało zostało rozrywane na kawałki. Wszelkie mięśnie zwiotczały.
 Ara, jak uroczo. – Przyłożyła paralizator do ust i zmrużyła oczy. – Jesteś sam, bezradny, z osobą, która chce cię skrzywdzić. Raczej mało komfortowa sytuacja. – Pochyliła się, a jej włosy połaskotały go w twarz.
 Czego chcesz? – wymamrotał.
   Usta Akane rozciągnęły się w psychopatyczny uśmiech.
 Zemsty. – wyszeptała.
   Syknął, gdy nadepnęła mu butami na ręce, a potem siadła na jego brzuchu.
   Suka...
 Nie drzyj się tak, szczeniaku – powiedziała chłodno i posłała kolejną dawkę prądu w jego system nerwowy. – Przecież ci pomagam.
   Hydron aż parsknął pozbawionym wesołości śmiechem, słysząc te słowa.
   Powalona zdzira...
 To nazywasz pomocą? – zakpił.
 Oczywiście. – Przejechała palcem po jego policzku. – Nie chcesz chyba zostać zesłanym na kolejne tortury swojego ojca, prawda? – Wbiła paznokieć w miękką skórę. – Spokojnie Hydron, uwolnię cię od tego całego bólu. Tylko najpierw odpłacisz za kilka rzeczy, które zrobiłeś Jess, ok? A potem będziesz już wolny.
 Jessice?
– Tak. – Teraz oczy Akane przypominały dwie grudki lodu. – Dziewczyna, którą porwałeś i  która ma przez ciebie bliznę na ramieniu. –  Wyciągnęła z kieszeni spodenek krótki, ostry nożyk. – Myślę, że zrobię ci podobną. Tylko dużo, dużo większą i głębszą.
   Hydron powoli odzyskiwał władzę w mięśniach, więc zaczął się szarpać i próbować zrzucić dziewczynę z siebie. Jednak ta nic sobie z tego nie robiła, tylko złapała go jedną ręką za gardło i trzasnęła jego głową o posadzkę, a drugą przyłożyła nóż do ramienia. Gdy poczuł chłodną powierzchnię stali, znieruchomiał.
 Nie rób tego.
 Bo?
– Przecież nie chcesz mieć ludzkiej krwi na rękach! – krzyknął, mając nadzieję, że przemówi tym jakoś do sumienia dziewczyny. Przeliczył się.
   Ta w odpowiedzi uniosła brwi i odchyliła głowę do tyłu.
 Hydron, ty nawet nie przypominasz człowieka, a zwykłego, przerażonego szczura, który nie może się wydostać z pułapki. Poza tym – Spojrzała na niego. – na moich dłoniach od dawna jest krew. Chociaż nieco obrzydza mnie fakt, że będę musiała mieć też twoją, ale czego się nie robi dla zemsty.
   Hydron zacisnął jedną dłoń w pięść. Te słowa zabolały go najbardziej i wypełniły ogromną nienawiścią do Ziemianki.
 Złaź ze mnie, popierdolona szmato! - wrzasnął i uderzył dziewczynę w szczękę.
   Akane złapała jego pięść i wykręciła nadgarstek. Nie wyglądało, by atak chłopaka zrobił na niej większe wrażenie.
– Nie masz szans ze mną wygrać – ziewnęła i wbiła mu nóż głęboko w ramię.
   Wrzask, wpadnięcie straży, trysk szkarłatnej cieczy zmieszały się w jedno. Akane szybko wstała, wyrywając ostrze z księcia. Strząsnęła kropelki krwi, po czym podsunęła but pod jego plecy i wysłała go kopniakiem do żołnierzy.
 Proszę, macie waszego cennego księcia. – powiedziała ze złośliwym uśmiechem, przemykając się pod ich nogami i wypadając na korytarz.
   Kilku strażników rzuciło się za nią w pościg, a reszta została z Hydronem i próbowała zatrzymać krwawienie za pomocą bandaży. Chłopak syczał z bólu i ledwo widział na oczy.
 Gdy złapiecie tą sukę, macie ją od razu zaprowadzić do mnie. – rozkazał. – Policzę się z nią.
 Oczywiście, książę. – odparł dowódca i posłał jednego ze swoich ludzi po medyka. – Proszę teraz leżeć spokojnie.

****

    Akane zatrzymała się dopiero, gdy zbiegła o kilka pięter i zgubiła pościg. Poczuła, że jest tutaj o wiele chłodniej niż na górze i potarła ramiona.
– No nie! – Popatrzyła na swoją bluzkę. – Poplamiłam ją tą ohydną krwią Hydrona. – Wygięła usta w podkówkę. – A to moja ulubiona!
   Westchnęła z rozżaleniem, zdjęła ją przez głowę i zawiązała za rękawy w pasie. Teraz miała na sobie tylko zieloną podkoszulkę na cienkich ramiączkach. Oparła się o ścianę i zaczęła rozmyślać o szczegółach kolejnego planu.
   Podczas biegu do głowy przyszedł jej pewien pomysł. Jeśli dobrze pamiętała, Jess mówiła, że jest tu jeszcze jakiś genialny profesor, który tworzy tą całą broń zagłady. Gdyby pozbyła się naukowca, Zenoheld byłby niczym więcej jak znerwicowanym dziadem grożącym wszystkim wkoło. Wystarczy, że profesorek zejdzie z tego świata, a wszystkie problemy się rozwiążą! Musi go odnaleźć, a raczej mieć znaleźć kogoś, kto powie jej o miejscu pobytu ojca Miry i Spectry.
   Rozejrzała się. Oprócz podwójnych metalowych drzwi nie było niczego w pobliżu.
 Ciekawe co tu jest. – mruknęła i odsunęła jedno skrzydło.
   Znalazła się w pomieszczeniu wyłożonym ciemną płytą, gdzie umieszczona była niewielka dyżurka, obecnie pusta. Dostrzegła szklaną gablotę, w której wisiał gantlet w kolorach Subterry. Wystarczyło spojrzenie na monitory, by zrozumieć, że była koło lochów. Na jednym z ekranów widziała chłopaka szarpiącego kraty.
   Hmm, ciekawe, czy jeśli go uwolni, to on jej powie, gdzie jest profesor?




Heh, Aki pokazała się z nieco innej strony, co? ^^''
Jess: *patrzy na długość* Poszalałaś
Taa, w planach miał być krótszy xD
Jess: W planach nie było nic o ratowaniu Gusa
Akane: No właśnie
Cicho już >.> Tak mi się nasunęło i tak będzie T.T 
Jess: I ta psychiczna nuta jako podkład
Adekwatna do sytuacji xD
Akane: Spieprzaj, ja uważam, że bardzo dobrze postąpiłam
Ekipa: My też
Hydron: Wal się.
Akane: Nie obrażaj mnie. Chyba że chcesz kolejną bliznę. Może tym razem na brzuchu, co? ^^
Hydron: Ciebie powinno się zamknąć
Jess: Ciebie powinno się zabić, gdy się urodziłeś.
Hydron:.....
Taka prawda
Hydron: *trzaska drzwiami*
Shadow: Okres
Haruka: Ewidentnie
Mi się chyba robi jakiś nawyk publikowania o pierwszej ;-;
Jess; Mogłaś napisać wcześniej ten zaległy fragment, to nieee
Miałam zajęcia
Jess: Yhym. Pisanie ze znajomymi i czytanie mangi
....Mam swoje potrzeby!
Akane: Ale argument xD
Idź sobie szukać ogrzewania na noc.
Odmeldowujemy się ^^

niedziela, 5 marca 2017

Rozdział 59: Bierz, co chcesz, uderz i wiej – oto plan jak przetrwać w pałacu.

   Czuł, jakby jego głowa spotkała się przynajmniej pięć razy z kamienną ścianą. Ból płynący z guza był nie do zniesienia. Jednocześnie wszystkie inne emocje i odczucia były mocno przytępione.
   Podparł się na łokciach i uniósł nieco. Cały świat wirował, a przed oczami tańczyły mu fioletowe plamy. Zacisnął powieki i wziął głęboki wdech, po czym je otworzył. Tym razem widział już wyraźniej, chociaż dalszy plan dalej był zamazany. Chwiejnie wstał i ujrzał lekko wygiętą patelnię leżącą koło drzwi.
   Więc to tym oberwał?
   Przykucnął i zaczął obracać ją w dłoni. Dopiero teraz doszło do niego, co się wydarzyło. Ktoś włamał się na statek Spectry i on miał złapać napastnika! Gwałtownie się zerwał i wypadł na korytarz, nie zwracając uwagi, że całe otoczenie znów zaczyna wywijać szalone obroty.
 Dan! – Niebieskie włosy zasłoniły mu pole widzenia. – Czemu nie odpowiadałeś na moje wołanie? – spytała Runo. – Bałam się, że coś ci się stało! – Zauważyła, że przytula się do szatyna, przez co nieco się zarumieniła i odsunęła od niego.
 Przepraszam, dopiero co się ocknąłem. – przyznał Kuso, masując tył głowy.
 Co się stało?
 Oberwałem chyba patelnią. – Teraz uświadomił sobie, jak to idiotycznie brzmiało. On, lider Młodych Wojowników, powalony przez zwykły garnek! Jednak nie zmieniało to faktu, że miał niezłego guza z tyłu czaszki.
   Misaki wyglądała na lekką skonfundowaną, ale nic nie powiedziała. Na korytarzu pojawiła się reszta Młodych Wojowników. Praktycznie wszyscy oprócz Shuna byli w piżamach i wyglądali na średnio zadowolonych z tak wczesnej pory pobudki. Szczególnie Baron, który ciągle miał zamknięte oczy i kołysał się na boki, mamrocząc coś przez sen. Mira spojrzała na niego z politowaniem i pociągnęła za ucho.
 Dan, Kato mówił, że coś się stało. – powiedział Marucho.
 Ta, ktoś się włamał na statek Spectry.
 Kto?
 Niestety ogłuszył mnie, zanim zdążyłem się dowiedzieć. – dyskretnie przemilczał, jaką potężną bronią został znokautowany.
 To były Jessica i Akane.
   Kilka osób podskoczyło, słysząc głos Spectry, który opierał się o ścianę z rękami splecionymi na torsie.
– Skąd wiesz Keith? – spytała Mira, nie umiejąc w to uwierzyć. – Poza tym czemu miałby się włamywać na statek? To nie ma żadnego sensu!
– Widziałem je. – Blondyn podniósł głowę. – Teleportowały się do pałacu Vexosów.
 Ale po co? – spytała Julie.
   Jednak nikt nie umiał jej odpowiedzieć na to pytanie.
   „Nie wiesz o wielu sprawach, Dan. O bardzo wielu.”
   Szatyn zacisnął pięści i spuścił głowę. W jego mózgu roiły się rozmaite pytania.  Co jest w pałacu Vexosów? Po co one tam poleciały? Czemu robiły to tak potajemnie?
   I najważniejsze.
   Co takiego ukrywa Jess?

****

   Zbiegłam po schodach i popchnęłam barkiem spore drzwi ze złotymi zdobieniami na framudze. Wpadłam do biblioteki, gdzie panował charakterystyczny zapach starych książek, a drobinki kurzu wirowały w powietrzu. Zapaliłam światło i bez ociągania pobiegłam między regały. Mam niewiele czasu, zanim pojawi się tu armia.
   Jak na złość, nigdzie nie mogłam dostrzec tabliczki z napisem „Plany pałacu”. Organizacja w tym zasmarkanym zamku stoi na naprawdę niskim poziomie! Nie mam czasu na dokładne przeszukanie każdej księgi. Zmarszczyłam brwi. Gdzie może być rozkład pałacu? W archiwach?
   Pod łukowym oknem stał rząd komód z niewielkimi szufladami. Kierując się instynktem, podeszłam do nich i zaczęłam grzebać. Znalazłam mnóstwo starych dokumentacji, drzew genealogicznych i innych papierów, ale planów ani śladu! Za moimi plecami rosła już całkiem pokaźna kupka makulatury i szuflad, a rozkład dalej diabli wiedzą gdzie.
   Usłyszałam, jak drzwi uderzają z hukiem o ścianę. Do środka wpadło kilku strażników. Zerwałam się na równe nogi. Koniec spokoju.
– Jesteś aresztowana za włamanie się do pałacu. – powiedział jeden z nich. – Pójdziesz z nami.
– Szczerze w to wątpię. – odparłam i kopnęłam w ich stronę stos kartek, które rozsypały się w powietrzu.
   Uniosłam za pomocą mocy kilka komód i cisnęłam w nich, po czym wykorzystałam powstały chaos i pobiegłam do regałów.
 Uważaj! – wrzasnął Fludim.
   Przykucnęłam, zanim ostrze włóczni zdołało pozbawić mnie głowy. Podcięłam napastnika i odskoczyłam kawałek dalej.
 Mamy ją przyprowadzić żywą idioto! – ryknął najwyższy strażnik.
   Złapałam się za półkę i podciągnęłam. Po chwili wdrapałam się na sam szczyt regału i popatrzyłam z góry na żołnierzy. Dwóch znokautowałam komodami, ale ciągle miałam czterech przeciwników.
 Złaź stamtąd!
 A może tak grzeczniej? – zasugerowałam. – Jakoś nie ciągnie mnie do współpracy z wami. – Zamknęłam jedno oko i pokazałam im język. – Frajerzy!
 Kiedyś twoje zachowanie cię wpędzi do grobu, wspomnisz moje słowa. – wymamrotał Fludim.
 Nie marudź, Fludi. – Sprzedałam mu prztyczka. – Przyszłam tu się zemścić, więc głupio by było nic nie zrobić, nie? – Ugięłam nogi. – Lepiej się mocno trzymaj!
– Co?!
   Odbiłam się i złapałam najbliższą lampę. Regał, na którym stałam, zwalił się na kolejny, ten na kolejny i tak dalej, aż wszystkie nie padły na marmurową posadzkę, przy okazji nieźle ją rozbijając.
 Czy ty jesteś normalna?! – wrzasnął mój bakugan.
 A jak myślisz? – wyszczerzyłam zęby i zerknęłam na dół.
   Moja dywersja skończyła się na tym, że strażnicy albo oberwali grubymi tomiskami w łeb i padli nieprzytomni, albo zapoznali się bliżej z regałami. Koło głowy jednego z nich spoczywał rulon.
   Rozhuśtałam żyrandol jak najmocniej, by dostać się do parapetu, z którego przeskoczyłam na stolik, a z niego zeszłam na podłogę. Złapałam rulon i rozwinęłam go.
 Yatta! – krzyknęłam. – Mamy plany pałacu!
   Zaczęłam przebiegać wzrokiem po planie korytarzy, pomieszczeń i przejść. Zejście do podziemi znajduje się w zachodnim skrzydle. Zrulowałam mapę, wstałam i zaczęłam iść do wyjścia, póki strażnicy byli nieprzytomni.
 Podobna jesteś do niego, wiesz? – szepnął mi jakiś głos do ucha.
   Obróciłam się gwałtownie, ale nikt za mną nie stał, a żołnierze ciągle leżeli w tym samym miejscu. Zacisnęłam dłoń w pięść i obejrzałam się dookoła. Pusto.
   Kiedy dotknęłam klamki, przed oczami mignął mi obraz mężczyzny o brązowych włosach i takiego samego koloru oczach.
 Tak bardzo podobna...–  tym razem to był szept.
   Kopnęłam drzwi i wyszłam szybkim krokiem na ciemny hol, oświetlany tylko przez dwa kinkiety. Muszę teraz iść cały czas w lewo. Skręciłam, słysząc niedaleko straż. Przystanęłam i użyłam mocy, by przesunąć regał za drzwi i zrobić mały mur z książek. Dopiero gdy skończyłam, pobiegłam w dalszą drogę.
   Wpadłam w ślepą uliczkę.
– To są chyba jakieś żarty! - Rozwinęłam mapę. Tutaj powinien być skręt. Hmmm, najwyraźniej jest ukryty.
   Zaczęłam jeździć dłonią po prawej ścianie, szukając jakiegoś wgłębienia. Nagle poczułam, że zahaczam paznokciami o wyrwę i uśmiechnęłam się. Poszukałam drugiej i popchnęłam nogą kwadrat, który powstał między moimi dłońmi. Przede mną pojawił się otwór, do którego bez trudu mógłby się wcisnąć nawet Volt.
 Naprawdę chcesz zjechać w dół? – spytał z powątpiewaniem Fludim.
   Kiwnęłam głową i wślizgnęłam się do wejścia. Nie przewidziałam jednej rzeczy. A mianowicie, że prędkość będzie dosłownie zabójcza i wciskająca kręgosłup w podłoże, ale podobało mi się to!
 Yatta! – Zaśmiałam się, gdy wpadłam w szereg pętli.
 Z czego ty się cieszysz?! – wrzasnęła maruda, która chyba nie lubiła zjeżdżalni, bo głos miała niemrawy.
   Niespodziewanie zjeżdżalnia się urwała i uderzyłam w coś miękkiego, co później okazało się być kanapą. Podniosłam głowę i zorientowałam się, że jestem w czyimś pokoju. Musiałam odsunąć czarne zasłony, by móc się lepiej rozejrzeć.
– To był pokój Shadowa. – stwierdziłam, widząc skórzane fotele, ciemną kolorystykę pokoju i stos płyt z horrorami na stoliku. Zjeżdżalnia też idealnie pasowała pod charakter Prova. – Jak dobrze, że go tu nie ma. – Raczej wolę nie myśleć, jaką by miał reakcję, gdybym mu tak znikąd wleciała do pokoju...
 Nie mieliśmy czasem trafić na jakiś korytarz? – głos Fludima wyrwał mnie z zamyślenia.
   Po raz kolejny rozwinęłam rozkład pałacu.
 Nie, jest dobrze. Mieliśmy trafić do pomieszczenia na parterze. – powiedziałam. – Teraz trzeba będzie trochę nalatać się po schodach, ale trasa wydaje się być już prostsza. Wsunęłam mapę do kieszeni spodenek.
   Zniszcz mnie...
   Znowu ten głos.
   Powiedziałaś, że zrobisz wszystko, gdy będę tego żądała!
   Wybuch milionów kolorów i czyjś szalony śmiech miesza się z krzykiem.
   Przeklinam cię!
   Reiko, wokół której wiruje błękitna aura. Jej oczy płoną wściekłością i stają się szkarłatne zupełnie jak Tytana...
   Zamrugałam kilka razy, a obraz rozmył się.
 To miejsce jest przeklęte. – szepnęło coś w ciemności.
   Heh, najwyraźniej po raz kolejny będę słyszeć głosy w głowie. Jak miło...
   Na korytarzu rozległ się tupot butów. Przylgnęłam do ściany i nasłuchiwałam uważnie. Nie mam paralizatora jak Aki, ale drzwi też wydają się niezłą opcją. Gdy ujrzałam, że gałka opada w dół, dosłownie rzuciłam się na drzwi całym swoim ciężarem. Trzasnęły w strażnika, jednocześnie zrzucając jego hełm z głowy. Przyłożyłam mu dodatkowo  prawym sierpowym, po czym obróciłam się na pięcie i już chciałam biec dalej, kiedy po moim ciele przebiegła spora dawka prądu.
   Zaryłam nosem w podłogę i przez chwilę czułam przeraźliwy niedowład i mocny ból w plecach. Na szczęścia mężczyzna nadal siedział i chyba nie śpieszył się, by do mnie podejść. Podparłam się na rękach i podniosłam, sycząc z bólu.
– Jakim cudem wstałaś? – wymamrotał strażnik z lekki strachem w głosie, cofając się. – Przecież ta dawka powinna cię powalić na długi czas!
– Miałbyś rację, gdybym była normalna. – odparła z szerokim uśmiechem. – Ale tak się składa, że mi do normalności daleko.
   Nim zdążył wystrzelić kolejną dawkę prądu, wytworzyłam małą tarczę, o którą odbiły się elektrody.
 Najgorszych koszmarów. – wyszeptałam.
 Co ty...
   Zielona kula energii wybuchła tuż pod jego stopami i wysłała go daleko wgłąb korytarza.
Oparłam dłonie o kolana i powoli wstałam. Mój system nerwowy już wyszedł z szoku, ale nogi nadal były niczym z galarety. Uderzyłam w ścianę i odgarnęłam włosy z twarzy.
 Jess, usiądź na chwilę! – zawołał Fludim.
 Nie ma szans. – Zaczęłam iść do przodu. – Żaden głupi prąd mnie nie zatrzyma. – Przyśpieszyłam do truchtu.
   Bierz co chcesz, uderz i wiej – oto plan jak przetrwać w pałacu.

****

    Nie można powiedzieć, że Zenohled był zadowolony, kiedy ujrzał na monitorze pobojowisko w bibliotece. Szczerze mówiąc był cholernie daleko od stanu nirwany, a bliżej miał do wulkanu wściekłości.
 Dalej jej nie złapaliście?! – wydarł się do komunikatora.
 Oberwała taserem, a mimo to nam uciekła, panie. – zameldował jeden ze straży. – Dodatkowo...  urwał, po czym było słychać trzask jakby kości i huk.
 Co się dzieje?!
 Nie denerwuj się tak, staruchu. – rozbrzmiał wyraźnie dziewczęcy głos.
 Kim jesteś? – niemal wysyczał.
   W komunikatorze rozbrzmiał śmiech.
– Spokojnie, Zenek. Nie ekscytuj się zbyt, bo jeszcze mi tu na zawał zejdziesz. A ja wolałabym wykończyć cię osobiście.
   Zenoheld niemal zgniótł urządzenie. Od dawna nie słyszał, by ktoś zwracał się do niego tak bezczelnie. Wściekłość buzowała w nim i żądała natychmiastowego uwolnienia.
 Kimkolwiek jesteś, pożałujesz, że włamałaś się do mojego pałacu.
   Dziewczyna wybuchła złośliwym chichotem.
 Nie myślałam, że doczekam czasu, gdy jakieś próchno będzie mi groziło. Do zobaczenia za niedługo, były władco Vestalii. – po tych słowach zapadło milczenie.
   Zenoheld przez chwilę siedział nieruchomo, po czym wstał z tronu i zszedł po schodach.
 Natychmiast wezwać profesora Claya do laboratorium drugiego! - rozkazał, zarzucając królewski płaszcz na ramiona.
****

 Z drogi! – wrzasnęła Jessie, kopiąc strażnika w szyję, a ten uderzył w ścianę i osunął się na ziemię.
   Dziewczyna zirytowana przeskoczyła nad nim i pobiegła dalej. Czuła, jak haczyki, które taser wbił wcześniej w jej plecy, pozostawiły małe ranki, a z nich obecnie ciekła krew. A to tylko potęgowało nienawiść, jaką czuła względem tego pałacu i jego mieszkańców.
   Fludim zerkał na nią zaniepokojony. W jej aurze można było wyczuć wszelkie negatywne emocje i gniew. Martwił się tez o jej stan zdrowia. Może nie była do końca człowiekiem i miała większa wytrzymałość. Jednak to niczego nie zmieniało. Każdy ma swoje granice, a jeśli je przekroczy...
 Użyj mnie. – te słowa wyrwały mu się, zanim zdołał pomyśleć.
 Hm? – Zerknęła na niego zdziwiona.
– Użyj mnie. Sam załatwię strażników, a tymczasem ty poszukasz w spokoju podziemi i fragmentu.
   Pokręciła głową z uśmiechem.
 Mowy nie ma. Idziesz ze mną.
– Ale Jessie...
 Żadnych „ale”, Fludim. Co bym zrobiła, gdyby coś ci się stało?
 Jess, oni nie stanowią...
 Nie. Zostajesz ze mną.
 Możesz przestać być taka uparta?! – wybuchł.
– Nie chcę by powtórzyło się to samo co z Elico! – wycedziła przez zęby.
   Bakugan zamilkł, widząc, że uderzył w jej czuły punkt. I nie chodziło tu wyłącznie o Elico.
Wziął głęboki wdech na uspokojenia. Jest jej strażnikiem, musi...

Fludim, chroń Jessie, dobrze?”

   Przytulił się do policzka dziewczyny. Tak, powinien po prostu z nią być.
 Przepraszam, Jess. Zapomniałem, że obiecaliśmy sobie, iż zawsze będzie razem.
 No właśnie! Więc nie pieprz mi tu teraz bzdur, ok?!
 Tak, tak. – wymamrotał.
   Jednak widział, że Jessie długo tak nie pociągnie. Zdawało mu się, że z otaczającego ich mroku wydobywa się szept.
   Za niedługo będzie koniec. Wasz czy ich?






 Ja się wolę nie wypowiadać, ile się męczyłam z tym rozdziałem, ale cudem jakimś go napisałam >.> A teraz jestem padnięta, więc arty kaput, ja idę czesać włosy i "spać". Ogólnie polecam z całego serducha "Starset - Monster", bo dzięki temu, napisałam ten cholerny rozdział, który chyba mi najlepiej nie wyszedł ;-; Mogą być błędy (poprawię je jutro)
Oyasumi!


















































sobota, 25 lutego 2017

Rozdział 58: Patelnia może być naprawdę przydatną bronią!

   Akane powiodła zdumionym wzrokiem dookoła. Przed chwilą biegła tuż za Jess, a obecnie była w jadalni.
 Cudownie. Rozdzieliłyście się. – Leaus pokręcił głową.
– Nie nasza wina. Działamy w stresie. – usprawiedliwiła się dziewczyna.
 Co nie zmienia faktu, że ktoś się dowiedział o waszej obecności na statku.
 Pewnie ten pieprzony maszkaron. – wymamrotała, kładąc jedną rękę na paralizatorze, a drugą na patelni.
   Nie słyszała żadnych kroków, więc, stąpając na palcach, wyszła na korytarz i zaczęła się zastanawiać, gdzie iść. Nie miała zielonego pojęcia, jak tu się znalazła, a rozkład statku był dla niej tajemnicą. Postanowiła poszukać Jess i ruszyła w lewo.
   Akurat gdy miała wyjść na rozwidlenie, usłyszała stukot butów. Błyskawicznie wpadła do jednego z pomieszczeń, które okazało się czyimś pokojem. Osoba na korytarzu ziewnęła i wymamrotała „jak mi się chcę spaaać!” pod nosem.
   Akane uśmiechnęła się łobuzersko. Z tych kilku słów wywnioskowała, że to Dan.
   Gałka drzwi zaczęła się poruszać w dół. Dziewczyna cofnęła się pod ścianę i naszykowała patelnię.
 Jest tu kto? – zapytał Kuso, wchodząc i przecierając powieki.
 Wybacz, Dan. – mruknęła Aki i nim chłopak zdołał obrócić głowę, trzasnęła go w łeb.
   Na początku popatrzył  na nią oszołomiony, po czym osunął się na dywan. Tak oto patelnia znokautowała lidera Młodych Wojowników.
   Dziewczyna pociągnęła go na łóżko i pośpiesznie opuściła pokój.
   Jej telefon zaczął wibrować. Wyjęła go i zauważyła, że ma wiadomość od Jess.

****

   Jessie rzuciła się do biegu, nie próbując obracać głowy. Nawet jeśli nie był to Spectra, to wpadły w kłopoty. Wojownicy mieli się o niczym nie dowiedzieć!
   O ile dobrze pamiętała w pomieszczeniu, gdzie kiedyś Phantom z Gusem przeprowadzali eksperymenty na bakuganach, był jeszcze jeden teleport. Szybko wystukała w telefonie wiadomość do Akane i skręciła w lewo. Miała spory kawałek drogi, a musiała się śpieszyć, zanim wszyscy Wojownicy się obudzą.
   Zatrzymała się, widząc, że trafiła w ślepy zaułek.
 Jak to możliwe? – szepnęła. – Przecież doskonale pamiętam, że był tu korytarz!
 Może coś ci się pomyliło. – zasugerował Fludim. – W końcu statek jest ogromny.
– Oby tak było. – mruknęła i odwróciła się na pięcie, ale w coś wpadła, a raczej w kogoś.
   Czyli cały plan poszedł w cholerę! Ciekawe czy jej pech osiągnie dziś apogeum i trafi na...
Zerknęła do góry.
   Trafiła.
   Wyprostowała się i uśmiechnęła niewinnie w stronę blondyna, który patrzył na nią wzrokiem zdolnym zamrozić wszystko w promieniu kilku kilometrów. Miał na sobie tylko luźne szorty i podkoszulkę. Jess miała przed oczami dość dziwny obraz, jak chłopak gubi papcie w kształcie króliczków w czasie biegu, ale szybko się otrząsnęła.
 Co ty tu robisz, Jessico? – spytał z pozoru spokojnie, jednak w głosie czaiło się rozdrażnienie.
   Wściekły, wyrwany ze snu Spectra przyłapuje ją na jego statku o piątej rano. Lepiej być nie mogło!
 Spaceruję. – odparła, opierając ręce o biodra. – Jakiś problem?
 I akurat wybrałaś mój statek do przechadzki? – spytał i podszedł o krok.
   Od razu się cofnęła. Wolała zachować bezpieczny dystans.
 Wiesz, chciałam powspominać stare czasy. Na przykład jak spaliłeś patelnię albo prawie zniszczyłam statek. – roześmiała się sztucznie.
– Czy ty masz mnie za idiotę?
 Chyba nie chcesz znać odpowiedzi na to pytanie.
   Fludim jęknął załamany. Keith zmarszczył brwi i westchnął, co zdziwiło dziewczynę, bo myślała, że blondyn się jeszcze bardziej wkurzy.
   A może to lepiej...
 W sumie możesz chodzić, gdzie ci się żywnie podoba. – zaczął, podchodząc kilka kroków, przez co ona cofnęła się o tyle samo. – Jednak rzadko się spotyka, by ktoś miał ochotę spacerować nad ranem i to w dodatku po statku.
– Jestem dość oryginalna. – skwitowała Jessie, wzruszając ramionami.
 Zdaję sobie z tego sprawę. – Postąpił jeszcze bardziej do przodu, a dziewczyna do tyłu. – Ale wiesz, jeszcze rzadszym zjawiskiem jest, byś szła na spacer z gantletem, a twoja przyjaciółka z patelnią. – Kąciki ust mu drgnęły.
 Każdy idzie, jak lubi. – mruknęła, szukając szaleńczo sposobu by się wydostać.
   Moc. Blokada! Tak to jest to, pomyślała
   Skupiła się, próbując wytworzyć taką tarczę, która oddzieliłaby ją od Keitha. Lecz jej umysł, nieprzyzwyczajony do aktywności o tak wczesnej porze, pracował wolniej. Dodatkowo myśli dziewczyny rozpraszały głosy mówiące, że za chwilę zjawi się tu reszta przyjaciół i sekrety wyjdą na światło dzienne.
 Oprócz tego podejrzanie się zachowujesz od kilku dni. Nieco jak szpieg lub zdrajca.
 Powiedział Spectra Phantom. – warknęła.
   Nagle jej oczy rozszerzyły się, gdy poczuła, że plecami opiera się już o chłodną ścianę. Chłopak oparł dłonie po obu stronach głowy szatynki.
 A teraz powiesz mi, gdzie chciałaś się teleportować. – powiedział Keith, nachylając się nad nią.
   Prychnęła i skrzyżowała ręce na piersiach.
 Chyba w snach!
 Mam powiedzieć reszcie wojowników o twoich nocnych eskapadach? – spytał. – Nie graj ze mną, Jess.
   Jessie zmrużyła oczy. Czuła, że moc coraz bardziej narasta. Jeszcze tylko chwila i będzie po wszystkim. A wściekłość, że blondyn ją szantażuje, tylko jej pomagała.
   Gwałtownie została pociągnięta w dół.
– Co ty odp... urwała, widząc, jak w miejsce gdzie była jej głowa, uderza patelnia. – Czyś ty oszalała?! – wrzasnęła w stronę Akane. – We mnie patelnią?!
 Jess? – Japonka wytrzeszczyła oczy. – Spectra cię całkiem zasłonił!
   Jessie podparła się na rękach i wykonała kilka gwiazd, dzięki czemu jakimś cudem wywinęła się Keithowi.
– Wiejemy! – Pociągnęła przyjaciółkę za rękę.
 Ale szybko przebierasz tymi nóżkami. – stwierdziła Akane. – Coś się wydarzyło w tym zaułku? – Poruszyła znacząco brwiami.
   Jess zmierzyła ją takim wzrokiem, jakby się zastanawiała, czy nie posłać ją do najbliższego ośrodka psychiatrycznego.
 Oprócz tego, że prawie cała akcja poszła do diabła to nic specjalnego! – zawołała.
 A ja myślę, że coś tam jednak było. – zaśmiała się Akane.
– Idź do piekła.
– Byłam nieraz i powiem ci, że nudno tam.
   Leaus wywiesił oczy do góry, nie wierząc, jaką ma beztroską wojowniczkę, która chyba nie pamiętała, że znokautowała lidera Młodych Wojowników.
   Dziewczyny pędziły korytarzami, aż Jess nie dostrzegła ogromnych inkubatorów przeznaczonych dla bakuganów. Wpadły do środka. Jessie podeszła do klawiatury obsługującej teleport i zaczęła przeglądać współrzędne ostatnich teleportacji
 To chyba to. – Postukała palcem w ciąg cyfr i liter. – Ryzykujemy?
 Dawaj. – powiedziała Akane.
   Dziewczyna wpisała współrzędne. Różnobarwne światło zaczęło je pochłaniać.

****

    Hydron chwiejnym krokiem podszedł do łóżka i padł na nie bez życia. Oddychał ciężko, czując, jak całe jego ciało tonie w bólu. Nie miał już nawet sił zdjąć butów, czy podnieść rękę.
Ojciec postanowił go ukarać z porażkę innych.
   Zacisnął szczęki. Dlaczego on miał odpowiadać za obce błędy?! Przecież był jego synem! Jego dziedzicem!
 Hydron. – Jego twarz została ujęta w ciepłe, kobiece dłonie. Czarnowłosa kobieta o fiołkowych oczach patrzyła na niego z delikatnym uśmiechem.
 Ma...ma? – wyjąkał chłopak.
 Tak, synku. – Noelia z troską spojrzała na rany i siniaki księcia. – Ojciec ci to zrobił?
   Książę zacisnął usta w cienką linię i kiwnął głową.
 Tak mi przykro. – wyszeptała, a z jej policzków spłynęły łzy, w których odbiło się światło. – Nie zdołałam cię ochronić.
 Nie płacz, mamo. – Hydron wyciągnął dłoń, by pocieszyć rodzicielkę, ale ta rozpłynęła się w powietrzu. – He?
 Błagam przestań! – usłyszał głos Noelii jak zza tafli wody.
   Odwrócił głowę i ujrzał ciemną sylwetkę jego matki, która cofała się i wyciągała ręce w obronnym geście. Podchodził do niej cień Zenohelda trzymającego miecz.
   Hydron chciał zamknąć oczy, ale jakaś tajemnicza siła nie pozwoliła mu na to.
 Nie zgodziłaś się na mój pomysł. – rzekł były władca Vestalii, unosząc miecz do góry.
 Bo jest szalony! – krzyknęła kobieta,
 Naprawdę cię kochałem, Noelio. Mogłaś mi zastąpić Melody, ale – Złapał ją za nadgarstek. – zdradziłaś mnie.
   Klinga opadła, a krzyk Noeli gwałtownie się urwał.
 Nie! – Hydron ocknął się cały zlany potem. – Nie...
 Ten pałac jest przeklęty. – rzekł głęboki głos.
 Kto tu jest? – Zerwał się z posłania.
   Wzdrygnął się, widząc Lynca i Volta, którzy celowali w niego palcami.
 Ten pałac jest przeklęty. Twój ojciec jest przeklęty. Cała twoja rodzina jest przeklęta. Powiedzieli jednym głosem.
   Hydron przyłożył ręce do uszu, pragnąc, by wszelkie głosy ucichły, by już niczego nie widzieć, by nic nie czuć, by wszystko znikło.
   Tak bardzo chciał teraz zasnąć.

****

    Wylądowały w pomieszczeniu wyłożonym białą i szarą płytą. Nie włączył się alarm oraz nie było w pobliżu straży, więc póki co były bezpieczne.
 To jaki jest plan? – spytała Akane, wiążąc włosy w kucyka.
 Muszę się dostać do podziemi, ale żeby je znaleźć, muszę najpierw odszukać plany pałacu. – odparła Jessie. – Są w zamkowej bibliotece. – uprzedziła następne pytanie.
 Wiesz, jak tam się idzie?
 Mniej więcej tak.
 No i pięknie. Mi możesz zostawić straż. Pobawię się z nimi, a potem dorwę cholernego szczeniaka czyli Hydrona. – Akane zrobiła balon z gumy.
– Znów się rozdzielacie? – mruknął Fludim. – Nie wiem, czy to dobry pomysł.
 I tak obydwie mamy inne cele, więc to bez różnicy. – zauważyła Jess.
   Jej bakugan przez chwilę się wahał, ale w końcu skinął głową.
 A co z Wojownikami? – wtrącił Leaus. – Myślicie, że tu przylecą?
 Oni nie umieją podejmować decyzji na spontana. Zdążymy wrócić, zanim zdecydują co robić. – stwierdziła Akane.
 Chociaż taki Dan...–  zaczęła Jess.
 On przez jakiś czas raczej będzie nieszkodliwy.
 Jak to?
 Można powiedzieć, że wysłałam go na dłuższą drzemkę.
   Jess uniosła brwi do góry i wybuchła śmiechem na widok zakłopotanej miny przyjaciółki.
 Widzimy się za niedługo. – powiedziała, wyciągając rękę.
   Przybiły żółwika i odbiegły w przeciwne strony pałacu.


Wena postanowiła wyjątkowo posiedzieć sobie dłużej, a że muszę się skupić na następnym rozdziale, inwokacji i biolo, to rozdział wszedł tak szybko. Przy okazji zaczęłam aktualizować spis treści (przyda się xD)
Jess: Pamiętasz, jak twierdziłaś, że teraz będziesz pisała już 2 serię?
Tsaa. Nie przewidziałam, że ta historia mi tyle zajmie xD
Spectra: I jeszcze akcję rozciągasz
A cicho tam, scena z tobą też mi się coś wydłużyła <.< Bosh, nie chcę myśleć, co to będzie pod końcówkę ;-;
Jess: Chaos, a co?
*nagle do pokoju wpada Lync z Danem, którzy nawzajem się szarpią i kopią*
Ettooo, co wy odwalacie? O.o
Lync: On nie chce dać mi kasy! 
Dan: Bo to ja wygrałem! Był Phantom (którego, nawiasem rzecz mówiąc, muszę potem pouczyć, jak ma się odnosić do Jess -.-)!
Lync: Ale ty też! A mówiłeś, że przyjdzie tylko Phantom!
Dan: Nieprawda! Dawaj 10 dolarów, ty różowy oszukiście!
Jess: xD
Keith: *patrzy na nich i nie wierzy, jakich idiotów ma/miał w drużynie*
Shadow: *czyta rozdział* Kuso oberwałeś patelnią *wybucha śmiechem* D-E-B-I-L.
Dan: Bo ty niby o 4 rano byłbyś w pełni przygotowany na atak patelnią? >.> *odpycha Lynca*
Akane: Co miałam zrobić? Przeszkodziłeś nam!
Dan: Ale nie musiałaś mnie pozbawiać przytomności! Mam siniaka >.<
Akane: *wywiesza oczy do góry* Ale jesteś pokrzywdzony
Dan: -.-


~~Ruskie arty, których dawno nie było~~

Jess: Gus, szykuj się, bo tak skończysz, gdy Sayuri cię dopadnie ^^ Będziesz codziennie miał inną fryzurę.
Sayuri:  *10 latka z dwoma ciemnymi kucykami* Kim jest ten pan?
Jess: Przyszłym twojej siostry
Sayuri: Naprawdę, nee -chan? *.*
Akane: Tsa, a Jess pójdzie na konkurs z fizyki.


Jess: Nee, co się tam stało? =^.^=
Keith: Nic, co powinno cię interesować
Jess: Przy okazji, znalazłeś maskę?
Gus: *wychodzi ze schowka* Zaraz będzie odnaleziona
Ja: *kręci głową* Serio, trzeba cię wyleczyć z tej służalczości


Dan: Błagam, dajcie litość moim oczom
Noelia: Ooo pamiętam, jak robiłam te zdjęcia
Hydron: Em..mamo? O.o
Jess: To jest jakiś zjazd z zaświatów, czy co?
O matulu, Volt taki zazdrosny
Dan: Nie próbuj tego shippować
Spokojnieee, nie skrzywdzę tak Volta ^^
Hydron: Idźcie wszyscy w cholerę


Jak ktoś chce czekoladki z jadem żmii, to proszę bardzo, Mylene ma jeszcze jedno pudełko ^^
Jess: Napluła tam, nie?
Przecież mówię, że z jadem


Muszę znaleźć tego co to stworzył! Po prostu muszę!
Shadow: Em, dziewczyny... *zerka na Jess i Akane, ale te są zbyt zajęte szukaniem map* może lepiej, że tego nie widzą
Dan: *widzi, jak Autorka wychodzi wraz z siatką, paralizatorem i fangirlską miną* Shun, leć po kij kendo, Angel poszła się bawić w łowcę >.>


Lync: Co tak depresja? Spokojnie, może Mira kiedyś cię pokocha
Akane: Albo nie i zostaniesz sam do końca życia :3
Baron: Ma jeszcze mistrzynię Julie
I gromadę vestaliańskich lasek.
Jess: Julie jest z Billem, a te vestaliańskie laski są tam *kciukiem pokazuje na tłum dziewcząt, które otaczają Spectrę, Gusa, Shuna i Dana*
Shadow: ;-; *siada koło Ace'a i obydwoje popadają w depresję*
Jess: Nie wierzę w was czasem xD


To jest słodkie *.*
Akane: Ale zdechł
Leaus: Jesteś dziś przeurocza
Jess: To przez stres *lisi uśmiech*
Akane: Nie przeżyjesz dzisiejszej nocy -.-



Akane: Nie ciesz się, za niedługo będziesz wąchał kwiatki od spodu
Dan&Jess&Haruka: *siedzą w kucki*
Dan: Co z nią?
Haruka: Stres, a że to Aki, to melisa nic nie da
Jess: Zawsze można ją trzasnąć w łeb
Haruka: *ciągnie ją za ucho* Tobie też przydałaby się lekcja pokory
Spokojnie, dostanie taką, że się nie pozbiera
Jess: Zobaczymy, Angel *wraca do rozmowy* Albo kąpiel z świeczkami
Dan: Szaszłyki?
Haruka&Jess: Szybciej czekolada
Dan: To czekoladowy szaszłyk!
Haru: Dobre!


Jess: Gus, jaka foka xD
Słodycze, bakugan...jeszcze tylko przyjaciółki, muzyka i więcej mi do szczęście nie potrzeba ^^



Może ja was serio wyślę do szkoły?
Jess: Jeszcze zrób z nich nauczycieli, a się przeniosę
Czemu? Keith nauczyciel *.*
Dan: Za dużo fanficów. Dużo za dużo
Shadow: Poza tym jak ci laska oferuje tego, nie wiem, kebaba (xd) to się bierze, a nie patrzy jak na idiotę
Keith: Czyli tak, jak wszyscy patrzą na ciebie.
Jess: Wiesz, w mojej szkole jakby wziął, to by było równoznaczne z oznaką chodzenia
Shadow: O.O
Jess: No więc właśnie
Shadow: Zazdrosna? :3
Jess: O kebaba? xD
Dan: Dobry jest ^^
Shadow: Ty serio jesteś idiotą O.o


Baron: Lepsza taka robota niż żadna
Gościa od tego też muszę poszukać
Lync: Pokój im duszom
Zacząłeś księdza odstawiać?
Jess: Stylowe wdzianko. Mira, popatrz jak Ace się odstawił! *ciągnie rudą za rękę*


Jess: xDDD
Akane: *wraca po kąpieli, wycierając włosy w puchaty ręcznik* Wyglądasz jakbyś się zjarał, potem napił i znów zjarał.
Jess: Aż ci się oko wygięło O.O
Pewnie od konopi ze statku Spectry xD
Akane: Szlag! Wiedziałam, że o czymś zapomniałam!

To tyle od nas ^^ Odmeldowujemy się!
Ps. Polecam serdecznie "Heroizm dla początkujących" Johna Moore. Uwielbiam tą książkę, a w szczególności Rebekę xD
Enjoy!