wtorek, 25 kwietnia 2017

Angel ma pytanko #3

Jak widać po datach moje regularność w dodawaniu notek zaczyna coraz bardziej lecieć łeb na szyję, dlatego też poszukuję osoby, która by mi chętnie powierciła dziurę w brzuchu jutro wieczorem i w piątek po 22, bo inaczej następne rozdziały ujrzą światło dzienne gdzieś w czerwcu xD
Jess: Juhu!
Aki: Świetnie, dziś jest dzień dobijania?
*odgania je książką od fizyki (działa jak woda święcona na demony...Dobra, spadaj do siebie Jenny >.>)*
Ktoś chętny się podjąć wyzwania? :3
Jessie: A niby to ja jestem naiwna.
.
.
.
.
-___-
Odmeldowuje się ^^

piątek, 14 kwietnia 2017

Rozdział 64: Nienawiść

   Usta Tytana rozciągnęły się w szyderczym uśmiechu, gdy ujrzał przepełnione przerażeniem oczy Reiko, która przed chwilą opadła na kolana i zszokowana wodziła wzrokiem od bladej twarzy gówniary do plamy krwią pod nią.
– Nie masz się co łudzić – powiedział, kiedy jej dłoń uniosła się i dotknęła szyi dziewczyny. – Zdechła jak reszta jej rodziny.
   Kobieta zacisnęła pięści i rzuciła mu gniewne spojrzenie.
 Nie – wycedziła.
 Hm?
– Mówię, że tak się nie stanie! – Reiko zerwała się na równe nogi i wycelowała w niego palcem. – Doskonale wiem, że masz mnie, Jessicę i pozostałych z naszej rodziny za zwykłych słabeuszy. Może czasami masz rację. Jednak Jessie nie jest słaba! – Uśmiechnęła się blado. – Widziałam jej wolę życia i  wiem, że nie da się zabić żadnej klątwie! – Schyliła się, zarzuciła jedną rękę Jess na szyję i dźwignęła zimne ciało do góry.
   Dyskretnie przyłożyła dłoń do jej klatki piersiowej. Wydawało jej się, że czuje słabe bicie serca.
   Jeśli dobrze myśli to...
   Nie ma czasu do stracenia.
 Jesteś jeszcze głupsza niż myślałem, Reiko. Ta dziewczyna powinna umrzeć dawno temu! Takie jest jej przeznaczenie!
 Ty jedyny w to wierzysz. – Kobieta owinęła rękę wokół talii Jessici i ruszyła do wyjścia komnaty, starając się nie patrzeć na drzewo genealogiczne.
   Nie może się rozklejać. Musi wypełnić swój obowiązek i wyciągnąć stąd jeszcze dwójkę osób.

****

 Ostrzegałem cię – wymamrotał Gus, siłując się z więzami na rękach Akane.
   Do pomieszczenia ściągnął go głośny huk i wrzask „Ha! Mówiłam, że karma to suka, cwelu cholerny!”, po którym od razu domyślił się, kto jest w środku. Widok znokautowanego Hydrona nieco chłopaka zaskoczył – zważywszy, że Ziemianka była związana naprawdę mocnym węzłem - ale dziewczyna upierała się, że tym razem to nie ona, a coś co wyleciało spod podłogi. Na potwierdzenie jej słów w posadzce widniała niewielka dziura.
 Nie gadaj, tylko to rozwiązuj! – fuknęła Akane. – Muszę znaleźć Jess!
 Nie wierć się tak, bo jedynie pogarszasz sprawę.
– Wiesz, istnieje taki wynalazek zwany nożem i ten szczeniak położył go gdzieś tam. – Wskazała butem na ręcznie robioną komodę.
– Nie mogłaś powiedzieć wcześniej?!
– Wypadło mi z głowy.
   W tym momencie Gus momentalnie zwątpił, czy dziewczyna posiada choćby śladowe ilości zdrowego rozsądku. Ruszył w kierunku komody, gdy przed drzwiami pojawiła się dwie błękitne sylwetki promieniujące oślepiające światło. Z palców wyższej postaci wystrzeliła iskrząca wiązka, która trafiła w sznur oplatający nadgarstki Akane i momentalnie go spaliła.
 Musimy się pośpieszyć – oświadczyła, wyciągając do nich dłoń.
 Reiko?! – Japonka zmrużyła oczy. – Co ty robisz? To Jess?! – Spanikowana spojrzała na niższą sylwetkę.
   Postać nie odpowiedziała, lecz pstryknęła palcami. Akane i Gusa pochłonęło błękitne światło.

****

   Tak właściwie nigdy się nie zastanawiałam, dokąd mogę trafić po śmierci. Do piekła? Nieba? Czyśćca?
   Gdzie tam! Dryfowałam w przestrzeni kosmicznej i, co dziwniejsze, jedna część mojego ciała była ogarnięta przez ciepło, a druga zimno.
   Co to za miejsce?
   Znikąd wyłoniła się osoba z kapturem narzuconym na głowę.
– Kim jesteś? – wychrypiałam.
   Oczywiście się tego nie dowiedziałam, bo ta mnie zignorowała i złapała za nadgarstek. Poczułam gwałtowne szarpnięcie w okolicach pępka i zebrało mi się na wymioty. Wszechświat zawirował kilkakrotnie przed moimi oczami, zanim zniknął.
   Wylądowałam na miękkim łóżku naprzeciwko małej dziewczynki. Tak właściwie to mogłabym być  ja jako 6 – 7 latka, lecz ona miała na sobie zieloną suknię, a jej włosy były upięte w koronę, natomiast ja w dzieciństwie nigdy w czymś takim nie chodziłam.                        Zauważyłam, że moje ubranie się zmieniło. Zamiast szortów i fioletowej podkoszulki była czarna, cienka sukienka na ramiączkach, która sięgała mi do kolan. W miejscu botków i zakolanówek pojawiły się sandały podobne do tych jakie noszono kiedyś w Rzymie.
Przyjrzałam się jeszcze raz dziewczynce. Widziałam ją w którejś z wizji, jestem tego pewna.
– Kim jesteś? – powtórzyłam pytanie, prostując się.
 Można powiedzieć, że  ucieleśnieniem twoich wymazanych lat – odparła głosem dorosłej kobiety.
 Ile razy mam powtarzać, że to niemożliwe? – westchnęłam. – Nie jestem...
 Jesteś i to zaakceptuj. Od prawdy nie ma ucieczki – Jej ton stał się chłodniejszy. – Mogłabym ci to udowodnić w pięć sekund, ale za chwilę sama się przekonasz.
   Zmarszczyłam brwi. Patrzyła na mnie mało przyjaźnie i odnosiłam wrażenie, jakbym rozmawiała z Reiko.
   Dopiero teraz przypomniałam sobie, że umarłam i nawet jeśli ma być to podróż do moich wspomnień, to nie ma najmniejszego sensu, bo niczego nie zmieni.
 To i tak nieważne – Rozłożyłam ręce. – Przecież jestem martwa.
 I tak i nie.
 Huh?
– Twoje serce jeszcze słabo bije. Jednak ciało jest zimne, bo krew nie płynie, a wszelkie funkcje życiowe są zastopowane. Jest to stan podobny do hibernacji, ale o wiele silniejszy – wyjaśniła.
 Serce mi bije, ale nie pompuje krwi do żył? – Zrobiłam sceptyczną minę. – Może i nie jestem biologiem, lecz takie coś nie jest możliwe.
   Dziewczynka wywróciła oczami.
 Pompuje krew tylko tu – Przyłożyła dłoń do głowy. – Dzięki temu możesz przejść próbę.
 Próbę?
 Tak – Teraz dziewczynka uśmiechnęła się groźnie. – Teraz odzyskasz swoje wspomnienia i zdecydujesz, czy warto wracać do świata żywych.
 Muszę wrócić – oświadczyłam, wstając.
– Zobaczymy, Jessie – Sięgnęła po cienką książeczkę i podsunęła mi ją do rąk. Czarnymi, pochyłymi literami wydrukowano tytuł „Wymazane”. – Weź ją i otwórz.
   Raz kozie śmierć, pomyślałam i zrobiłam to, co mi powiedziała. Kartki zaczęły się same przewracać w zawrotnym tempie, a litery unosić w powietrzu i otaczać naszą dwójkę. Podłoga pod nami się zapadła i poszybowałyśmy w dół. Myślałam, że to będzie szybki lot na spotkanie z powierzchnią, ale tak się nie stało. Odniosłam wrażenie, że siedzę w jakiejś windzie, z której rozciąga mi się widok na vestaliańskie miasto.
   Zatrzymałyśmy się przed pałacem Vexosów. Przez szeroką alejkę, która prowadziła od bramy strzeżonej przez dwóch strażników do wejścia, gdzie czekały już służące, szła piątka ludzi. Rozpoznałam ich natychmiast.
   David otaczał jednym ramieniem Melody, a drugą ręką ściskał dłoń małej Cassandry, która miała gdzieś z 10 lat. Natomiast blondynka szła z Kenjim i przyciskała do piersi niemowlaka. Rozmawiali o czymś między sobą i uśmiechali się do swojego najmłodszego dziecka. Nagle David usadowił Cassandrę i Kenjiego na swoich barkach.
 Trzymajcie się mocno, obydwoje! Dziś specjalna wycieczka na plecach króla! – zawołał, mierzwiąc im po kolei włosy.
    Melody zaśmiała się i przytuliła mocniej niemowlaka.
 Masz zabawnego tatę, nieprawdaż, Jessie? – spytała.
   Moja dłoń zamarła w powietrzu.  Zamrugałam kilka razy. Dlaczego i kiedy ją wyciągnęłam?
 Och, zaczęłaś tęsknić? – Dziewczynka uniosła brew. – Poczekaj, to dopiero początek naszej podróży – Wyciągnęła do mnie rękę. – Chodź, gwarantuje, że nie zapomnisz tego do końca życia...Chociaż i tak nie pożyjesz długo – dodała drwiącym tonem.
– Dawno ci nikt porządnie nie przywalił, co? – mruknęłam, odtrąciłam jej dłoń i ruszyłam do przodu.
 Za to ty porządnie oberwałaś!
   Przejechałam sobie ręką po twarzy. Ten dzieciak jest chyba jakąś mieszanką mojego, Tytana i Reiko charakteru, więc zapowiada się fantastyczna zabawa, która może skończyć na czyiś wybitych mleczakach...

****

    Akane patrzyła pustym wzrokiem, jak Reiko układa Jess na łóżku, zmienia jej ubrania, zmywa krew, otula kołdrą i podpina kroplówkę, którą skombinował skądś Marucho. Do krwiobiegu Jess miałyby być dostarczone jakieś substancje, które zaczną leczyć zdewastowany od środka organizm.
   Japonka była w tak głębokim szoku, że kiedy wrócili, zignorowała Wojowników, pozostawiając wyjaśnienie sytuacji Gusowi i Leausowi, podążyła za Reiko do ich pokoju i stała w miejscu przez cały czas, gdy duch działał. W jej umyśle brzmiało tylko jedno zdanie, które wypowiedziała kobieta.
   „Jest szansa, że przeżyje.”
   Nie poczuła, jak Reiko kładzie jej rękę na ramieniu. Słowa kobiety dotarły do niej jak zza tafli wody.
– Zostań z Jessicą. Ja pójdę wyjaśnić sytuację.
   Japonka podeszła do łóżka. Twarz Jess była taka blada. Aki osunęła się na kolana i koniuszkiem palców dotknęła dłoni przyjaciółki. Ścisnęło ją w dołku, kiedy poczuła, jaka jest zimna.
 To żart, nie? – wymamrotała. – To jest jedynie jakiś pierdolony dowcip, prawda?! – Potrząsnęła nią. – Jess, obudź się, kurwa!
   Cisza przeraziła ją najbardziej i pozwoliła zrozumieć, że jej przyszywana siostra może nigdy więcej nie otworzyć oczu, że może UMRZEĆ.
   Strach objął ją swoimi lodowatymi ramionami i zachichotał do ucha. Od dawna nie czuła go tak intensywnie.
– Gomen – szepnęła i pochyliła głowę. Fioletowe włosy połaskotały Jessie w twarz. – Gdybym z tobą poszła...  Łzy spłynęły po policzkach. – Dlaczego do tego doszło?! – Wcisnęła twarz w prześcieradło.
   Mogły tam nie iść. Mogły się nie rozdzielać.
   Chociaż co by to zmieniło?, pomyślała dziewczyna, spojrzała jeszcze raz na Jessie i przygryzła wargę, kiedy ujrzała bliznę na jej ramieniu. Drgnęła.
   Hydron!
   Wbiła paznokcie w materac. On, jego gówniany ojciec i ten powalony Clay! To ich wina!
 Zajebię ich – wycedziła. – Zabiję jak psy!
   Mieszanka wściekłości i nienawiści wypełniła jej umysł. Przez nich Jess może umrzeć! Przez to, że oni żyją!
   Oddychała ciężko. Najlepiej by było, gdyby obydwie rodziny zdechły!
   Właśnie...
   Skierowała spojrzenie rozwścieczonych oczu na drzwi. Zza nich dobiegały przyciszone głosy Wojowników.
   Przecież tu są jego dzieci...

****

 Czyli żyje? – upewnił się Dan.
   Dopiero relacja Reiko nieco go uspokoiła, co nie znaczyło, że dalej nie czuł przerażenie na przypomnienia stanu, w jakim zjawiła się tu Jessica. Gus niewiele im wyjaśnił, bo spotkał tylko Akane, a Leaus również nie miał wielu informacji, bo większość czasu spędził walcząc ze strażnikami, a potem jako zakładnik Hydrona.
   Wszyscy Wojownicu otaczali pierścieniem Reiko. Niektórzy tacy jak Shun, Ace czy Dan odetchnęli z ulgą, kiedy duch powiedział, że podjął już odpowiednie kroki, by pomóc dziewczynie, ale Alice, Runo, Mira i Julie były w ciągu dalszym przestraszone.
 To zależy od niej. Mogę ją uleczyć, ale nie jestem w stanie przywracać do życia.
 Jess wróci do nas – stwierdził Kuso. – Wiem to.
 Dan...  Runo splotła dłonie razem i skinęła głową. – Masz rację!
– Mam jedno pytanie. Jak doszło do tego wybuchu mocy w organizmie Jessie? – spytał Ace.
Reiko wzięła głęboki wdech. Wiedziała, że to pytanie się pojawi i nie będzie dalej mogła już ciągnąć tej szopki.
 Myślę, że to czas, by opowiedzieć wam cała historię – oświadczyła i już chciała coś dodać, gdy w słowo weszła jej Akane.
 Historyjkę przełożymy na później.
 Akane! – Alice spostrzegła opatrunek na ręce Japonki oraz kilka ran na jej nogach. – Musimy cię opatrzyć, chodź. - Uderzyła o ścianę, zaraz po tym jak podeszła do niej.
 Co ty wyrabiasz?! – krzyknął Ace, pomagając wstać Rosjance.
   Akane zignorowała go i założyła ręce na piersi. Nie obchodziło ją, czy coś się stało Gehabich i co pomyślą sobie Wojownicy. Miała wszystko i wszystkich gdzieś.
   Wyszukała w tłumie Spectrę i Mirę. Zmrużyła oczy. Hmm, gdyby Clayowi nadal na nich zależało, mogłaby zrobić z nich całkiem niezłe karty przetargowe. Lecz profesorek to pojeb – zupełnie jak jego synek, o ironio – i ma swoje bachory w nosie.
   Skrzywiła się. A mogli by się teraz idealnie przydać.
 Czego chcesz, Akane? – Na sam dźwięk głosu Phantoma, ciśnienie jej skakało.
 Nic takiego – Aki wycelowała w niego paznokciem. – Chciałam jedynie powiedzieć, że jeśli Jess umrze, to cię osobiście zajebie, Phantom  Przekrzywiła głowę i wyszczerzyła zęby w psychopatycznym uśmiechu. – Bo to wszystko twoja wina, prawda?




Krótko, bo już druga w nocy. Mogą być błędy, rozdział słaby, ale wena to suka i nic nie poradzę, a nie chcę mieć miesięcznego zastoju, bo na późniejsze rozdziały mam pomysł itp. A gif zrobiłam sama ^^ *aura dumy*
Dobranoc!
Ps. Naprawiłam teleport!

poniedziałek, 27 marca 2017

Rozdział 63: Memento mori

    ~~muzyka~~
   Jeśli myśleliście, że zaraz po wejściu do tego dziwnego pokoju w podziemiach, ujrzę fragment i wszystko stanie się jasne, to was srodze zawiodę. Ten cholerny, ostatni element układanki postanowił pograć ze mną w ciepło zimno, zaraz po tym jak weszłam do środka. Super, nie? Bo ja wcale nie jestem na terytorium wroga (starego dziada, ale zawsze) i czas mnie nie nagli. Gdzie tam!
   Jeszcze Tytan uśmiechał się tak drwiąco, że miałam ochotę strzelić mu w gębę którymś z opasłym tomów leżących na stoliku. Złapałam świecznik i ruszyłam na zwiedzanie obszernego pomieszczenia. Drobinki kurzu tańczyły w powietrzu, tłuste, włochate pająki chowały się w kątach, a pajęczyny musiałam odpychać mapą.
 Piękne miejsca, prawda? – zawołał Tytan.
   Bez obracania się, pokazałam mu wyprostowany środkowy palec, na co on wybuchł tym swoim śmiechem starego dziadka. Jak nie Reiko to on. Ugh, moja rodzina naprawdę jest przeurocza.
   Szybko jednak zapomniałam o Tytanie, gdy w świetle ognia ujrzałam spory, złoty napis, który był umieszczony nad rozciągłym drzewem genealogicznym.
   RÓD ELEVENOR
   Podniosłam świecznik do góry. Główna linia rodu czyli ci od Titaniusa mieli purpurowe podpisy oraz obwódki fotografii, a ci spoza – czarne. Pchana przeczuciem nie zaczęłam od góry, tylko od środka. Po chwili  odnalazłam zdjęcie białowłosej kobiety w złotej tiarze.
   Reiko Nemezja Elevenor – władczyni Vestalii
   Wiedziałam. Czyli kłamała, że jesteśmy spokrewnione.
   Zacisnęłam mocniej palce na świeczniku.
   Taką mam nadzieję...
   Wróciłam do drzewa. Reiko wyszła za mąż za Kazuhiro (jego pierwotnego nazwiska nie podali). Wodziłam palcem po liniach, mając przed oczami kawałek wspomnienia, gdy odbierano jej dzieci. Spojrzałam na uśmiechnięte twarze Rebeki oraz Daichiego, po czym zerknęłam na liczby pod nimi. Poczułam skurcz w brzuchu.
   Obydwoje zmarli przed ukończeniem 25 lat.
– Biedna ta Reiko, co? – usłyszałam szept Tytana tuż przy ucho. Zerknęłam na niego przez ramię. – Mogę ją śmiało nazwać drugą najbardziej pechową kobietą w rodzinie. – Odchylił się na piętach.
 Kto jest pierwszą?
 Ty.
   Jakby się nad tym zastanowić, to rzeczywiście szczęście nie darzy mnie miłością, jednak temu świrowi na pewno o to nie chodzi.
 Szukaj, Jessie. – powiedział, przywołując ten swój chory uśmiech na twarz. – Fragment jest tuż przed tobą. Wystarczy się przypatrzeć... – niemal wyszeptał z jakąś taką nabożną chcią.
 Tobie stanowczo przyda się psychiatra. – stwierdziłam i wróciłam do genealogii Elevenorów, pomijając władców po Reiko.
   Nagle dostrzegłam bardzo dobrze znane mi imię.
   Melody Kyla Elevenor – władczyni Vestalii
   Nad podpisem była fotografia tej samej blondynki z wizji i zdjęcia, które kiedyś znalazłam w tym pałacu. Miała szafirowe oczy i łagodny uśmiech.
   "Czyli Zenoheld serio jest uzurpatorem."
   W głowie od razu pojawiły mi się urywki wizji. Ten pożar, krzyki i zapach śmierci.
Pokręciłam głową, próbując uwolnić się od uciążliwych myśli. Muszę znaleźć fragment, zanim będzie za późno. Powiodłam wzrok na małżonka Melody  Davida. Był brunetem o ciemnobrązowych oczach.
 Widziałam go. - wyszeptałam niemal bezgłośnie. - Wtedy w bibliotece.
   "Jesteś do niego taka podobna..."
   Czułam narastającą gulę w gardle. Nie istniało dla mnie już nic innego niż drzewo genealogiczne. Powędrowałam do następnego pokolenia Elevenor.
   Pierwsza była Cassandra. Młoda dziewczyna o błękitnych oczach i ciemnych włosach. Zmarła w wieku 16 lat.
   Następny urodził się Kenji. Jego nigdy nie widziałam w żadnej wizji. Oczy chłopaka były o kilka odcieni jaśniejsze niż Cassandry. Umarł, mając 12 lat.
   Ostatnia fotografia oraz podpis były niewyraźne. Podsunęłam bliżej ogień, by móc coś zobaczyć.
   Świecznik upadł z hukiem na kamienną posadzkę. Zamrugałam kilka razy, upewniając się, czy nie mam problemów ze wzrokiem.
   Patrzyłam na twarz małej dziewczynki o brąz włosach, orzechowych oczach i dużym uśmiechu. Patrzyłam na MOJĄ twarz.
 C-co to kurwa ma być?! – wrzasnęłam do Tytana, celując drżącym palcem w fotografię.    Lekko się chwiałam, bo chaos, który we mnie zapanował, można porównać tylko do tego przy stworzeniu świata.
 Jessica Saki Elevenor. – przeczytał podpis i przeniósł wzrok na mnie. – Myślę, że to ty. – Uśmiechnął się złośliwie.
   Spokojnie, Jessica. Jesteś kroplą w oceanie błogiego, pieprzonego oceanu cholernego spokoju. To wszystko da się jakoś wyjaśnić. Nie możesz być księżniczką, to samo w sobie brzmi absurdalnie. Wdech i wydech...
 Czy ja ci wyglądam na księżniczkę?! – warknęłam, prezentując swoją sylwetkę. Coś to relaksacyjne oddychanie mi nie pomaga.
   Otaksował mnie wzrokiem, jakby była jakimś mięsem w rzeźni.
 Cóż, masz urodę, ale twoje słownictwo to już inna sprawa.
   Wyciągnęłam przed siebie dłonie i zaczęłam zaciskać palce na powietrzu, imitując sposób w jaki bym udusiła tą mendę z bezczelnym uśmiechem.
   Tytan zaśmiał się i położył mi rękę na ramieniu.
 Myślę, że masz poważniejsze problemy, dziewczyno. – stwierdził. – Za niedługo odzyskasz wspomnienia, ale – Przekrzywił głowę i wygiął usta w podkówkę. – długo się nimi nie nacieszysz.
   Już miałam zapoznać moje paznokcie bliżej z jego twarzą, gdy nogi same się pode mną ugięły i zagościłam na zimnych kamieniach.
 Jessie, co jest?! – Fludim spanikowany podleciał do mnie.
 Nie mam pojęcia. – odparłam, opierając się nadgarstkiem o ścianę.
   Próbowałam wstać, ale z tyłu miałam teraz dwa drewniane patyki, a nie nogi. Zdmuchnęłam grzywkę z twarzy i zaczęłam mordować Tytana wzrokiem. Zignorował mnie, przysunął do siebie okrągły stolik i siadł na nim, zakładając nogę za nogę. Splótł palce i oparł o nie brodę.
 Muszę przyznać, że myślałem, iż bardziej spanikujesz, gdy zobaczysz ostatni fragment, ale ty naprawdę dobrze wypierasz złe informacje, prawda?
 Nie jestem żadną Elevenor, do cholery!
 Och, doprawdy? – Uśmiechnął się z drwiną i pstryknął palcami.
– T... – głos zamarł mi w gardle, gdy przed  moimi oczami stanął obraz płonącego pałacu. 
 To wydarzenia sprzed dziesięciu lat. – powiedział. – Kiedy to jakże wspaniała królewska rodzina, została wymordowana przez... – urwał.
   Z płomieni liżących ściany wyłonił się mężczyzna. Zenoheld.
   Poczułam, jak coś mnie uderza w brzuch i zakryłam usta dłonią. Jednak przez palce przeciekła krew. Cały pokój zaczął się powoli zacierać. Co jest?
 Mówiłem, że ostatni fragment ci się spodoba.
   Nie zdołałam wyrazić mojego wielkiego zachwytu, bo oprócz wymiotowania własną krwią, zaczęłam mieć problemy z oddychaniem. Coś mnie dosłownie dusiło.
 Przekleństwo zaczyna działać. - poinformował mnie współczującym tonem podszywanym drwiną. - Biedactwo. - Zacmokał.
   Zdołałam tylko spojrzeć na niego w taki sposób, że gdyby nie był martwy, dostałby zawału.
 Och, dobrze, skoro tak bardzo prosisz, to powiem ci, dlaczego cierpisz. – Jaki łaskawca. – Dziesięć lat temu wymazałaś się z tego świata.
   To mi kurwa wyjaśnił...
 Tak cię przeraził widok ginącej rodziny, że postanowiłaś o tym wszystkim zapomnieć i zmusić innych, by zapomnieli o tobie. – Wstał i zaczął się przechadzać. – Gdybyś nie szukała fragmentów, nic by się nie stało, ale ty nieświadomie postanowiłaś cofnąć wymazanie. – prychnął z dezaprobatą. – W rezultacie masz to. – Wskazała na kałużę krwi, która z każdą chwilą rosła. – Moc każe ci zapłacić.
 Moim własnym życiem? – wycharczałam, widząc tylko kolorowe plamy przed sobą.
Kiwnął głową.
 Jest jakieś 2% szans, że przeżyjesz, jednak wątpię, czy będziesz tego chciała po odzyskaniu pamięci.
   Taa, pieprzenie zagadkami. Skąd ja to znam? Czemu żaden z przodków nie może powiedzieć czegoś bez zbędnego mącenia?! Wolą mówić jak jakieś wróżki z ulicy i tylko sprawiają, że ciśnienie mi skacze (no w chwili obecnej to mi opada...) Gdyby nie fakt, że jestem tak nieco umierająca (nieco, ha, dobre sobie) to Tytan zbierałby zęby z podłogi.
   Jego następne słowa sprawiły, że przestałam mu wygrażać.
 Nie martw się. Nie będziesz samotna. Twoja przyjaciółka będzie ci towarzyszyć.

****

   Podobał mu się sposób w jaki dziewczyna zbladła. Po części było to spowodowane utratą krwi, ale w sporej mierze to był lęk o jej drogocenną przyjaciółeczkę. Splótł ręce na torsie i czekał, co zrobi.
   Jeśli dobrze myślał, za kilka minut wybuch mocy w jej ciele ją zabije. Tik tak. Zegar tyka.
Gówniara oparła się plecami o ścianę, z trudem łapiąc resztki tlenu. Przymknęła oczy. Już chciał się zaśmiać z jej bezsilności, gdy poczuł, że wokół niej zbiera się moc.
   Zwariowała?
   Moc uformowała się o grubą wiązkę i pomknęła do góry, wybijając dziurę w suficie. Czuł, że leci coraz to wyżej, aż huknęła dokładnie w miejsce, gdzie stał ten dzieciak od Zenohelda. Skrzywił się. A miało być tak pięknie.
   Jessie otworzyła oczy, a jej ręce opadły bezwładnie wzdłuż ciała.
 Trafiłam?
   Skinął niechętnie głową.
 Jesteś naprawdę głupia. Teraz na pewno dołączysz do swojej rodziny.
   Uśmiechnęła się wyzywająco.
– Zobaczymy.

****

   Nie wierzyłam, że jestem z rodziny Elevenor. Nie wierzyłam, że jestem z Vestalii. Nie wierzyłam w żadne słowo Tytana. Już się nauczyłam, że moim przodkowie nie należą do godnych zaufania.
   Jednak nie zmieniało to tego, że moje położenie nie było najlepsze. Ledwo oddychałam, czułam chłód w każdym zakątku ciała i całkowity bezwład.
 Jess? Jesteś w stanie wstać czy mam lecieć po pomoc? - mimo że Fludim pewnie krzyczał, w moich uszach brzmiało to jak szept.
 Uciekaj. - wydusiłam. On nie może tu zostać, szczególnie w formie kulistej.
 Nie zostawię cię. - odparł stanowczo.
    Zmusiłam moje ciało do zaczerpnięcie nieco powietrza, pomimo żelaznych kleszczy na szyi.
 SPIEPRZAJ STĄD I PRZESTAŃ ZGRYWAĆ PIEPRZONEGO BOHATERA!- wydarłam się, po czym kleszcze niemal ścisnęły moją krtań w kształt zapałki.
   Zakrztusiłam się i przestało do mnie cokolwiek dochodzić. Nie słyszałam już wrzasków mojego bakugana czy kpin Tytana. Wirowałam tak na granicy świata realnego i snu. Bicie serca coraz bardziej słabło, a komnatę zaczął pochłaniać mrok. Wkrótce otaczał mnie tylko on. Znikąd w głowie pojawiły mi się słowa jednego z bohaterów książki, którą kiedyś czytałam.
   "Kto narodził się w ciemności, ten w ciemności umrze."
   Uśmiechnęłam się słabo. Miał w tym dużo racji. Ciemność będzie mi towarzyszyła do samego końca.
   Towarzyszyła? Czemu to słowo przywołuje tyle nostalgii?
   I wtedy przypomniałam sobie, jak to wszystko się zaczęło. Wspomnienia przewijały się przed moimi oczami. Z każdym narastało coraz większe przerażenie, bo uświadomiłam sobie, co tak naprawdę oznacza rozstanie się z życiem.
   Nigdy więcej nie ujrzę mojej rodziny, przyjaciół, bakuganów.
   Nigdy więcej nie usłyszę śmiechu Dana i Wojowników.
   Nigdy więcej nie będę się mogła nabijać z Ace’a i Gusa.
   Nigdy więcej nie pójdę z dziewczynami na zakupy.
   Nigdy więcej nie pogram z Mickiem w koszykówkę.
   Nigdy więcej nie przytulę się do rodziców.
   TO KONIEC.
 Nie...  Mój głos ledwo wydobywał się z mojego gardła. - Nie! 
   Żadnej reakcji. Sam mrok i przeraźliwa pustka.
   „Kiedy to wszystko się skończy, powiem ci o wszystkim. Obiecuję.”
   Dan...
   „Jeśli umrzesz, to cię zabiję, dotarło?!”
   Akane...
   Chciałam wyciągnąć ręce przed siebie i rozedrzeć otaczającą mnie ciemność, ale nie byłam w stanie. Moje dłonie były niczym przykute łańcuchami w głąb czeluści. Zacisnęłam zęby, czując, że w kącikach oczu zbierają mi się łzy.
   Nie mogę umrzeć. Nie teraz!
   Udało mi się nieco unieść prawą ręką. Chciałam spróbować z lewą, gdy coś we mnie uderzyło, aż gwiazdy stanęły mi przed oczami. Ręka opadła bezwładnie w dół i pociągnęła za sobą resztę ciała. Mrok pochłonął mnie i zaczął rozszarpywać świadomość.
 Wybaczcie...  wymamrotałam, zanim zamknęłam oczy.
   Serce już nie biło, krew przestała płynąć.
   „Zniszcz mnie...”
   W jednej chwili wszystko się skończyło.


“Every thought is a battle
Every breath is a war
And I don't think I can win anymore”


Ten moment, gdy zabiłaś główną bohaterkę, ale cieszysz się, bo znalazłaś dobry gif xD
Jess: *z głośnym plaskiem odbija się od ściany*
Co.Ty.Robisz?
Jess: *pociera głowę ręką, która jest obecnie zimna jak lód* Testuje, czy jestem już duchem ^^
....
Jess: Sama mi dałaś trochę za dużo czarnego humoru i lekceważenia sytuacji.
Ace: Coś tam wyżej tego nie widać
Jess: Jakby nie patrzeć jestem człowiekiem (no prawie xD) i każdy by stracił głowę, gdyby umarł, więc morda, ok?
Shadow: Patrz jaki awans społeczny. Zostałaś księżniczką.
Jess: *puka się palcem w czoło* Ja + królewna = chyba cię powaliło. To jakaś laska podobna do mnie.
Shadow: Z takim samym imieniem, jasneeee.
Jess: Przypominam historię Angel.
Tytan: Mówiłem, że się wyprze. Ach, mogłem się założyć
Jess: Jak ożyję, to po tobie >.>
Tytan: Naprawdę w to wierzysz?
Jess: Wiesz, patrząc na rozkład fabuł, myślę, że jednak będę żyła. *ignoruje słowa Haruki, że będzie miała dzieci, więc to logiczne*
Tytan: A co jeśli w kolejnych będziesz duchem, jak Reiko?
Jess: *oczy jak spodki* Angel...
To chyba nie jest twój największy problem >.>
BUM! JEB! TRACH!
Aki: *wbija z buta, łapie Jess w pasie, przerzuca przez ramię i biegnie* Nie dam ci umrzeć, dotarło?! Lecimy do Piekła, siostra cię ożywi albo Victor!
*patrzy na to z politowaniem, bo jest Autorką i może wszystko* Zdaję sobie sprawę, że mogłam to wszystko jeszcze bardziej skomplikować albo wyjaśnić (strzelam, że bardziej to pierwsze xD), jednak jest dobrze, bo to pierwszy rozdział z tych "przełomowych" i wszystko się mniej więcej wyjaśni
Jane: Albo skomplikuje
Nie no bez przesady >.>
Jane: Taaa.
Brak wiary -.- Dobra, teraz będę walczyła z rozdziałami do 70 i to będzie bitwa stulecia, bo za nic nie wiem w jakiej formie wyjaśnić, czemu Elevenorów zabito i jak Jess się "wymazała" xD
Jess; Niech Reiko wyjaśni.
Ją też trzeba będzie wyjaśnić
Jess; Bosko.
Czuję ten optymizm.
Jess: Znaleźć fragment i umrzeć. Polecam serdecznie
Idź się rozbijać o ściany. Wgl ciekawe czy ktoś będzie po tobie płakał.
Aki *ryczy w kącie*
Ehhh...Odmeldowujemy się!
Ps. Zaskoczyłam kogoś? xDDD
Ekipa: Nas.
Bez przesady, wiedzieliście od dawna. Ty też Jess i ty Dan >.>





piątek, 24 marca 2017

Rozdział 62: Ostatni fragment

   „Nie boimy się ciemności, a tego co w niej jest.”

    W tym diabelskim labiryncie było stanowczo za dużo korytarzy i schodów! Nawet jeśli biegłam z mapą, to ciągle prześladowało mnie wrażenie, że za chwilę zabłądzę i będzie dupa blada, a nie szukanie fragmentu.
   Przynajmniej dzięki wyłączeniu kamer i zajęciu się strażą przez Akane i Leausa mogłam tak biegać przez te zakichane korytarze, wspominając jak robiłam jaja z Zenohelda i Vexosów. Taaa, chciałoby się. Nie dość, że co pięć sekund dostawałam dreszczy przez tą dziwaczną energię, to jeszcze Fludim stwierdził nagle, iż coś do niego szepcze z ciemności! Mam nadzieję, że to coś nie będzie chętne wyjść i się z nami zapoznać, bo nie ręczę za siebie!
   Gdy zbiegałam po schodach, wszystkie lampy zgasły. Warknęłam zirytowana. No jasne, Zenoheld jest w takiej biedzie, że go na prąd nie stać? Nie mogę odczytać mapy w takich ciemnościach!
 Widzę jakieś światło na końcu korytarza. – powiedział Fludim.
   Wytężyłam wzrok. Rzeczywiście, jasna smuga wydobywała się z pomieszczenia na końcu korytarza. Ruszyłam w jej kierunku. Musiałam odsunąć masywne, srebrne drzwi, by wejść do środka pomieszczenia, którego dalsza część tonęła w mroku. Jasno było tylko koło drzwi, bo wisiał tam kinkiet.
   Na przeciwległej ścianie coś zalśniło na czerwono. Zapomniałam kompletnie o obejrzeniu planu i ruszyłam do przodu. Nagle usłyszałam kroki tuż za plecami. Zerknęłam przez ramię. Nikogo nie ma.
   Czuję się, jak w jakimś kiepskim horrorze klasy B.
   Ruszyłam dalej, zlewając czy coś za mną idzie, czy też nie. Shadowa tu już nie mieszka, więc nie ma się czego bać. Najwyżej kopnie się kogoś w twarz i zwieje.
   Tym razem nie był to czerwony błysk, a światło, które musiało być wycelowane centralnie na moją twarz! Zmrużyłam powieki. Co to jest?
   Wszystkie światła z powrotem się zapaliły, a ja zorientowałam się, że wytrzeszczam oczy jak jakaś idiotka na obraz Heliosa, którego oko tak lśniło.
   Zaraz, stop, co w pałacu Vexosów robi jego obraz? Spectra naprawdę nie ma na co pieniędzy wydawać (polecałabym na ubrania), że każe malować swoją pokraczną jaszczurkę? I jeszcze umieszczać jej portret na środku jakiegoś pomieszczenia niewiadomego dla mnie przeznaczenia?
   Pokręciłam z politowaniem głową, obróciłam się na pięcie i rozwinęłam plan. Muszę szybko znaleźć podziemia, zanim Zenoheld znów postanowi zaoszczędzać prąd.
   Mapa wypadła mi z ręki, gdy poczułam na ramionach czyjeś zimne dłonie.

****

   Otworzyła oczy, kiedy poczuła uderzenie w policzek. Widziała rozmazany obraz jakiegoś pomieszczenia. Po chwili obraz wyostrzył się. Przed nią stał Hydron z wrednym wyrazem twarzy. Akane wywiesiła oczy do góry. Rzecz jasna musiała trafić na rozpieszczonego szczeniaka!
   Zaczęła szybko analizować sytuację. Nie ma broni, jej ręce są związane liną z tyłu pleców, Leausa też nigdzie nie ma. Zagryzła wargę. Nie jest dobrze. Prędko zmieniła wyraz twarzy na jadowity uśmiech, by przypadkiem Hydron nie poczuł, że jest lekko spanikowana.
   Jednak książę nie zwrócił uwagi na jej minę. Podrzucił kilka razy zieloną kulkę, patrząc na nią zwycięsko. Akane drgnęła. To był Leaus.
 Nie dotykaj go swoimi brudnymi łapami! – warknęła, szarpiąc się do przodu, przez co gruby sznur jeszcze bardziej obtarł jej nadgarstki.
– Bo co? – spytał zaczepnie Hydron.
   Zmrużyła oczy.
 Ponieważ nie zasłużył, by dotykał go taki szczur jak ty. – wycedziła przez zęby.
   Ledwo skończyła mówić, gdy poczuła ostry ból w szyi. Syknęła cicho i spuściła głowę.
 Będziesz grzeczna? – Hydron złapał ją za włosy i szarpnął do góry, zmuszając by na niego spojrzała.
   Wybuchnęła szyderczym śmiechem prosto w jego twarz.
 Dla ciebie? Kpisz sobie?
   Puścił ją, a dwa razy większa dawka bólu uderzyła ją w plecy, przez co wygięła ciało w łuk.
 Mogłaś mnie nie denerwować, Akane. – powiedział spokojnie, siadając na krześle wyścielanym aksamitem dokładnie naprzeciwko niej. Podparł głowę o rękę i uśmiechnął się drwiąco.
 Mogłeś się nie urodzić. – odparowała, po czym zacisnęła zęby, oczekując na kolejne uderzenie.
   Nigdy wcześniej nie czuła takiej żądzy mordu.

****

    Przez chwilę myślałam, że to jakieś zwidy, ale naprawdę ktoś mnie złapał. Stałam jak słup soli, a dłonie dalej spoczywały na moich ramionach, wysyłając dreszcze w dół pleców. Jednak osoba za mną nie atakowała ani nic nie mówiła. Nie słyszałam nawet jej oddechu.
   Obróciłam powoli głowę i stanęłam twarzą w twarz, no niezupełnie, raczej twarzą w podbródek z jakąś kobietą. Kiedy zauważyła, że się odwróciłam, puściła mnie i postąpiła o krok do tyłu.
   Wydawała mi się dziwnie znajoma. Te rysy twarzy...

    Kobieta przytula do siebie małą dziewczynkę o rudych włosach i błękitnych oczach, po czym gładzi po głowie chłopczyka, który ma takie same oczy co Keith, ale inny kolor włosów, bo identyczny jak profesora Claya.

   Grunt uciekł mi spod nóg. Gwałtownie usiadłam, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w matkę rodzeństwa. Teraz zauważyłam, że mimo złocistego koloru włosów a nie rudego Mira była do niej niezwykle podobna. Jednak jej tęczówki w kolorze czystego nieba odziedziczył Keith.
– Już wiesz, kim jestem?
    Te słowa rozbrzmiały w mojej głowie. Mimo iż nie otworzyła ust, wiedziałam, że ona to powiedziała. Przełknęłam ślinę. Czy też jest duchem i tu umarła?

   Krzyki i  dźwięk syren pogotowania rozbrzmiewa wszędzie. Profesor Clay powoli osuwa się na kolana, patrząc tępo przed siebie. Spod oberwanego kawałka sufitu wystaje dłoń, po której spływa strumyk krwi.

   Przygryzłam wargę. To nie było przyjemne...
 Nie. Zginęłam w wypadku.
   Podniosłam się, ciągle wpatrując w kobietę.
 Jak się pani nazywasz?
 Nie pamiętasz?
 He?
   Mira nigdy mi nie mówiła o ich matce. Nawet nie wiedziałam, że ona nie żyje!
 Leila.
 Skąd miałabym panią pamiętać?
   Na twarzy kobiety odmalowało się delikatne zdziwienie, a do mnie dotarło coś jeszcze. Widziałam już kiedyś małego Keitha. Jakim cudem?
– Sporo czasu minęło.
 Proszę, niech mi pani powie jedną rzecz. Spotkałyśmy się już wcześniej?
 Ach! Zapomniałam ci zwrócić twoją broszkę!
   Broszkę? Ona chyba nie mówi o...
   Srebrna broszka w kształcie kwiatu z szmaragdem pośrodku została podsunięta pod mój nos. Niemożliwe. To należy do tej kobiety. To nie jest moje.
 Jesteś taka pewna?
   Uniosłam na nią wzrok i niespodziewana fala bólu powaliła mnie na kolana. Podłoga drżała pod moimi stopami, a pokój falował. Zacisnęłam powieki.

   Mała Mira idzie za rękę z bratem. W pewnej chwili rozpromienia się i macha do dziewczynki, której twarz jest ukryta w cieniu. Ta coś do niej mówi, po czym przykłada palec do ust i wysuwa przed siebie dłoń, gdzie leży broszka.

   Dopiero zimna posadzka przywróciła mnie do przytomności. Leżałam na brzuchu, otoczenie wywijało szalone piruety, a serce chyba próbowało wyrwać mi się z piersi i uciec z wrzaskiem przerażenia. Podparłam się na łokciach i wstałam. Jak tak dalej pójdzie, to przeczyszczę wszystkie podłogi w pałacu.
  Jeśli pójdziesz do końca tego korytarza, zobaczysz spory gobelin. Za nim jest skrót do podziemi.
   Leila Fermin obdarzyła mnie ciepłym spojrzeniem, po czym odrzuciła złociste loki na plecy i zaczęła zanikać.
– Uważaj na siebie, Jessie.
   Gdy zniknęła, stałam zszokowana i wpatrywałam się w marmurowe płytki, gdzie błyszczała broszka.
 "...przypominasz mi kogoś."
   Gwałtownie pokręciłam głową
   Niemożliwe.
   Nogi zaczęły mi drżeć.
   To nie może być prawdą...
 Jessie? – spytał Fludim. – Dobrze się czujesz?
   Dygotanie ustąpiło. Mam misję, jestem w pałacu Vexosów i raczej szczytem marzeń Zenohelda nie jest pozostawienie mnie przy życiu. Nadepnęłam butem na broszkę, która rozpadła się w proch, więc była zwyczajną iluzją. Klepnęłam się kilka razy w policzki, przywołując do jako takiego porządku, chociaż chaos w moich myślach pozostał.
   FRAGMENT!
 W miarę. – Podniosłam plan pałacu, zrulowałam go i wsunęłam do wewnętrznej kieszeni kurtki.
   Dotarcie do miejsca wskazanego przez Leilę Fermin nie zajęło mi wiele czasu. Odsunęłam lekko zakurzony gobelin i ujrzałam drzwiczki, które chyba były przeznaczone dla jakiegoś kota (W końcu jesteś Kicią ~ Akane). Musiałam się przez nie wczołgać. Akurat gdy miałam w całości znaleźć się w środku, moje ręce straciły oparcie i poleciałam w dół.
   Lecę...
   Lecę...
   Lecę...
   Jakie to jest głębokie?!
   Moja noga obtarła się o kamienną ścianę. Niewiele myśląc, zwinęłam się w kulkę. W ostatniej chwili, bo moje siedzenie obiło się mocno o podłoże. Pomasowałam dolną część pleców, mamrocząc niewybredne epitety pod adresem konstruktora podziemi. Mógł dać chociaż jakiś materac! Moje myśli szybko jednak poszybowały do innych tematów.
   Fragment.
   Czułam go każdym skrawkiem ciała. Był bardzo, bardzo blisko. Rozejrzałam się. Korytarz tych kazamatów ciągnął się i ciągnął. Nie wyczuwałam w oddali żadnej energii. Ostatni element układanki musi być przede mną. Podeszłam o kilka kroków do przeciwległej, kamiennej ściany, gdy rozległ się wrzask.
– Nie podchodź! – Fludim pojawił się tuż przed moją twarzą.
 Czemu?
– Tu są linki. – powiedział poważnie.
 Linki?
 Tak. Wiesz, te cienkie, które oplatają ciało, a kiedy pójdziesz za daleko, mogę ci cię poważnie zranić, a nawet zabić. Były kiedyś w jednym z filmów.
   Cofnęłam się i zmrużyłam oczy.
 Niczego nie widzę.
 Ale ja tak. Nie ciągną się zbyt daleko. – Zaczął mnie prowadzić. Po kilkunastu metrach zatrzymaliśmy się. – Tu jest czysto.
– Jeśli tu jest jakaś pułapka...  zaczęłam.
– ...ktoś musi wiedzieć o fragmencie. – dokończył.
   Spojrzeliśmy po sobie. Energia pulsowała w powietrzu, a ja odczułam, jak coś owija się wokół mojego gardła. Uczucie, którego od dawna nie czułam.
   Strach.
   Ktoś wie, co jest w tym miejscu. Wie, że to jest cenne.
   I prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że tego szukam.
   Ale to już nieważne. Dotknęłam zimnych kamieni ręką. Moje ciało objął gorąc. Za tym skalnym blokiem jest fragment. Jestem tego pewna.
 Tu nie ma przejścia. – wymamrotałam, przebiegając wzrokiem po ścianie.
 To jak się tam dostaniemy?
   Zwinęłam dłoń w pięść i odsunęłam rękę do tyłu. Wokół zaciśniętych palców zaczęła falować moc. Poczekałam cierpliwie, aż będzie jej wystarczająca ilość i uderzyłam w przeszkodę. Cały korytarz zatrząsł się, a na ścianie pojawiły grube rysy.
 Oszalałaś?! Złamiesz sobie palce! – wrzasnął Fludim.
   Nie zwróciłam na niego uwagi, tylko potrząsnęłam dłonią. Jeszcze jeden cios. Zamachnęłam się i trzasnęłam w ścianę z całych sił. Nawet jeśli coś zrobiłam z ręką, to adrenalina zagłuszyła wszelki ból. Odskoczyłam do tyłu i podziwiałam, jak stos kamieni wali się na bruk niczym zburzony zamek z piasku.
   W otworze, który powstał, dostrzegłam blask świec i stos książek na okrągłym stoliku. Uniosłam brwi do góry. Pokój w takim miejscu?
   Nagle rozległy się brawa, a z mrocznego kąta wyjrzały czerwone ślepia.
– Czego tu chcesz, Tytanie? – syknęłam. – Przyszedłeś mi pokibicować?
   Wybuchł chrapliwym śmiechem.
 Jak ci się podobała rozmowa z Leilą, Jessie? Prawda, że zachwycająca kobieta?
   Założyłam ręce na piersi, patrząc na niego chłodno. 
 Och, nie krzyw tak swojej ślicznej buźki. Kobieta zmarła i nic z tym nie zrobisz. - Zamknął jedno oko. - Jestem pewny, że ostatni fragment ci się spodoba. W końcu tyle wycierpiałaś by go znaleźć!
– A ty mi w tym niezmiernie pomogłeś. - zakpiłam.
   Z ciemności wyszedł wysoki mężczyzna. Jego blada skóra dosłownie lśniła w mroku, a krwiste tęczówki jarzyły się jak lampki. Ukłonił się, uśmiechając drwiąco. Na jego policzku był wytatuowany symbol Darkusa.
 Nie traćmy już czasu. Czas zakończyć ten kabaret.  Zaklaskał kilka razy. - Nie sądzisz, moja droga? - Przeskoczył nad stosem kamieni i wszedł do środka.
   Poszłam w jego ślady, mając dziwne przeczucie, że nie wyjdę stąd taka sama.
   O ile w ogóle wyjdę...
   Heh, optymizm chyba postanowił się wyprowadzić...




Skończyłam! Cudnie!
Aki&Jess: To teraz 63 ^^
*patrzy na szkic* Gińcie...
Jess: Jakoś nie zamierzam
Aki: Mam zbyt wiele planów
Jak zawsze >.> Nie chce mi się podsumować (leń mode activate), więc zrobią to arty xD


Aki: Czemu znów muszę na niego patrzeć?! ;-;
Jess: *obraca w palcach strzałkę* Można by z tego zrobić dobrą tarcze...
Aki: Wolę takiej bardziej z życiem *patrzy na Hydrona z chorym uśmiechem*


Dan&Jess:  XDDD*duszą się gdzieś z tyłu*
Shadow: Widać, że cicha woda brzegi rwie :P
Aki:....O.O Rozlałeś wino, idioto! I co ty masz na łbie? ;-;
Jess: *uspokoiła się, ale znów wybucha śmiechem, widząc mindfuck'a Dana i Shadowa*


Jess: Chyba za dużo liści
Aki: Ja myślę że Jack'a
Weźcie mi nie deprawujcie innych -.-
Jess&Aki: ale myśmy nic nie zrobiły
Jane: Imprezy rządzą się własnymi prawami


Dan: To powinien być wasz jakiś plakat promocyjny
Jess: "Tylko dziś spotkanie z cyrkowcami"
Aki: Tam tak pisze xD Patrzcie, jak Mylene próbuje sobie biust powiększyć. Nie ma tak łatwo, moja droga, albo kasa, albo natura, albo decha do końca życia.
  
Jess: Wyglądasz, jakby cię dziadek trafił shurikenem w cztery litery
Aki: xd
Shun: Dzięki wielkie


Znalazłam nawet coś z Marucho, bądźcie ze mnie dumni xD
Aki: Kawaii *robi mu puci - puci* Ne,ne poszukajmy mu dziewczyny! *.*
Leaus: Nie mieliście ratować świata
Aki: Jprd, znów się czepiasz. Jane rzuć mi katanę! Odetnę łeb komu trzeba i pozamiatane -.-


Aki: Co to jest? O.o
Jess: On się uśmiecha?
Aki&Jess: Wut?
Jane: Ja bym się bardziej zastanawiała, czemu Ace krzyczy na Spectrę
On jwat o niego zazdrosny xD Znaczy się o Dana
Haruka: I kolejny fanfick stał się prawdą.


Aki: Nie przesadzaj, zwyczajny bakugan
Jess: Zauważyłam, że my jako jedne z nielicznych nie mamy bakuganów - pułapek
Aki: Bo jesteśmy zbyt potężne :3
Ace: Haha, w snach
Aki: Spadaj podrywać Dana
Ace: Lecę, pędzę.


Aki: Mówiłam, że jak Pyrus to ogier xDD
Jess: I Ace stracił kolejnego partnera ^^
Aki: Ale morda zjeba i tak jest, widzicie?
Haru: *odhacza kolejny punkt na liście*



Jess&Aki&Dan: xDDD
Lync: Wyjaśniło się, gdzie czasami znikali
Jess: T-te królicze uszy xD
Aki: Mam pomysł! *.* *łapie Volta i Hydrona, którzy ciągle mają te kostiumy, i ciągnie ich zza drzwi* Ne chce taki jeden męski i damski ^^


Dan: To też może iść na plakat
Jess: Trzeba będzie urządzić Halloween w przyszłym roku. Oj tak xD
Aki: *wychodzi, nucąc pod nosem*
Jess: Gdzie Volt i herbaciana menda? >.>


Czuj się wyróżniony Shadow
Jess: Zęby rekina xD
Dan: Mrau, dostałeś miśka od dziewczyny? Shadow?
Jess: Jest piątek. Każdy wie, gdzie poleciał

I teraz dwa arty, które ruskie nie są xD Dostałam je od Kitty ^^




Jess: Ale fajne policzki *.*
Aki: Frajer
Lync: Podobno na Ziemi bierze się kąpiele w czekoladzie
Aki: I jeszcze jaki paniczyk.


Aki: To jest kawai^^
Maskotka Keitha *.* Jess, daj mi ją ;-;
Jess: Bo?
Czyli masz!
Mick: Zrobiłabyś coś z tymi włosami. Już ci do kolan sięgają
Jess: *odrzuca kucyka do tyłu, a końcówki uderzają Mick'a w twarz* Nope :3

Odmeldowujemy się!