niedziela, 26 lutego 2023

Rozdział 14: Konsekwencje wyborów

 

Obudziłam się, niespecjalnie rozumiejąc, co się wokół mnie działo. W ustach czułam suchość, na policzku miałam zaschniętą ślinę, a pokój przede mną delikatnie wirował. Byłam przez moment tak oszołomiona, że zapomniałam, gdzie byłam i z jakiego powodu. Dopiero po kilkukrotnym przetarciu oczu i zduszeniu pragnienia cudowną, zimną wodą, zaczęłam trzeźwiej myśleć. Przynajmniej próbowałam.

Drzemki mają to do siebie, że są jedynie wspaniałe, póki trwają. Po obudzeniu czułam się trzy razy bardziej zmęczona, nie wspominając o tępym bólu głowy. Opadłam na poduszkę, a materac pode mną zatrzeszczał. Przeciągnęłam się kilka razy, próbując pobudzić krążenie. Gówno to dało, dalej miałam ochotę spać dalej. Dlatego wstałam, by nie kusić losu.

Oprócz mnie nikogo nie było w gabinecie. Po zapalonej lampie przy biurku i rozłożonej książce wnioskowałam, że pielęgniarka była gdzieś w pobliżu, ale co z resztą? Porzucili mnie po ujrzeniu, jak bardzo uroczo wyglądam, gdy śpię?

Pokój wypełniał półmrok, a za oknem widać było szarzejące niebo. Zerknęłam na telefon. Wyświetlacz informował, że dochodziła osiemnasta dziesięć. Czyli zmiotło mnie z planszy na dobre półtorej godziny. Pod godziną miałam prawdziwą lawinę powiadomień i wiadomości, co jedynie wzmogło ból głowy.

Wtedy wszystko, co się wydarzyło, uderzyło we mnie z ogłuszającą siłą. Wspomnienia ataku mechtogana, oszalałego Dana i mocy gorzejącej w żyłach przemknęły mi przed oczami, a pokój zawirował wokół mnie. Zaczęłam znów czuć silne zakwasy w ramionach i nogach oraz mdłości. Złapałam się za metalową ramę łóżka, żeby nie upaść i ciężko opadłam na nie. Przeszły mnie dreszcze. Wyglądało na to, że drzemka zdołała jedynie na moment zdusić konsekwencje dzisiejszego wybryku.

Jess!? - zawołał Fludim.

Pochyliłam głowę do przodu i zaczęłam głęboko oddychać.

Efekty uboczne mocy – uspokoiłam go. – Muszę chwilę posiedzieć.

Wyglądasz, jakbyś miała zwymiotować!

Nie odpowiedziałam, bo mdłości się wzmogły. Bez zastanowienia wpadłam do malutkiej łazienki z prawej strony i opróżniłam zawartość żołądka. Oparłam się bezwładnie o ścianę, czując, jak pot cieknie mi po karku. Fludim latał wokół mnie, coś trajkocząc, ale nie byłam w stanie zrozumieć słów. W uszach zaczęło mi dzwonić, a obraz rozmazywać się przed oczami.

Równie dobrze mogło upłynąć kilka minut jak i godzin, gdy do rzeczywistości przywrócił mnie dotyk zimnej materiału na czole. Dotarło do mnie, że byłam niesiona. Zmrużyłam oczy i spojrzałam w górę. Twarz była nieostra i co chwilę pojawiały się na niej kolorowe znaczki, ale rozpoznałam Spectrę. Spróbowałam się odezwać, ale w gardle miałam sucho jak na Saharze.

Zaraz dam ci wody – mruknął cicho.

Pokiwałam głową, opierając się o jego ramię. Dalej czułam zawroty, więc nawet nie próbowałam się rozglądać, gdzie szliśmy. Wystarczyła mi jego obecność i uczucie kulki wtulonej w moją szyję. W końcu osunęłam się na coś miękkiego. Poczułam przy ustach krawędź szklanki. Posłusznie wypiłam zawartość, po czym zasnęłam.


****


Głęboka ciemność ogarnęła Bay View, co jednak nie zmusiło Shuna do powrotu do domu. Ciągle siedział na ławce przed barierką, która miała chronić ludzi przed upadkiem ze stromej skarpy prosto do oceanu. Bryza, teraz mająca konsystencję zimnych kropelek, raz po raz owiewała jego twarz. Wpatrywał się w półksiężyc w absolutnym milczeniu, ignorując co chwilę przychodzące powiadomienia na telefon.

Potrzebował tej ciszy. Wcześniej czuł, że wystarczy kilka sekund, a coś w nim pęknie. Furia, strach, dezorientacja ostatnich dni skumulowały się w jego wnętrzu na kształt wrzącego kotła, a walka finałowa go podpaliła. Dopiero cisza i izolacja pozwoliły mu ten kocioł ostudzić i odgonić czerwoną mgiełkę, która niemal owładnęła jego umysł.

Musiał pozostać rozważnym i przemyśleć wszystko. Co zrobić z Danem? Od razu poczuł przypływ irytacji, ale odsunął ją na bok. Już podjął decyzję.

Nie było sensu znów go szukać. Zrobił, co chciał. Opuścił ich bez słowa. Podeptał wszelkie zaufanie, jakie mieli do niego. Teraz najważniejsza była drużyna. Wojownicy nie mogli upaść.

Podniósł się i podszedł do barierki. Ocean szumiał spokojnie, kojąc pulsujący gorąc w jego środku. Kiedyś zawsze tu siedzieli, omawiając strategie i techniki na kolejne walki. Shun wykrzywił usta w grymasie. Nie było już po co wracać do przeszłości. Tak jak mówiła Sellon nawet najpiękniejszy kwiat zwiędnie bez odpowiedniego ogrodnika. Reputacja Wojowników, ich wszystkie osiągnięcia były zbudowane przez ich ciężką, mozolną pracę i poświęcenie. Nie mógł pozwolić, by zostało to zniszczone. Widział i słyszał, jak opinia graczy o nich się zmienia. Coraz więcej krzywych spojrzeń i pogardliwych min. Zacisnął pięść. Musiał temu zapobiec.

Shun.

Oderwał się od układania planów i zaskoczony przeniósł wzrok na Julie. Dziewczyna stała otulona długim szalem, a koło niej była Runo. Kazami był przekonany, że Misaki będzie próbowała wszelkimi metodami skontaktować się z Danem. Jednak patrząc na jej poszarzałą twarz i podkrążone oczy, zrozumiał, że ona również się poddała.

Po co przyszłyście? – spytał, próbując nadać głosowi łagodne brzmienie. Jednak emocje dalej brały nad nim górę i pojawiły się ostre nuty.

Martwiłyśmy się – odparła niewzruszona Julie i wyciągnęła w jego stronę termos. - Marucho mówił, że tu cię zostawił, a byłyśmy przekonane, że się nie ruszysz. Po tym...wszystkim.

Spojrzał na termos i po chwili zawahania przyjął go. To była herbata. Gorąca, mocna. Od razu poczuł przyjemne ciepło we wnętrzu.

Dziękuję.

Mimo upływu lat funkcjonowali niczym dobrze naoliwiona maszyna. Każdy był w stanie zrozumieć drugiego. Przynajmniej do teraz.

Nic nie mówił, gdzie chce iść? – głos Runo był równie zmęczony jak jej oczy.

Nie. Zniknął, gdy zrobiło się zamieszanie.

Dziewczyna skinęła głową, zwieszając ramiona. Tigrerra szepnęła do niej pewnie jakieś słowa pocieszenia, ale Runo nawet na nie nie zareagowała. Nagle do Shuna przyszła myśl.

Runo, słyszałaś kiedyś o Josephie?

Josephie? - Ściągnęła brwi w zamyśleniu. – Dan mówił ostatnio, że to był jego dawny przyjaciel i się tu przeprowadził.

Nie słyszałaś o nim wcześniej?

Nie – zaprzeczyła. – Jak byliśmy młodsi, to rzadko się widywałam z Danem.

A dlaczego pytasz? - wtrąciła się Julie.

Shun skrzyżował ramiona.

To tylko przeczucie, ale jego pojawienie się akurat teraz nie wydaje mi się przypadkowe.

Myślisz, że ma coś wspólnego z tym pojedynkiem albo zachowaniem Dana?

Nie mam pojęcia, ale zamierzam się dowiedzieć, czego chce.

Skoro chciał naprawić reputację Wojowników, musiał upewnić się, że nikt potajemnie nie będzie działał na ich niekorzyść. Odsunął się do barierki i oddał Julie termos.

Wracajmy. Odprowadzę was do domu.


****


Przeszła jeszcze kilka kroków, po czym gwałtownie się odwróciła i pobiegła. Niestety cienista postać zdążyła zniknąć, nim Akane mogła władować jej dawkę prądu prosto w układ nerwowy. Stała przez chwilę, nasłuchując, ale nie słyszała absolutnie niczego. Żadnych kroków, przyśpieszonego oddechu. Jakby ten ktoś rozpłynął się w powietrzu. Co znaczyło, że musiał się teleportować.

Wiedziałam, że nie mam paranoi – stwierdziła.

Gratuluję, psychiatryk można skreślić z listy wydatków – uznał Leaus.

Następnym razem rzucę tobą w tego stalkera – odcięła się, po czym rozejrzała.

Była daleko od głównych ulic Los Angeles, bowiem jej osiedle leżało na uboczu. Trzeba było przejechać się metrem, a potem przejść szeregiem pomniejszych uliczek. To oznaczało, że ktokolwiek za nią podążał, był niezwykle uparty. Więc musiał mieć jakaś korzyść z chodzenia za nią. Ponadto teleportował się, co pogarszało sprawę. Kiedyś bez wahania uznałaby, że to jakiś Vestalianin (maszkaron, bądźmy szczerzy), jednak teraz sprawy się skomplikowały, bo wiele osób mogło zdobyć takie cacko jak mini teleport. Wrogów też jej nie brakowało, tylko po cholerę byłoby komuś jej miejsce zamieszkania? Chciał ją skrzywdzić? Ale po co w domu, jak szła tą opustoszałą ulicą już dobre pięć minut?!

Kto to mógł być? - zastanowiła się na głos.

Lista jest dość długa.

Wymieniaj, a nie się głupio szczerzysz.

Hm, z najnowszych nabytków to na przykład Heather.

Pasuje, popierdolona jest niczym nawigacja w Google – zgodziła się. – Ale takie śledzenie? Oczekiwała, że kogoś zamorduje po drodze i będzie mogła to nagrać do szantażu?

Czy ktoś byłby zaskoczony?

Nie mordowałabym nie widoku publicznym, zacznijmy od tego – Akane pokręciła głową. – Poza tym mam takie nieznośne swędzenie, że ta osoba jest oczywista, ale nie umiem przywołać, kto to powinien być.

Hydron raczej z martwych nie powstał – kontynuował Leaus. - Gundalianom by się nie chciało i aż tak ich nie skrzywdziłaś. Nie mam pojęcia.

No cóż, dorwę tego skurwiela następnym razem.

Wyciągnęła telefon i przedzwoniła do Jane. Mimo późnej godziny Wilson odebrała go dwóch sygnałach.

Co jest?

Nie mam paranoi, ktoś za mną chodzi!

Chwalisz się czy żalisz? - spytała z przekąsem Jane.

Wyjątkowo żalę, stalker to nic przyjemnego. Dlatego byłabyś tak miła i po mnie przyjechała? Wolę dziś nie wracać do domu.

Jane westchnęła. Akane słyszała brzęk kluczy i szuranie w tle.

Gdzie jesteś?

Ulica Perth za kawiarnią.

Już jadę.

Kocham!

Rozłączyła się i oparła plecami o murek. Nie mając lepszego zajęcia, wyciągnęła papierosa i podpaliła go. Zaciągając się, pochwaliła się dziewczynom, że jednak nie ma paranoi i wypuściła szary obłoczek. Wpatrywała się w niego, zbierając myśli. Kto by za nią chodził i po co? Komu by się to opłacało? Znów to uczucie, że coś jej ucieka. Zupełnie jakby odpowiedź miała przed sobą, niczym w grze polegającej na klikaniu na przedmioty, ale nie umiała dostrzec tej odpowiedniej i klikała chaotycznie wkoło.

Komu by tak zależało?


****


Być po przebudzeniu uraczonym towarzystwem Ace’a to nie lada luksus. Gdy się ocknęłam, to wbiłam w niego wzrok, a on we mnie. Cisza kompletna, słowo nie padło, tylko bitwa na wzrok.

Szokujące, że jeszcze żyjesz – stwierdziłam.

Raczej ja to powinienem mówić – odgryzł się, opierając łokciem o materac łóżka. – Co ty odwaliłaś?

Popis mocy.

Uniósł wysoko brwi i zmierzył mnie potępiającym wzrokiem od stóp do głów.

Starzejesz się i głupiejesz?

Uczę się od ekspertów – Skinęłam mu głową. – Nie miałam wyjścia, alternatywą było pójście wszystkiego z dymem!

Ten dom prawie poszedł z dymem – odparł Ace i oparł się na krześle. – Jak Spectra wparował w wieczorem z tobą, to myślałem, że rozjebie to mieszkanie. Wyglądał identycznie jak po tym, gdy Dan spuścił mu łomot za pierwszym razem. Taka cisza śmierć wymalowana na twarzy

A co konkretnie się działo?

Ace rozrzucił ręce, kołysząc się na tylnych nogach krzesła.

Chaos. Wezwałaby to cały konsylium lekarzy i to pewnie z trzech innych wymiarów, ale Mira przypomniała, że lepiej sprowadzić Reiko. To dzwoniliśmy do pałacu, przyszła, stwierdziła, że to szok po zbytniej dawce mocy, poczarowała coś i kazała ci odpoczywać.

Dlatego nie myśl, że ruszysz się tego łóżka choćby na krok – wtrąciła Mira, wchodząc z tacką jedzenia.

Dyskretnie podejrzałam, czy nie ma tam nic spalonego lub ruszającego się. Rodzeństwo Fermin w antytalencie kucharskim mogło mieć mistrzostwo galaktyki. Na szczęście jedzenie wyglądało jadalnie. Przywitałam się z Mirą, a raczej dostałam opierdol. Jak miło, że nawet to przejęła od braciszka.

Powinnaś nam powiedzieć! Powstrzymywanie mechtogana samemu to wariactwo – ofuknęła mnie, a gdy otwierałam usta, spojrzała surowo. – Żadnych ale! To groźne istoty, które dalej badamy!

Badamy? – zdziwiłam się.

Owszem. Nie dalej jak dwa tygodnie temu mój oddział dostał materiały z Neathii o ich istnieniu. Czekamy jeszcze na dokumenty z Gundalii. I z mojej bardzo ograniczonej wiedzy dobrze wiem, że nie jest coś, co twoja moc mogła zatrzymać.

Nie miałam wyjścia – powiedziałam. – Spectra w ogóle mówił wam, co ostatnio się działo w Bakuprzestrzeni?

Durne pytanie – skomentował Ace, za co Mira wsadziła mu łokieć pod żebra. – Zabolała prawda, że Phantom ma wiecznie zasznurowane usta, co?

Nie chce nas obciążać swoimi problemami.

A świnie umieją latać.

Mów, Jess – rzekła Mira, ignorując tę uwagę.

Zrelacjonowałam im nagły przyrost mocy Drago, brak kontroli Dana i przebieg bitwy. W czasie opowieści wymienili kilka spojrzeń, a po jej zakończeniu zapadła cisza. Nie chciałam im przerywać rozmyślań, więc sięgnęłam po kanapkę i ugryzłam, co mój żołądek przyjął z wdzięcznością. Znajdowaliśmy się w dawnej sypialni Keitha, która teraz była opróżniona z jego osobistych rzeczy. Pozostało jedynie parę książek na półce i uschnięty badyl.

Przyjrzałam się Vestalianom. Byłam tak zaskoczona badaniami, bo nie widziałam się z Mirą ani Acem już dobre kilka miesięcy. Przez ten czas włosy Fermin urosły i sięgały już połowy pleców. Nosiła je związane w warkocz przerzucony przez lewe ramię. Również zmieniła styl na brązowe bojówki i biały bezrękawnik, na który narzuconą miała rozpiętą bluzę. Natomiast Ace wiele się nie zmienił oprócz faktu, że był wyższy i bardziej muskularny w ramionach. No i wiązał włosy w krótkiego kucyka.

Brak kontaktu od Dana? – odezwała się w końcu Mira.

Raczej tak, ale musiałabyś zapytać Shuna i Marucho. Ja przez sporą część dnia radośnie zdychałam.

Nie wiem czy rzyganie można nazwać radosnym rzyganiem.

Spectra zdawał wam raport medyczny czy co? - jęknęłam.

Nie nam, a Reiko.

Wiesz co, tak podsłuchiwać prywatne informacje.

Wypraszam sobie, darł się na całe mieszkanie.

A gdzie właściwie jest? - zmieniłam temat, by przypadkiem nie zaczęli się kłócić, bo Mira spojrzała na Ace’a spod byka.

Chciałam, by poszedł spać, ale zniknął bez słowa.

Zerknęłam na telefon, ale nie dostałam żadnych wiadomości od niego. Za to było kilka na grupie z dziewczynami, które będę musiała za chwilę odczytać.

Mira podniosła się, ciągnąc za sobą Ace’a za kołnierz koszulki. Chłopak nie wyglądał, jakby chciał iść, ale mina Miry nie wyrażała, by dziewczyna miała najlepszy humor.

Odpoczywaj, Jess, jak coś to wołaj, jesteśmy za ścianą.

Dzięki, dzięki

Pokazałam jeszcze Ace’owi uniesiony kciuk, nim drzwi się za nimi zamknęły. Sięgnęłam po drugą kanapkę i otworzyłam konwersację z dziewczynami. Potwierdzenie Akane, że istotnie miała stalkera w świetle ostatnich zdarzeń wydawało mi się mało szokujące. To przerażające, jak moja psychika była przeorana, może to czas na terapię. Też je zawiadomiłam, że żyję i odłożyłam telefon.

Serio było tak źle czy Ace przesadził? - spytałam Fludima.

Nie, Keith był zdenerwowany. Ja też! Byłaś blada jak kartka papieru i majaczałaś.

Cóż, użyłam mocy, którą normalnie posługiwałby się Tytan – zauważyłam.

Nie możesz tak więcej robić.

Nie musiałabym, gdy nie D… – urwałam i przyłożyłam rękę do czoła. – Nieważne.

Masz prawo być zła, Jessie – Fludim usiadł na moim kolanie. – Zostawił nas tu z tym problemem i nie wiemy, gdzie jest.

Ale sama się zobowiązałam, że nie powiem.

Nie miałaś zbytnio wyboru, czyż nie?

Zamilkłam i po chwili westchnęłam. Czułam się przytłoczona. Na barkach niosłam już wystarczająco problemów, a teraz zwalił mi się nowy. Nie wspominając o tym, że nie wiedziałam, jak radzą sobie Marucho, Shun, Runo czy Julie. Pragnęłam, by to wszystko było jedynie długim, świadomym snem. Przymknęłam oczy.

Co teraz, Fludi?

Najpierw powrót do zdrowia. Potem się zastanowimy. Sama i tak nie dasz rady tego ogarnąć.

Nie spierałam się, tylko owinęłam kołdrą na kształt kokonu. Ledwo wygodnie się umościłam, usłyszałam rumor i zaraz do pokoju wpadł Kenji, a zaraz za nim Vena. Cholera, takie nagłe odwiedziny naprawdę sprawiały wrażenie, jakby zaraz miała zdechnąć, a to było jakieś ostatnie pożegnanie.

Nawet się porządnie nie podniosłam, już byłam ściskana przez brata, po czym przejęła mnie Vena.

Reiko nam powiedziała – wyjaśnili, widząc mój pytający wzrok.

Powiedziała wam wszystko?

Kenji wzruszył ramionami.

Nie było specjalnie co ukrywać – Uniósł brew. – Choć wystarczyło słowo bitwa, a resztę dało się domyślić. To chyba już jakiś twój nawyk, by się rzucać na zagrożenie.

Bez takich mi tu, sam polazłeś na walkę z Tytanem – odbiłam argument, krzyżując ręce.

Mimo wszystko to było naprawdę ryzykowne, Jess – uznała Vena. – Nikt nie wie, jak te...me..mechtogany mogą się zachować.

Teraz to już pozamiatane – westchnęłam.

Jeśli możemy jakoś pomóc, to mów, Jess – Kenji złapał mnie za rękę. – Wyglądasz na zmęczoną. I to raczej nie jest wywołane tylko przeładowaniem organizmu.

Czasami zapominałam, że był wyjątkowo spostrzegawczy. Pomyślałam przez chwilę, po czym zdecydowałam się odezwać.

Kiedy użyłam mocy...Tam coś było – Zawahałam się. – Czyjaś obca energia. Taka zimna i napastliwa – Przełknęłam ślinę. – Myślę, że cokolwiek to było, jakoś wpłynęło na Dana i Drago.

Vena ściągnęła brwi. Niewielka bruzda pojawiła się na jej czole.

Czy Bakuprzestrzeń jest połączona z Neathią lub Gundalią?

Nie spodziewałam się takiego pytania.

Zdaje mi się, że tak.

Kobieta westchnęła.

To tylko gdybanie, ale możliwe, że przez te połączenia coś z tamtych planet przeszło do Bakuprzestrzeni. Wykorzystało punkty dostępu jako portale.

To… to miało sens. Zwłaszcza że o obu planetach ledwie coś wiedzieliśmy, a przykładowa fauna Neathii była wyjątkowo mało przyjaźnie nastawiona. Tam samo pewnie było z Gundalią, choć tam mało co w ogóle było przyjazne.

Znasz się na połączeniach międzyplanetarnych, Veni? – zapytałam.

Nie, ale skojarzyłam to z istnieniem Tytana. Również posługiwał się tobą i Reiko niczym punktem łączności z naszym światem.

Jeśli to faktycznie coś z innej planety, tym bardziej nie możesz się porywać na to sama – rzekł Kenji.

Nie będę, słowa harcerza – Podniosłam dwa palce.

Po ich wyjściu, aż złapałam się za głowę. Jak mogliśmy z Reiko i Spectrą nie zauważyć czegoś tak oczywistego? Pewnie przez skupienie całej uwagi na szukaniu tożsamości Sześciookiego, a zignorowaliśmy potrzebę ustalenia, jak się w ogóle pojawił. Jeśli Vena miała rację, to musiał doczepić się do Dana w Bakuprzestrzeni i wykorzystywał go jako bramę.

Zabiło mi szybciej serce. Taka możliwość niosła za sobą wyjątkowo mroczną wizję opętanego Dana mającego pod swoją kontrolą Drago. Z ich obecną mocą oraz opcją wezwania mechtogana nietrudno mogłam wyobrazić sobie Bakuprzestrzeń zmieniającą się w krwawą ruinę.

Musiałam zadzwonić do chłopaków. Powiedzieć im, co naprawdę się działo. Trzeba znaleźć Dana. Zanim będzie za późno. Zanim…

Jess, oddychaj. Wdech i wydech. Nie możesz się denerwować.

Popełniłam błąd – mruknęłam, zaciskając dłonie na kołdrze. – Trzymanie Sześciookiego w sekrecie było błędem, który może nas cholernie dużo kosztować. Widziałeś, co Dan zrobił będąc pod jego kontrolą. A to było przez krótką chwilę!

Nie cofniemy czasu.

Owszem – zgodziłam się i sięgnęłam po telefon. – Ale mogę chociaż spróbować naprawić szkodę.

Wybrałam numer Shuna i czekałam z zapartym tchem. Wpatrywałam się niczym zahipnotyzowana w wyświetlacz, gdy nagle ktoś wyjął mi go z dłoni. Podniosłam głowę i spotkałam się wzrokiem z Keithem.


****


Reinare pociągnęła jeszcze raz latte przez słomkę, po czym oparła wygodniej nogi o siedzenia przede mną. Dzień po finale Turnieju większość trybun była pusta, gdyż emocje gwałtownie opadły. Rozpoczęły się na nowo bitwy eliminacyjne czy też różnego rodzaju konkursy, gdzie zdobywało się punkty. Mimo że minął dopiero dzień, bez trudu widziało się zdecydowaną zmianę nastrojów w Bakuprzestrzeni. Niemal wszyscy kibicowali drużynie Anubiasa i Sellon. Ciągle o nich plotkowano, a wizerunki członków grup wyświetlały się niemal wszędzie. Za to Wojownicy stali się jedynie wyblakłym wspomnieniem.

Przez to nie była w stanie zdobyć choćby plotek o domniemanym miejscu pobytu Dana. Jeśli temat Wojownika się pojawiał, to towarzyszył mu złośliwy śmiech i kpiny. Bohater w jedną noc stał się publicznym wrogiem, cóż za smutny świat.

Również zarówno z czołówki rankingu jak i samej Bakuprzestrzeni zniknął Gawain. Nie podobało jej się to, bo nie mogła przyjrzeć się i sprawdzić jego towarzyszy. Zdecydowała się posiedzieć na arenie w marnej nadziei, że jak się pojawią, to ich rozpozna. Tyłek zaczynał już ją boleć tak samo jak kark. Nie patrzyła już nawet na arenę, bo pojedynki nie były ani trochę ekscytujące.

Podniosła się, zgniatając kubek w dłoni i zaczęła wspinać się schodami do wyjścia. Gdy wrzucała go do kosza, rozległ się krzyk bakugana, a raczej skowyt przepełniony bólem. Obróciła głowę.

Bakugany Pyrusa i Darkusa dzierżyły metalowe konstrukcje wyglądające na broń palną z trzema lufami. Celowały nimi w swych przeciwników, którzy leżeli pokonani, ale nie powrócili jeszcze do form kulistych. Reinare zaczęła lustrować wzrokiem tajemniczy oręż, ale nie umiała przywołać w pamięci, by kiedykolwiek widziała coś podobnego.

Partnerzy przegranych wykrzykiwali przyznanie się do porażki, co przeciwni gracze skwitowali jedynie śmiechem. Broń bakuganów ponownie rozbłysła i na arenę posypała się fala pocisków. Od ich uderzeń aż zatrzęsły się trybuny, a bakugany ponownie zawyły.

Na ogrom cierpienia w ich głosie Rei aż skuliła się w sobie. To coś nie przypominało już bitwy. To była brutalna egzekucja.

Co to ma być?! – krzyk pełen dezorientacji i złości poniósł się echem.

Źródłem był Shun Kazami. Koło jego boku dreptał Marucho. Obydwaj mieli na twarzach miny wyrażające głęboką zgrozę. Niektórzy widzowie odwrócili się w stronę, lecz nie zaoferowali odpowiedzi. Dostarczył ją dopiero Dylan, który pojawił się koło Reinare, choć ta nie słyszała, żeby ktoś się zbliżał.

To, moi panowie, prawdziwa bitwa – oświadczył, wskazując dłonią na arenę.

Chuj a nie bitwa! – warknął Shun. – To zwykłe barbarzyństwo!

Nie powinieneś tak mówić, Shun – Dylan pokręcił głową z westchnieniem. – W końcu to Dan otworzył podwoje do nowej ery pojedynków!

O czym ty mówisz? – zdziwił się Marucho.

Czy to nie Dan bez wahania rzucił się na swojego przeciwnika i bił go do ostatniego tchnienia?

Nikt nie zaprotestował.

Ukazał nam to, czego tak naprawdę od początku skrycie pożądaliśmy. Brutalnej siły, braku zahamowań i zasad – kontynuował Dylan z szerokim uśmiechem. – A Nanopack idealnie nadaje się, by osiągnąć ten cel.

Co ty znów wymyśliłeś? – Kazami złapał go za kołnierz żółtej koszuli. – Sprzedając takie niebezpieczne rzeczy!

Oj, tu jesteś w błędzie. Nie ja je stworzyłem, ich kod sam pojawił się w Bakuprzestrzeni.

Reinare nie czekała na rozwój konwersacji. Uzyskała informacje jakie potrzebowała. Co prawda Keith ich nie potrzebował, ale na pewno będą mu potrzebne. Pośpieszyła do wyjścia.


****


Mira mnie już opierdoliła jak coś – powiedziałam.

Keith skinął głową, odkładając telefon na komodę, po czym usiadł na łóżku. Opadł na nie plecami. Zapadła cisza. Czekałam, aż coś powie, ale ten jedynie wpatrywał się w sufit. Ostrożnie uniosłam dłoń. Zawisła nad włosami Spectry, a gdy uznałam, że mi jej nie odgryzie, zaczęłam mu gładzić włosy. Pamiętajcie dzieci, nawet bestie lubią, jak się je głaszcze!

Nie mogłaś kazać Reiko się rzucać na spotkanie śmierci? Ona chociaż już raz umarła.

Zamurowało mnie na moment.

Miło, że się o mnie martwisz.

Raczej nie mam ochoty na przyśpieszony pogrzeb – głos stał się chłodniejszy. – Co to miało być?

Przecież Reiko ci wszystko powiedziała.

Chce wiedzieć, jaki tobie przyświecał świetny cel.

Chciałam spróbować wyrwać Dana spod hipnozy – przyznałam. – Ale wtedy Drago zaatakował i instynktownie uratowałam tamtego idiotę.

Spojrzał na mnie. Oczy miał na grudki lodu, w których tliła się dobrze zduszona furia. Odchyliłam się i jeszcze zaczęłam go klepać po głowie, no bo co mogłam innego zrobić.

Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze? – wyrwało mi się.

Powinienem zamknąć cię w tym pokoju.

No przepraszam, przepraszam! – Uniosłam ręce w geście poddania. – Ale żyjemy wszyscy i to bez ran.

Uniósł brew w jednoznacznym geście.

To się nie liczy – machnęłam ręką.

Jeszcze nie byłaś w tak złym stanie.

Odetchnęłam i oparłam się łokciami koło jego głowy. Dalej raczył mnie wzrokiem spod byka.

To nie tylko przez to, Keith. Jestem zmęczona tymi sekretami. Nic dobrego to nie przyniosło, a wręcz pogorszyło sprawę – westchnęłam.

Teraz to on poklepał mnie po włosach. Złość zaczęła z niego uchodzić. Ja to miałam jednak wybitne zdolności w jego uspokajaniu! Lata praktyk się opłaciły!

Nie możesz działać pod wpływem paniki. Po co dzwoniłaś do Shuna?

Rozmowa z Veną uświadomiła mi, że oni muszą wiedzieć o Sześciookim. On próbuje przejąć Dana. Nie widziałeś go w czasie bitwy, ale – Wzdrygnęłam się na samo wspomnienie tych czerwonych pustych oczu. – to było przerażające. Nie rozumiał, gdzie jest ani co robi. Jeśli to się powtórzy, a nie będzie tam mnie, Reiko, nikogo z nas – zamilkłam, ale Spectra zrozumiał.

Tak jak mówiłem, puściłem za nim ogon. Ale póki co szuka wskazówek, gdzie Dan mógł pójść.

Galaktyka jest ogromna – zauważyłam.

Ich obecność nie przejdzie niezauważona.

Ale to może zająć dni. Muszę zadzwonić teraz.

Złapał mnie za ramiona, przyszpilając do miejsca.

Nie.

Ale!

Ja im to przekaże – przerwał mi. – Ty masz odpoczywać. – Spojrzał mi prosto w oczy. – Mam dość twojego lekceważenia własnego zdrowia.

Wierzę, że jeden telefon mnie nie zabije.

To nie była prośba, Jessica.

Ton pozornie miły, za którym kryła się groźba. Przełknęłam ślinę. Och dawno go nie słyszałam.

Ale załatw to dziś, proszę – skapitulowałam i spuściłam głowę. Włosy opadły mi na twarz.

Zerknęłam na Keitha. No dawaj! Wypuścił wolno powietrze.

Jeśli poczujesz się lepiej, wieczorem im razem wyjaśnimy.

Uśmiechnęłam się zwycięsko.

I tak nie ruszysz się stąd przez kilka dni. Gwarantuje ci to.

Uśmiech szybko zrzedł.


****

Wpatrywał się w ekran w domu Marucho. Czuł tylko pustkę. Jakby wszelkie emocje i uczucie zostały z niego wymiecione.

Przepraszam was”

Jego logiczna część rozumiała, czemu Jess tak postąpiła. Dan zawsze dotrzymywał obietnic i wychodził cało z opresji. Teraz miało być tak samo. Jessie wierzyła, że szybko znaleźliby rozwiązanie i kryzys zostałby zażegnany, nim ktoś by się zorientował. Jednakże te nadzieje okazały się płonne. Wszystko runęło.

Coś dławiło go w gardle. Nie była to złość, było zbyt… ciężkie. Czy to był zawód? Ale wobec kogo? Jess, która zdecydowała się milczeć? Dana, który wymusił obietnicę? Czy wobec niego samego, że nie drążył bardziej, że bezgranicznie ufał? Był jakiś sens, by to teraz roztrząsać?

Mógł się pocieszyć, że przynajmniej zyskał klarowny obraz całej sytuacji. Jakaś istota dręczyła Dana, chciała go opętać. Nikt nie wiedział czemu, ale w złe intencje nie było co wątpić. To przez nią moce Drago wymykały się spod kontroli.

W pierwszej chwili chciał zarządzić poszukiwania Dana. Jednak po ponownym przemyśleniu się zawahał. Czy to było im teraz potrzebne? Biorąc pod uwagę, że musiał utrzymać Bakuprzestrzeń bezpieczną, jak zadeklarował przed kilkoma godzinami, to brak Dana był mu na rękę. Ktoś inny zająłby się poszukiwaniami, a on mógłby kierować Wojownikami i zaprowadzić potrzebny porządek.

Zresztą Danowi przyda się parę dni w samotności. Dzięki temu może przemyśli swoje błędy i przyzna się do wszystkiego. Choć Shun coraz bardziej w to wątpił.

Co o tym myślisz, Marucho? spytał, przerywając ciszę.

Marukura miał na policzku plaster oraz zabandażowaną dłoń, co było rezultatem jego wcześniejszej bitwy z dzieciakami z Nanopackiem.

Mam żal do Jess – san – przyznał blondynek.

Kto by pomyślał, że ona też będzie kombinować! oburzył się Tristar.

Ale cieszę się, że się przyznała – dokończył gracz Aquosa.

To Dan nas podzielił – syknął Shun.

Marucho poczuł dreszcze na ostry ton Kazamiego. To do niego nie pasowało. Shun nigdy nie należał do osób wybuchowych, a w ostatnich dniach częściej podnosił głos, niż kiedykolwiek w przeszłości.

Shun – san?

Zapomnij o tym – Szatyn potarł czoło. Jestem zmęczony.

W każdym razie musimy ustalić, gdzie zaczniemy szukać Dana.

Nie – Shun podniósł się. Możemy zostawić to Reiko.

Ale…

Bakuprzestrzeń nas potrzebuje, Marucho – oznajmił Kazami. Jego głos powrócił do zwyczajowego spokojnego i beznamiętnego. To powinno być dla nas teraz najważniejsze. Dan podjął dokonał wyboru i niech się z nim teraz zmierzy.

Po tych słowach opuścił salon. Marucho jeszcze zdołał złapać przebłysk jego białej koszulki, nim drzwi się zasunęły. Blondynek odniósł wrażenie, jakby pojawiła się kolejna ściana odgradzająca go od przyjaciela. Ścisnęło go w dołku i spuścił głowę.

Został sam.



No długo mnie tu nie było XD Dlatego rozdział również długaśny, ale za to ma tam akcję, woho! Kiedy następny, to chuj wie, studia mnie nie oszczedzają, ale sesję zdałam w 1 terminie, co jest osiągnięciem XD




czwartek, 29 września 2022

S3 Rozdział 13: Brak kontroli

 

   Stadion zapełniony był po brzegi. W niektórych rzędach cisnęło się dwa razy więcej osób, niż ławki teoretycznie były w stanie utrzymać. Atmosfera sięgnęła granic napięcia, a podekscytowana wrzawa wkoło sprawiała, że czułam się jak otoczona przez rój pszczół. Zerknęłam na ogromny cyfrowy zegar, którzy odmierzał czas, jaki pozostał do rozpoczęcia się pojedynku. Czerwona jedynka lśniła niczym zły omen.

   Mimo posiadania koło siebie Reiko, moje nerwy ani trochę się nie uspokoiły. Mnóstwo rzeczy mogło pójść źle. Co jeśli pojawi się mechtogan? Albo Drago wpadnie w szał? Dziewczyny chciały również przyjść, ale poprosiłam by tego nie robiły. Gdybym miała z tyłu głowy, że też może coś im się stać, pewnie nie wytrzymałabym od stresu.

Musisz w nich wierzyć – szepnęła Reiko.

   Dzięki hałasowi tylko ja byłam w stanie ją usłyszeć. Pochyliłam się, by włosy spłynęły mi na policzki.

Wiara nie zabije mojego strachu.

   Nie odpowiedziała. Poczułam za to, jak ogarnia mnie ciepły podmuch wiatru. Wypuściłam z wolna powietrze.

   Wyprostowałam się, a mój wzrok napotkał spojrzenie Bena. Przeciwne trybuny jeszcze nie odjechały na druga stronę areny, dlatego mogłam wyraźnie dostrzec jego drwiący uśmiech. Z całej jego postawy biła absolutna pewność, że to Anubias wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko. Mnie to wyjątkowo nie interesowało. Tak długo, jak nie odezwie się Sześciooki, będę usatysfakcjonowana.

Panie i Panowie!

   W ułamku sekundy stadion ogarnęła cisza, jakby ktoś rzucił zaklęcie. Można była usłyszeć bzyczenie muchy.

Chwila, na którą czekaliście! Finałowy pojedynek między Danem a Anubiasem! Kogo bogini zwycięstwa obdarzy swoją łaską?!

   Wzniósł się niesamowity wrzask, gdy obaj wojownicy wyszli na wykładaną płytkami arenę. Ludzie skandowali ich imiona, wstawali czy podskakiwali, byle ich móc ujrzeć.

   Trybuny odjechały na swoja właściwie miejsca, gdy podłoże rozbłysło, przekształcając się na właściwe pole. Z światła wyłoniły się białe kolumnady oraz świątynia, do której trzeba się było dostać, przemierzając ogromnie szerokie stopnie.

  Anubias i Dan jednocześnie wyrzucili bakugany. Drago stanął naprzeciw Horridiana. Tłum zawył od uciechy, spragniony drapieżnego i ostatecznego pojedynku.

   Splotłam dłonie razem. Paznokcie mocno wpiły się w skórę. Starożytni, niech to się dobrze skończy.


*****


   Gdy pierwszy raz zobaczył Dana, zapragnął z nim walki. Dlaczego? Powód był niezwykle prosty.

   Pasja. Kuso wkładał całe swoje istnienie w bitwy, angażując każdy fragment siebie. Jego emocje odbijały się w ruchach Drago jak w lustrzanym odbiciu. Wtedy Anubias po raz pierwszy pomyślał, że pojedynki z kimś, kto miał ideały, musiały być ekscytujące.

   Niestety powód, dla którego w ogóle postawił tu stopę, ograniczał jego szansę na stoczenie takiej walki. Ale zakosztował jej już; na samym początku gdy nie miał jeszcze drużyny. To jedynie rozbudziło w nim głód. Niepowstrzymane pragnienie, które wierciło go w żołądku, nie dając się zasycić niczym innym.

   Dlatego dzisiaj miał zamiar ucztować, póki jego mistrz się nie odezwie. Miał do tego w końcu prawo!

   Początek bitwy był dobry. Dan nie szarżował na niego z pełną siłą, ale widać było, że odzyskał już większość wiary w siebie. Ataki Drago były silne i przemyślane. Jednak i tak brakowało mu tego dawnego starcia. Pragnął poczuć ponownie ten dreszcz. Zmusić Dragonoida do użycia pełni mocy.

   W końcu Anubias był zachłannym człowiekiem.

– No dawaj, Kuso! Natrzyj na mnie!

   Nie przejął się, gdy Wojownik pozostał przy swojej bezpiecznej strategii i przeorał Horridianem kawałek terenu. Miał na to przygotowaną odpowiedź. Aktywował kartę otwarcia, odbierając Drago możliwość używania tarczy niwelującej czy jakiejkolwiek karty defensywnej. Teraz jedyna ich opcją pozostał atak.

Teraz już nie masz wyjścia!

   Dan zacisnął pięść, spinając się. Anubias uśmiechnął się. Jeśli istniała jedna rzecz, której Kuso nienawidził, to była nią przegrana. Dlatego użył kolejnego ataku. Osnuła ich gęsta mgła, dzięki czemu oddzielili się od irytującej widowni. Dragonoid zaryczał, kiedy dwa klony Horriadana rozorały pazurami jego klatkę piersiową. Bakugan padł na ziemię przy akompaniamencie rozpaczliwego krzyku Dana.

Zmuś ich go do użycia pełnej siły.

   Nigdy z większą przyjemnością nie wziął się do wypełnienia polecenia mistrza Magmela.


****


   Był przekonany, że dadzą radę. Godziny spędzone na opuszczonej arenie powinny przynieść upragnione owoce. Przez pierwszą połowę bitwy wszystko szło zgodnie z planem. Drago nie sięgał za głęboko w nową moc, dzięki czemu nie tracił kontroli.

   Do chwili gdy Anubias pozbawił ich atutowej karty. Dan zacisnął pięści, czując pustkę w głowie. Został postawiony przed ścianą. Drago ciężko dyszał, krzywiąc się od doznanych obrażeń. Horridian tylko czekał na jego ruch, ostrząc pazury. Nad ich głowami ludzie wrzeszczeli, a tysiące spojrzeń próbowało go ujrzeć przez gęstą mgłę.

To wszystko, co masz? – zakpił Anubias. – Wielki Dan Kuso?!

   Szatyn nabrał powietrza. Musiał kontrolować nie tylko Drago, ale i swoje emocje. Anubias chciał go sprowokować, by użył pełni sił. A on obiecał, że nie będzie szalał. Jego przyjaciele czekali na niego na trybunach. Nie mógł ich znów zawieść.

Drago!

Dam radę! – Bakugan podniósł się. – Nie złamiemy naszej obietnicy!

Co to za przedstawienie? – sarknął Anubias.

Nie dam się wciągnąć w twoje gierki. Cała reputacja Wojowników leży w moich rękach.

   Blondyn uniósł brew, po czym odrzucił głowę i zaśmiał się.

Błagam cię, Kuso. Tutaj nie ma żadnych drużyn – Wycelował w niego palcem. – To bitwa tylko między tobą a mną!

Możesz tak myśleć. Ale Wojownicy to jedność.

   Mina Anubiasa wyrażała, jakby chłopak z trudem powstrzymywał wymioty. Potrząsnął głową z dezaprobatą, kiedy nagle jego twarz wykrzywił krzywy uśmiech.

Na szczycie może stać tylko jedna osoba. Zwycięzca, bohater tej Bakuprzestrzeni! - Rozłożył ręce. – A twoja prawdziwa moc, to ci umożliwi! Więc dawaj! Nie hamuj się! Pokaż pełnię potęgi!

   Wtem Dan wyraźnie poczuł, jak atmosfera wokół niego ulega zmianie. Otuliło go lodowate powietrze, a mgła zgęstniała. Wtedy ból ostry niczym sztylet ugodził w jego skronie z mocą młota. Opadł na jedno kolano, a przed oczami zaczęły mu skakać kolorowe zygzaki. Odniósł wrażenie, władzę nad jego ciałem przejmuje ktoś inny. Podniósł się i zachwiał. Nie był w stanie myśleć. W głowie miał tylko jednostajny głośny szum, który wypłaszał wszelkie myśli i zagłuszał głosy z zewnątrz.

   Przez to okrzyk Shuna nawet do niego nie dotarł, co może uratowałoby go przed tragedią.

Dawaj! Dawaj! Uwolnij moc! krzyczał głos zapalczywym tonem.

   Tam, gdzie jeszcze przed chwilą stał Anubis, teraz jawił mu się stwór. Jego złoty pancerz odbijał czerwone otaczające go płomienie, natomiast w oczach widniało czyste zło. Wrzasnął, czując, że ból się pogłębia. Tortury zaczęły rozlewać się na całe ciało.

Użyj! Użyj! Użyj!

   Musiał zostać wciągnięty w inny wymiar. Nie miał pojęcia, jak Sześciooki tego dokonał, ale jedynym wyjściem było pokonanie go. Zwłaszcza, że z mgły wyłonił się również ogromny bakugan.

Draaago!

   Smok zaryczał. Kajdany samodyscypliny i rozsądku pękły. Dan podniósł rękę.

Uderzenie smoczej mocy!

   Otoczenie zatonęło w czerwieni.



****


   Reiko złapała mnie za dłoń w sekundzie, gdy wyczułam, że coś wdziera się do przestrzeni. Nie umiałam tego zobaczyć, ale tego zimna nie dało się zapomnień. Zacisnęłam mocniej szczękę, wpatrując się w niewyraźne sylwetki bakuganów.

   Równocześnie z rykiem Drago nastąpił wybuch czerwonej energii. Łzy stanęły mi w oczach, gdyż światło było niemal oślepiające. Siła uderzeniowa oraz strumienie pyłu sprowokowały okrzyki na całej widowni. Zaparłam się mocniej nogami i przytrzymałam barierki, by nie wpaść na pierwsze rzędy.

   Mgła również została wymieciona, dzięki czemu można było ujrzeć arenę. Wiele kolumn leżało roztrzaskanych, a przez całą długość areny biegła głęboka bruzda. Horridan nie miał szans w starciu z tym przytłaczającym atakiem. Fioletowa kulka powróciła do swojego gracza.

   Drago znów zaryczał, a Dan dalej krzyczał, choć było po bitwie. Poczułam gulę w gardle, gdy w arenę uderzyły pioruny. Zerwał się gwałtowny wiatr. Niebo nad nami przybrało ciemnoszary kolor i otwarło się w środku tunel.

Mechtogan… wyszeptała oszołomiona Reiko.

Jess! krzyknęli jednocześnie Shun i Marucho, rzucając się w moją stronę.

   Czerwony mechtogan o rozmiarach małej szkoły zawył, dając wszystkim znać o swoim przybyciu. Rozległy się też pierwsze okrzyki przerażenia.

Kurwa mać! zaklęłam i odwróciłam się do chłopaków. Coś jest z Danem! Biegnijcie tam! Ja dam radę!

   Nie potrzebowali więcej zachęt. Wyskoczyli przez barierkę, jedocześnie przywołując bakugany. Też wyciągnęłam Fludima.

Liczę na ciebie!

I vice versa!

   Cisnęłam go w dół, a kiedy ogarnęło go promieniowanie areny, przemienił się w swoją zwyczajową postać. Banda ameb Anubiasa również dołączyła do próby pacyfikacji tego metalowego kloca. Taylen wraz z Tristarem wytworzyli dwie osłony, by atak mechtogana nie rozerwał wszystkich na arenie na strzępy.

   Poczułam, jak ciepła i lepka jak maź substancja przelewa się na moją rękę. Reiko wpatrywała się uważnie w bakugana. Kiedy kloc wysunął działa, wrzasnęła.

Teraz!

   Dałam się jej pokierować i uniosłam dłoń, formując barierę. Standardowe gorąco wypełniło moje żyły, ale dzięki mocy od Reiko nie odczułam bólu. Wrzaski przerażenia płynnie zmieniły się w pomruk zdziwienia, gdy pociski mechtogana, które odbiły się od osłon bakuganów, zostały wchłonięte przez naszą błękitno – purpurową zaporę.

Słodki panie, udało się – jęknęłam.

To nie koniec – rzekła zaniepokojona Reiko.

   Zerknęłam na nią i zdałam sobie sprawę, że ciągle była niewidzialna. Więc dla wszystkich zgromadzonych wyglądało to tak, że sama wzniosłam taką potężną barierę. Szybko wyrzuciłam jednak tą rewelację z głowy, bo udzielił mi się niepokój Reiko.

   Był on słuszny, bowiem mechtogan ponownie zaatakował. Tym razem udało mu się i zmiótł bakugany Robina oraz Bena. Jego pociski były tak porażające, że na moment oślepiały.

   Drago zaryczał, ignorując nawoływania Taylena oraz Tristara. Miotnął też ogniem w Fludima, kiedy ten chciał do niego podejść. Wyglądał na podobnie oszalałego co Drago. Jego tęczówki z ciepłej zieleni przekształciły się w ocean szkarłatu. Wyraźnie się napiął, gdy Anubis ponownie włączył Horridiana do gry. Przebiegło mi przez myśl, że zareagował jak byk na czerwoną płachtę.

Reiko, pożycz mi jeszcze trochę mocy – poprosiłam cicho. Zrobiła, jak prosiłam. I trzymaj tą barierę.

   Nie czekałam na jej odpowiedź, przerzuciłam nogę przez barierkę i skoczyłam w sam środek bitwy.


****


   Mistrz Magmel opisywał, jak wyglądała moc zawarta w kluczu i bramie. Jej niepohamowaną potęgę i niszczycielską aurę. Lecz słyszeć o czymś, a doświadczyć tego na własnej skórze były zgoła innymi wydarzeniami. Przed chwilą niemal nie został pochłonięty przez ekstremalną temperaturę strumienia mocy, ale Drago nie wyglądał na zaspokojonego tym. Jeszcze jak jacyś pieprzeni rycerze na białych koniach musiała się pojawić jego drużyna.

   Mówił tym kretynom, by się nie wtrącali, ale oczywiście mieli to w nosie! Choć ich siły guzik mogły przeciwko takiemu monstrum. Anubias przygryzł wargę. Że też Kuso zdołał przywołać mechtogana i jeszcze mieć siły walczyć. Z drugiej strony przyczyna tkwiła pewnie w tym, że nie miał nad nim żadnej kontroli.

   To jednak nie zmieniało obecnej sytuacji. Parowanie ataków mechtogana z trudem przychodziło trójce bakuganów, a po oszalałym wzroku Dana widać było, że hipnoza całkowicie go pochłonęła. Anubiasowi absolutnie nie śpieszyło się do wczesnej śmierci, więc wyrzucił ponownie Horridiana. Jeśli powali Drago, stracą połączenie i kupa złomu się stąd wyniesie.

Muszę się ciebie pozbyć...pozbyć...pozbyć – Kuso pociągnął za włosy, niemal wyrywając sobie kępkę. Drago, teraz!

   Jednocześnie mechtogan wystrzelił pocisk. Kula energii pomknęła ku niemu, ale przejął ją na siebie Horridian. Jego zbolały skowyt poniósł się w przestrzeń.

   Wtedy niczym demon z czeluści piekła na tle mieniących się płomieni pojawił się Drago ze wzniesioną pięścią. Serce Anubisa załomotało, słysząc jego ryk.

NIEEE! DRAGO!

   Ktoś go złapał za kołnierz. Pięść opadła, a dym wystrzelił ku niebu. Podłoga się zatrzęsła. Kilka kawałków kamienia opadło na płytki z okropnym rumorem.

   Anubias zamrugał kilka razy, by pozbyć się kolorów sprzed oczu. Gdy wzrok mu się znów wyostrzył, wokół panowała martwa cisza. Przed nim samym rozciągała się delikatnie fioletowa bariera, w której utkwiło kilka ostrych kawałków podłoża. Jeden z nich był rozmiaru pięści i gdyby nim oberwał, miałby murowany pobyt na ostrym dyżurze.

Jesteś pieprzonym idiotą – rozległo się nad nim. Stałeś i czekałeś, aż zostaniesz marmoladą?

   Uniósł brew, zerkając przez ramię. Że ze wszystkich ludzi to styropian postanowiła mu pomóc?

   Obdarzyła go zirytowanym spojrzeniem. Jedna z jej tęczówek wyglądała jak vestaliańska. Opuściła ręką, tym samym odwołując barierę.

Jest kłopotliwa – rzekł kwaśno Magmel.

   Tutaj nie mógł się nie zgodzić. Z taką siłą stanowiła dla nich zagrożenie większe niż Shun Kazami czy Marucho Marukura.


****

   Szok widowni w końcu ustąpił. Tak samo jak hipnoza Dana i Drago. Od razu rozległo się buczenie oraz krzyki, że lider Wojowników oszukiwał i złamał zasady. Arena była niemal całkowicie pogruchotana. Zaledwie kilka kolumn nie uległo zniszczeniu, a ozdobne płytki były porozbijane na drobne kawałki.

   Dan odzyskał jasność umysłu, bo nie widział już przed sobą roześmianego Sześciookiego. Jednak jego ciało oraz umysł nie były w stanie wyjść z odrętwienia. Patrzył na dłonie, które drżały. Wydarzenia ostatniej godziny przewijały się przed jego oczami niczym zepsuta taśma filmowa.

   Prawie zabił Anubiasa. Celował w swoich przyjaciół. Przywołał mechtogana. On...on…

   Zaczął coraz szybciej oddychać. Nie był w stanie porządnie odetchnąć. Jakby jego płuca się zablokowały. Nagle poczuł okrągła kulkę w dłoniach.

Dan…

   Głos Drago podział na niego od razu. Udało mu się wtoczyć trochę tlenu i zdusić na moment panikę.

Za złamanie licznych zasad oraz przywołanie mechtogana Dan Kuso zostaje zdyskwalifikowany – podjął decyzję sędzia, co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem.

  Uniósł głowę. Odniósł wrażenie, wpatrywało się w niego tysiące wściekłych i zawiedzionych oczu. Jednak on skupił się na barierze, która ochraniała widzów od areny. Odczuł ulgę i wdzięczność, że Jessie z Reiko zareagowały za niego.

Zwycięzcą i nowym mistrzem Bakuprzestrzeni zostaję Anubis z drużyny Anubisa!

   Mimo wygranej twarz blondyna zdobiła ponura zaduma. Pomachał kilka razy do wiwatującego tłumu, lecz jego ruchom zabrakło energii. Dan powiódł wzrokiem dookoła, szukając Jessie. Musiał jej podziękować za wsparcie.

Wezwijcie pielęgniarkę! krzyknął Shun, ściągając na siebie uwagę.

   Podtrzymywał Jess, która choć przytomna, była niezwykle blada i wyraźnie się chwiała. Zrobiło się zamieszanie, bo na trybunach ludzie zaczęli się przepychać, by móc ją lepiej ujrzeć. Uwaga przeszła w inną stronę.

   Poczuł gorzkim smak w gardle, kiedy pomyślał, że to jego okazja na ucieczkę. W niehonorowy, obrzydliwy sposób, wykorzystujący gorszy stan jego przyjaciółki. Ale przeczuwał, że nie będzie teraz w stanie spojrzeć Shunowi ani Marucho w twarz. Zawiódł ich. A widok rozczarowania w ich oczach z pewnością by go do reszty załamał.

   Dlatego obrócił się na pięcie. Zgarbił się. Ciężar jego tchórzostwa osiadł na ramionach.

Przepraszam, Jessie.

   I odszedł. Pokonany, ledwo powstrzymując się od płaczu.


****

   Sellon weszła do szatni, wcześniej odprawiając Chris i Soon pod pretekstem potrzeby chwili dla siebie. Tak jak się spodziewała, Anubias siedział już w środku.

Gratuluję mistrzostwa.

   Fuknął tylko na jej ironię i odchylił się, zakładając ręce na torsie.

Bitwy, gdzie przeciwnik nie ma nad sobą kontroli, nie są zabawne – mruknął.

   Zdusiła ochotę, by przewrócić oczami. Chłopak był czasami niezwykle dziecinny, zupełniej zapominając, jaki był ich najważniejszy cel. Nabzdyczał się, gdy nie dostawał tego, czego chciał.

Ale wykonałeś plan. Tak jak chciał mistrz Magmel – przypomniała. Teraz gdy ich moc się w pełni obudziła, kwestią czasu pozostaje powrót mistrza z ciemności.

   Machnął niecierpliwie ręką, jakby odganiał irytującą muchę.

Przecież wiem.

Gdy wszystko się spełni, będziesz mógł się poświęcać w tych swoich walkach ile wola zapragnie.

Co zrobimy z Jessie? - zmienił nagle temat. Jej moc jest większa niż była nam powiedziane.

Ja się tym zajmę – Uśmiechnęła się. Rozbicie Wojowników teraz będzie niezwykle łatwe.

   Chciała mówić dalej, ale przeszkodziły jej uderzenie drzwi o szafki, aż się zatrząsały. Do środka wpadła zaaferowana Akane, która ciągnęła za sobą za kołnierz Dylana. Za nimi weszła niższa dziewczyna w okularach, której Sellon nie znała. Akane potoczyła dookoła zaaferowanym wzrokiem, podczas gdy jej koleżanka przyjrzała na nich szybko, ale uważnie. Od razu nie spodobało się to Sellon.

Gdzie jest Jess? Hoshimura była zbyt przejęta przyjaciółką, by nabrać jakiś podejrzeń.

Powinna być w kozetce pielęgniarki. To na końcu korytarza.

Zaprowa… zaczął Dylan, na co Akane szarpnęła kołnierz.

Kasuj lepiej to nagranie, a nie się przymilasz – syknęła i skierowała się do wyjścia. Wybaczcie za przeszkadzanie w schadzce!

   Jej przyjaciółka lekko się skinęła i również odeszła, zamykając drzwi.

Aż ciężko uznać, która z nich jest najgorsza – stwierdził Anubias.

   Sellon tego nie skomentowała. Popatrzyła przez chwilę w drzwi, intensywnie myśląc. Skrzywiła się lekko, zdając sobie sprawę, że brakuje jej informacji. Ale zdobycie ich nie będzie stanowiło problemu.


****


   Ciężki plecak opadł na panele z głuchym stuknięciem. Dan jeszcze raz obejrzał się po pokoju, patrząc czy niczego nie zapomniał. Niby mógł zawsze wrócić, dzięki portalowi od Drago, ale wolał choć kilka dni spędzić w odosobnieniu. Zdążył jeszcze napisać do Jess krótką wiadomość, w której przepraszał i prosił, by go nie szukać.

Jesteś pewny? spytał jego partner.

Zawaliliśmy na całej linii, Drago – westchnął, zaciskając pięść. – Musimy trenować, ale nikt nie może nam w tym przeszkodzić.

Dlatego wybrałeś Vestroię.

A nie tęsknisz za domem?

Oczywiście, choć już przyzwyczaiłem się do przebywania tu, ale nie zmieniaj tematu. Nie zamierzasz powiedzieć Marucho ani Shunowi?

Mają dość kłopotów przeze mnie – Dan pokręcił głową.

   Niewypowiedziane „boję się” zawisło między nimi jak ciężki miecz. Bakugan umilkł, natomiast Dan złapał za ramiączko plecaka i wolno zszedł do salonu. Na ogromnym plazmowym telewizorze grupka dziewcząt wykonywała polecania instruktorki jogi. Jego mama z ciężkim sapaniem również próbowała odtworzyć pokazywane pozycje.

W lodówce masz obiad – powiedziała, nawet nie odwracając głowy.

Wyjeżdżam na chwilę.

Słucham? - Zastopowała nagranie i spojrzała na niego. – Na ile? Dokąd?

Musimy trenować z Drago. Dlatego lecę do Vestroii.

   Minako odetchnęła ciężko, po czym podniosła się i zmierzwiła synowi włosy. Wyraźnie widziała, że coś nie grało, ale wiedziała, że Dan nie odpowie jej na żadne pytanie. Zbyt dobrze go znała.

Kiedy wrócisz?

Za tydzień? Albo chwilę później.

Tylko uważaj na siebie.

A i mamo proszę, nie mów o tym nikomu.

Nawet Shunowi i Marucho.

Nawet im.

   Coraz mniej podobała jej się ta sytuacja, ale zgodziła się. Dan uśmiechnął się lekko wymuszenie i ruszył do wyjścia. Nie zdążył zamknąć furtki, gdy dopadł go ledwie zipiący Joseph.

Co ty tu robisz? - zdziwił się Dan.

Coś tak czułem, że zaszyłeś się w domu – odparł chłopak, ścierając pot z czoła. – W sumie się nie dziwię po dzisiaj.

   Kuso drgnął na wspomnienie walki. Joseph chyba tego nie zauważył, bo utkwił wzrok w jego plecaku.

Gdzie się wybierasz?

Trenować.

He? Teraz?

   Dan zmarszczył brwi.

O co ci chodzi?

No bo… - Joseph urwał, nie wiedząc jak to ubrać w słowa. – nie wolisz odpocząć? Przypuszczam, że musisz być wykończony.

   Miał rację. Dan trzymał się prosto jedynie przez swój wrodzony upór. Najchętniej ukryłby się w pokoju i zasnął na wiele godzin, ale gdyby tak zrobił, trudniej byłoby mu potem odejść.

Nie mam na to czasu.

Kiedy wracasz?

Za niedługo – uciął.

   Poczuł się źle, że tak odpychał dawnego przyjaciela, ale nie miał wyjścia. Chciał jak najszybciej się stąd wydostać.

Cóż..to powodzenia.

Dzięki. I przepraszam – mruknął, odwracając się.

   Nie oglądając się za siebie, podążył w stronę bardziej zarośniętej części parku. Tam Drago otworzył portal. Przełknął ślinę. Tym razem musiało się powieść. Będą trenować dni i noce, aż zyskają całkowitą kontrolę. Dopiero wtedy wróci i szczerze z całego serca przeprosi wszystkich. Do tego czasu mogą nim pogardzać.

   Podróż zajęła im może dwie minuty. Ledwo stanął na brązowej ziemi, od razu owładnęło go świeże powietrze. Wrócili do Nowej Vestroii.



****


   Spektakularne ratowanie sadomaso absolutnie mi się nie opłaciło. Już pomijając, że cham nawet nie podziękował, to szybko odczułam konsekwencje takiego pożyczania mocy. Ledwo doszłam do Shuna oraz Marucho, to świat już mi zawirował. Poczułam, jak miękną mi nogi i bym padła, gdyby Kazami mnie nie podtrzymał.

Jess – san, trzymaj się! krzyknął Marucho.

   Co potem się działo, to niespecjalnie pamiętałam. Próbowałam z klasą utrzymać przytomność, ale gdy poczułam, że mam do wyboru między zemdleniem a zwymiotowaniem komuś na buty, bez wahania wybrałam pierwszą opcję. Dlatego ocknęłam się potem pod białym prześcieradłem z uczuciem, jakbym jeszcze nie wytrzeźwiała. Powoli rozchyliłam powieki i zostałam uraczona widokiem wianuszka osób wokół łóżka z twarzami wyrażającymi zatroskanie bądź zasępienie

To moje ostatnie namaszczenie, że macie takie miny? – spytałam i spróbowałam się podnieść.

   Szybciutko powróciłam na poduszkę, gdyż moje mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Jeszcze poczułam takie zakwasy, że klękajcie narody. Zachciało mi się być bohaterką, cholera jasna.

Jak cię zdzielę, to jest na nie spora szansa – oświadczyła Akane, która siedziała koło mojej głowy. – Śpieszy ci się?

   Haruka za jej plecami pokiwała energicznie głową. Nawet nie byłam zaskoczona ich widokiem, zawsze wiedziały, kiedy wpadałam w tarapaty.

Błagam, to nawet nie było ryzykowne – Przewróciłam oczami.

Baliśmy się o ciebie, Jess! - zawołał Marucho.

Mieliście trzy lata, by się przyzwyczaić – uznałam i pogładziłam Fludima. – Jak wygląda sytuacja?

Anubias zdobył tytuł mistrza, a Dan zniknął – odparł Shun.

   Ponownie ogarnęło mnie zimno.

Jak to zniknął?

Nie możemy się z nim skontaktować – posmutniał Marucho.

Wykorzystał chwilę, gdy się gorzej poczułaś – uzupełnił Kazami.

Strzelił focha z powodu przegranej? – Aki uniosła brew i uchyliła się, zanim Shiena zdołała ją zdzielić przez kark.

   Zrobiło mi się sucho w gardle. Co znowu wymyślił Dan? Gdzie polazł? Wnioskując po słowach chłopaków, do niczego im się nie przyznał.

Nie dziwię mu się – odezwał się Tristar. – Po takiej przegranej też nie chciałbym nikogo widzieć.

Tylko że z Danem dzieje się coś niedobrego – przerwał mu Shun. – Co mi przypomina – Zwrócił się do mnie. – Dlaczego przyprowadziłaś Reiko i nam nie powiedziałaś?

   Ścisnęło mnie w sercu. Znów musiałam pominąć istotne fakty i modlić się, by to kupili. Wtedy ogarnęła mnie złość. Czemu to zawsze musiałam być ja? Dlaczego musiałam sprzątać po Danie, który jeszcze zostawił mnie z tym samą?! Naprawdę myślał, że po czymś takim wszystko wróci do normy?!

Sama o to poprosiłam Jessie.

   Wszyscy podskoczyli na nagłe pojawienie się Reiko. Zjawa pojawiła się koło drzwi i spokojnie podfrunęła do nas. Odetchnęłam w środku, bo byłam uratowana.

Dlaczego?

Gdy usłyszałam, że Dan przywołał mechtogana, chciałam to sprawdzić na własne oczy.

Mam pytanie – Aki uniosła rękę niczym w szkole. – Czym są właściwie mechtogany?

Najprościej mówiąc, to cielesna manifestacja więzi między wojownikiem a jego bakuganem. Kiedy jest wystarczająco potężna, wtedy są w stanie przyzwać mechtogana – wyjaśniła Reiko. – Niestety istnieją ich złe wersje, które powstają kiedy w przestrzeni jest zbyt wielkie nagromadzenie chaosu. Dlatego chciałam to sprawdzić.

Dan nie panował nad swoim – spostrzegł Marucho. – Więc był zły?

Nie do końca. Jednym jest jego przywołanie, a drugim zapanowaniem nad nim. Jeśli mechtogan wyczuje, że wojownik i bakugan nie są w doskonałej harmonii, to zacznie szaleć.

A to nasuwa kolejne pytania – mruknął Shun. – Dan i Drago walczą ramię w ramię od lat. Więc co się stało?

   Reiko rozłożyła ręce.

Obawiam się, że na to nie znam odpowiedzi.

   Kłamstwo gładko ześlizgnęło się z jej języka. Ale przynajmniej ukoiła tym wszelkie podejrzenia dwójki Wojowników.

A zmieniając temat – zaczęła Aki, by nie zapadła cisza. – To nie masz się co martwić o filmiki z tej bitwy. Pogadałam z Dylanem.

Pogadałam to spore niedopowiedzenie – wytknął Leaus.

Raczej pogroziłaś mu w biały dzień – poparła go Haruka.

Ale efekt został osiągnięty! Żadne nagranie nie pojawi się w sieci, chyba że Dylan zechce odwiedzić ostry dyżur.

Doceniam, ale i tak to będzie teraz gorący temat. Tam było mnóstwo ludzi – przypomniałam sobie.

Pierdolnę im, nim zdążą się odezwać.

Ale fakt faktem lepiej byś trochę odpoczęła – stwierdziła Haruka. – I tak jest po turnieju.

Popieram – przytaknął Shun. – Razem z Marucho będziemy kontrolować sytuację.

   Uśmiechnęłam się delikatnie.

W ogóle Anubias lubi się z Sellon? – spytała nagle Shiena.

Mowy nie ma – odparłam zdziwiona. – To dwa przeciwległe bieguny.

To dziwne, bo widziałyśmy, jak rozmawiają w szatni.

Czasami wymienili jakieś zdania – zaoponował Marucho.

Ale nigdy nie na osobności – zauważyłam. – Oby jego kretynizm na nią nie przeszedł, byłaby to nieodżałowana strata.

   Drzwi znów się otwarły, ale tym razem była to pielęgniarka. Zmarszczyła brwi na widok tego kółeczka wzajemnej adoracji i oparła dłoń o biodro.

Pozwoliłam wam być tylko, aż się wybudzi. Teraz potrzebuje wypoczynku, więc sio. Wróćcie najszybciej za dwie godziny – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem i odsunęła się, wskazując na wyjście.

   Gdy wszyscy wyszli potulnie jak baranki, uśmiechnęła się do mnie i podała dwie tabletki oraz szklankę wody.

Przeciwbólowe – wyjaśniła. – Wzrosło ci też ciśnienie, więc sugerowałabym, żebyś poleżała i próbowała zasnąć. Za niedługo wrócę i sprawdzę, jak się czujesz.

   Podziękowałam i po wzięciu leków zakopałam się pod kołdrę. Słyszałam, że kobieta krząta się dookoła, a po około kwadransie wyszła. Wychyliłam głowę.

Myślisz, że popełniłam błąd, Fludi?

Skacząc na ratowanie Anubiasa? Owszem.

   Przewróciłam oczami.

Nie, nie mówiąc chłopakom prawdy.

Zamilkł, by po chwili wtulić się w mój policzek.

Dotrzymujesz obietnicy – pocieszył mnie. – Żadna z tych sytuacji to nie była twoja wina.

Gdyby wiedzieli o Sześciookim, może nie byłoby takich tarć.

Albo byłyby większe. Ciężko stwierdzić.

Jestem zmęczona.

To się kładź.

Nie tak – pokręciłam głową. – Tym wszystkim, co się dzieje. Jeszcze Gawain – Podciągnęłam kołdrę pod samą brodę. – Czy ja zawsze musżę mieć jakieś problemy?

No takie masz szczęście.

   Skoro mogłam mieć chwilę dla siebie, to sięgnęłam po słuchawki i podpięłam do telefonu. Znając życie, za niedługo dzisiejsze wydarzenia dosięgną uszu zarówno Spectry jak i mojego brata, a wtedy z całą pewnością będę mogła pocałować jakikolwiek spokój na długi czas. Dlatego dałam się pochłonąć muzyce, udając, że wcale całe moje życie po raz kolejny nie wali mi się na łeb.